Miss Polski Agnieszka Kotlarska zamordowana przez psychofana
PAP/Cezary Słomiński/Witold Jabłonowski

Zabójca miss Polski Agnieszki Kotlarskiej wyszedł na wolność. Jej mąż drży teraz o córkę: "Odgrażał się, że wie co zrobi, gdy wyjdzie!"

Miss Polski Agnieszka Kotlarska zamordowana przez psychofana
PAP/Cezary Słomiński/Witold Jabłonowski

Zdobyła tytuły Miss Polski i Miss International, została modelką i pracowała dla wielkich projektantów.  Miała kochającego męża, uroczą córeczkę, ale i psychofana, który zabił ją, bo nie mógł z nią być. Dziś morderca Agnieszki Kotlarskiej znów jest na wolności. I budzi lęk.

Nie chce pokazywać twarzy. Nie zgadza się też na publikowanie aktualnych zdjęć swojej córki. Jarosław Świątek boi się, że mężczyzna, który 17 lat temu zamordował jego żonę Agnieszkę, a dwa lata temu wyszedł z więzienia, będzie próbował go odnaleźć. I dokończyć to, czego nie udało mu się zrobić 27 sierpnia 1996 roku.

Przyszedł, żeby zabić

To miało być miłe rodzinne popołudnie. Agnieszka po raz pierwszy od dawna miała dzień wolny, mogła go spędzić z mężem i córeczką. Całą trójką wyszli z domu, wsiedli do auta i już mieli ruszać, gdy usłyszeli krzyk. „Agnieszka! Pamiętasz mnie?”, wrzeszczał jakiś mężczyzna. Jarosław zapytał żonę, czy zna tego człowieka, a gdy zaprzeczyła, wysiadł z samochodu, żeby przepędzić intruza.

– Wtedy on wyjął nóż i rzucił się na mnie – wspomina Świątek.

Obaj upadli na chodnik, zaczęli się szarpać, w końcu napastnik ugodził Jarosława w nogę, tuż nad aortą.

– Gdy Agnieszka zobaczyła, że krwawię, wyskoczyła z auta i zanim się podniosłem, on już ją dopadł. Zadał jej cztery ciosy. Wszystkie śmiertelne – mówi nam Jarosław Świątek. – Dokładnie wiedział, jak uderzyć, żeby zabić. Przyszedł, żeby nas zabić – dodaje.

Wszystko trwało niecałą minutę, ale choć przechodnie natychmiast rzucili się, żeby pomóc rannej, Agnieszki nie udało się uratować. Zmarła w karetce, w drodze do szpitala. Kilka godzin później było wiadomo, kim jest morderca. Jerzy L. sam zgłosił się na policję. Podczas procesu wyszło na jaw, że obserwował dom Świątków od kilku dni. Siedział na drzewie, ukryty między gęstymi liśćmi. Sprzedawcy, od którego kupił nóż, powiedział, że ma być taki, by się przypadkiem sam nie złożył. Zabójca przyznał się, że o Agnieszce Kotlarskiej myślał od sześciu lat, dokładnie od chwili, kiedy w 1990 roku zobaczył ją podczas wyborów Miss Wrocławia. Wtedy ubzdurał sobie, że jest miłością jego życia. Dzwonił do jej domu, pisał listy, śledził jej karierę i ją samą, gdy była w Polsce. Dlaczego nikt nie zareagował? Nie powstrzymał szaleńca? Powód jest prosty. Agnieszka powiedziała o nękającym ją mężczyźnie tylko swojej mamie, mężowi nie chciała o tym mówić, żeby go nie martwić. Prawdopodobnie nie sądziła, że namolny wielbiciel będzie zdolny do zbrodni.

Życie jak piękny sen

Gdy Jarosław Świątek wspomina tamten tragiczny dzień, łamie mu się głos. Choć minęło 17 lat, jego rany nie zagoiły się ani trochę.

– On mi zabrał cały świat. To, co mieliśmy z Agnieszką, to była bajka. Przeżyliśmy razem najcudowniejsze chwile mojego życia – mówi.

Ale gdy się poznali, nic nie wskazywało na to, że połączy ich miłość. Powód? Agnieszka mu się... nie podobała! Spotkali się w 1990 roku. Ona miała 18 lat i przyszła na casting do wyborów Miss Wrocławia, on był  organizatorem tego konkursu.

– Byłem przeciwny, żeby wygrała. Nie głosowałem na nią ani w wyborach Miss Wrocławia, ani potem w Miss Dolnego Śląska – wspomina.

Ona jednak wygrała, a Świątek, jako jej opiekun, ruszył w trasę po Polsce. Odwiedzali miejsca, w których wizyta miss była wielką atrakcją. Zaiskrzyło między nimi w sylwestra. Zostali parą i do wyborów Miss Polski 1991 Agnieszka stanęła już jako dziewczyna jednego z organizatorów.

– Widziałem, że staje się faworytką konkursu, więc prosiłem jurorów, żeby na nią nie głosowali, dali jej tytuł I wicemiss, ale niech nie wygrywa – opowiada Jarosław.

Przyznaje, że bał się plotek i zarzutów, że tytuł Miss Polski dostała dzięki niemu. Prośby nic nie dały, wszyscy jurorzy zagłosowali na Agnieszkę. I mieli nosa. Kilka miesięcy później Kotlarska wygrała konkurs Miss International. Była pierwszą Polką, która sięgnęła po ten tytuł.

Miss Polski Agnieszka Kotlarska zamordowana przez psychofana
PAP/Cezary Słomiński

Korona najpiękniejszej jednak jej nie wystarczała. Dlatego na początku 1992 roku Agnieszka poleciała do USA na casting do jednej z agencji modelek. Po sesji wróciła do Polski, czekała propozycje kolejnych zdjęć, ale telefon milczał. I gdy przestała już wierzyć w to, że ma szansę na karierę modelki, zaproponowano jej kontrakt. Ale zanim Agnieszka wyleciała do Stanów, miała poważną rozmowę z ukochanym. Nie wiedziała, jak długo nie będą się widzieć, i chciała mieć pewność, że Jarek będzie na nią czekał.

– Dała mi ultimatum. Jeśli chcę z nią być, to muszę zrezygnować z pracy przy organizacji konkursów piękności. Była zazdrosna. Nie miałem wyjścia – mówi.

Rozłąka trwała ponad cztery miesiące. Ona w Ameryce chodziła z castingu na casting, on starał się o wizę, by móc dołączyć do ukochanej. Wtedy było to potwornie trudne, bo prawo wyjazdu do Stanów dostawało 40 osób na 1000 chętnych. Pech chciał, że wniosek Świątka trafił do urzędniczki, która słynęła z tego, że odmawiała wszystkim. Usiadł przed nią i opowiedział całą historię swojej miłości do Agnieszki. Po godzinie miał w paszporcie amerykańską wizę. Niedługo potem dołączył do ukochanej, która w Nowym Jorku powoli budowała swoją karierę.

Muza Ralpha Laurena 

Pierwszą pracę Agnieszka dostała dopiero po pół roku. Nic specjalnego, ale dzięki tamtej sesji zauważył ją Ralph Lauren. A jak już ją złapał, to nie wypuścił.

– Przez rok była „jego dziewczyną” – wspomina mąż byłej miss.

Robiła dla niego całe kampanie w przeróżnych zakątkach świata, a w 1993 roku otwierała pokaz Laurena, po którym projektant wysłał jej swoim prywatnym samolotem wart kilka tysięcy dolarów bukiet egzotycznych kwiatów oraz własnoręcznie napisane podziękowania. Lubił z nią pracować także Albert Watson, ówczesna ikona fotografii mody. Jej zdjęcia publikowały magazyny z całego świata, w tym ten najważniejszy w branży – amerykański „Vogue”. Zobaczyła cały świat, a świat patrzył na nią. Choć w Stanach Agnieszce i Jarkowi układało się świetnie – mieli mieszkanie na Manhattanie i dom w New Jersey – to chcieli mieć też spokojną przystań w Polsce. Budowę domu w rodzinnym Wrocławiu kończyli w pośpiechu, gdy Agnieszka zaszła w ciążę. Nie chciała rodzić w Stanach. Może także dlatego, że jej współpracownicy mówili, że to nie jest dobry moment na dziecko, że zniszczy sobie karierę. Pojawiły się nawet sugestie, żeby usunęła ciążę, ale ona nie chciała o tym słyszeć. Pracowała do piątego miesiąca ciąży, bo brzuszek pokazał się bardzo późno. Gdy był już widoczny, Agnieszka i Jarosław postanowili wrócić do Polski, wcześniej jednak wzięli ślub w ratuszu na Manhattanie. W grudniu zamieszkali w swoim nowym domu we Wrocławiu, a tuż przed Bożym Narodzeniem urodziła się ich córka Patrycja. Ale urlop macierzyński Agnieszki trwał krótko. Wiosną znów była w USA, bo dzięki temu, że błyskawicznie zrzuciła zbędne kilogramy, mogła wrócić do pracy. Znów zatrudniały ją wielkie marki, do promowania swojej kolekcji wybrał ją Calvin Klein, ale ona wiedziała, że modeling nie będzie trwał wiecznie, i zaczęła się uczyć aktorstwa. Jej dobra passa trwała w najlepsze. Poznawała największe gwiazdy show-biznesu, bywała na przyjęciach, na które zapraszano Madonnę, zaprzyjaźniła się z Mickeyem Rourkiem.

Miss Polski Agnieszka Kotlarska zamordowana przez psychofana
PAP/Cezary Słomiński

Zawsze myślała o sobie, że jest dzieckiem szczęścia, ale w lipcu 1996 roku poczuła to szczególnie. Była wtedy w Polsce i planowała  lecieć do Stanów, żeby dołączyć do ekipy, z którą miała pojechać na sesję do Paryża. Mąż namówił ją jednak, żeby została trochę dłużej w Polsce, a do Francji poleciała bezpośrednio z Warszawy. Posłuchała go i gdy potem szykowała się do wyjazdu na lotnisko, usłyszała, że samolot relacji Nowy Jork – Paryż rozbił się tuż po starcie. Zginęła cała załoga i wszyscy pasażerowie, w tym ekipa, z którą Agnieszka miała robić sesję. Gdyby nie posłuchała męża, też byłaby na pokładzie tej maszyny, więc potraktowała to jako znak i pokochała życie jeszcze bardziej. Półtora miesiąca później znów była na walizkach. Tym razem miała lecieć na dłużej do Stanów, gdzie czekał na nią wart półtora miliona dolarów kontrakt z Estée Lauder. Nie chciała się rozstawać z rodziną, więc razem z nią mieli wyjechać mąż i mała Patrycja.

Kocha się raz

Te plany przekreślił Jerzy L. Gdy zabił Agnieszkę, odebrał też sens życia jej mężowi. Przez pierwsze miesiące po śmierci żony Jarosław żył na środkach uspokajających. Niewiele z tego czasu pamięta. Przy życiu trzymała go tylko córka, to dla niej się otrząsnął i postanowił, że musi się nauczyć normalnie funkcjonować. Patrycja nie pamięta swojej pięknej matki ani tamtego tragicznego dnia. Miała wtedy dwa i pół roku. Zna ją wyłącznie z fotografii, bo choć dziś ma 20 lat, wciąż nie jest gotowa na oglądanie filmów z mamą. Ani tych z konkursów piękności, ani tych amatorskich, kręconych przez ojca. Nie jest podobna do matki, ale odziedziczyła po niej miłość do samochodów i szybkiej jazdy. Nigdy nie chciała być modelką ani miss. Od lat mieszka z ojcem za granicą, bardzo rzadko odwiedzają Polskę. Nie chcą tu przyjeżdżać, zwłaszcza teraz, gdy Jerzy L. znów jest na wolności.

– Wiem, że jeszcze gdy siedział w więzieniu, to się odgrażał, co zrobi, gdy wyjdzie. Dlatego jestem ostrożny – podsumowuje Świątek.

Więcej na temat Agnieszka Kotlarska
Przeładuj

Daria Widawska przeszła na dietę Adele! Ile już schudła?!

zobacz 01:29