Marta Krupa, Joanna Krupa
Marcin Tyszka
Wywiady Krystyny Pytlakowskiej

Joanna i Marta Krupa - Siła sióstr

Tylko w Vivie! jedyna rozmowa z najpiękniejszymi siostrami w Polsce!

– Fajnie jest mieć siostrę?
Joanna Krupa:
Super, zwłaszcza młodszą. Gdy Marta wychodzi gdzieś ze znajomymi, długo nie wraca, zaraz się denerwuję, czy coś się jej nie stało.
Marta Krupa: Nie ironizuj. Zawsze do ciebie dzwonię, gdzie jestem, „mamusiu”.

– Joanna, nie byłaś zazdrosna, gdy mama powiedziała Ci, że będziesz miała siostrę?
Joanna Krupa:
Ależ skąd, cieszyłam się! Miałam już przecież ponad pięć lat. Poza tym dzięki Marcie szybciej dorosłam, bo mama i tata dużo pracowali, a ja musiałam jej pilnować i być odpowiedzialna.
Marta Krupa: Ona może nie była o mnie zazdrosna, ale ja o nią tak, i to od dziecka.
Joanna Krupa: Dlaczego?
Marta Krupa: Bo byłaś piękna, a ja wyglądałam jak chłopiec. I nigdy nie czułam się taka pewna siebie jak ty.
Joanna Krupa: Ale miałaś talent, nakręcałyśmy krótkie filmiki, tańczyłyśmy przed lustrem. Ślicznie śpiewałaś.
Marta Krupa: Mama powiedziała potem: „Szkoda, że nie chodziłaś na lekcje śpiewania”.
Joanna Krupa: Ja za to uczyłam się tańca, ale lekcje były drogie, a nam żyło się ciężko. Więc i tak musiałam zrezygnować.
Marta Krupa: Zresztą ja i tak wówczas nie wiedziałam, co chcę robić. Wprawdzie zaczął mi rosnąć biust i stawałam się bardziej kobieca, ale głównie interesowałam się sportem.
Joanna Krupa: A ja od zawsze chciałam być modelką i chodziłam do szkoły modelek. Nigdy jakoś wtedy sobie nie pogadałyśmy, czego chciałybyśmy od życia, właściwie żyłyśmy w dwóch różnych światach.
Marta Krupa: To prawda, jednak gdy wyjechałaś z Chicago do Los Angeles, dzwoniłam do ciebie bardzo często, bo strasznie tęskniłam.

– Dlaczego właściwie Wasi rodzice wyemigrowali z Polski?
Joanna Krupa:
Mama wyjechała do Ameryki, gdy miałam pięć lat. Były już tam jej siostra i matka, chciała mieszkać blisko nich. Ojciec przyjechał półtora roku później. Myślę, że mama chciała lepszego życia dla swojej rodziny, swoich dzieci. W Polsce była pielęgniarką, ojciec inżynierem. W Ameryce nadal pracował jako inżynier, a mama w fabryce robiła kubki dla McDonald’s.
Marta Krupa: Mama, wyjeżdżając, była w ciąży ze mną.
Joanna Krupa: Była, ale o tym nie wiedziała. Dowiedziała się dopiero w Ameryce.
Marta Krupa: A nie pojechała specjalnie do Ameryki, żeby mnie tam urodzić i żebym miała amerykańskie obywatelstwo?
Joanna Krupa: Nie, nie, na pewno nie wiedziała, że jest w ciąży.
Marta Krupa: Ale ja i tak się chwalę, że jestem Polką. Nawet jeśli urodziłam się w Chicago. Bo poczęta przecież byłam w Polsce. Nie mówię za dobrze po polsku, ale znam polski język na tyle, na ile mogłam go poznać przy mamie, Joasi i kolegach Polakach. Chicago to przecież taka mała Polska. Boli mnie jednak, gdy tutaj w Internecie kpią z mojej polszczyzny. Nie biorą pod uwagę, że ja nigdy w Polsce nie mieszkałam. Właściwie teraz jestem tu pierwszy raz na dłużej.

– Co pamiętacie z Waszego wspólnego dzieciństwa?
Marta Krupa:
Joasia ciągle wypomina mi, że potwornie rozrabiałam.
Joanna Krupa: To prawda (śmiech). Ja pamiętam szczególnie pewien dzień, gdy drzwi się zatrzasnęły, zostałam bez kluczy na klatce schodowej, a Marta sama w domu. W mieszkaniu otwarte okno. Mówię sobie: „Boże, ona wypadnie”. Do dziś przypominam sobie ten okropny strach. Miałam chyba siedem czy osiem lat. Musiałam błagać sąsiada, żeby znalazł zapasowy klucz.

– A gdzie była wtedy Wasza mama?
Joanna Krupa:
Mama pracowała po 12 godzin przez siedem dni w tygodniu, wtedy sama opiekowałam się Martą.
Marta Krupa: To może dlatego jesteś taka wobec mnie nadopiekuńcza? A przecież ja już nie jestem małym dzieckiem, umiem siebie pilnować, nawet dobrze mi to idzie. Mimo wszystko jestem szczęśliwa, że taka jesteś, bo zazwyczaj siostry nie dbają tak o rodzeństwo.
Joanna Krupa: Nieraz myślę, że może za bardzo martwiłam się o ciebie? Może nie dałam ci szansy, żebyś była bardziej samodzielna?
Marta Krupa: Przecież ja byłam samodzielna. Zaczęłam pracować, kiedy miałam 14 lat. W takim salonie piękności, z fryzjerem, manikiurem.
Joanna Krupa: Pomagała tam w recepcji, wszystkiego pilnowała, zapisywała klientki.
Marta Krupa: W tamtym czasie zupełnie nie wiedziałam, co mam robić w życiu. Co dzień modliłam się do Boga, żeby mi otworzył oczy i żebym się dowiedziała, gdzie jest moje miejsce.

– I nigdy nie powiedziałaś Joannie: „Jestem smutna, miotam się”?
Joanna Krupa:
Marta była zawsze zamknięta w sobie. Nigdy nie powiedziała tak wprost, co ją trapi.
Marta Krupa: Czułam się samotna, ale lubiłam być sama. Bo kiedy byłyśmy we dwie, mama zawsze chwaliła siostrę: „Joanna to gwiazda, modelka, piękna, a ty się garbisz”. Nie byłam taka ładna jak Asia, chłopakom zaczęłam się podobać, dopiero gdy skończyłam 18 lat.
Joanna Krupa: Nie miałam pojęcia, że Marta ma jakiś kompleks, że aż tak to przeżywa.
Marta Krupa: A ja się czułam wyobcowana, bo ty i mama byłyście ze sobą bardzo blisko, macie podobne charaktery. Ja pozostawałam z boku.

– A ojciec? Wasi rodzice się rozstali?
Joanna Krupa:
Rozchodzili się długo, cały czas w wielkiej przyjaźni. Na dobre rozeszli się cztery lata temu.
Marta Krupa: Ale już od 10, 15 lat było widać, że nie są razem, że się mijają. Myślę, że mieszkali pod jednym dachem tylko dla nas, żeby nas nie ranić.
Joanna Krupa: Nigdy nie ma gwarancji, że po 20 latach bycia z kimś nadal będzie „crazy in love”. Dlatego warto dbać o związek, ale w tym wszystkim nie zapominać też o sobie. Wiele kobiet zdaje się na mężów i polega na nich, a potem zostają na lodzie.

– I tego uczysz Martę?
Joanna Krupa:
Udzielam jej życiowych porad, ale ona sama jest bardzo ambitna, chce osiągnąć sukces, zarabiać swoje pieniądze. Nie będzie czekać, żeby poznać bogatego faceta i żyć na jego koszt. Marta kocha pracować.
Marta Krupa: Podobnie jak ty. Też przecież pracowałaś już jako 15-latka.
Joanna Krupa: Najpierw jako telefonistka, telemarketerka. Pracowałam od małego, żeby móc sobie kupić jakieś ciuchy. Nie mogłam powiedzieć: „Mama, daj mi kasę”, bo pieniędzy w domu nie było. Ojciec dopiero po półtora roku od przyjazdu do Ameryki dostał pracę, w której zresztą pracuje do dziś. Chciałam mamie pomóc, żeby zobaczyła, że umiem na siebie zarobić i żeby nie musiała się o mnie martwić.

– Niełatwe dzieciństwo podobno hartuje?
Joanna Krupa:
Gdyby nasi rodzice byli nie wiadomo jak bogaci, pewnie Marta i ja byłybyśmy inne, a tak ciężko pracujemy na to, co mamy, i doceniamy to. Mama i ojciec nauczyli nas bardzo ważnej rzeczy: kochać ludzi i kochać zwierzęta.

– W jakich warunkach mieszkałyście w Chicago?
Joanna Krupa:
Na początku w trzech pokojach z ciocią, babcią, wujkiem, moim kuzynem i jeszcze z pieskiem.
Marta Krupa: Nie było tak źle, tylko trochę ciasno…
Joanna Krupa: Nie mieliśmy samochodu, wszędzie jeździliśmy autobusem. Mama nieraz musiała pracować w nocy, a rano zamiast spać woziła nas do szkoły.
Marta Krupa: Ubrania kupowałyśmy w shopie z używanymi rzeczami.
Joanna Krupa: Później, gdy ojciec już miał pracę, rodzice zaczęli się dorabiać. Kupili dom dwurodzinny. Piętro wynajmowali i spłacali za to kredyty. Później go sprzedali i kupili inny, lepszy.

– A Wy przyjechałyście do Polski, bo tu łatwiej zrobić karierę?
Joanna Krupa:
Pierwszy raz przyjechałam do Polski z powodu audycji w CNN o Polakach, których zna świat. Wśród 10 osób znalazło się także moje nazwisko. Pomyślałam wtedy, że to dobry moment, żeby przyjechać do kraju i zobaczyć, jak tu jest. Zaproszono mnie wtedy do „Dzień dobry TVN”; powiedziałam, jakby to było dobrze zrobić program z modelkami i o modelkach. Więc zaprosili mnie na casting do „Top Model”. Nie spodziewałam się sukcesu, ale casting wygrałam.
Marta Krupa: Ze mną było inaczej, nawet nie wyobrażałam sobie, że tak dzisiaj będziemy sobie tu siedzieć w Warszawie i rozmawiać.
Joanna Krupa: Gdy byłam w Polsce rok temu, mówię: „Przyjedź na tydzień, odwiedź mnie. Tutaj jest tak ładnie”. Przyznam, że czułam się trochę samotnie.
Marta Krupa: Ale ja wtedy się bałam. Przyjadę do Polski, zaczną mnie obgadywać, krytykować, a poza tym byłam zakochana i nie chciałam zostawiać mojego chłopaka. Ale propozycja z TVN udziału w „Tańcu z gwiazdami” przyszła dwa tygodnie po naszym rozstaniu. Miałam złamane serce, byłam w depresji, więc przyjęłam ją z wdzięcznością.
Joanna Krupa: Płakała, a ja prosiłam: „Przestań szlochać, idź na jakąś randkę, poznaj kogoś”. Tak ją wzmacniałam, bo sama zawsze po zerwaniu z chłopakiem poznawałam innego i przy nim zapominałam o zawodzie miłosnym. Marta jednak naprawdę miała złamane serce.

– Wspieracie się wzajemnie?
Joanna Krupa:
Wzmacniam Martę psychicznie, trochę jej pomagam, bo nie chcę, żeby musiała przejść taką ciężką drogę jak moja. Chcę jej oszczędzić upokorzeń. I przecieram jej szlaki. Mówię wszystkim, że mam ekstra siostrę z niesamowitym głosem. Poznałam ją z producentem muzyki, teraz właśnie nagrali piosenkę. Ona jest bardzo utalentowana, tylko może mniej odważna, niż ja byłam. Jest skromniejsza i cichutka.
Marta Krupa: A ja staram się pomagać Asi inaczej, chronić ją od niedobrych ludzi. Mam bardzo silną intuicję. Często mówię jej: „Na tego człowieka uważaj”. Bo jak poznam kogoś, od razu wiem, czy jest fałszywy, czy szczery.
Joanna Krupa: Razem jesteśmy mocniejsze. Mówię jej: „Marta, jakie ty masz piękne oczy, włosy, biust”, bo teraz już wiem, jak się czuła, gdy była mała, a ja w sklepie mierzyłam sukienki i mama zachwycała się moim wyglądem.
Marta Krupa: Mnie nie komplementowała. Długo trwało, zanim nabrałam pewności siebie, pewnie dopiero wtedy, gdy zaczęłam się żarliwie modlić do Boga i medytować. Ja jestem bardziej duchowa niż Joanna.
Joanna Krupa: Marta nieraz bardzo mi pomaga, gdy coś mi nie wyjdzie, nie dostanę jakiejś pracy i narzekam, neguję siebie, wszystko widzę w czarnych barwach. Marta przywołuje mnie wtedy do porządku: „Przestań się martwić, musisz myśleć pozytywnie”.

– Ty, modelka o światowej renomie, i czarne myśli? Mimo przeszkód szłaś do przodu.
Joanna Krupa:
Naprawdę było mi bardzo ciężko. Krytykowano mnie, mój wzrost, tuszę. Gdybym nie poznała w Stanach menedżerki, z którą pracuję osiem lat, nie wiem, czy w ogóle byłabym modelką. To ona odnalazła dla mnie drogę, zaczęła budować moje portfolio i otworzyła drzwi fotomodelingu. Nie byłam stworzona do tego, żeby chodzić na wybiegach.
Marta Krupa: Wystąpiłam z Joanną na paru zdjęciach do magazynu pewnej agencji, ale ona wolała bardziej sexy ujęcia, a ja w tym kierunku nie chciałam iść. Jak padła propozycja, żebyśmy pozowały razem w bikini, zgodziłam się dla Asi, ale nigdy mnie to nie pociągało.
Joanna Krupa: Złościła się na mnie: „Czemu się rozbierasz aż tak?!”. Pamiętam, że poszło o „Playboya”.
Marta Krupa: Bo ja czasami też jestem dla Asi trochę jak mama. Nie chcę, żeby każdy patrzył na piersi mojej siostry. One są dla jej chłopka, a nie dla wszystkich. Asia ma piękne ciało, mówię jej: „Pokazuj je, ale załóż na sesję jakąś sukienkę”.
Joanna Krupa: Przecież największe światowe gwiazdy się rozbierały. To ja Marcie mówię: „Pokaż więcej biustu, masz taki ładny”.

– Kwestia rozbierania to jedyna sprawa, jaka Was dzieli?
Joanna Krupa:
Na temat większości spraw mamy inne zdania.

– Na przykład?
Marta Krupa:
W temacie faceci na pewno się nie zgadzamy.
Joanna Krupa: Bo ona…
Marta Krupa: Ona, ona! Bo ty najbardziej patrzysz na mężczyzn, którzy odnieśli ogromny sukces, zrobili wielką karierę!
Joanna Krupa: Mówię zawsze Marcie: „Miłość miłością, ale gdy nie ma pieniędzy, to nawet największa, niestety, się rozsypie”. Pamiętaj więc, że kobieta nie powinna na faceta zarabiać.
Marta Krupa: Ale jak się kogoś kocha?
Joanna Krupa: No i taka właśnie jest Marta, romantyczka. Może dlatego, że jest jeszcze młoda. Przecież trzeba myśleć o tym, co będzie 20 lat po ślubie.
Marta Krupa: Ty też jesteś romantyczką, podobnie jak nasza mama, która zawsze żyła swoimi marzeniami.
Joanna Krupa: Tak, i chodziła w jednych butach aż do zdarcia. Zawsze na początku  znajomości jestem
bardziej romantyczna, ale później życie ten romantyzm weryfikuje. I nie pisze się już wierszy dla chłopaka.
Marta Krupa: A ja właśnie lubię pisać albo gotować dla swojego faceta. Na pewno jednak nie przyjechałam do Polski szukać męża, chociaż zadano mi takie pytanie. Przyjechałam tańczyć. Kiedyś powiem swoim dzieciom: „Wasza mama występowała w »Tańcu z gwiazdami« w Polsce, swojej ojczyźnie”.
Joanna Krupa: Pięknie tańczy, miałam łzy w oczach, gdy na nią patrzyłam. Ma opuchnięte nogi, stopy całe obtarte, ale jest bardzo wytrwała, jak ja. My obie chcemy być najlepsze.

– Kłócicie się? Nie znam rodzeństwa, które by się nie kłóciło. Mój brat śledził mnie i moich chłopaków.
Marta Krupa:
Ja też, jak przychodził jej chłopak, od razu coś tam wymyślałam, żeby go odstraszyć.
Joanna Krupa: Szantażowała mnie: „Jak nie zrobisz tego i tego, to powiem mamie, że był twój chłopak”. Była jak mały diabełek.
Marta Krupa: A ty niedyskretna. I dlatego wielu rzeczy o sobie ci nie mówiłam.
Joanna Krupa: Nawet nie wiedziałam, kiedy przestałaś być dziewicą.
Marta Krupa: Bo się wstydziłam, że jestem zakochana. Cały czas byś mi dogryzała.

– Dogryzacie sobie, ale rozstać się nie możecie? W Hollywood też mieszkacie razem.
Joanna Krupa:
Mieszkam z mamą, Martą i sześcioma psami.
Marta Krupa: Kiedyś pewnie się rozejdziemy, bo Joanna będzie miała męża i dzieci, ja będę miała męża i dzieci. Na razie jest nam fajnie pod jednym dachem.

– I dlatego kupiłyście razem apartament w Warszawie?
Joanna Krupa:
Po prostu nie możemy bez siebie żyć.
Marta Krupa: Ale ja nie chcę mieszkać  na stałe w Polsce, bo w Ameryce mam przyjaciół.
Joanna Krupa: Ja też nie mogę zostawić narzeczonego i rodziny. Będziemy więc trochę tu, trochę tam. Marta na pewno się już nie może doczekać mojego wyjazdu w poniedziałek.

– A jak to będzie po Twoim ślubie z Romainem, Joasiu? Zamieszkacie osobno?
Joanna Krupa:
Chyba będzie tak samo jak dotąd. On na razie musi w Miami pilnować swojego biznesu, a ja swojego w Los Angeles. Będziemy więc jeździć do siebie tam i z powrotem jak zawsze. A ja zostanę z mamą i siostrą.
Marta Krupa: Gdzie byśmy nie mieszkały, i tak zostaniemy najlepszymi przyjaciółkami.
Joanna Krupa: Chociaż nieraz chcę cię zastrzelić, a ty mnie…
Marta Krupa: …zwłaszcza gdy bez pytania pożyczę sobie twoją bluzkę.
Joanna Krupa: Niestety, nosimy ten sam rozmiar, nawet butów!!!

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska
Zdjęcia Marcin Tyszka
Stylizacja Maciej Spadło
Asystentki stylisty Brygida Kubiś i Magda Murawska
Makijaż Gosia Urbańska
Fryzury Piotr Wasiński/Van Dorsen Talents
Manikiur Marzena Kanclerska/Nail Spa
Produkcja Elżbieta Czaja, Ula Szczepaniak

"Top Model 11": Joanna Krupa zdradza szczegóły nowej edycji. "W naszym programie nie wystarczy być pięknym"

Joanna Krupa, Romain Zago
Lauren Dukoff/Giant Artists
Newsy
Joanna Krupa: "Dopóki jesteś na językach, istniejesz"
Zawojowała Hollywood. Ciężką pracą, uporem i nieprzeciętną urodą. O czym jeszcze może marzyć królowa „Top model” i jak się naprawdę żyje w Hollywood?

Budzi się w wielkim domu na zboczach Hollywood. Dzień zaczyna od spaceru z psami. Ma ich pięć. Najukochańszy to kundel Rugby. Pies z charakterem. Joanna Krupa pije kawę na patio, tęskni za ukochanym, Romainem Zago. Narzeczony Francuz jest właścicielem klubu w Miami, dzieli ich cały kontynent. Nie widują się nawet po dwa tygodnie. Ale miłość kwitnie od czterech lat. W pracy Joanna zapomina o tęsknocie. Spełnia swoje marzenia. Jest modelką i aktorką. Trafiła na setkę okładek najbardziej prestiżowych magazynów. Ma na koncie kilkanaście filmowych epizodów w hollywoodzkich produkcjach. Doszła do czwartego miejsca w amerykańskim „Tańcu z gwiazdami”. I wciąż marzy. Najbardziej o własnym schronisku dla bezpańskich psów. – Gdzie Pani zniknęła? Wszyscy w Polsce tęsknimy za Dżoaną! Joanna Krupa: Musiałam wrócić do Los Angeles. Tu mam dom, dostałam też propozycję pracy przy „Tańcu z gwiazdami”. Przeprowadzam wywiady z gwiazdami i tancerzami, komentuję w studiu, jak im poszło. Sama doszłam do czwartego miejsca w szóstej edycji. Pomyślałam: świetnie, w tym się odnajdę. Do końca maja jestem kompletnie zajęta. Potem będę wolna i na pewno przyjadę do Polski. Tęsknię... – Będzie następny „Tap madl”? Joanna Krupa: Takie są plany. – Spodziewała się Pani, że Polacy tak Panią polubią? Joanna Krupa: Na początku trochę się denerwowałam. Nie chciałam, żeby ludzie myśleli: wyjechała dziewczyna z Polski, a teraz wraca i wydaje jej się, że jest wielką Amerykanką. Nawet nie dba, aby dobrze mówić po polsku. A ja miałam pięć lat, gdy wyemigrowałam z rodzicami do Chicago. Byłam mała, mama kazała mi chodzić do polskiej szkoły, lecz ja nigdy nie chciałam się uczyć. Wolałam ganiać z koleżankami. I teraz trochę żałuję, że...

Newsy
Koniec z Frytką. "Sama podnoszę się z dna"
Ludzka pogarda i odrzucenie przez najbliższych. Agnieszka Frykowska płaci wysoką cenę za własne błędy. Ale jednocześnie wciąż musi mierzyć się z pustką po tragicznie zmarłym ojcu i klątwą rodu Frykowskich.

- Zapowiedziałaś zmiany w swoim życiu. Co Ci się w nim nie podobało? Popełniłam parę błędów. Byłam młoda, zwariowana… – Masz na myśli Twój słynny występ w „Big Brotherze”? Między innymi. Poniosło mnie wtedy, jestem bardzo spontaniczna. Zapisałam się w pamięci widzów jako skandalistka, która uprawiała na ekranie seks w wannie. Ale tak naprawdę tam nie było nic obscenicznego ani jednoznacznego. Powiedziałam sobie wtedy, że widać muszę podtrzymywać tradycję skandali w rodzinie. Dużo mnie to jednak nauczyło. Nie chcę, żeby ludzie zapamiętali mnie jako puszczalską Frytkę. Postanowiłam być Agnieszką Frykowską – dorosłą kobietą, którą niełatwo zdobyć, studentką aktorstwa, dziennikarką telewizyjną. Powoli realizuję swoje plany. – Ciężko jest nosić nazwisko Frykowskich? Na pewno. Kiedy znalazłam się w „Big Brotherze”, przekonałam się, jaką siłę ma to nazwisko w środowisku filmowym. I jaki to zamknięty klan. Był taki moment, gdy kompletnie załamana, opuszczona zwróciłam się o pomoc do moich stryjecznych dziadków. Usłyszałam, że mój występ to był dla nich taki szok, że chcieliby zapomnieć, że należę do rodziny. Nie chcieli ze mną rozmawiać, „nie dzwoń do nas więcej”. Niedawno Kajetan Frykowski przeprosił mnie, cofnął tamte słowa. Ale wtedy zostałam skarcona, zlinczowana, ludzie mnie znienawidzili. A co ja takiego zrobiłam? Nikogo nie skrzywdziłam, żadnej żony, dzieci. Zadziałały hormony i tyle. Postanowiłam, że nigdy już o żadną pomoc nie poproszę. I że będę walczyć o siebie samą. – A czego oczekiwałaś? Wsparcia, na pewno nie pieniędzy. Jestem tak wychowana, że kobieta musi być niezależna. Nie umiem podejść do kogoś i prosić o pieniądze, nawet o pożyczkę. Niektórzy uważali, że powinnam...

Marta Kaczyńska-Dubieniecka, Marcin Dubieniecki
Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek
Newsy
Marta Kaczyńska: "Jestem silniejsza niż się wydaje"
Najgorsze, gdy słyszy za plecami: „O, to ta biedna kobieta...”. Nie jest biedna. Nie poddaje się. Ma rodzinę. To pierwszy wywiad, jakiego Marta Kaczyńska udzieliła po katastrofie smoleńskiej. Wstrząsający, poruszający, wzruszający.

Pierwsze spotkanie w Sopocie na początku maja w zaprzyjaźnionej restauracji Irena. To tutaj zostali zaproszeni weselni goście, gdy Marta brała pierwszy ślub. Przyjeżdża punktualnie, bez ochrony. Rozmowa toczy się wokół jej córek, stryja, męża. O życiu, nie o śmierci. Marta nie chce współczucia. Mówi, że jest silniejsza, niż się wydaje. I że radzi sobie ze wszystkim, na ile potrafi. Dziś była w aptece. Za plecami usłyszała: „O, to ta biedna kobieta”. Rozejrzała się dookoła. Może chodzi o tę panią za aptecznym okienkiem? I nagle do niej dotarło, że to ona niby ma być „tą biedną”. Nie jest biedna. Nie poddaje się. Ma własną rodzinę, dzieci. Musi żyć normalnie. Nie odwoła kinderbalu na urodziny starszej córki Ewy. Dzieci mają prawo do zabawy. Drugie spotkanie – Warszawa, restauracja Tradycja. Zamawiamy pierogi, naleśniki, zieloną herbatę. Już nie ma nieufności, wzajemnego przyglądania się sobie. Nie ma smutku. Marta często się uśmiecha, bo przywołujemy wspomnienia. Była szczęśliwa i nadal jest. Mimo wszystko. Odpowiada na pytania otwarcie, wzruszająco szczerze. Skoro już zdecydowała  się na tę rozmowę, nie owija słów w bawełnę, podobnie jak jej rodzice. Jak mama, którą poznałam. Chcę dowiedzieć się, jaka jest naprawdę. Odmawiała dotąd wywiadów. Teraz uważa, że jej obowiązkiem jest mówić, by podtrzymać pamięć. Bo tylko to już może zrobić. – Kim jesteś teraz? Marta Kaczyńska-Dubieniecka: (Zastanawia się chwilę). Matką swoich dzieci. A dopiero potem żoną. I córką, która ma w tej chwili poczucie obowiązku wobec swoich rodziców. Ktoś mnie niedawno zapytał: „Czy teraz wejdziesz do polityki?”. Pomyślałam, że nie, że mając małe dzieci, nie mogę się do tego stopnia angażować, po prostu nie mogę. Muszę być...

Nasze akcje
Gwiazdy
Newsy
Chcesz dobrze czuć się we własnej skórze tak, jak największe gwiazdy? Działaj metodą małych kroków!
Partner
Skuteczny trening bez wysiłku? Teraz to możliwe!
Newsy
Skuteczny trening to nie tylko siłownia!
Partner
Weleda
Newsy
Kosmetyki, które łączą tradycję z nowoczesnością. Poznaj je!
Partner
Nowości
PartyExtra
Małgorzata Rozenek-Majdan uśmiechnięta
Newsy
Małgorzata Rozenek-Majdan
BZ
Julia Wieniawa w neonowej sukience na lato
Newsy
Julia Wieniawa
BZ
Katarzyna Cichopek na 59 Festiwalu w Opolu
Newsy
Katarzyna Cichopek
BZ
Klaudia El Dursi na plaży
TV-Show
Hotel Paradise
BZ
Ślub od pierwszego wejrzenia x-news
TV-Show
Ślub od pierwszego wejrzenia
BZ
Versace wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Trendy w koloryzacji włosów na wiosnę i lato 2022. Te odcienie robią mocne wrażenie
Marcelina Zielnik
Gorący trend: Dopamine dressing
Fleszstyle
Dopamine dressing to najgorętszy trend sezonu. Obłędną koszulę w stylu Małgorzaty Rozenek-Majdan kupisz w Sinsay za 39,99
Anna Kusiak
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Niemal identyczne kupisz w Sinsay za 35 zł
Newsy
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Podobne kupisz w Sinsay za 35 zł
Urszula Jagłowska-Jędrejek
Anna Lewandowska w swetrze za ponad tysiąc złotych
Newsy
Anna Lewandowska w modnym swetrze ponad tysiąc złotych. W Sinsay kupisz podobny za 50 złotych!
Aleksandra Skwarczyńska-Bergiel
Moda uliczna wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Najmodniejsze buty na wiosenno-letni sezon. Te modele ma w szafie każda it-girl
Marcelina Zielnik