Zuza Krajewska / LAF
1/6
Zuza Krajewska / LAF

Jest wśród 30 najlepszych modelek świata. Pracowała dla największych: Dior, Valentino, Givenchy, Gucci, Chanel, Alexander McQueen, Versace... Była twarzą kampanii reklamowych Prady, Louis Vuitton, Toma Forda i Sergio Rossi. Zdobiła okładki "Vogue'a", "Numero" i "Harper's Bazaar". A wszystko zaczęło się od zdjęcia, które jako nastolatka wysłała do warszawskiej redakcji pisma dla młodzieży.

 

Jak pokonała drogę na szczyt? Jak Katowice zamieniła na Nowy Jork? Czy jest jeszcze coś do zdobycia w światowym modelingu i dlaczego uratowało ją osiem centymetrów?

 

Pełny wywiad z Zuzanną Bijoch autorstwa Krystyny Pytlakowskiej w najnowszym numerze "VIVY!".

2/6
Zuza Krajewska / LAF

Nie marzyła o pracy modelki. Miała trzynaście lat i ponieważ robiła to samo, co jej starsza siostra Julia, którą we wszystkim naśladowała, wysłała swoje zdjęcie na konkurs do "Bravo Girl". Odkleiła więc z albumu rodzinnego jakieś fotografie, a potem była w szoku.

Pojechałyśmy z Julką na konkursowy pokaz mody, przeszłyśmy się po wybiegu, porozmawialiśmy z każdym z jurorów. Nie wiedziałam, że to byli agenci z różnych agencji na świecie. I wygrałam. Ale nie miałam pojęcia, na czym to będzie polegało. Do dzisiaj pamiętam pytanie koleżanki: "Czy będziesz gotowa przeprowadzić się do Paryża?".  Wtedy do mnie coś dotarło. Ale i tak traktowałam to wszystko tylko jak przygodę. Już byłam szczęśliwa dostając upominki, kosmetyki, suszarkę, lokówki. No i odbyła się  sesja okładkowa dla „Bravo Girl”. Myślałam: super, że koleżanki zobaczą tę okładkę. Ale tak naprawdę o wiele ważniejsze było dla mnie, żeby dostać się do gimnazjum francuskojęzycznego .

Wszystko działo się jakby poza nią. Modeling to specyficzny zawód, inni mają tu więcej do powiedzenia niż sama modelka. Agencja wysyła do Nowego Jorku, Japonii, Paryża, rezerwują  bilety, hotele. A potem los dziewczyny zależy od ludzi, którzy wybierają lub odrzucają na niezliczonych castingach. Czy wtedy miała już determinację, by zrobić wielką karierę jako modelka?

Nie. I do dzisiaj jej nie mam. Wydaje mi się, że po prostu miałam szczęście, bo fotografowie, agencje, reklamodawcy i redakcje zgłaszali się do mnie, zanim zdążyłam pomyśleć, czego tak naprawdę chcę. Miałam też szczęście, że byłam w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Moja kariera budowała się sama, krok po kroku.

3/6
Zuza Krajewska / LAF

Kiedy startowała w konkursie „Bravo Girl” miała sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu. Gdyby się na nich zatrzymała, nie miałaby czego szukać na wybiegach.

Ale urosłam w ciągu roku o osiem centymetrów. Moja siostra Julka niestety jest ode mnie sporo niższa. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że sto siedemdziesiąt sześć centymetrów to absolutnie minimum jeśli chodzi o pokazy i pracę zagranicą. A ja mierzę 178 cm. Ale kariera mojej siostry, która jest ode mnie ładniejsza, została przekreślona.

Nie uważa, że jest ładna?

 

Nigdy nie uważałam siebie za piękność, i do dzisiaj tak jest. Zawsze jednak byłam najwyższa w klasie. Szczerze mówiąc nie przywiązywałam wagi do wyglądu. Miałam krórkie włosy, chodziłam w dresie. To Jula była "ta śliczna", a ja taki urwis z siniakami na kolanach. I popatrz, jakie to przewrotnie, że to ja wylądowałam w tym świecie glamour, takim pięknym i błyszczącym. Ale to nieprawdziwy świat. To świat iluzji. Nie mam co do niego złudzeń, wszyscy cię kochają do momentu, gdy pojawi się następna muza, następna nowa twarz. Wtedy zapominają o tobie.

O niej jednak wciąż pamiętają i nie musi już chodzić na castingi. Bo wszyscy ją znają, wiedzą jak wygląda i wiedzą też, czy chcą z nią pracować.

To dobrze, bo nie muszę wystawiać się na pokaz. Pamiętam, że w pierwszym sezonie mojej pracy wchodziło się do pokoju, gdzie był projektant, stylista, dyrektor castingu i trzeba było z nimi chwilę porozmawiać, przejść się jak na wystawie rasowych koni. Sztuczne, nienaturalne, czułam się uprzedmiotowiona. Do wszystkiego można się jednak przyzwyczaić.

4/6
Zuza Krajewska / LAF

Jakie to było uczucie, gdy zobaczyła siebie pierwszy raz na zagranicznej okładce?


Niesamowite. Najpierw był "Vogue", potem  francuskie "Numero". Z każdego kiosku wyzierała moja twarz. I wzięłam udział w kampanii Prady. Podczas w pokazu w Mediolanie czułam się tak, jakbym, była kompletnie odrealniona, jakby to wszystko dotyczyło nie mnie, lecz kogoś obcego, na kogo tylko patrzę z zewnątrz. Jest w tym coś bardzo pociągającego, próżność zostaje zaspokojona, ale z drugiej strony trzeba mieć do tego dystans. I cały czas opierać się na ludziach, którzy są  prawdziwi, którzy są wierni, z którymi ma się  porozumienie. To moja baza.


Wśród jej przyjaciół jest kilka modelek ("naprawdę super dziewczyn"), jedna osoba, która pracuje przy produkcji pokazów, i ludzie  spoza branży. Pomagają jej w chwilach, gdy przychodzi trudniejszy moment, których w kapryśnym świecie mody nie brakuje, w którym trzeba uodpornić się na porażki i rozczarowania. A ona się tego wciąż uczy, mimo iż od rozczarowania zaczęła karierę.

 

Jeszcze przed pokazem Prady w Nowym Jorku był pokaz Marca Jacobsa. Już robiłam przymiarki, już byłam w drodze na sesję, gdy zadzwonił agent mówiąc, żebym nie jechała, bo Jacobs zmienił koncepcję i chce mieć blondynkę,  a nie brunetkę. I dodał: "jakaś dziewczyna jest teraz tak bardzo szczęśliwa, jak ty nieszczęśliwa". I to była prawda.


Płakała, bo to wszystko zdarzyło się za szybko. Najbardziej bolesny był ten pierwszych pokaz. Później też była usuwana z niektórych, ale dziś wie, że to jest normalne. Zdarza się to nawet top modelkom. Nie miała ochoty wtedy zatrzasnąć za sobą drzwi?


Miałam, płakałam rodzicom w słuchawkę: "Pakuję się i wracam  do domu". Odpowiedzieli, że mogę wrócić, ale powinnam jeszcze dać szansę samej sobie. Teraz wiem, że nawet jak jest dobrze, nie można się tym upajać, bo za chwilę może się to zmienić. I podobnie, gdy jest źle, karta może się odwrócić.

5/6
Zuza Krajewska / LAF

Miała szesnaście lat, gdy wybrała ją Prada. A to największe wyróżnienie w branży, bo Prada zawsze wyznacza nowe trendy. I jeśli chodzi o urodę, i kanony piękna.

Wybrali osiem dziewczyn, co nie znaczyło, że którakolwiek z nas weźmie udział w pokazie. Przez cały dzień pracownicy domu mody robili nam próby, przymiarki i pokazywali Mucci Pradzie. I znowu szczęście mi dopisało. Kiedy poprosili, żebym ubrała się w coś z kolekcji i przeszła się po wybiegu, już wiedziałam, że jeśli strój został na mnie zaakceptowany, to moja uroda pasuje do kanonu. Ale jeszcze nic nie zostało powiedziane do końca poza tym, ze mam pojawić się na przymiarkach. Wiele mnie to kosztowało, bo to były pokaz, które potrafi ustawić całą karierę. Pojechałam tam  o północy. Zdziwiłam się, że było jeszcze dwadzieścia dziewczyn. Po czterech godzinach  powiedzieli, że możemy pójść do domu i że oni się skontaktują z agencją. A pokaz miał być tego samego dnia wieczorem. I w tym momencie było mi już całkiem  obojętne, czy zadzwonią  czy nie. Chciałam tylko spać. Ale ledwo przyłożyłam głowę do poduszki, zadzwonił telefon z agencji.

No i została dziewczyną Prady. Podpisała ekskluzywny kontrakt, na look do kolekcji Miu Miu, młodszej linii Prady. Chodziło o przymiarki nowych sukienek, wykańczanych na modelkach, które inspirują producenta. Tak jakby szycie u krawcowej dla określonej osoby, pod jej urodę, karnację i figurę. I cały dzień na obcasach, jak żywy manekin. Tak, modeling to ciężka praca. Jak dawała sobie radę, bo przecież zaczynała jako dziecko?

Normalnie dziecko może powiedzieć, że "ma dość i chce do domu". Ile razy miałam to zdanie na końcu języka, a musiałam zachowywać się jako osobą dorosła. Prowadzić dorosłe rozmowy i to bardzo konkretne. I cały czas pomiędzy pokazami jeździłam do Polski, do szkoły.

W sezonie pokazów jest tak dużo pracy, że jedyne o czym marzy, to... sen.

Czasem w Paryżu wcale nie mam czasu na sen, bo prosto z ostatnich przymiarek idzie się na pokaz. Zarywa się całą noc, siedząc i czekając. Nie można nawet skupić się na czytaniu, a ja bardzo lubię czytać. Po Fashion Week w Nowym Jorku, w Londynie, w Mediolanie czy w Paryżu, jestem kompletnie wykończona. Zasypiam na stojąco. Przesypiam każdą podróż samolotem, bo muszę pojawić się świeża jakby prosto z salonu piękności. Nikogo nie obchodzi, że jestem zmęczona, że leciałam wiele godzin. Trzeba cały czas być zmobilizowanym, żeby fizycznie dać radę.
 

 

 

6/6
Zuza Krajewska / LAF

Nie marzy, żeby bogato wyjść za mąż, bo - jak zapewnia - "zdecydowanie musi do wszystkiego dojść sama". Ze światem mody też nie wiąże swojej przyszłości, zresztą już teraz ma do niego dystans.

Staram się budować moją niezależność, nie polegając tylko na widzimisię innych osób. Przyjaźnię się z ludźmi, których życie nie opiera się wyłącznie na  modzie. Nie przywiązuję się do swojego wizerunku modelki.

 

Czy myśli o tym, co będzie dalej?

Widzę siebie jako maklera giełdowego. Świat giełdy wielkich finansów tak mnie pociąga, że aż mam dreszcze, kiedy o nim pomyślę. Wiem jednak, że ten plan jest do osiągnięcia. Wiem też, że dużo mnie ominęło – szkolne wycieczki, prywatki, ale też bardzo dużo  dostałam w zamian. Mój tata mówi, że wygrałam los na loterii, żebym więc to ceniła. To cenię.

Więcej na temat Zuzanna Bijoch