Zmienia się nie tylko to jak wyglądamy, ale i nasz styl życia. Niegdyś popularne solarium odeszło na zasłużoną emeryturę. Podobnie papierosy, które kiedyś były „hot”, dziś są stanowczo „not”. Do historii przechodzą też diety-cud - coraz więcej osób wie, że można je włożyć między bajki. Dziś zamiast liczyć kalorie, liczymy chwile szczęścia – najlepiej w wygodnych ubraniach i z uśmiechem na twarzy. Autentyczność, równowaga i świadome wybory to wartości, które coraz częściej promują światowe gwiazdy – i słusznie!
WIDEO…
Logomania? To już przeszłość
Era wielkich logotypów oficjalnie dobiegła końca. Jeszcze kilka lat temu o statusie świadczył rozmiar znaku marki – im większy, tym droższy. Torebki Louis Vuitton, bluzy Balenciagi, paski z charakterystycznym „GG” – znani i lubiani prześcigali się w tym, kto pokaże się w bardziej rozpoznawalnym zestawie. Stylizacje przypominały raczej ruchomą reklamę niż wyraz osobowości.
Dziś świat mody obrócił się o 180 stopni. Na topie jest quiet luxury – subtelny luksus. Teraz o klasie decyduje stonowany kolor, jakość i to, jak ubranie układa się na sylwetce. Logotypy? Coraz częściej uznawane za symbol przesady. Najlepiej, gdy są ledwo widoczne albo nie ma ich wcale.
Ewolucję tego trendu doskonale widać w stylu gwiazd. Kim Kardashian, kiedyś miłośniczka odważnych projektów od Balmain, Fendi czy Versace, dziś zachwyca stonowanymi, monochromatycznymi stylizacjami w beżach i szarościach. Na pierwszy rzut oka trudno zgadnąć, który dom mody stoi za jej lookiem.

Podobną przemianę przeszła Bella Hadid. Dawniej utożsamiana z błyszczącym lookiem rodem z lat 2000. Dziś stawia na elegancję w stylu vintage i proste formy. Umiejętnie łączy stare z nowym, tworząc wizerunek kobiety z klasą – bardziej paryskiej niż kalifornijskiej it-girl.
Przemianę stylu widać również u szalenie popularnej Zendayi. Kiedyś - kolorowa gwiazda Disneya, dziś ikona ponadczasowej elegancji. Jej styl ewoluował wraz z nią samą – stał się dojrzalszy, pełen subtelnych odniesień do klasyki i mody vintage. Być może wpływ miał na to jej brytyjski narzeczony, ale jedno jest pewne: Zendaya doskonale wie, że prawdziwy luksus nie potrzebuje logotypu.
Papierosy – symbol minionych lat
Był czas, że papierosy palił każdy – na planach filmowych, w biurach, restauracjach, w kinach, na pokazach mody. Mówiło się, że unoszący się dym dodawał aury tajemniczości i charakteru. Na myśl o palącej kobiecie przed oczami mamy scenę z filmu Malena, w której mężczyźni podstawiają zapalniczki, trzymającej papierosa, Monice Bellucci. Również gwiazdy uwielbiane przez pokolenia, takie jak Audrey Hepburn czy Marlon Brando z papierosa uczyniły część swojego publicznego wizerunku. Dziś to już przeszłość. Wiedza o szkodliwości palenia papierosów jest powszechnie dostępna. Dym z papierosów ma 7 tys. różnych związków chemicznych, w tym blisko 100 z nich jest uznawanych za, jak to lubią mówić naukowcy – „potencjalnie szkodliwe”. Co ważne, w każdym takim dymku jest aż 70 związków rakotwórczych. To nie żarty. Dlatego jeśli palisz fajki, rzuć – tak jak chociażby Angelina Jolie, która kiedyś sięgała nawet po dwie paczki dziennie. Od dawna, po papierosa nie sięga też Adele, Jennifer Aniston, Mila Kunis czy Cameron Diaz. Dla uparciuchów, wzorem do naśladowania może być Keith Richards, który rzucił palenie po 55 latach tkwienia w nałogu. Jak widać, chcieć to móc – nigdy nie jest za późno do walki o siebie. Szczególnie, co wyjątkowo ważne w życiu każdej gwiazdy, palenie papierosów dosłownie odbiera urodę. Wolne rodniki zawarte w dymie papierosowym niszczą włókna kolagenowe i elastynę. Walka z nałogiem oczywiście nie jest łatwa, ale jest warta świeczki. Z rozpisanym planem rzucania, orzechami w torebce, które pomogą trochę „zajeść” potrzebę sięgania po fajki czy nawet z gumami z nikotyną może być jednak łatwiej. Jeśli te zwykłe sposoby nie zadziałają, najlepiej iść do lekarza i poprosić o leki na receptę. Dla osób, które doszły już do ściany, są inne opcje - nieidealne, ale przynajmniej bez dymu. To na przykład podgrzewacze do tytoniu, o których niższej toksyczności informują naukowcy w niektórych europejskich krajach. Badacze z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego i Środowiska Królestwa Niderlandów wykazali, że palacze, którzy zastąpili papierosy iqosami, czyli podgrzewaczami do tytoniu, byli mniej narażeni na główne substancje rakotwórcze niż ci, którzy dalej palili papierosy. Niższe ryzyko nie oznacza jednak braku ryzyka. Dlatego najlepiej rzucić. Tak jak wspominany Keith Richards.
Pomarańcz - tak, byle nie na skórze
Początek lat 2000 miał swój urok, choć trzeba przyznać, że to co kiedyś było obiektem pożądania wielu, teraz po prostu wydaje się być kiczowate. Tlenione włosy, błyszczyki o smaku truskawki czy perłowe cienie i wyskubane brwi, a do tego charakterystyczna, pomarańczowa opalenizna – symbol ówczesnej atrakcyjności. Paris Hilton, Britney Spears czy Lindsay Lohan promowały wówczas kalifornijski styl życia, a solaria przeżywały prawdziwy boom. Każda dziewczyna chciała choć trochę przypominać bohaterki seriali, które spędzały popołudnia pod palmami.

Dziś tamten wizerunek wydaje się należeć do innej epoki. Współczesne gwiazdy stawiają na naturalność – zdrową, wypoczętą cerę i subtelny koloryt zamiast sztucznej opalenizny, o której już teraz wiemy, że mogła być bardzo niezdrowa przez długotrwałe i częste narażanie na promienie UV. Badania pokazują – częste korzystanie z solarium może zwiększać ryzyko nowotworów skóry nawet o 15%. Jeśli lubisz, gdy twoja skóra wygląda jakby była delikatnie muśnięta słońcem, a do wakacji jest jeszcze daleko, rozważ opalanie natryskowe, brązujące mgiełki czy balsamy, a opalając się na słońcu zawsze pamiętaj o kremie z filtrem.
Nawet dawne ikony stylu przeszły w tej kwestii metamorfozę. Paris Hilton dziś chwali się porcelanową cerą i promuje zdrową pielęgnację. Victoria Beckham, niegdyś „pomarańczowa” Spice Girl, teraz uchodzi za wzór klasy i elegancji.

Koniec z dietami-cud
Cudowne diety obiecujące kilka kilogramów mniej w zaledwie tydzień każda z nas z pewnością przerabiała przynajmniej kilka razy. Gwiazdy przez lata prześcigały się w sposobach na „oczyszczenie organizmu”, zrzucenie wagi po świętach czy przygotowanie sylwetki na wakacje. Problem w tym, że takie efekty były zazwyczaj chwilowe – zamiast tłuszczu znikała głównie woda. A potem często pojawiał się efekt jojo powodujący głównie stres i poczucie winy.
Dziś wiemy więcej. Coraz częściej słyszymy, że celem nie powinno być idealne ciało, ale zdrowie i dobre samopoczucie. Zmieniło się także podejście młodszego pokolenia, które dorastało w cieniu tzw. almond moms – matek obsesyjnie liczących kalorie i kontrolujących wygląd swoich córek. Doświadczały tego m.in. Gigi i Bella Hadid czy siostry Kardashian-Jenner. Po latach, okazało się, że nie istnieje jedna idealna sylwetka. Właśnie dlatego trendem stało się body neutrality – podejście, które skupia się na wzmacnianiu ciała, a nie na jego ocenianiu. Nasze ciało, nawet jeśli nie jest perfekcyjne, daje nam siłę, pozwala tańczyć, biegać, pływać i doświadczać życia. W zamian potrzebuje jedynie troski i uważności. Coraz więcej gwiazd, jak Jennifer Aniston, pokazuje, że droga do zdrowej sylwetki nie prowadzi przez głodówki, ale przez zbilansowaną dietę, nawodnienie i regularny ruch.

Aktywność fizyczna nie musi oznaczać wyciskania siódmych potów na siłowni. Najważniejsze, żeby dawała radość. Jeśli nie lubisz biegania – postaw na rolki, jogę albo taniec w stylu Shakiry. Zwykły spacer też się liczy. Liczy się to, że ruszasz się dla siebie, a nie po to, by dopasować się do kolejnego kanonu piękna. Bo kanony się zmieniają. Zdrowie i spokój – zostają z nami na dłużej. Najlepszy trend, jaki możemy wprowadzić do swojego życia, to po prostu dbanie o siebie – z miłością, a nie z presją.

















