23 kwietnia media obiegła szokująca informacja, Łukasz Litewka został śmiertelnie potrącony przez 57-letniego kierowcę. Do tragicznego wypadku doszło na odcinku między Dąbrową Górniczą a Sosnowcem, gdy polityk podróżował rowerem. Życiowa partnerka 36-letniego posła Lewicy, Natalia Bacławska, w najnowszym podcaście Żurnalisty wróciła do okoliczności zdarzenia, opowiedziała o postawie policji i gorzko skomentowała zachowane kierowcy, który śmiertelnie potrącił jej ukochanego, mówiąc wprost: "zaczyna robić z siebie ofiarę".

WIDEO

player placeholder

Ukochana Łukasza Litewki o sprawcy śmiertelnego wypadku polityka

Natalia Bacławska po raz kolejny otworzyła się przed mediami. W najnowszej rozmowie z Żurnalistą partnerka Łukasza Litewki wspomiała ostatni wieczór przed wypadkiem. Ukochana tragicznie zmarłego działacza i polityka Lewicy odniosła się także do samego sprawcy wypadku, 57-letniego Sławomira K., który w początkowym etapie śledztwa tłumaczył, że dokładnie nie pamięta szczegółów zdarzenia, gdyż stracił przytomność. 

 Gdybym była na miejscu osoby, która, użyjmy tego słowa, zabiła drugą osobę, niezależnie czy w formie wypadku, cokolwiek... Mając z tyłu głowy, że jest to czyjeś dziecko, czyjś przyjaciel i czyjś partner, pierwsze co bym zrobiła, to na kolanach przyszła do rodziców. Nawet nie prosić o wybaczenie, ale z tych wyrzutów po prostu postarać się w jakikolwiek sposób porozmawiać, dać jakieś "ukojenie", cokolwiek 

- mówiła.

Według Natalii Bacławskiej 57-letni sprawca śmiertelnego wypadku sam zaczyna jednak stawiać siebie w roli ofiary, marginalizując swój czyn i mówiąc głośno o fali nieprzychylnych komentarzy na swój temat, z jakimi obecnie się zmaga.

Zobacz także:

 Ten człowiek zaczyna robić z siebie ofiarę. Że "on żyje z piętnem zabójcy". Że on chce swoje prawo jazdy z powrotem, bo jego największym problemem jest to, że nie może sobie do sklepu pojechać na zakupy, tylko musi iść pieszo. Udziela wywiadów. Co to ma być? To nie jest skrucha. Jeżeli po takim "wypadku" w cudzysłowie człowiek jest w stanie żądać zwrotu prawa jazdy, to gdzie te wyrzuty sumienia, gdzie skrucha?

Natalia Bacławska w rozmowie z Żurnalistą nie zamierzała gryźć się w język. Partnerka tragicznie zmarłego Łukasza Litewki wyznała, że nie darzy 57-latka jakimkolwiek współczuciem, nawet jeśli jego wersja wydarzeń z zasłabnięciem jest prawdą, a wszystko przez zachowanie mężczyzny tuż po wypadku.

Nie ma czegoś takiego w tym człowieku. Dlatego ja nie darzę go żadnym współczuciem, absolutnie żadnym. Bo jeżeli faktycznie był to wypadek i on czułby się z tym faktycznie źle, „rzucał się po ścianach”, to jest to całkowicie inna historia, aniżeli to, w jaki sposób podchodzi do tej sytuacji

- dodała.

Ukochana Łukasza Litewski wyznała, że nie rozumie też postępowania służb, które zataiły wszelkie informacje nt. sprawcy tragicznego wypadku Łukasza Litewki, nie ukazując w mediach nawet jego zdjęcia z zasłoniętymi oczami, jak ma to miejsce w przypadku osób łamiących prawo.

Różnica jest taka, że jeżeli - daję przykład - ukradniesz papier toaletowy ze sklepu, to twoje zdjęcie z czarną opaską na oczach jest nie wiem, "Robert. R. ukradł papier toaletowy" i jest twoje zdjęcie z czarnym paskiem na oczach. W tym przypadku, w cudzysłowie, nie było ani imienia, ani nazwiska, ani zdjęcia. Nie było nic. Nikt nie miał prawa tak naprawdę, no tylko bliscy tego człowieka, wiedzieć kto to zrobił, jak to zrobił, jak wygląda, jak ma na imię i na nazwisko. Był kompletnie chroniony. Policja też, abstrahując od kwestii tego, że był pod ich nadzorem, to też pełniła funkcję pewnego rodzaju ochrony. Z resztą to jest nasz sąsiad. On mieszka niespełna kilometry dalej od nas i w tym momencie człowiek nie ma nadzoru policji. Kaucja została zwrócona, jest na wolności. Gdzie jest ta sprawiedliwość? To mnie najbardziej boli, że starsza babcia idzie do aresztu za sprzedawanie truskawek na ulicy, a człowiek, który nie jest w stanie powiedzieć, dlaczego to zrobił, jak to zrobił, co się w ogóle wydarzyło "wyszedł z ciała i stanął obok", chodzi na wolności.

Partnerka Łukasza Litewki gorzko o zachowaniu policji i pogardzie, z jaką została potraktowana: "pani jest nikim"

W najnowszej rozmowie z Żurnalistą, partnerka Łukasza Litewski gorzko odniosła się do sprawcy wypadku, ale też ujawniła, jak została potraktowana przez policję, zajmującą się sprawą. Gdy Natalia Bacławska dotarła na miejsce tragedii, funkcjonariusze zastąpili jej drogę i nie pozwolili zbliżyć się do ukochanego.

Wysiadłam z auta, wbiegłam tam i stała policjantka i policjant. Nigdy nie zapomnę ich twarzy i tego, z jakim brakiem szacunku nas potraktowali. Chciałam przebiec. Zatrzymali, zapytali, kim jesteśmy i ja mówię, kim jestem, a ona mówi: "Pani jest nikim". Poprosiłam, żeby mi powiedziała, czy żyje, czy nie żyje. "Nie możemy nic pani powiedzieć". Powiedziałam: "Ale przecież sama ma pani obrączkę na palcu". I ona na to: "Ja mam, a ty nie masz".

- wyznała Natalia Bacławska w rozmowie z Żurnalistą.

Mimo błagań o jakąkolwiek informację, czy jej ukochany w żyje, funkcjonariusze odmówili Natalii Bacławskiej udzielenia jakichkolwiek informacji.

Później podszedł trzeci policjant i powiedział: "Nie mogę pani tego powiedzieć, ale będzie sekcja"

- dodała.

W rozmowie z Żurnalistą Natalia Bacławska zdradziła też, że o śmierci swojego ukochanego dowiedziała się z Kanału Zero.

Zastanawiałam się skąd, za ile i dlaczego, bo mimo wszystko, skoro policja nie chciała powiedzieć bliskim osobom, no to skąd wiedział Kanał Zero?

Partnerka tragicznie zmarłego posła poruszyła też temat afery wokół fundacji Łukasza Litewki.

Zobacz także: