Izabela „Isabel” Olchowicz
Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO
Wywiady Krystyny Pytlakowskiej

Isabel Olchowicz: "Miłość wiele usprawiedliwia"

Izabela „Isabel” Olchowicz
Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

– Mówią, że jesteś podstawiona.
Isabel:
Podstawiona?

– Że najęły Cię jakieś służby, by wyeliminować Kazimierza Marcinkiewicza z gry politycznej, skompromitować go.
Isabel:
Powiedz, a ty umiałabyś udawać uczucie, mieszkać z kimś? Pisać dla niego wiersze? Bronić go w Internecie? I zachować pozory szczerości? Bo ja nie. Szkoda byłoby mi czasu.

– Miałaś świadomość, że zostaniesz skandalistką roku?
Isabel:
Oczywiście, że nie. Żadną skandalistką nie jestem. To nie moja wina, że tak zostałam przedstawiona przez tabloidy, a zwłaszcza przez „Super Express”. Wiedziałam tylko, że nie mogę oczekiwać akceptacji od ludzi, przynajmniej nie od razu.

– Liczyłaś na tolerancję?
Isabel:
Nie spodziewałam się, że to się wszystko tak potoczy. Myślałam, że to, co dzieje się między mną a Kazimierzem, ujawnimy o wiele później. Niestety, paparazzi przyłapali Kazimierza, gdy kupował pierścionek zaręczynowy. I od tego się zaczęło.

– Byłaś wściekła?
Isabel:
Byłam, zwłaszcza na to, co o mnie wypisywali. Nazwali mnie kochanką. A ja niczyją kochanką nie byłam. Kochankowie to ludzie, którzy muszą się ukrywać, spotykać w wynajętych garsonierach, są tymi trzecimi. U nas to mijało się z prawdą.

– Nie poszłaś na całość, dopóki Kazimierz nie załatwił spraw rodzinnych?
Isabel:
Dokładnie. Mam zasady. I Kazimierz też je ma. Nie pakowałby się w kłopoty, w jakieś kłamstwa.

– Ale uczucie to często są kłopoty.
Isabel:
Ja uważam, że brak uczucia to kłopoty. Poczekaj, napiję się red bulla. Wiesz, napisałam wczoraj wiersz.

– Uważasz, że piszesz dobre wiersze?
Isabel:
Nie mnie to oceniać. Nie jestem poetką. To hobby. Czasami mam napór myśli, przelewam je więc na papier. Raz lepiej, raz gorzej. Ja piszę dla siebie i dla bliskiej osoby.

– Ale zamieszczasz je na blogu, więc wszyscy mogą przeczytać. Jak ten wiersz „Dziękuję”: „Dziękuję za to, że się zdarzyłeś/Dziękuje, że tak mnóstwo radości mi dostarczyłeś/Dziękuję za to, że wewnętrzną siłę mi dajesz/Dziękuję, że z dnia na dzień bliższym mi się stajesz...” To rodzaj ekshibicjonizmu.
Isabel:
Napisałam to w chwili, gdy miałam bardzo pozytywne myśli. Chciałam podzielić się swoją radością. I uznałam, że muszę podziękować Kazimierzowi, że daje mi taki power, że jest mi z nim tak dobrze.

– Pisałaś też: „Jestem osobą młodą, nie znaczy jednak, że »głupią idiotką«”.
Isabel:
Rzeczywiście. Zdenerwowałam się, bo ludzie, którzy źle piszą, mnie nie znają. Czy jeden wpis, dwa wiersze i film z ukrytej kamery mają być podstawą do oceniania? Ale nie mam o to pretensji, bo szanuję wolność wyrażania opinii, choć boli, jeśli jest niezgodna z prawdą. I nie zabraniajcie mi pisania wierszy. Jeśli się nie podobają, nie czytajcie. A jeśli czytacie, zajmujcie się nie formą, lecz treścią. Poezja wyraża moje prawdziwe emocje. Ty jednak nie mogłabyś ocenić moich wierszy, chyba że znasz angielski. Bo ja pisałam po angielsku, by wzbogacić słownictwo. I nie używałam rymów. A po polsku zaczęłam pisać...

– ...gdy się zakochałaś?
Isabel:
No właśnie.

– Ale internauci śmieją się z nich.
Isabel:
Nie obchodzi mnie to. Najważniejsze, że te wiersze podobają się Kazimierzowi.

– Podobno byłaś grzeczną dziewczynką? Dobrą uczennicą?
Isabel:
Tak. Lubiłam się uczyć.

– Wszystkich więc zaskoczyłaś, że związałaś się z premierem.
Isabel:
Co ma piernik do wiatraka? Czy nie wolno się zakochać?

– Złamałaś tabu. Różnica wieku i fakt, że premier był żonaty. Chociaż myślę, że gdyby był już rozwiedziony, też wywołałabyś wielki szum.
Isabel:
Chodzi jednak głównie o różnicę wieku. Mnie ona zupełnie nie przeszkadza. Dla jednych 20 lat to dużo, dla innych – nie. Weźmy Woody’ego Allena. Jest starszy od swojej kobiety o 40 lat. I nikt go nie atakuje.

– Pamiętasz Kazimierza z okresu, gdy był premierem?
Isabel:
Wtedy byłam już w Londynie i polityka mnie nie zajmowała. Wiedziałam ogólnie, bo warto mieć wiedzę o tym, co dzieje się w kraju i kto jest premierem i prezydentem.

– Nie oceniałaś go pod kątem jego politycznych działań?
Isabel:
Nie. Kiedyś przeczytałam wywiad na Wirtualnej Polsce i mówię: „Całkiem fajny był ten premier. Lubiany”. To było po kłótni, gdy go zdjęli. Na długo, nim go poznałam.

– A jak go poznałaś?
Isabel:
Poznaliśmy się w drodze do Londynu. Na pewno nie w banku, ja pracuję w innym. I to od dwóch i pół roku. A my poznaliśmy się pod koniec lipca, więc niecały rok temu. Plotkowano, że Kazimierz mnie znalazł w pracy, ale to nieprawda.

– Tak byłoby bardzo prosto.
Isabel:
Za prosto. Siedziałam przy stoliku, czytałam jakieś pisma, gazety, które przywiozłam sobie z Polski. Miesięcznik „Charaktery”. Może dlatego podszedł do mnie, zapytał, czy mieszkam w Londynie. Zaczęliśmy rozmawiać. Połączyło nas to, że jesteśmy Polakami.

– Zadzwoniłaś podekscytowana do przyjaciółki w Polsce, by się jej zwierzyć?
Isabel:
Znowu kłamstwo. Wcale nie byłam podekscytowana. A zwierzyłam się przyjaciółce w Londynie, Kerry, i powiedziałam jej o tym normalnie. Najpierw odparła: „Nie wierzę!”, a później moja druga przyjaciółka, Dorothy, podsumowała: „Zawsze poznajesz fajnych ludzi”.

– A potem?
Isabel:
Potem były sporadyczne spotkania, przyjacielskie rozmowy. Lunche w przerwach.

– Spodobał Ci się jako mężczyzna? Lubisz blondynów?
Isabel:
Przecież jest łysy (śmiech). Na początku nie myślałam o nim w takich kategoriach. Po prostu: ciekawy znajomy. Fajnie się z nim gada. Ma dużą wiedzę. Podobne poglądy. Ale wiadomo, że nie zakochałabym się, gdyby mi się nie podobał.

– Co pomyślałaś, gdy podszedł?
Isabel:
Że jest interesujący jako człowiek. Myślę, że oboje w tym dniu czuliśmy się samotni. Że tą rozmową wypełniliśmy jakąś pustkę w nas. I czas szybciej minął. W życiu się dziwnie plecie.

– Twoje potoczyłoby się całkiem inaczej, gdybyś nie zamieszkała w Londynie.
Isabel:
Pojechałam tam turystycznie. Londyn mnie zachwycił. Skończyłam pierwszy rok studiów w Wyższej Szkole Turystyki i Rekreacji w Warszawie. Postanowiłam wyjechać na wakacje i zwiedzić Wielką Brytanię. Dostałam zawrotu głowy. Gdy wakacje się kończyły, musiałam podjąć decyzję – wracam na studia lub zostaję tam i biorę dziekankę.

– I wzięłaś.
Isabel:
Tak. To był bardzo trudny wybór. Ale dziekankę mi dali. Po roku mama zatelefonowała do mnie, że dziekan prosi, bym wróciła, bym nie rzucała studiów. Że tak wspaniale mi szło, dostanę stypendium. Długo nad tym myślałam, nie spałam po nocach. Ale zostałam.

– Lubisz ryzykować?
Isabel:
Postawiłam wszystko na jedną kartę. Chciałam budować swoją samodzielność, niezależność.

– Czym wtedy się zajęłaś w Londynie?
Isabel:
Najpierw chodziłam, zwiedzałam, chłonęłam. Żyłam z pieniędzy od rodziców. Postanowiłam więc pójść do pracy. Wysyłałam CV do różnych firm i w końcu mnie przyjęto do dużej firmy badań marketingowych.

– Byłaś tam sama?
Isabel:
Nie, z chłopakiem. Miałam 23 lata. Rodzice obawialiby się puścić mnie samą. Potem była druga praca i trzecia, która już pozwoliła mi się określić, kim chcę być i co robić.

– Bankowość?
Isabel:
Tak. Teraz w banku – podkreślam, że to nie bank, w którym pracuje Kazimierz. Jestem analitykiem danych i excel developerem. To stanowisko niezależne, mam jednego pracownika pod sobą. Doszłam do tej funkcji, bo między innymi ukończyłam roczny kurs Undergraduate Advanced IT Diploma na Oxford University i sporo innych szkoleń.

– Z chłopakiem się rozstałaś, bo nie sprawdził się w nowych warunkach?
Isabel:
Nie wyszło nam. Poszłam dalej niż on.

– Gdy poznałaś premiera, byłaś wolna?
Isabel:
Jak najbardziej. I niezależna zawodowo. Finansowo także. Dobrze zarabiam. Stać mnie na mieszkanie, samochód. Podróże. W ciągu ostatnich pięciu lat zwiedziłam całą Europę. Nie potrzebuję mężczyzny, by się na nim oprzeć. Jestem z siebie dumna, że tak sobie poradziłam.

– Kiedy zagadnął Cię w kawiarni, wiedziałaś, kto to jest? Rozpoznałaś go?
Isabel:
W pierwszej chwili popatrzyłam na niego: ja go skądś znam. Potem przypomniałam sobie wywiad z nim, jaki czytałam kilka miesięcy wcześniej.

– Co Cię zaintrygowało?
Isabel:
Nie wiem, może to zabawne, ale nasza rozmowa była bardzo płynna, jakbyśmy się znali od dawna. Pytałam go o politykę, podróże. Nie zaiskrzyło wtedy między nami w sensie męsko-damskim, tylko było na zasadzie: ojej, ty lubisz to samo co ja. Ale nie rzuciliśmy się w tę znajomość jak głową w studnię. Zaczęło się od przyjaźni. To, co Kazimierz powiedział w TVN, jest prawdą. Najpierw musiał pozałatwiać swoje rodzinne sprawy.

– Nie umiałabyś być tą drugą?
Isabel:
Nie. W życiu trzeba być uczciwą. Dlatego gdy gdzieś przeczytałam, że mam niby być utrzymanką byłego premiera, to się zdenerwowałam. Nigdy nie związałabym się z facetem dla kasy. Lubię do wszystkiego dochodzić sama i polegać tylko na sobie. Przez dłuższy czas spotykaliśmy się sporadycznie. To zaprzyjaźnianie się długo trwało. Imponował mi mądrością.

– Bałaś się uczucia do niego?
Isabel:
Zawsze, jak się zaczyna jakiś związek, jest obawa, czy to się uda. Miał rodzinę, wiedziałam o tym. Jemu zostawiłam decyzję.

– Jakąkolwiek by podjął?
Isabel:
Tak, niczego nie wymuszałam. Dopiero gdy już postanowił, co dalej, zaczęliśmy ze sobą być blisko. Kazimierz jest prostolinijny. Nie działa zza węgła. Stawia prosto sprawę. A ja sobie myślałam tak: co postanowi, będzie dobrze. Albo zostaniemy tylko przyjaciółmi, albo będziemy dla siebie kimś więcej. Ja każdy wariant zaakceptuję.

– Musiałaś jednak mieć rozterki. Przecież nie poszło tak gładko: będziemy razem, jeśli powiesz żonie?
Isabel:
Muszę powtórzyć: nie było stawiania żadnych warunków i poważnych oczekiwań z mojej strony. Co do rozterek – jasne, że miałam. Przeprowadziliśmy dziesiątki rozmów. Wiedziałam, że ma rodzinę, córkę i synów. Ale to nie ja rozbiłam tę rodzinę, jak piszą. Myślę, że żadna dziewczyna nie rozwali małżeństwa, jeśli jest dobre.

– Pomyślałaś: z tym facetem chcę przeżyć życie?
Isabel:
Zostawię to dla siebie.

– Ale możesz powiedzieć, jak żyjecie w Londynie?
Isabel:
Wynajmujemy dwupokojowe mieszkanie w ładnej dzielnicy, takie z ogrodem na tarasie. Wiele rzeczy robimy wspólnie. Wieczorami słuchamy muzyki. Rano – szybkiej. Wieczorem – wolniejszej. Jadamy na mieście. Nie gotuję. Chodzimy do klubów. Moje towarzystwo go akceptuje. Miałam takie plany, że kupię w Londynie własne mieszkanie, ale to się przesunęło. Czekam, może ceny spadną.

– Mówisz do niego: Kazimierz?
Isabel:
Kazimierz albo Kaz (śmiech). Wyjeżdżamy razem, chodzimy do teatru, uwielbiamy musicale. I na zakupy. Kaz jest dobrym doradcą, mamy podobny gust.

– Co w tym jest najtrudniejsze?
Isabel:
Nie ma nic trudnego, gdy jest miłość. Ona przezwycięży wszystko. A Kazimierz świetnie dopasowuje się do młodych ludzi. Zauroczy każde środowisko.

– Lecz ta Wasza historia zamyka mu drogę do polityki?
Isabel:
Nie wiem. Przecież nie on jeden się rozwiódł. A Sarkozy? Gdyby Kazimierz chciał być ponownie premierem, to ja tylko bym się z nim cieszyła i wspierała go. Ale ja się nie zakochałam w premierze, tylko w człowieku.

– Jesteś szczęśliwa?
Isabel:
A nie wyglądam? Jestem, bo spełniam swoje marzenia. Nie mam marzeń typu: dom, samochód. Ogród róż. To znaczy ogród tak, ale nie widzę siebie pielącej w nim, tylko siedzącą i wąchającą kwiaty. Lecz to dopiero za jakiś czas.

– Jesteś pewna siebie na tyle, że nie zostawisz go na lodzie, bo poznasz młodego chłopaka?
Isabel:
Jeśli się na coś decyduję, nie zmieniam zdania. Zawsze istnieje ryzyko, co się zdarzy za 10 lat.

– Będziesz dobiegać czterdziestki.
Isabel:
Będę miała 38 lat i być może domek w Hiszpanii, z balkonikiem. I napiszę milionowy wiersz. A Kazimierz będzie rozpalał grilla. Wokół nas hasać będą psy – uwielbiam owczarki niemieckie.

– Weźmiecie ślub?
Isabel:
Tak, lecz nie musimy się śpieszyć. Jak widzisz, w ciąży nie jestem.

– Czego byś jednak chciała teraz?
Isabel:
By zamieszanie wokół nas ucichło. Gdybym mieszkała w Polsce, pewnie nie wytrzymałabym tej presji, rozstalibyśmy się albo w ogóle nic by się nie zdarzyło. Na szczęście jestem daleko. Tutaj nie dociera tak bardzo to, co się mówi w Polsce. Tu nas nie zaczepiają na ulicy. Jesteśmy anonimowi.

– Zabolało Cię, gdy w TVN puścili Waszą intymną rozmowę?
Isabel:
Zdziwiło. Pomyślałam, że zbiją na tym filmiku majątek. Trudno, stało się, ale przecież nie powiedziałam nic wstydliwego. Chciałam, żeby Kazimierz się odprężył.

– Życie Cię zaskoczyło?
Isabel:
Przydarzyła mi się piękna sprawa. A co do reszty? No cóż, mam nadzieję, że czas uleczy rany, wiele zmieni. Wszystko znormalnieje. Jestem optymistką.

– To znaczy, że wszystkie chwyty dozwolone?
Isabel:
Uważam, że miłość wiele usprawiedliwia.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska
Zdjęcia Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO
Stylizacja Marta Siniło
Asystentka stylisty Magda Bryk
Makijaż i fryzury Joanna Pettit/DIVISION ART
Produkcja sesji Ewa Kwiatkowska

Przeładuj

Tak wygląda grób Pawła Królikowskiego rok po śmierci. Rodzina jest bezsilna. Chcą postawić mu pomnik, ale jest problem

zobacz 00:43