Meghan Markle i książę Harry tworzą zgraną parę. Kilka lat temu Sussexowie odcięli się od rodziny królewskiej i postanowili zamieszkać w Stanach Zjednoczonych. Wybrali luksusową dzielnicę Montecito. Wiele osób nie kryło zdziwienia faktem, że para postanowiła powrócić do Wielkiej Brytanii. Według doniesień Sussexowie mają zamieszkać w Cotstwolds. Osoby z otoczenia pary chętnie udzielają wywiadów i zdradzają szczegóły na temat tego, jacy prywatnie są książę Harry i Meghan Markle. Teraz głos zabrała Mandana Dayani.

WIDEO…

player placeholder

Była współpracowniczka Meghan Markle i księcia Harry'ego zabrała głos. Co za słowa

Mandana Dayani pełniła funkcję dyrektorki operacyjnej fundacji Archewell, założonej przez Meghan Markle i księcia Harry'ego. W 2022 roku pożegnała się z projektem Sussexów. W opublikowanym wówczas oświadczeniu podziękowano za jej rolę oraz zaangażowanie w fundację Archewell. W wywiadzie dla Daily Mail Mandana Dayani uchyliła rąbka tajemnicy na temat relacji z Sussexami. Pochwaliła ich za odwagę w podjęciu decyzji o odcięciu się od rodziny królewskiej.

Obserwowanie, jak sprzeciwiają się tej instytucji i mówią: 'To nie jest dla nas' – to dla mnie było naprawdę odważne. Zawsze miałam wielki szacunek dla ich odwagi, bo uważam, że to naprawdę trudne - powiedziała.

Dayani przyznała, że utrzymuje kontakt z Meghan Markle i księciem Harrym.

Zobacz także:

Mieliśmy naprawdę świetną relację. Wciąż tak jest - skwitowała w rozmowie z portalem.

Książę Harry i Meghan Markle w ogniu krytyki. Chodzi o nową szkołę ich dzieci

Ostatnio pisaliśmy o tym, że rodzice ze szkoły dzieci Meghan Markle i księcia Harry'ego są wściekli. Mieli otrzymać listy, w których przypomniano im o zakazie fotografowania innych dzieci. Jeden z rodziców udzielił wywiadu, w którym nie krył emocji związanych z całą sytuacją.

To nie może być przypadek, że te zawiadomienia pojawiają się właśnie teraz, krótko po tym, jak Harry i Meghan zapisali swoje dzieci do szkoły w okolicy. To zupełna przesada. Wszyscy doskonale znają obowiązujące zasady i trudno sobie wyobrazić, jakie oburzenie wywołałaby sytuacja, gdyby ktoś celowo robił zdjęcia dzieci, które nie są jego własnymi. Mam nadzieję, że to nie jest zapowiedź tego, co będzie się działo w przyszłości, bo takie środki są zupełnie niepotrzebne - przekazał jeden z rodziców w rozmowie z "The Mirror".

Zobacz także: