Jakub Szymański ma brąz mistrzostw Europy w biegu na 110 m przez płotki i wynik 13,26 s z finału w Birmingham, ale jego występ wybrzmiał nie tylko sportowo. Tuż po starcie, w rozmowie przed kamerą TVP Sport, 24-latek wrócił do dawnych ocen komentatora Marka Rudzińskiego, wyrażając swoje jasne zdanie w tej sprawie.

WIDEO

player placeholder

Jakub Szymański uderzył w dziennikarza TVP tuż po zdobyciu medalu

W czwartkowy wieczór na Alexander Stadium Szymański Szymański dopiął swego. Dobiegł trzeci i sięgnął po pierwszy medal dużej seniorskiej imprezy na stadionie w tej konkurencji.

Na pewno chciałem pozdrowić rodzinę. Myślę, że zaskoczyłem każdego. Nikt oprócz trenera - nawet z mojej grupy - się tego nie spodziewał. Mam wobec siebie duże oczekiwania. Nawet po złotym medalu na HMŚ (…) Wiele osób nie wierzyło w moje umiejętności. Nawet mi czasami zakotwiczyła się w głowie taka myśl, że nie umiem biegać na 110 metrów, że jestem stworzony do hali i muszę się z tym pogodzić. Ale nikt nie powstydziłby się takich osiągnięć, które zdobyłem na hali - tam sezon trwa cztery miesiące

- mówił Szymański po sukcesie.

Tyle że w pomeczowej atmosferze Szymański nie skupił się wyłącznie na świętowaniu. Wspomniał o krytyce sprzed dwóch lat, sięgającej okresu po igrzyskach, i o tym, że uderzała nie tylko w niego, ale też w trenera oraz cały zespół pracujący na wynik. Padło też konkretne nazwisko komentatora TVP.

Zobacz także:

Zacznę jeszcze od negatywnych rzeczy. U was pracuje taki komentator, pan Rudziński? Chodziło mi to po głowie dwa lata od momentu igrzysk. Jeszcze ani razu się nie wkurzyłem na to. Powinienem od razu zareagować. Ale stwierdziłem, że poczekam i pokażę takim osobom jak temu panu, który "zjechał" mnie, trenera i cały sztab, nie wiedząc, co się dzieje. On chyba nie interesuje się za bardzo lekkoatletyką.

W jego przekazie  wybrzmiało, że zanim padnie mocna diagnoza, warto znać realia pracy zawodnika i sztabu. Szymański odniósł się do tego, że komentator ocenił działania trenera i całego zaplecza, choć, jak zasugerował, nie miał pełnej wiedzy o sytuacji.

Jak ja i trener mówimy, że potrzebujemy czasu, układamy technikę... Każdy idiota albo osoba, która nie zna się na sporcie, mówiła że to wytrzymałość. Musiałem wyprowadzać z błędu nawet osoby, które znają się na lekkoatletyce. Nikt oprócz trenera, mnie i najbliższego grona nie jest na treningach i nie wie, że za każdym razem biję rekord Polski

- grzmiał Szymański.

W tej samej wypowiedzi sportowiec wystosował też szczególny apel.

Jakub Szymański w przejmującym apelu

Najmocniejszy fragment jego wypowiedzi był jednak szerszy niż spór z jednym nazwiskiem. Szymański zaapelował do tych, którzy publicznie wydają ostre oceny, by pamiętali o konsekwencjach. Zasugerował, że pochopne komentarze potrafią niszczyć talenty i zniechęcać ludzi do kontynuowania kariery, zwłaszcza gdy sportowiec i tak funkcjonuje pod presją wyników.

Po prostu nauczyłem się biegać dobrze technicznie, a wytrzymałość mam normalną. I teraz to widzimy, że nie o to chodziło. I takim osobom - jak temu panu - chciałem powiedzieć: więcej wiary i mniej negacji, bo czasem ludzie mogą zakończyć karierę, bo takie rzeczy ich bolały i musiały cofnąć się do cienia. Mi się wydaje, że to jest niszczenie naszych talentów, więc bardzo proszę o brak takich opinii, szczególnie o zawodnikach, którzy nie mają takiej psychiki jak ja

Warto zaznaczyć, że zbyt swobodne komentowanie sportowców w przestrzeni medialnej jeszcze niedawno było tematem szerokiej debaty publicznej, kiedy wybuchła afera ws. słów Ewy Woydyłło o Idzie Świątek.

Zobacz także:

Zdobył medal na mistrzostwach Europy i na żywo uderzył w dziennikarza TVP. Wymowny apel na wizji
fot. AKPA