Maja Chwalińska przeszła drogę z piekła do nieba: „Nie mogłam już wstać z łóżka”
Maja Chwalińska wróciła z Paryża do Polski jako bohaterka narodowa, ale jeszcze niedawno mało kto na nią stawiał. Po tym, czego dokonała zaledwie 24-letnia tenisistka, historia Kopciuszka nie robi już na nikim wrażenia. Zawodniczka nie miała pieniędzy i podczas turniejów, zamiast w hotelach, spała u życzliwych, obcych ludzi. Na pewien czas zawiesiła karierę.

Przed tegorocznym turniejem French Open, niektórzy mogli nie wiedzieć, że poza Igą Świątek, Magdą Linette czy Magdaleną Fręch jest jeszcze ktoś taki jak Maja Chwalińska. Dziś 24-latkę okrzyknięto Księżniczką Paryża i mówi o niej cała Polska. Tenisistka nie tylko wystąpiła w finale Roland Garros, ale w dodatku awansowała o 93 miejsca w światowym rankingu. Eksperci rozpływają się nad jej grą, a sponsorzy już ustawiają się w kolejce z kontraktami. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno, przed Australian Open w 2023 roku, jej sztab rozpytywał się za pośrednictwem mediów społecznościowych, czy ktoś mógłby przenocować Chwalińską na czas turnieju, ponieważ tenisistki nie stać na hotel. Nie tylko finanse były problemem. W 2021 roku przerwała karierę z powodu depresji.
Maja Chwalińska wymarzyła sobie tenis. Nie miała pieniędzy ani perspektyw
Na początku turnieju Maja Chwalińska była raczej ciekawostką. Ostatecznie zrobiła coś, czego widzowie Roland Garros jeszcze nie widzieli. Od rundy kwalifikacyjnej dostała się do finału prestiżowej imprezy tenisa w Paryżu. Te osiem meczów całkowicie odmieniło jej pozycję, a także całe życie. Choć w ostatnim spotkaniu lepsza okazała się Mirra Andrejewa, Chwalińska została przywitana w Polsce jak zwyciężczyni.
Eksperci chwalą inteligentny, nietypowy styl Polki, który wykorzystuje skróty i rzadkie uderzenia w tenisie. Z uznaniem wskazują, że stawia nie na siłę fizyczną, ale niestandardowe rozwiązania. Jednak nie tylko aspekt sportowy sprawia, że wszyscy mówią dziś o Chwalińskiej. 24-latka przeszła bardzo trudną drogę. Choć dorastała z Igą Świątek - w 2017 roku razem z nią wygrała AGL Loy Yang Traralgon Junior International w grze podwójnej - zajmowała raczej pozycję ubogiej krewnej najsłynniejszej dziś polskiej tenisistki.
O tym, że rodziców nie stać na to, by prowadzić karierę Chwalińskiej, wiadomo było już od dawna. Pomagali sponsorzy i klub, choć to nie zawsze wystarczyło. Tata zawodniczki pracował jako elektryk w kopalni. Odkąd jest na emeryturze, może jeździć z córką na turnieje, ale finansowanie jej drogi było poza jego zasięgiem. Sam amatorsko interesował się tenisem. Jego idolami byli Bjorn Borg i John McEnroe. Dziś jest największym kibicem Mai.
„Normalni” ludzie ze średnimi zarobkami nie są w stanie od pewnego wieku sami pociągnąć tego wózka
To jest bardzo drogi sport. Kiedy przeszedłem na emeryturę, mogłem jeździć z córką. Żaden rodzic – chyba że bardzo majętny – nie jest w stanie tego utrzymać bez sponsorów i pomocy z klubów
W walce o marzenia Chwalińska mogła liczyć na trenera, który również bardzo emocjonalnie przeżył jej sukces, a wzruszenie odbierało mu głos przed kamerami. Piotr Szczypka podkreślił, że niektórzy odradzali mu prowadzenie Mai. Słyszał, że jest „za mała” i „za wolno gra” albo „tylko się broni”. On także robił, co mógł, by pomóc tenisistce, gdy brakowało pieniędzy.
W 2022 roku Szczypka i jego sztab opublikowali post w mediach społecznościowych z zapytaniem, czy ktoś należący do Polonii w Melbourne mógłby zapewnić Chwalińskiej nocleg na czas turnieju Australian Open. Ekipy nie było stać na hotel. Ostatecznie Maja nie poleciała na sportowe wydarzenie przez kontuzję. Jednak sytuacja powtórzyła się podczas imprezy w Nowej Zelandii. Tam Chwalińska przez blisko miesiąc mogła mieszkać u Polki, Alice. Niedawno menedżer Chwalińskiej opowiedział o problemach finansowych w programie „Fakty po faktach”.
Maja Chwalińska chciała rzucić tenis przez depresję
W 2021 roku Maja Chwalińska wydała oświadczenie, które wstrząsnęło światem polskiego tenisa. Zawodniczka poinformowała, że od dwóch lat zmaga się z depresją i nie jest w stanie kontynuować kariery. Wcześniej wycofywała się z turniejów albo kreczowała mecze z powodu kontuzji, co również nasilało problemy ze zdrowiem psychicznym. Sytuacja stała się naprawdę poważna.
Przerwa sama w sobie nie była trudna. Najtrudniejsze momenty przeżywałam przed tą przerwą. Nie mogłam już wstać z łóżka. Strasznie się z tym zmagałam. Na początku myślałam, że muszę po prostu być twarda, silna i dalej trenować. Ale w końcu nie mogłam już wstać z łóżka. Byłam po prostu pozbawiona życia. Wiedziałam, że muszę zrobić przerwę, bo inaczej nie dam rady w ogóle żyć
Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, czy w ogóle wrócę do tenisa. Potrzebowałam miesięcy, żeby uporządkować kilka spraw w głowie. Ale wróciłam i dziś jestem z tego niezwykle szczęśliwa
Początkowo Tomasz Chwaliński nie zauważył choroby córki. Ojciec Mai Chwalińskiej stwierdził, że osoby zmagające się z takimi problemami często długo je maskują, starając się poradzić sobie w pojedynkę. To trudny temat, szczególnie w przypadku tak młodego sportowca, ale z czasem na szczęście pojawiła się poprawa.
Staraliśmy się być jak najbliżej, a w tamtym czasie Maja już mieszkała w Bielsku. To zresztą są zbyt miłe chwile, by rozmawiać teraz o depresji. To temat rzeka, na który rozmawiać można bardzo długo. Sami państwo to wiecie, że ta choroba bywa niezauważona nieraz nawet przez bliskich, bo chore osoby próbują ją maskować
Widzieliśmy, że wszystko idzie do przodu. Maja coraz lepiej grała, coraz pewniej czuła się mentalnie. Zawsze wierzyła w to, co robi. Zaczynały pojawiać się efekty. Skończyły się też kontuzje, mogła z trenerem spokojnie przepracować okresy przygotowawcze. W turniejach szło raz lepiej, raz gorzej, ale cały do przodu. Kiedy to miało kliknąć? Nikt tego nie przewidzi. Nikt jednak nie spodziewał się ćwierćfinału turnieju wielkoszlemowego
Chwalińska zrobiła krok w tył, by później wykonać dwa kroki w przód. Każdy awans w turnieju Roland Garros budził w niej coraz większe presję i stres. 24-letnia tenisistka dziś jednak znacznie lepiej radzi sobie z napięciem. Odcięła się od mediów społecznościowych i skupiła się na grze. Efekt wszyscy zobaczyliśmy w ostatnim tygodniu, gdy weszła do finału French Open.
Zupełnie odcinam się od mediów społecznościowych w trakcie tego turnieju. Wrzucam jakiś post i od razu zamykam aplikację. Wiem, że to wszystko mogłoby mnie teraz przytłoczyć, a ja chcę wyjechać z tego Roland Garros bez żadnych żalów. Skupiam się na grze, a resztę omówię z zaufanymi ludźmi, którzy są ze mną od lat
Teraz zarówno Chwalińska, jak i jej sztab wiedzą, że po tak spektakularnym awansie w rankingu oraz sukcesie na turnieju w Paryżu oczekiwania wobec niej będą większe. Ale swoją historią już dziś młoda zawodniczka podbiła serca - i to nie tylko polskich widzów.
Zobacz także:
- Maja Chwalińska dopiero teraz to ujawniła. To straszne, z czym musiała się mierzyć
- W takich warunkach mieszka Maja Chwalińska. Będziecie w szoku


