Gorąco wokół wywiadu Ewy Woydyłło w podcaście „Return” na kanale Trzeci Serwis. Psycholożka ostro oceniła Igę Świątek, używając określeń „głupiutka” i „wystraszona”, co wywołało falę oburzenia. W odpowiedzi odcinek zniknął z sieci, twórcy programu przeprosili tenisistkę i jej zespół, a sama Woydyłło przekonuje, że jej intencją nie była pogarda, tylko troska.
WIDEO…
Burza po słowach Woydyłło o Idze Świątek. Wywiad zniknął z kanału, a twórcy przeprosili
Wypowiedzi Woydyłło momentalnie uruchomiły lawinę komentarzy w mediach społecznościowych. Wśród osób, które publicznie krytycznie odniosły się do tonu rozmowy i słów pod adresem tenisistki, pojawili się m.in. dziennikarze i znane postacie medialne, w tym Jacek Hołub oraz Monika Olejnik. Dyskusja szybko wyszła poza sportowe emocje i zaczęła dotyczyć także granic oceniania zawodniczki oraz języka, jakim mówi się o psychice sportowców.
W tej atmosferze Trzeci Serwis podjął decyzję o usunięciu odcinka. Jednocześnie twórcy programu opublikowali przeprosiny skierowane do Igi Świątek, jej teamu i kibiców. W komunikacie przyznali, że na etapie przygotowania rozmowy przyjęli błędne założenie, iż za słowa odpowiada wyłącznie gościni, i zaznaczyli, że to była pomyłka.
Usunęliśmy odcinek "Returnu" z Ewą Woydyłło. Na etapie produkcji i postprodukcji błędnie i bardzo naiwnie uznaliśmy, że za wypowiadane w programie słowa odpowiada wyłącznie ich autorka. (...) Z całą mocą przepraszamy Igę Świątek, jej team oraz wszystkich kibiców
- czytamy we wpisie w mediach społecznościowych Trzeciego Serwisu.
W tle całej burzy jest też sportowy kalendarz. 4 sierpnia Świątek miała rozpocząć grę w turnieju rangi WTA 1000 w Toronto, a więc dokładnie w momencie, gdy internet żył już komentarzami po podcaście.
Justyna Kowalczyk ostro podsumowała słowa Ewy Woydyłło o Idze Świątek
Mocny sygnał wysłała też Justyna Kowalczyk-Tekieli. W krótkiej relacji na Instastories dała do zrozumienia, że wcześniej chętnie słuchała treści z udziałem Woydyłło, ale po tej sytuacji nie zamierza do nich wracać. Dodała, że jest jej szkoda.
Wielokrotnie słuchałam podcastów z udziałem Pani Wydyłło. Już nie będę. Szkoda
- napisała na Instagramie Kowalczyk-Tekieli.
Ewa Woydyłło odpowiedziała na krytykę po słowach o Idze Świątek. Tak się tłumaczy
Wreszcie po tym, jak Ewa Woydyłło ostro wypowiedziała się o Idze Świątek, sama zainteresowana zabrała głos. Co ciekawe, nie wycofała się z tezy, że Świątek mogła być rozczarowana tenisem i że w jej grze widać oznaki wypalenia. Jednocześnie, odnosząc się do krytyki, podkreślała, że zarzut pogardy jest w jej ocenie nieuprawniony. Zwracała uwagę, że zdrobnienia i określenia dotyczące emocji zawodniczki miały wyrażać zmartwienie, a nie deprecjonowanie.
Ktoś mi zarzuca pogardę. Niestety, znam dobrze język polski. No i niech mi ktokolwiek pokaże jedno słowo, jedno zdanie w tym wywiadzie, które by świadczyło o pogardzie
- powiedziała na łamach "Faktu".
Że użyłam zdrobnienia głupiutka i wystraszona? To wyraża troskę. Tak, ta dziewczyna troszkę straciła panowanie nad sobą. I to nie jest pogardliwe. Jakby ktoś się nią nie martwił, to by powiedział: nie umie grać. A ja tak nie mówię. Ja mówię bardzo miłymi słowami
- stwierdziła.
Woydyłło wskazywała też na to, jak wiele oczekiwań kumuluje się wokół sportowców, którzy są stale obserwowani, oceniani i rozliczani z formy. W tej logice pojawił się również wątek kibiców: psycholożka akcentowała, że publiczność ma prawo czuć rozczarowanie, bo płaci za oglądanie widowiska i oczekuje dobrej gry. Zaznaczała przy tym, że wśród reakcji docierają do niej nie tylko krytyczne, ale i życzliwe wiadomości.
Tak jak aktor, śpiewak, poeta, pisarz czy malarz, każdy, kto popisuje się publicznie, więc też zawodowy sportowiec, może kogoś rozczarować. A że płaci się za oglądanie, to chciałoby się kupować dobry show
- powiedziała w rozmowie z serwisem Plejada.
Prawo kibica jest niepodważalne - może mu się podobać albo nie, nie jest trenerem, nie należy do "teamu", bohater popisu nie może mu stawiać warunków, a tym bardziej inni kibice
- dodała.
Zobacz także:

















