Aktywiści z ruchu klimatycznego "Jazda!" dopiero rozpoczęli swoje działania. Zaczęli od ataku na dom Andziaks i Luki, sklepu influencerki oraz butiku Małgorzaty Rozenek-Majdan. Teraz posunęli się o krok dalej. Obrali sobie za cel punkt z kebabem działający pod marką Filipa Chajzera w Krakowie. Podkreślamy, że punkt gastronomiczny funkcjonuje na zasadzie franczyzy, dlatego nie jest prowadzony bezpośrednio przez prezentera. Filip Chajzer nie krył oburzenia całą sytuacją.
WIDEO…
Filip Chajzer wściekły po ataku aktywistów. Mocne słowa w sieci
Filip Chajzer został zaatakowany przez aktywistów. Lokal z kebabem działający pod marką prezentera w Krakowie obrzucono zepsutym jedzeniem. Filip Chajzer pokazał na swoim instagramowym profilu, jak wyglądała cała akcja. Zabrał także głos na InstaStories, gdzie nie szczędził słów krytyki w kierunku aktywistów. Wyjawił, że o całej sytuacji poinformował go przestraszony franczyzobiorca. Podkreślił, że sam nie prowadzi lokalu.
To jest franczyza, czyli licencja udzielona jemu. To są ludzie, którzy pracują właściwie 24 na dobę, bo tak jak w nocy pieczą się lawasze, tak cały dzień pieczone jest mięso. I to jest naprawdę bardzo ciężka praca - informował prezenter w mediach społecznościowych.
Filip Chajzer zwrócił się także do osoby, która obrzuciła lokal zepsutym jedzeniem. Nie krył emocji.
Jakim prawem, ja się pytam, dajesz sobie przyzwolenie, dziewczynko, na dokładanie tym ludziom pracy? Dlaczego wyświniłaś cały lokal? Jakim prawem? To nie jest mój lokal. Ty nie zrobiłaś mi źle. Zrobiłaś źle ludziom, którzy pracują na stawce godzinowej i harują. Szczególnie, że jest piątek i mają weekend i chcieliby pójść do domu, do swoich rodzin, do swoich znajomych, do swoich dzieci - komentował.
Filip Chajzer ma jasne zdanie na temat działań aktywistów. "Paranoja"
W dalszej części Instastories Chajzer zaznaczył, że nie chodzi o krzywdę wyrządzoną jemu, ale osobie, która prowadzi lokal. To franczyzobiorca musi mierzyć się ze skutkami takiego zachowania.
To jest taka paranoja, taka bezmyślność. Ja nie mam słów, żeby w ogóle to opisać. Kiedy pracujesz 24 na dobę, budując biznes, marzenia, albo po prostu harując, żeby mieć na zapłacenie rachunków, spłacenie rat, nie mieści mi się to w głowie. Po prostu mam w sobie taką wściekłość, szkoda gadać. Powinnaś tam wrócić i to posprzątać. Za późno, bo posprzątano za ciebie - skwitował.

Zobacz także:

















