Powrót księcia Harry'ego i Meghan Markle na brytyjską ziemię miał być nowym rozdziałem, ale zamiast tego stał się źródłem kolejnego napięcia z pałacem. Tym razem poszło o jedno sformułowanie w oficjalnym liście wysłanym w imieniu króla Karola III, które Sussexowie odebrali jako policzek.
WIDEO…
Karol III nazwał Harry'ego i Meghan prywatnymi obywatelami
Pałac Buckingham potwierdził w liście rozesłanym w imieniu króla Karola III do urzędników rządowych i wojskowych, że książę Harry i Meghan Markle pozostają nieoficjalnymi członkami rodziny królewskiej i nie wracają do pełnienia obowiązków królewskich. Dokument, który trafił do adresatów za pośrednictwem Lorda Szambelana, jasno stwierdzał, że po powrocie pary do Wielkiej Brytanii nic w ich statusie się nie zmienia i że nie będą reprezentować rodziny królewskiej.
W piśmie zaznaczono, że działalność charytatywna małżonków będzie prowadzona w charakterze prywatnym, a wszelkie pytania dotyczące ochrony należy kierować do odpowiednich służb policyjnych. Pałac tłumaczył, że list miał uniknąć wątpliwości i zamieszania przed napiętym grafikiem pary.
To właśnie tu pojawiło się zdanie, które najbardziej zabolało Sussexów. Zgodnie z treścią listu ich pozycja przypomina prywatnych obywateli prowadzących działalność komercyjną i charytatywną. Pałac Buckingham nie chciał dłużej komentować sprawy, uznając, że dokument mówi sam za siebie.
Harry i Meghan wolą być nazywani osobami publicznymi
Znajomi pary szybko przekazali swoją wersję wydarzeń dziennikarzom, wskazując, że najbardziej oburzyło ich określenie "prywatni obywatele". Według informatorów "Daily Mail" książę zakwestionował pogląd, jakoby małżonkowie mieli być traktowani jak zwykli obywatele, argumentując, że gdyby faktycznie tak było, tego rodzaju formalne wytyczne w ogóle nie byłyby potrzebne.
Sussexowie wolą termin "osoby publiczne" i chcieliby, aby uznano, że na poziomie osobistym pozostają członkami rodziny królewskiej, mimo że nie otrzymują już publicznego finansowania. To rozróżnienie ma dla nich duże znaczenie, ponieważ dotyka kwestii, o którą walczą od miesięcy, czyli państwowej ochrony opłacanej z pieniędzy podatników.
Rozumie się, że książę zakwestionował w szczególności pogląd, jakoby para miała być traktowana jako prywatni obywatele. Gdyby tak było, jak twierdzono, tego rodzaju formalne wytyczne nie byłyby wymagane - przekazał informator "Daily Mail".
Dodatkowej goryczy dodał sposób, w jaki list ujrzał światło dzienne. Jak podaje BBC, przedstawiciele Harry'ego i Meghan otrzymali kopię dokumentu zaledwie około godziny i dwunastu minut przed jego upublicznieniem, co para odebrała jako zaskakujące. Osoby z otoczenia Sussexów sugerowały, że ruch pałacu nie był przypadkowy i miał utrudnić im walkę o państwową ochronę. Z kolei źródła bliskie królowi zapewniały, że to nieprawda, a jasne zasady mogą wręcz ułatwić Karolowi III prywatne spotkania z synem.
Sussexowie wolą termin "osoby publiczne" i chcieliby uznania, że na poziomie osobistym pozostają członkami rodziny królewskiej, mimo że nie otrzymują już publicznego finansowania - ujawniło źródło.
Karol III przypomniał o zasadach z porozumienia z Sandringham
Cała sytuacja jest przedłużeniem ustaleń, które zapadły jeszcze w 2020 roku. Na mocy tak zwanego porozumienia z Sandringham Harry i Meghan zrezygnowali z pełnienia obowiązków królewskich i przestali otrzymywać publiczne środki na ten cel. Zachowali tytuły księcia i księżnej Sussex, ale zgodzili się nie posługiwać formami "Jego" i "Jej Królewska Wysokość".
Właśnie dlatego pałac w swoim oświadczeniu przypomniał, że formy tytularne pozostają zawieszone i wciąż nie są używane. Para oficjalnie zakończyła kalifornijski etap życia i przeniosła się do posiadłości poza Londynem, a ich dzieci, siedmioletni Archie i pięcioletnia Lilibet, zostały zapisane do brytyjskich szkół. Wielki powrót nie przebiega jednak w sielankowej atmosferze, a spór o dwa słowa pokazuje, że napięcia między pałacem a Sussexami wcale nie odeszły w przeszłość.
Zobacz także:
- Meghan i Harry wyślą dzieci do luksusowej szkoły w Wielkiej Brytanii. Basen i centrum fitness to początek
- Nieoczekiwany obrót tuż po przylocie księcia Harry'ego do Wielkiej Brytanii. Tego trudno było się spodziewać. "Cała rodzina jest zdezorientowana"


















