Książę Harry i Meghan Markle po kilku latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych ponownie coraz mocniej kierują uwagę w stronę Wielkiej Brytanii. Ich życie za oceanem miało być początkiem nowego rozdziału, z dala od królewskich obowiązków i rodzinnych konfliktów. Para niejednokrotnie publicznie krytykowała jednak monarchię i ujawniała kulisy życia w rodzinie królewskiej, czym mocno nadszarpnęła swoje relacje z bliskimi. Teraz, gdy Harry wraca do kraju i próbuje odbudować swoją pozycję, pojawiają się kolejne sygnały, że droga do tego może być znacznie trudniejsza, niż zakładał. Jednym z najważniejszych elementów tej układanki pozostaje Invictus Games, czyli inicjatywa, z którą Harry jest szczególnie mocno utożsamiany.
WIDEO…
Kłopoty księcia Harry'ego? Mocne słowa ws. Invictus Games
Problemy syna króla Karola III dotyczą Invictus Games, inicjatywy, z którą Harry jest związany od lat. Uganda, która jeszcze w lipcu została ogłoszona 26. państwem dołączającym do zawodów, niespodziewanie wycofała się z udziału w przyszłorocznej edycji w Birmingham. Decyzję ogłosił gen. Muhoozi Kainerugaba, dowódca ugandyjskich sił zbrojnych. Jako powód wskazał chęć okazania szacunku królowi Karolowi III i podkreślił, że Uganda nie zamierza uczestniczyć w przedsięwzięciach, które nie mają aprobaty monarchy.
Aby nie być postrzeganym jako sprzeciw Jego Królewskiej Mości Karolowi III Zjednoczonemu Królestwu, którego głęboko czcimy, Uganda wycofuje się z Igrzysk Invictus. Nie będziemy brać udziału w niczym, co nie ma aprobaty Jego Wysokości - przekazał gen. Muhoozi Kainerugaba na platformie X.
Generał nie szczędził przy tym krytyki Harry’emu i Meghan. Według gazety "New York Times" określał ich działania jako „bzdury”. Dla księcia to szczególnie niewygodny rozwój wydarzeń. Invictus Games miały być jednym z najważniejszych punktów jego powrotu do Wielkiej Brytanii.
Książę Harry i Meghan Markle sprzeciwiają się królowi? "Chcieliby uznania"
Wiele mówi się o tym, że Harry i Meghan Markle są wściekli na rodzinę. Ponoć po liście króla Karola III para sprzeciwia się nazwaniu ich prywatnymi obywatelami i domaga się uznania za osoby publiczne.
Rozumie się, że książę zakwestionował w szczególności pogląd, jakoby para miała być traktowana jako prywatni obywatele. Gdyby tak było, jak twierdzono, tego rodzaju formalne wytyczne nie byłyby wymagane. (...) Sussexowie wolą termin "osoby publiczne" i chcieliby uznania, że na poziomie osobistym pozostają członkami rodziny królewskiej, mimo że nie otrzymują już publicznego finansowania - ujawniło źródło dla Daily Mail.
Zobacz także:

















