Reklama

Oliwia Ciesiółka po 6 latach od emisji "Ślubu od pierwszego wejrzenia" wraca wspomnieniami do swojej medialnej historii.

Ten szum w internecie, jest specyficzną formą tortury, bo nie da się przed nim uciec. Jest wszędzie
nie ukrywała w rozmowie z Party.pl.

Jednak czy ma żal do ekspertów, którzy dopasowali jej programowego partnera?

Oliwia ze "ŚOPW" ma żal do ekspertów?

Oliwia ze "ŚOPW" przeżyła koszmar rok przed udziałem w programie. To własnie ten moment, w którym zakończył się jej ówczesny związek sprawił, że postanowiła zgłosić się do programu. Nie ukrywała, że pokładała duże nadzieje w tym, że jeśli odda swój los w ręce ekspertów z programu, który oglądała już w telewizji, jej życie się odmieni.

Oliwia nie tylko dostała się do programu, ale również wraz z Łukaszem po eksperymentalnym miesiącu postanowili pozostać w małżeństwie. Siedem miesięcy po ślubie dowiedzieli się, że zostaną rodzicami. Niestety pół roku po narodzinach dziecka rozstali się, a ich relacje były dalekie od idealnych. Dziś trudne chwile mają już za sobą i utrzymują przyjazne stosunki, szczególnie ze względu na małego Franka. Czy po latach Oliwia ma żal do ekspertów o to, jak potoczyły się jej losy po "Ślubie od pierwszego wejrzenia"?

Zrzucanie winy na produkcję, czy ekspertów czy w ogóle na cały format nie ma sensu, to my sami się tam zgłosiliśmy, my sami stanęliśmy przed kamerami. Co prawda nie wiedzieliśmy, co to z nami zrobi, ale świadomie podjęliśmy taką decyzję, a to, że byliśmy oboje niedojrzali i potem nasze życie się tak potoczyło, to nie będę nikogo oskarżać.

Oliwia poruszyła również kwestię popularności i negatywnych aspektów, które się z nią wiązały. Zobaczcie fragment naszego wideo.

Zobacz także:

Oliwia i Łukasz ze "ŚOPW" rozstali się z hukiem. Czy uczestniczka ma żal do ekspertów?
Oliwia i Łukasz ze "ŚOPW" rozstali się z hukiem. Czy uczestniczka ma żal do ekspertów?, fot. Party.pl
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...
Loading...