- Czy to prawda, że przełożyłaś ślub z powodu udziału w „Tańcu z gwiazdami”?
Oczywiście, że nie. O tym, że przekładamy datę ślubu, zadecydowaliśmy z Tedim kilka dni przed tym, jak dostałam propozycję z TVN. Podkreślam – ślub nie jest odwołany! Jest tylko przełożony!

– Na kiedy?
Na jakiś ciepły miesiąc za rok. Z literką „r”, oczywiście.

– Jaka była przyczyna zmiany daty?
Nie mieliśmy nic oprócz zarezerwowanej restauracji i godziny mszy w kościele. Gdybyśmy się bardzo postarali, to pewnie byśmy się wyrobili, ale nie chcieliśmy tak na łapu-capu. To ma być najpiękniejszy dzień w życiu, więc wszystko musi być dokładnie tak, jak sobie wymarzyliśmy.

– Czego się spodziewałaś, przyjmując propozycję TVN?
Niektórzy nie chcą mi wierzyć, że zdecydowałam się tylko z miłości do tańca. Gdyby nie ten program, nigdy w życiu nie miałabym szansy tak intensywnie trenować. Poza tym chciałam się zmierzyć sama ze sobą. Wiedziałam, że będę miała dużo problemów z ciałem i z kondycją. Wszystko to, czego Robert próbował mnie nauczyć na początku, wydawało mi się kompletnie nieorganiczne i potwornie trudne.

– Kochanek dał Ci w kość?
Do łez mnie nie doprowadził. Ale ja jestem bardzo niecierpliwa. Zdarzało mi się, że chciałam rzucić wszystko w diabły, ale Robert mi na to nie pozwolił. Mówił: „Nie gadaj tyle, tylko ćwicz!”. No to ćwiczę. Aż się nauczę.

– Czego dowiedziałaś się o sobie podczas tych treningów?
Zobaczyłam, że potrafię być wytrwała. A zawsze miałam z tym problem. Mam nadzieję, że jak zakończę swoją przygodę z tańcem w tym programie, to będę mogła spojrzeć w lustro bez wyrzutów sumienia.

– Są tańce, które Cię męczą?
Tango, rumba czy paso doble mają ogromny emocjonalny ładunek. Porywają mnie. A jive nie ma duszy, której mogłabym dotknąć.

– Ale można przy nim wyskakać kilka kilogramów.
Tak, choć nawet nie wiem, ile, bo ja się nigdy nie ważę. Ale mieszczę się w spodnie, w których jeszcze jakiś czas temu się nie dopinałam. I jeszcze muszę zakładać pasek.

– Nie miałaś obaw, że ludzie będą mówić, że nie jesteś zbudowana jak typowa tancerka?
Chciałam wszystkim pokazać,  że nawet taka osoba, jak ja, może tańczyć i być gibka. I że to, że jest się dużym, nie powinno stanowić bariery. Ale decydując się na udział w programie, zdawałam sobie sprawę z tego, że nie tylko moje umiejętności, ale też właśnie ciało będą poddawane srogiej ocenie. Szczególnie na początku miałam takie momenty, kiedy to, że jestem duża, zaczęło mi przeszkadzać. I jak tańczyliśmy cha-chę i Robert dawał mi hasła: „Bądź sexy! Bądź kobieca!”, to ja się wtedy zapadałam w sobie, bo nie potrafiłam się tak poczuć. Ale to było na początku

– Teraz już Ci nie przeszkadza?
Gdybym się siebie wstydziła, to widzowie od razu by to wychwycili. Staram się o tym nie myśleć. Bardzo pomogła mi samba. Bo przecież tancerki samby do najszczuplejszych się nie zaliczają. Tu moja figura jest zaletą. Poza tym w naturze musi być różnorodność.

– Co czułaś, gdy okazało się, że to właśnie Ty musisz opuścić program?
Byłam na to psychicznie przygotowana, ale po programie emocje mi puściły. Nie jestem rozżalona. Odpadłam tak, jak chciałam – z klasą, tańcem, który zrobił dobre wrażenie. A walkę, którą toczyłam od początku sama ze sobą, i tak wygrałam.

Rozmawiała KATARZYNA ZWOLIŃSKA

Więcej na temat Joanna Liszowska