Marta Kaczyńska
Viva!
Wywiady Krystyny Pytlakowskiej

Jak zmieniło się życie Marty Kaczyńskiej po tragedii smoleńskiej?

Marta Kaczyńska w niezwykle szczerej rozmowie z "Vivą!" wspomina rodziców, a także opowiada o trudnej przeprowadzce do ich mieszkania w Sopocie

To już trzy lata… Jesteś inna niż wtedy? Zmieniłaś się?

Okrzepłam, dojrzałam. Myślę jednak, że byłoby mi znacznie łatwiej, gdyby okoliczności katastrofy zostały rzetelnie i jednoznacznie wyjaśnione. Czuję się trochę tak, jak ludzie, którzy pozornie wiedzą, co się stało, ale nie mogą odnaleźć swoich bliskich. Podobnie jest, gdy nie można ustalić przyczyny ich śmierci. Ale jestem przekonana, że prędzej czy później dowiemy się, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku. Ta prawda jest potrzebna, jak myślę, nie tylko mnie, ale wszystkim Polakom.

Wtedy byłaś dzieckiem, teraz musiałaś stać się bardzo dorosła?

W pewnym sensie tak. Dopóki żyją rodzice, niezależnie od wieku pozostaje się dzieckiem, ich dzieckiem. Pustki, jaka powstała po takiej nagłej i tragicznej śmierci najbliższych, nie da się wypełnić. Wtedy – trzy lata temu – żyłam o wiele bardziej swoim życiem prywatnym, adwokaturą i planami naukowymi. Teraz znacznie bardziej niż dawniej zajmuje mnie polityka. I to się we mnie zmieniło. Zdaję sobie sprawę, jak ważne jest, by nie obojętnieć na to, co dotyczy nas wszystkich. Myślę, że bardzo wiele zrozumiałam.

Kontaktujesz się z politykami, przyjaźnisz z nimi, spotykasz?

Prawie codziennie rozmawiam z moim Stryjem. Rozmawiamy o naszych sprawach, ale także o polityce, tak jak kiedyś z Tatą. Teraz mam kilku dobrych znajomych – polityków, z którymi utrzymuję kontakty. Ale przede wszystkim kontaktuję się z ludźmi działającymi w ruchu
imienia mojego Ojca, mającego na celu upamiętnienie jego dokonań.

Media przyglądają Ci się uważnie. Cały czas jesteś pod obstrzałem. Na pewno niełatwo to znieść. Każdy Twój krok jest śledzony i komentowany.

Pamiętam, jak trzy lata temu znajomy powiedział mi: „Marta, teraz już tak będzie zawsze”. Wydawało mi się, że przesadza, że to nie jest możliwe, by media aż tak się mną interesowały. Ale mijają trzy lata i to zainteresowanie się utrzymuje. Miewam tego naprawdę dosyć, ale przekonałam się, że zainteresowanie mediów istnieje niezależnie od częstotliwości mojej aktywności publicznej. Drażni mnie, że w świecie tabloidów nie istnieją żadne granice. Ale z drugiej strony często od nieznajomych osób słyszę wyrazy uznania dla moich świętej pamięci Rodziców i słowa sympatii dla mnie. To bardzo ważne.

Wzbudzasz takie zainteresowanie, bo katastrofa smoleńska ciągle wywołuje emocje, a Ty jesteś jej ofiarą?

Sądzę, że sprawa katastrofy smoleńskiej nie wywoływałaby tak skrajnych emocji, gdyby była rzetelnie wyjaśniana. Jestem jedynym dzieckiem Pary Prezydenckiej, która tak tragicznie zginęła. To sytuacja bez precedensu, stąd też i zainteresowanie. Mam wrażenie, że żyjemy w epoce szumu informacyjnego, który nam absolutnie nie sprzyja. Sama od tego uciekam. Cenię sobie na przykład program II Polskiego Radia, gdzie można posłuchać klasyki, ciekawych audycji bez reklam i zbędnych newsów.

Ale w Twoim życiu następują różne zmiany sprzyjające temu zainteresowaniu. Przeprowadziłaś się do mieszkania po rodzicach, bo postanowiłaś żyć inaczej?

Akurat tak się ułożyło, że w tej chwili mieszkam w Sopocie, w mieszkaniu moich Rodziców. I to jest miejsce, które nierozłącznie się z nimi wiąże. Zdawałam sobie sprawę z tego, że za sprawą mojej przeprowadzki media będą miały kolejny pretekst do pisania o mnie. Przez myśl mi jednak nie przeszło, że przez wiele tygodni paparazzi będą mi towarzyszyć niemal każdego dnia. Nie sądziłam, że siedząc w kuchni, będę widziała po drugiej stronie ulicy panów z aparatami, którzy robią zdjęcia mojego okna, a już następnego dnia zobaczę je w gazecie.

Będziesz musiała założyć żaluzje.

Lubię widok z tego okna i szkoda byłoby mi się go pozbawiać. Zawsze powtarzam moim dzieciom, by po prostu nie zwracały uwagi na panów i panie z aparatami. Ewa bardzo negatywnie odczuwa to niechciane zainteresowanie. Martynka się z tego po prostu śmieje.

Pieczołowicie remontowałaś to mieszkanie. Chciałaś zachować jego charakter, zgodnie z wizją Twojej mamy?

Poczyniłam pewne zmiany, których nie zdążyła zrealizować moja Mama. Postawiłam na przykład we wnęce w przejściu między pokojami serwantkę, o której kiedyś marzyła. Starałam się zachować charakter tego mieszkania.

Zostawiłaś meble, które tam stały?

Oczywiście. Poddałam je tylko renowacji. Z każdym z nich wiążą się wspomnienia moich Rodziców. Myślę, że po Mamie mam taki sentymentalny stosunek do niektórych przedmiotów.

Meble mają duszę?

Mają, myślę, że całe to mieszkanie ma duszę. A dla mnie zawsze będzie to dom moich Rodziców.

Przepraszam, że Cię o to zapytam – wyprowadzka zbiegła się z kryzysem w Twoim małżeństwie?

Małżeństwa mają swoje lepsze i gorsze chwile. Czasami warto coś przemyśleć z dala od swojego poprzedniego życia. Powiem tyle, że teraz rozmawiamy z Marcinem znacznie więcej niż kiedyś, wspólnie spędzamy wolny czas z dziewczynkami. Oboje bardzo je kochamy. One są dla mnie najważniejsze.

Łatwiej Ci, bo wróciłaś do ludzi, którzy znają Cię od dziecka?

Do cudownych sąsiadów, których znam od lat. Ogromne znaczenie ma to, w jakim otoczeniu się mieszka, jakich ludzi się ma blisko siebie. Wzruszyłam się, kiedy pewnego dnia spotkałam sąsiadkę, która powiedziała: „Marta, gdybyś kiedykolwiek potrzebowała, żeby ktoś został z twoimi dziewczynkami, pamiętaj, że ja jestem”. To takie serdeczne, ludzkie, bezinteresowne. Jestem wśród ludzi, którzy mają podobne podejście do życia, uznając, że można działać bezinteresownie, być otwartym, wzajemnie się wspierać. Ważne są takie małe gesty, bo to w końcu przede wszystkim one budują rzeczywistość wokół nas. Dają poczucie bezpieczeństwa.

Od razu podobno zaproszono Cię na wspólnego grilla?

Tak, to było bardzo spontaniczne. Z tyłu tej kamienicy jest ogródek. Wracałam z dziewczynkami ze szkoły, kiedy sąsiedzi zawołali do mnie: „Chodź, Marta, siadaj koło nas”. Akurat mój sąsiad wrócił z długiego rejsu i postanowił to jakoś uczcić. Było mi bardzo miło.

Ale pamiętasz o tym, że jesteś 32-letnią piękną kobietą, do której należy świat? Każdy smutek w końcu minie. Życie niesie też radości.

Ja jestem dość krytyczna wobec siebie (uśmiech). Do pewnych smutków trzeba po prostu przywyknąć i umieć cieszyć się z każdego następnego dnia. Ogromną radość sprawiają mi moje dzieci i moje plany na przyszłość. Od września Martynka dołączy w szkole do Ewy. Będę miała więcej czasu na to, żeby stać się bardziej aktywna. Mam nadzieję wrócić do pomysłów, które kiedyś odłożyłam na później, i zacząć nowy rozdział. Zawsze będę wdzięczna swojej Mamie, która zanim mnie urodziła, była bardzo aktywna zawodowo, a jednak z chwilą, gdy przyszłam na świat, zrezygnowała z pracy. Ja również mam taką możliwość, by pozostać w domu, i staram się dać dziewczynkom jak najwięcej z siebie. Z czasem, gdy dziewczynki stają się coraz starsze, mogę powoli w większym zakresie koncentrować się na czymś innym, być aktywna zawodowo i publicznie.

Cały wywiad z Martą Kaczyńską znajdziecie w najnowszym numerze magazynu "Viva!"

Jarosław Kaczyński i dziecko
East News
Newsy
6 rzeczy, których nie wiedzieliście o dzieciństwie Jarosława Kaczyńskiego!
6 rzeczy, których nie wiedzieliście o dzieciństwie Jarosława Kaczyńskiego!
Marta Kaczyńska - sesja i wywiad w Vivie
Viva!
Newsy
Marta Kaczyńska o tragedii w Smoleńsku: Okrzepłam, dojrzałam
Jak poradziła sobie z tragiczną śmiercią rodziców po latach?

Mijają właśnie trzy lata od katastrofy prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Rocznica zbiegła się z premierą biografii Lecha Kaczyńskiego, w której udział wzięła jego córka, Marta. Przypomnijmy: Uśmiechnięta Marta Kaczyńska na premierze książki o zmarłym ojcu. Marta Kaczyńska udzieliła też obszernego wywiadu dla najnowszego numeru magazynu "Viva!". Opowiada w nim o tęsknocie za rodzicami, swojej relacji z córkami i mieszkaniu, do którego niedawno się wprowadziła, a które niegdyś należało do jej tragicznie zmarłych rodziców. Zdradziła również, że myśli o wydaniu książki swojego autorstwa o Lechu i Marii Kaczyńskich. - Przyjdzie czas i na moją książkę o Rodzicach. Od czasu do czasu siadam i piszę, bo coraz częściej zdaję sobie sprawę, jak ulotna jest pamięć - zdradziła. Jak córka Kaczyńskich czuje sie trzy lata po katastrofie? Wciąż chciałaby, aby śledztwo w tej sprawie przyniosło jakieś rozstrzygające odpowiedzi. - Okrzepłam, dojrzałam. Myślę jednak, że byłoby mi znacznie łatwiej, gdyby okoliczności katastrofy zostały rzetelnie i jednoznacznie wyjaśnione. Ale jestem przekonana, że prędzej czy później dowiemy się, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku. Ta prawda jest potrzebna, jak myślę, nie tylko mnie, ale wszystkim Polakom - wyznała. Kaczyńska przyznała też, że śmierć rodziców zupełnie zmieniła jej życie, nawet to zawodowe: - Pustki, jaka powstała po takiej nagłej i tragicznej śmierci najbliższych, nie da się wypełnić. Wtedy - trzy lata temu - żyłam o wiele bardziej swoim życiem prywatnym, adwokaturą i planami naukowymi. Teraz znacznie bardziej niż dawniej zajmuje mnie polityka. I to się we mnie zmieniło. Zapytana o szeroko komentowany kryzys w małżeństwie i domniemany rozwód z Marcinem Dubienieckim, Marta odpowiedziała tylko: - Małżeństwa mają swoje lepsze i...

Newsy
Anioł miłości
Jak nagrodzić samą siebie za ciężką pracę? Aneta Kręglicka wynajęła w Nowym Jorku apartament z oszałamiającym widokiem, robiła zakupy w luksusowych butikach, zwiedzała galerie.

Choć te trzy dni kosztowały sporo, uznała, że jest tego warta. Pieniądze może nie dają szczęścia. Ale dają wolność. Kiedy pewnego razu Aneta Kręglicka weszła do butiku Prady w Nowym Jorku, ekspedient znieruchomiał. „Jesteś top modelką?”, zapytał po angielsku. Zaprzeczyła. „Aktorką?” „Nie”. „Ona jest polską gwiazdą”, wyjaśniła jego koleżanka, jak się okazało Polka. Ekspedient zaczął klaskać w dłonie, wreszcie krzyknął zadowolony: „Wiedziałem, że ona nie jest normalna!” VIVA! spotyka się z Anetą Kręglicką w kawiarni Coffee Green na Brackiej. I mężczyźni, i kobiety przyglądają się jej z zainteresowaniem, choć ukryła się za dużymi, ciemnymi okularami.  – Ma Pani piękną biżuterię. Jestem zodiakalnym Baranem, diament to mój kamień, ale te pierścionki mają dla mnie przede wszystkim wartość sentymentalną. Pierwszy dostałam od rodziców, kiedy z wyróżnieniem skończyłam studia. Dwa pozostałe to prezent od męża: zaręczynowy, z lat 20., piękny przykład art deco, długo był poszukiwany w desach i salonach jubilerskich ze starą biżuterią. Drugi to tak zwany memory ring, który ma przypominać o uczuciach mężczyzny do kobiety. – Memory ring działa? Niektórzy mawiają, że diament to święty kamień. Niezwykle czysty i najtrwalszy istniejący na Ziemi minerał. Dlatego jest strażnikiem wierności i nierozerwalności związku. Aniołem miłości. Niedawno obchodziliśmy z Maćkiem dziewiątą rocznicę ślubu, więc… działa. – Podobno właściciele Apartu powiedzieli, że albo Pani będzie reklamowała ich diamenty, albo nikt inny. Pani to pochlebia? A powinno? – Takie uwagi idealnie koją kompleksy. Ale domyślam się, że Pani ich nie ma. Oczywiście, że mam, ale na szczęście jakoś sobie z nimi radzę, nie wywołują u...

Nasze akcje

Uwielbiasz taniec? Rozwijaj swoje umiejętności i dziel się nimi ze światem!

Partner
Newsy

Kosmetyki, które dbają o ciebie i planetę. Poznaj nową linię przeciwzmarszczkową Laboratorium Kosmetycznego Ava

Partner

Lubisz zieloną herbatę? Poznaj jej prozdrowotne właściwości

Partner

Słuchawki jak ekskluzywne kosmetyki? To możliwe z Huawei FreeBuds Lipstick

Partner
Newsy

Pierścionek zaręczynowy w codziennych stylizacjach. Sprawdź najmodniejsze zestawienia na jesień 2021

Partner
Kosmetyki Neboa
Newsy

Zadbaj o włosy w duchu eko. Jak duży wpływ na planetę ma zawartość naszych kosmetyczek? Będziesz zaskoczona!

Partner