Danuta Wałęsa
ONS
Wywiady Krystyny Pytlakowskiej

Danuta Wałęsa: "Myślę, że mnie nie kochał"

Jej „Marzenia i tajemnice” okrzyknięto książką roku. Nam szczerze opowiedziała o emocjach, jakie gromadziła w sobie przez ponad 40 lat małżeństwa.

Dom przy Polanki w Gdańsku-Oliwie. Adres znany wszystkim mieszkańcom Pomorza. Tutaj widzę się z panią Danutą – skromną żoną byłego prezydenta. Siedzimy przy stole w aneksie koło kuchni, przy którym spotyka się czasem cała rodzina. Chociaż co chwilę zastrzega, że nie chce rozmawiać o mężu, to i tak rozmowa schodzi na jego temat. Bo przecież nie można oddzielić jej życia od życia Lecha Wałęsy. I nawet książka „Marzenia i tajemnice”, która wszystkich tak poruszyła, jest też o nim – bohaterze, który 30 lat temu przeskoczył przez płot, co miało znaczenie dla historii świata. Niełatwo jednak żyć z legendą.
 
– Żałuje Pani, że napisała tę książkę?
Danuta Wałęsa:
Nie, nigdy niczego nie żałuję i nie żałowałam. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Długo zastanawiałam się, czy w ogóle pisać o moim życiu, ale chyba tak było postanowione gdzieś wyżej, bo pewnego dnia uznałam, że tak, muszę coś o sobie opowiedzieć. A zresztą gdybym nawet żałowała, i tak już się stało i nic tego nie zmieni. Tak samo jak nic nie odmieni tego dnia, gdy do kwiaciarni, gdzie pracowałam, przyszedł chłopak z wąsami i między nami zaiskrzyło.

– Zdobyła się Pani na wielką odwagę, bo książka jest bardzo szczera.
Danuta Wałęsa:
Nie sądzę, żeby to była odwaga. Po prostu jak już coś mówić, to szczerze i w taki sposób, jak ja to czułam. Nie popełniłam błędu, bo książka została tak odebrana, jak to sobie wymarzyłam. Podczas wszystkich moich spotkań – w większości z kobietami,  bo to faktycznie książka jest przeznaczona dla kobiet – czytelniczki mówiły o swojej wdzięczności za to,  że zdobyłam się na taką szczerość. A nawet pewien pan, już 75-letni, napisał do mnie list, że czytając, tak bardzo się wzruszył, że łzy nieraz popłynęły mu z oczu.

– Tyle lat jednak broniła się Pani nie tylko przed pisaniem, ale także wywiadami.
Danuta Wałęsa:
Nie tyle że się broniłam, ale po prostu nie miałam wygórowanych ambicji, żeby istnieć w polityce i w mediach. Moim przeznaczeniem była rodzina i nadal nim jest. To dla niej żyłam i żyję do tej pory. A książka powstała przypadkiem. Nieraz różne osoby namawiały mnie: „A może byś coś napisała, masz takie ciekawe życie”. Miałam nawet już przygotowaną umowę z pewnym wydawnictwem, ale Jarek mnie powstrzymał: „Mama, poczekaj jeszcze”. Ale złamałam się, gdy na mojej drodze stanął dziennikarz Piotr Adamowicz. Znałam go dużo wcześniej, rozumiemy się, a ja lubię rozmawiać z ludźmi, którzy rozumieją mnie jakby w pół zdania, wyczuwają.

– Nie bała się Pani ujawnić swojego wnętrza? Internauci robią nawet głosowanie, czy jesteście z Lechem Wałęsą udaną parą. Sześćdziesiąt trzy procent twierdzi, że nieudaną.
Danuta Wałęsa:
Każdy ma prawo osądzać, chociaż to dziwne, że ludzie interesują się bardziej czyimś życiem niż swoim własnym. I chcą na siłę oceniać, jakim my jesteśmy małżeństwem.

– Panią to dotyka?
Danuta Wałęsa:
Nie, gdyż ja tego nie czytam.  Nie lubię Internetu, w przeciwieństwie do męża, który jest jego fanem. Moim zdaniem popadł w uzależnienie. Nie lubię zaprzątać sobie głowy sprawami, na które nie mam wpływu. Natomiast mój mąż nie może się z tym pogodzić. Ale nie chciałabym się na jego temat wypowiadać.

– Tylko w takim stopniu, w jakim dotyczy to też Pani. Rozmawialiście o tej książce, mąż ją czytał?
Danuta Wałęsa:
Sądzę, że nie, bo zauważyłabym, gdyby leżała gdzieś z zakładką. Zanim zaczęliśmy z panem Piotrem pracować nad książką, zapytałam męża, czy mam ją napisać. Powiedział: „Napisz”. Ale teraz stara się o tym zapomnieć. Nie dawałam mu jej do czytania w brudnopisie, bo nieustannie by z czymś dyskutował, a tak to nie był pewien, czy ona powstaje. Kilka razy zapytał: „Pisze się ta książka czy nie?”. „No, pisze się”, odpowiadałam. Pisała się dwa lata.

– Mnie powiedział, że czytał i że jest zbyt intymna, ale że jest w niej sama prawda. Tylko że wolałby zatrzymać ją dla siebie.
Danuta Wałęsa:
Nie wiem, co zaważyło na tym, że odebrał ją negatywnie, przecież ja go w niej dowartościowuję. Przecież my jesteśmy jak medal – awers i rewers. Oboje stanowimy wartość, jesteśmy dopełnieniem siebie wzajemnie.

– Może odebrał tę książkę jako zdradę?
Danuta Wałęsa:
Przecież ja go w niej absolutnie nie krytykuję, opisuję tylko nasze życie takie, jakie było. Niech pani posłucha tych kobiet, z którymi się obecnie spotykam. Płaczą ze wzruszenia.  Bo często mają podobne życie ze swoimi partnerami, tylko kto zechce ich słuchać. Przez tę książkę stałam się jakby ich rzeczniczką.  

– A gdyby mąż zabronił Pani pisać tę książkę? Posłuchałaby go Pani?
Danuta Wałęsa:
Mego męża słuchałam przez 11 lat małżeństwa, uważałam, że jest starszy i mądrzejszy. Poza tym pochodzę z tradycyjnej rodziny, w której to mężczyzna był najważniejszy. Jakiś czas uważałam, że to dobrze, bo ja jestem dla niego, a nie on dla mnie. Ale chyba się wyzwoliłam.

– Chciała Pani wyjść z cienia?  
Danuta Wałęsa:
Mnie było dobrze w tym cieniu. Zastanawiam się tylko, dlaczego zdecydowałam się tyle opowiedzieć, i sama do końca tego nie rozumiem.  Moje słowa płynęły jakby same, jakby stanowiły uzdrowienie nie tylko dla mnie, ale też wielu innych kobiet.

– Może chciała Pani poruszyć swojego męża, potrząsnąć nim?
Danuta Wałęsa:
Nie, nie. Chciałam tylko, żeby on był ze mną, żeby cieszył się moim sukcesem, który jest też jego sukcesem. Żebyśmy razem się cieszyli tym, że książka rozeszła się w niemal 300 tysiącach egzemplarzy. Że ludzie mi dziękują.

– „Nasz dom był naprawdę idealny, przez 50 lat żadnego przekleństwa”, powiedział mi. A tu Pani przypomina zdanie wypowiedziane tuż po Waszym ślubie: „Ojej, co ja zrobiłem”. Pewnie w ogóle tego nie pamiętał. A w Panią te słowa zapadły i tkwią do dziś.
Danuta Wałęsa:
On to mówił kilka razy, lecz nie zastanawia się nad pewnymi słowami, nie myśli o tym, że mogą kogoś zaboleć. Prawdą jest, że starałam się nie zwracać na to uwagi, bo to przecież mój pierwszy i jedyny mężczyzna, którego tak kochałam. Kocham go nadal, ale inaczej niż na początku.  

– A to ciekawe, bo Pani mąż też powiedział, że kocha Panią, ale inaczej.
Danuta Wałęsa:
Czasem myślę, że on mnie nigdy nie kochał. Tyle spraw było ode mnie ważniejszych. On też nie pozwala mi się kochać tak, jak kiedyś. Jesteśmy obok siebie, a nie razem. A ja bym chciała, żeby był ze mną, jak dawniej.

– To znaczy jak?
Danuta Wałęsa:
Żeby to wszystko, co się dzieje, dawało nam bodziec do życia, dalszego postępowania. Żebyśmy razem usiedli i rozwiązywali problemy, a nie – załamywali się.

– Dla mnie Pani książka jest krzykiem: jestem tu żywą z krwi i kości kobietą, spójrz, Lechu, to jestem ja, twoja żona.
Danuta Wałęsa:
Może i jest wołaniem. Może i jest przypomnieniem, że pomagałam mu w działalności politycznej, że w trudnych chwilach mógł na mnie polegać. Byłam takim murem, o który rozbijał się każdy, kto próbował go zburzyć. Ale nie wiem, czy mój mąż zechce to usłyszeć. Nie rozumiem go. A bardzo bym chciała zrozumieć. Myślę, że on chce mieć taką żonę, jaką byłam 40 lat temu, ale ja już nie chcę być tamtą Danutą.

– Zgadzającą się na wszystko dziewczyną?
Danuta Wałęsa:
Zakompleksioną, zagubioną, żyjącą marzeniami. Te moje marzenia realizowały się, ale ja nie chciałam pozostać na tamtym etapie. Pragnęłam się rozwijać, uczyć życia i wyciągać z tej nauki wnioski. Sądzę, że mam ukończone studia życia w wielu dziedzinach. Obserwuję ludzi, kocham ich, chcę się z nimi spotykać, gdyż od każdego można się czegoś nauczyć. I dlatego nie mogłam pozostać tamtą Danusią.

– Wspomina Pani: „Cały czas myślałam o mężu, nawet wtedy, rodząc dziecko”.
Danuta Wałęsa:
To o Bogdanie, naszym pierwszym synu.

– „On tego raczej nie docenia, może nie umiał, może nie był nauczony, może nie pracował nad sobą. Zawsze uważał, że powinno się odbierać jako szczęście to, co on robi. Natomiast ja uważam, że aby ten drugi człowiek był szczęśliwy, należy mu to szczęście okazywać, dawać”.  
Danuta Wałęsa:
Cały Wałęsa. Tym cytatem odpowiedziała pani sobie na pytania.

– Nie zmienił się przez 40 lat Waszego małżeństwa? Byliście jak „zaciśnięta pięść”, a przecież i tak nie było go w domu?
Danuta Wałęsa:
Przez 11 lat był z nami, troszczył się o nas, byłam tak zakochana, że nie widziałam nic złego w tym, że go nie ma. Gdy powstawały wolne związki zawodowe, chodził na spotkania, co jakiś czas go aresztowali. Mówiłam: „Ojej, lepiej żeby nie wychodził”, ale tak mu ufałam i wierzyłam, że wszystko będzie dobrze. Jak powiedział: „Nie przejmuj się”, mnie to już wystarczało. A jeszcze gdy dodał: „Ładnie wyglądasz” czy: „Dobrze coś zrobiłaś…”.

– Mówi teraz czasem, że ładnie Pani wygląda?
Danuta Wałęsa:
Nie mówi, sama siebie dowartościowuję. Postawiłam w kuchni swoje dobre zdjęcie, spoglądam na nie i myślę: Danusia, jesteś piękna (śmiech). Gdyby on przeczytał tę książkę tak prawdziwie, od serca, może by coś zrozumiał. Był taki moment, gdy gdzieś powiedziałam, że lubię kwiaty, a on mi ich nie przynosił. Powiedział wtedy: „Dobrze, będę ci dawał kwiaty”. Ale nie dawał. Czasem przynosi kwiaty, które jemu wręczają, lecz one nie dają mi satysfakcji. Sądzę, że chciałby, abym to ja wyszła z jakąś inicjatywą, powiedziała: „Ta książka nie istnieje, skłamałam”. Ale nie da się już tego cofnąć. Zresztą to nie tylko moja książka, ktoś ją napisał. A tak bym pragnęła, żebyśmy cieszyli się nią razem, żeby mnie pochwalił. Przecież wybudowałam mu w niej pomnik. Najgorsze jest to, że ja tak go wspierałam, a on odsuwa to w niepamięć.

– A przecież to Lech Wałęsa Panią stworzył, zbudował jak Pigmalion swoją Galateę. Bez niego Pani też by nie istniała.
Danuta Wałęsa:
To niech mu pani to powie, tylko bez długiego wywodu, bo się rozzłości. Prawda jest taka, że oboje bez siebie nic byśmy nie znaczyli. Rodzina zawsze jest oparciem, czy się tego chce, czy nie. Wychowałam nasze dzieci i teraz chcę czegoś innego. Wszystko robiłam dla męża, dla synów i córek, dla świata, ale nigdy dla siebie. To może mój największy błąd.

– A jednak mówi Pani, że zawiodła jako matka.
Danuta Wałęsa:
Tak, bo może powinnam przeciwdziałać temu, żeby moje dzieci nie czuły się zagrożone, bo w każdej chwili mogła zapukać bezpieka. Jarek jednak powiedział coś pięknego: „Mamo, nigdy nie czułem się zagrożony. Dawałaś mi poczucie bezpieczeństwa”. Ale on był bardzo ze mną związany, bo przecież od 1980 roku dzieci jakby nie miały ojca. Starałam się je obserwować, wyczuwałam, gdy miały jakiś problem. Są skryte i nie skarżyły mi się. Za prezydentury męża musiały znosić docinki od kolegów, których rodzice między sobą źle mówili o mnie i o mężu. Ludzie bywają okrutni. A moim najważniejszym pragnieniem jest, by dawali sobie miłość gestem, słowem i szacunkiem. Może dlatego przestałam trzymać to pod kloszem. Może dlatego wszystko opowiedziałam.

– Chciała Pani męża sprowokować?
Danuta Wałęsa:
Być może czekałam, że on sam się obudzi.

– Obudził się. Znowu mi powiedział, że uświadomił sobie, że stracił 37 lat życia. Oddał je polityce, a nie domowi, nie żonie, nie dzieciom. „Ale to jest cena, jaką musiałem zapłacić”, dodał.
Danuta Wałęsa:
Oboje zapłaciliśmy swoją cenę. Pamiętam sierpień ’80 i moją euforię. Jakie to były piękne dni. Ja za nimi tęsknię. Ale one minęły. Życie potoczyło się dalej. Tłumaczę mu: „Słuchaj, dzieci wychowane, wnuki odchowane, teraz możemy być dla siebie”. A on odpowiada: „Masz jechać ze mną na wykłady”. A ja nie lubię polityki, nie będę się katować. Jestem już emerytką i nic nie muszę. Chcę mieć swoje życie, iść z koleżankami na kawę, do kina, do teatru. Mam kilka serdecznych przyjaciółek, dobrze się z nimi czuję. A mąż uważa, że on powinien być najważniejszy, a reszta jest tylko dodatkiem. Uważam, że najwięcej zła wyrządziła mu prezydentura.

– A gdyby nie został prezydentem?
Danuta Wałęsa:
To zostałby tym Wałęsą, którym był przedtem. Pamiętam, jak chodziliśmy na spacery z dziećmi – jedno zawsze było w wózku – jak rozmawialiśmy, jak przychodził po pracy, jadł obiad, pół godziny pospał, a potem prowadziliśmy rodzinne życie. Wszystko robiliśmy razem.

– A teraz jak żyjecie?
Danuta Wałęsa:
Przychodzi z biura, je obiad i siada do komputera, ma swój świat, poza którym niewiele go interesuje.

– Widziałam, jak płakał, modląc się po wypadku Jarka.
Danuta Wałęsa:
Nawet zastanawiałam się, pytałam Boga: Aż takiej ofiary chciałeś, żeby u nas się wszystko zmieniło? Ale nie zmieniło się. Głęboko wierzyłam, że Jarek wyjdzie z tego. Nigdy nie boję się na zapas. Czuję nad nami jakby parasol ochronny. Gdy mąż chorował, też nie dopuszczałam do siebie myśli, że może się stać coś złego.

– Co Pani robi, kiedy mąż siedzi przy komputerze?
Danuta Wałęsa:
Zawsze mam jakieś zajęcie, rozmawiam z koleżankami, z dziećmi. Idę na zakupy. Dbam o ogród. Lubię pooglądać serial, poczytać książkę. Mam życie wypełnione. Tak bardzo bym chciała tylko, żeby mój mąż był szczęśliwy. Bo wtedy wszyscy wokół niego odczuwaliby szczęście.

– Czy ta książka jakoś Panią zmieniła?
Danuta Wałęsa:
Może dowartościowała, wzmocniła, może więcej zrozumiałam? Moim marzeniem było, żeby mąż inaczej spojrzał na życie. Powiem pani w zaufaniu, że żal mi go. On jest bardzo samotny, nieszczęśliwy. Ta pięść się rozwarła. Czy się jeszcze zamknie?

– Już i do kościoła nie chodzicie razem?
Danuta Wałęsa:
Dla mnie kościół to świątynia mojej izolacji od świata, potrzebuję takiej samotności.

– Ojciec Święty wyczuwał to, co się w Pani dzieje, darząc Panią tak wielką przyjaźnią?
Danuta Wałęsa:
Byłam z nim blisko, a teraz modlę się do niego i błagam o wstawiennictwo, żeby tu wszystko się poukładało. Bo jak nie, to już mi wszystko jedno, co się stanie. Ale nie będę żyła w niewoli. Mąż mówi, że się wyprowadzi do Warszawy. Trudno. Ja stąd nie wyjadę. Tu jest mój świat.   

– Ma Pani dzieci, dziesięcioro wnuków.
Danuta Wałęsa:
Tak, i nigdy nie będę samotna. Pani Czubaszek w telewizji stwierdziła: „Jaka ona samotna? Przecież ma ósemkę dzieci”. Uśmiechnęłam się. Bywam sama, a nie samotna! Nawet lubię być sama, tylko z Mają, naszą 14-letnią suczką. Nieczęsto jednak mam ten komfort. Z trojgiem wnucząt jestem bardzo związana. Madzia mieszka ze mną, jej synek skończył dziewięć lat. Bardzo fajny chłopczyk, grzeczny, inteligentny i mądry. I dwóch synków Sławka, Michał i Tomek, jest ze mną blisko.

– Myślała Pani o sobie, że jest taka silna?
Danuta Wałęsa:
Nigdy, choć ludzie mówili: „O, ta to ma charakter, to twarda baba”. Co oni mówią – myślałam – jaka twarda? Takie liche, wrażliwe stworzenie, które można urazić. A tymczasem chyba jestem silna. Myślę, że już przy urodzeniu miałam scenariusz napisany przez Boga i to łaska boska, że umiałam go odczytać. Jak trzeba będzie, to przyjmę na siebie wszystko, modlę się tylko, żeby Pan Bóg, dając mi krzyż, dał też siłę. Chyba słucha moich modlitw.

– Jakie Pani teraz ma marzenia?
Danuta Wałęsa:
Na razie nie marzę.

– Będzie Pani miała własne pieniądze z tej książki. Co Pani z nimi zrobi?
Danuta Wałęsa:
Na razie jeszcze nic z niej nie mam, ale jak się ma taką dużą rodzinę, to zawsze znajdę dla tych pieniędzy przeznaczenie. Trzeba żyć co dzień, robić opłaty, dom utrzymać, bo mąż, jak się zbuntuje, to może powie: „Masz pieniądze, to sama wszystko opłacaj”.

– Powiedział w telewizji, że przez tę książkę rozsypała mu się rodzina.
Danuta Wałęsa:
Tak powiedział? Jak to rozsypała? Przecież wartością jesteśmy dla siebie oboje. Największym naszym błędem było, że przestaliśmy ze sobą rozmawiać. Mąż tłumaczył, że w mieszkaniu były podsłuchy i nie mieliśmy czasu dla siebie przez tę politykę. Ale teraz moglibyśmy wszystko sobie zrekompensować. Przecież jakby się otworzył, pomogłabym mu. Moglibyśmy wszystko zostawić za sobą. Zacząć od nowa.

– Musicie przede wszystkim uczciwie ze sobą porozmawiać. Macie dzieci, wnuki – to łączy aż do śmierci. Byliście taką wzorcową parą.
Danuta Wałęsa:
No i osiągnęliśmy razem wiele, nikt nam tego nie zabierze. Mieliśmy ciekawe życie. Spotkaliśmy wspaniałych ludzi, wielkich tego świata. Nie miałabym na to szansy bez męża. Tylko że ja nigdy nie oderwałam się od ziemi, a mąż tak. A właśnie teraz moglibyśmy się przyjaźnić i cieszyć się prostymi sprawami. Otrzymaliśmy przecież tak dużo. Jarek mówi: „Mama, tyle nas jest i każdy ma wszystko, co potrzeba, jest zdrowy”. Ale czy mój mąż myśli podobnie? Czasem chciałabym być nim, żeby wiedzieć, co myśli.

– Dlaczego mówi Pani o nim „Wałęsa” lub „mój mąż”. Nigdy – „Leszek”?
Danuta Wałęsa:
„Wałęsa”, bo ludzie tak go nazywają. A „mój mąż” – to prywatnie. W domu jednak zwracam się do niego po imieniu: „Leszku, chodź na obiad”. A on do mnie mówił: „Żabko”, ale kiedyś zrobiłam mu awanturę, bo tak nazywał wszystkie kobiety.

– I nadal Pani twierdzi, że nie żałuje opublikowania „Marzeń i tajemnic”?
Danuta Wałęsa:
Naprawdę nie żałuję. Ciągle wierzę, że nastąpi jakiś przełom, że urodzi się z niej coś dobrego.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska

Jarosław i Danuta Wałęsa
Robert Wolański/Viva!
Newsy
Danuta i Jarosław Wałęsa w "Vivie!": Co zniesie serce matki?
Pierwszy wywiad żony i syna Lecha Wałęsy

Spotykamy się w domu przy Polanki – ten adres w Trójmieście zna każdy. Jarosław ostatnio nie jest tu częstym gościem, zwłaszcza odkąd kilka tygodni temu urodził mu się syn Wiktor. Jeszcze wczoraj był w Strasburgu, a wieczorem, już w Gdańsku, pomagał go kąpać. I dopiero potem zadzwonił do mamy, że jest. Bo mama, mimo iż wszystkie jej dzieci są już dorosłe, musi zawsze wiedzieć, co się u każdego dzieje. Jak to matka. Pierwszy raz zgodzili się oboje na rozmowę. Danuta Wałęsa i jej najmłodszy syn Jarosław. Chociaż nigdy się nie przyzna, że darzy go cieplejszymi uczuciami niż innych swoich chłopaków, i tak wszyscy uważają, że to Jarek jest jej beniaminkiem. Może dlatego, że jako jedyny poszedł drogą swojego ojca? A może z tego powodu, że tak bardzo jest podobny do swojej wrażliwej, a jednocześnie bardzo silnej matki, która jak lwica zawsze broniła rodzinnego gniazda. Niechby tylko ktoś spróbował skrzywdzić któreś z jej piskląt. Lepiej tego nie robić.  Nie mamy za wiele czasu, bo pani Danusia spieszy się na Drogę Krzyżową – za chwilę przecież Wielkanoc. A Jarek głównie myśli już tylko o tym, co robi jego śliczny synek. Jest bardzo odpowiedzialnym ojcem. I o tym też będzie ta rozmowa. – Trudniej jest wychowywać synów czy córki? Danuta:  Chyba nie ma różnicy. Dzieci, jak to dzieci, każde jest trochę inne, każde ma swój charakter, niezależnie od płci.  Jarosław:  Oj, nie to słyszałem jako dziecko. Danuta:  Miałam już czterech synów, kiedy urodziła się Magda. Rzeczywiście, była trochę inna niż chłopcy, może trochę więcej płakała i wymagała więcej uwagi. Więc mogło mi się czasem wyrwać, że z dziewczynkami jest inaczej. Ale prawda jest taka, że każdemu dziecku trzeba poświęcić bardzo dużo czasu. Dzieci same się nie...

Hanna Gronkiewicz-Waltz
Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek
Newsy
Hanna Gronkiewicz-Waltz – Pani prezydent walczy
Od lat wygrywa. Kiedyś z kryzysem bankowym, a ostatnio z powodzią w Warszawie. Czy naprawdę nigdy przed niczym się nie waha?

– Czy wie Pani, jak ludzie teraz Panią nazywają? Hanna Gronkiewicz-Waltz: Mam różne przezwiska… Z tych ładniejszych: żelazna dama. – Syrena na wale. Hanna Gronkiewicz-Waltz: O, tego jeszcze nie słyszałam. Zabawne. – Nie obraża się Pani? Hanna Gronkiewicz-Waltz: Najważniejsze to mieć dystans do siebie. No tak, jeśli syrena – to alarmowa. Zgadza się. Na wale – też. Spędziłam na nich dwa tygodnie. – O powodzi powiadomiono Panią telefonicznie w nocy? Hanna Gronkiewicz-Waltz: Oglądałam z mężem wieczorem w telewizji dramatyczne zdjęcia z południa Polski. Od razu miałam przeczucie, że fala dopłynie do Warszawy. Był weekend, pamiętam, że strasznie padało, krople deszczu uderzały w okno na dachu. W Internecie sprawdziłam prognozę pogody. I byłam pewna, że Wisła osiągnie wysoki stan i u nas, w stolicy. Przecież w dzieciństwie mieszkałam u dziadków w Płocku, gdzie co jakiś czas zalewało część miasta. – I co Pani zrobiła, gdy już było wiadomo, że woda idzie na Warszawę? Hanna Gronkiewicz-Waltz: Zatelefonowałam do Jarka Jóźwiaka, wiceszefa mojego gabinetu, i Ewy Gawor, szefowej Biura Bezpieczeństwa, i zarządziłam spotkanie zespołu kryzysowego. Do możliwości nadejścia powodzi byliśmy gotowi od wielu miesięcy. Rok temu opłynęłam całą Warszawę, poleciłam wyciąć 500 drzew i 30 tysięcy krzewów, które stanowiłyby zagrożenie podczas powodzi. Inwentaryzacji ciężkiego sprzętu dokonaliśmy w czasie zimowych roztopów. A potem w maju co godzinę zaczęły przychodzić sms-owe prognozy dotyczące opadów i stanu Wisły. Szybko podjęłam decyzję, żeby dokupić worków, chociaż woda jeszcze nie wyglądała groźnie. Następnego dnia zaczęliśmy wzmacniać Wybrzeże Helskie, by chronić warszawskie zoo. – Bała się Pani? Hanna Gronkiewicz-Waltz: To nie...

Danuta Wałęsa opowiedziała o swoim małżeństwie
Akpa
Newsy
Danuta Wałęsa opowiedziała o życiu u boku męża: Żyjemy obok siebie...
Była pierwsza dama szczerze o swoim małżeństwie

Kiedy kilka lat temu Danuta Wałęsa postanowiła napisać książkę zrobiło się o niej bardzo głośno. Była pierwsza dama musiała zmierzyć się z ogromną popularnością ale i niezbyt życzliwymi uwagami ze strony męża. Lech Wałęsa wiele razy podkreślał, że nie podobał mu się pomysł wydania książki. W jednym z ostatnich wywiadów były prezydent opowiedział o żalu jaki ma do swojej żony. Zobacz: Kontrowersyjne słowa Wałęsy: "Przegrałem wszystko. Nie o taką Polskę walczyłem, wybrałem prostą żonę Niestety, w mediach już od jakiegoś czasu pojawiają się plotki o ewentualnym rozwodzie prezydenckiej pary . Danuta Wałęsa w rozmowie z "Twoim Stylem" zdradziła jak wygląda jej życie u boku Lecha Wałęsy oraz czy rzeczywiście podjęli decyzję o rozstaniu. - Każde z nas ma swój świat- mąż interesuje się polityką, lubi oglądać inne filmy, ja lubię inne filmy. Ja jemu nie wchodzę w drogę i on mnie nie wchodzi w drogę. żyjemy obok siebie i jest nam dobrze... Dziękuję mężowi, że był ze mną, że po prostu miałam możliwości oglądania świata, spotykania się z wielkimi ludźmi. I że tak wygląda końcówka mojego życia. Mąż zajmuje się tym, co lubi, a ja zajmuję się tym, co ja lubię - zdradziła w rozmowie z magazynem. Nikt się nie doczeka  tego, że będziemy mieszkali oddzielnie, bo po prostu nie ma takiej opcji. Wychowaliśmy dzieci, odchowaliśmy wnuki, a teraz żyjemy tym, co lubimy i nam sprawia przyjemność. Okazuje się również, że Lech Wałęsa wciąż nie przeczytał książki napisanej przez swoją żonę. Zobacz na Polki.pl: Danuta Wałęsa: Myślę, że mnie nie kochał Gwiazdy na premierze filmu o Lechu Wałęsie:  

Nasze akcje

Uwielbiasz taniec? Rozwijaj swoje umiejętności i dziel się nimi ze światem!

Partner
Newsy

Kosmetyki, które dbają o ciebie i planetę. Poznaj nową linię przeciwzmarszczkową Laboratorium Kosmetycznego Ava

Partner

Lubisz zieloną herbatę? Poznaj jej prozdrowotne właściwości

Partner

Słuchawki jak ekskluzywne kosmetyki? To możliwe z Huawei FreeBuds Lipstick

Partner
Newsy

Pierścionek zaręczynowy w codziennych stylizacjach. Sprawdź najmodniejsze zestawienia na jesień 2021

Partner
Kosmetyki Neboa
Newsy

Zadbaj o włosy w duchu eko. Jak duży wpływ na planetę ma zawartość naszych kosmetyczek? Będziesz zaskoczona!

Partner