Żudziewicz i Jeschke przeżyli dramat: „Myślałam o córeczce, że mamy dla kogo żyć”
Pożar samochodu Hanny Żudziewicz-Jeschke i Jacka Jeschke wydarzył się tuż przed ich ślubem, gdy jechali na festiwal do Sopotu. Na śliskiej drodze auto wpadło w poślizg, zjechało na pobocze i po uderzeniu stanęło w ogniu. Para wspomina ucieczkę i strach o życie, myśląc o córce Róży.

Hanna Żudziewicz i Jacek Jeschke w wywiadzie dla Vivy!, wspominają jeden z najtrudniejszych momentów swojego życia, z jakim przyszło im się zmierzyć. W drodze na festiwal do Sopotu, ich auto stanęło w ogniu. Miało to miejsce tuż przed ich ślubem:
Ja w pewnym momencie poczułam, jak pasy się coraz mocniej na mnie zaciskają. Nic nie powiedziałam, tylko chwyciłam mój krzyżyk. Czułam, że jest źle.
Hanna Żudziewicz i Jacek Jeschke przeżyli chwile grozy
W 2024 roku w drodze na festiwal do Sopotu wszystko potoczyło się błyskawicznie. Było ślisko, samochód wpadł w poślizg i zjechał na pobocze, a uderzenie w element przy drodze okazało się punktem zwrotnym. Jacek Jeschke relacjonował, że prawdopodobnie od spodu pojawiła się iskra i to wystarczyło, by auto zaczęło się palić.
W takich minutach nie ma miejsca na rozsądną listę rzeczy do zabrania. Para zostawiła w środku m.in. buty, telefon i laptop. Najważniejsze było jedno: odsunąć się jak najdalej, bo obawiali się wybuchu. Samochód spłonął na ich oczach.
Kompletnie nie myśli się, żeby zabrać z auta tak potrzebne rzeczy, jak telefon czy laptop. Wszystko zostawiliśmy w środku. Wiedzieliśmy tylko, że musimy uciec jak najdalej, bo samochód zaraz wybuchnie
Hanna Żudziewicz dodała:
Biegnąc, myślałam o naszej córeczce, że mamy dla kogo żyć.
Policja o wypadku Żudziewicz i Jeschke: "Powiedzieli, że mieliśmy dużo szczęścia"
Gdy na miejsce dotarli policjanci, obraz był jednoznaczny: spalony wrak i pobocze, które wyglądało jak finał fatalnego wypadku. Hanna Żudziewicz-Jeschke i Jacek Jeschke zapamiętali, że funkcjonariusze po zobaczeniu samochodu mieli być pewni, iż nikt nie miał szans z tego wyjść. Dopiero gdy okazało się, że para żyje i jest bezpieczna, padły słowa o ogromnym szczęściu.
Ja pomyślałam, że to był jakiś znak. (...) Od Boga, że ktoś nad nami czuwa, ktoś się nami opiekuje i… żeby pamiętać o tym, co jest najważniejsze. Nie chciałabym tego przeżyć jeszcze raz, ale w jakimś stopniu to był taki zimny prysznic dla nas, że trzeba w życiu zwolnić.
Niedługo po wypadku Hanna Żudziewicz pokazywała niepokojące kadry ze zdarzenia w sieci.
Zobacz także:
- Rozstanie, przypadkowe spotkanie i wielkie uczucie. Hanna Żudziewicz i Jacek Jeschke o kulisach swojego związku
- Córka Żudziewicz i Jeschke mieszka jak księżniczka. Tak wygląda pokoik dziecięcy
