Marcin Meller we wzruszających słowach wspominał Andrzeja Morozowskiego, nie ukrywając, jak wiele znaczyła dla niego ich wieloletnia znajomość. Emocje towarzyszyły mu przez całą wypowiedź, a jego słowa były pełne smutku i wdzięczności za wspólnie spędzone lata. Dziennikarz oddał hołd zmarłemu koledze również za pośrednictwem mediów społecznościowych, publikując osobiste pożegnanie.

WIDEO

player placeholder

Marcin Meller pożegnał Andrzeja Morozowskiego

Marcin Meller był jednym z gości specjalnego wydania programu poświęconego pamięci Andrzeja Morozowskiego. Dziennikarz wrócił wspomnieniami do ich wieloletniej znajomości, opowiadając o zmarłym koledze z dużym wzruszeniem. W trakcie rozmowy emocje okazały się na tyle silne, że w pewnym momencie nie potrafił powstrzymać łez.

W swojej wypowiedzi podkreślił, że Morozowski był nie tylko wybitnym dziennikarzem, ale także lojalnym przyjacielem. Jak wspominał, zawsze można było na niego liczyć, nawet w tych najgorszych momentach.

Zobacz także:

Właśnie prowadziło się z nim rozmowy zupełnie na poważnie. [...] W zasadzie nie zawsze mieliśmy całkowicie podobne poglądy. I kiedyś zaczęliśmy trochę odpływać w inne rewiry i to było bardzo charakterystyczne, że sporo znajomych, a nawet przyjaciół się ode mnie odwróciło, a Andrzej nigdy. I czarował tym swoim spokojem, tym swoim uśmiechem, ironicznym poczuciem humoru - opowiadał.

Meller i Morozowski rozmawiali o śmierci

Marcin Meller wspominał, że ich przyjaźń wykraczała daleko poza wspólną pracę w mediach. Nawet gdy Andrzej Morozowski zmagał się z chorobą, ich rozmowy nie były pozbawione humoru i wzajemnych żartów, które pomagały oswoić trudną rzeczywistość. Dziennikarz podkreślił, że przez lata łączyła ich szczerość, zaufanie i wzajemne wsparcie. Nie unikali również rozmów o przemijaniu i sprawach ostatecznych, choć potrafili podchodzić do nich z charakterystycznym dla siebie dystansem.

Drugi wątek od paru lat, to rozmawialiśmy o śmierci. Z wiadomych powodów, ludzko-egzystencjalnych. Ja z jednej strony starałem się wplatać ten czarny humor, a on na przykład dopytywał mnie, jak umierał mój tata. Którego oczywiście dobrze znał i którego tak właśnie bardzo lubił, i sobie rozmawiali, kiedy tylko była okazja - podsumował.

Poruszający wpis Marcina Mellera po śmierci Andrzeja Morozowskiego

Marcin Meller pożegnał Andrzeja Morozowskiego również za pośrednictwem Instagrama. We wpisie wrócił wspomnieniami do ich wieloletniej przyjaźni, przywołując wspólnie spędzone chwile i rozmowy, które na zawsze pozostaną w jego pamięci. 

Moje pierwsze skojarzenie to ten jego uśmiech, dystans, mądra ironia.. Gdy opowiadał znajomym jakąś historyjkę i gdy ktoś mu wciskał ciemnotę podczas wywiadu. Był jednym z pierwszych studentów mojego taty na wydziale wiedzy o teatrze Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. I jednym z ulubionych. Wtedy go poznałem. Choć to za mocno powiedziane - zaczął.

Nie zabrakło także osobistych refleksji oraz słów pokazujących, jak ważną osobą był dla niego zmarły dziennikarz.

Byłem 13-letnim dzieciakiem wpatrzonym w studentów, którzy przychodzili do taty, a zdarzało się że zostawali do rana w stanie wojennym ze względu na godzinę milicyjną. A sto lat później patrzyłem jak u nas w domu, na parapetówie czy w czasie jednego z wieczorów wyborczych na które wpadali z Agatą, Andrzej rozmawia z moim jedenasto czy dwunastoletnim synem jak z dorosłym, tłumacząc cierpliwie i pogodnie swoje zdanie na jakiś temat polityczny czy wojnę na Ukrainie - dodał Meller. 

W dalszej części wpisu Marcin Meller opisał, jak przez lata wyglądała jego relacja z Andrzejem Morozowskim. Podkreślił, że mimo różnic poglądów ich przyjaźń pozostała niezmienna, a wspólne rozmowy zawsze były pełne humoru i wzajemnego szacunku.

A my we dwójkę od lat gadaliśmy o polityce. Wymienialiśmy poglądy, plotkowaliśmy, złośliwie komentowaliśmy. Kiedyś mieliśmy bardzo zbliżone poglądy, potem nam się rozjechało, ale nie miało to żądnego znaczenia dla naszych rozmów i relacji. (...) Andrzej w naszych rozmowach uruchamiał finezję, ja koszary. I wszystko kojarzyło mu się ze wszystkim, miał historię na każdą historię. No i oczywiście gadaliśmy jak Dziewoński z Michnikowskim w „Sęku” - podsumował.

Andrzeja Morozowskiego pożegnano również w programie "Tak jest", w którym przez lata występował w roli gospodarza. Symboliczny gest poruszył widzów do łez.

Zobacz także: