Agata Młynarska
Viva! (22/2013)
Szczere wyznania

Agata Młynarska o pierwszym małżeństwie i życiowym kryzysie

Dziennikarka znów jest zakochana. Jednak jej życie nie zawsze wyglądało tak kolorowo

Zakochana?

To nie czas, żeby o tym rozmawiać.

Dlaczego nie chcesz mówić o tym związku?

Nauczyłam się ostrożności. Jesteśmy dwójką dorosłych ludzi. Każde z nas ma swoją przeszłość, swoją rodzinę. Chcemy być delikatni wobec nich.

Wreszcie się udało?

Nie uważam, że mi się do tej pory nie udawało. Miałam udane pierwsze małżeństwo, a po rozwodzie przyjaźnię się z byłym mężem. Moglibyśmy być wzorem dla par, które się rozstają. Mój były teść wysyła mi po każdym programie sms-y. Bardzo cenię sobie naszą relację. Nawet kolejne związki, mimo że się „nie udały”, wiele mnie nauczyły. Przestańmy w sprawach obyczajowych operować XIX-wiecznymi kryteriami. Już dawno skończyły się czasy Maryni Połanieckiej. Życie kobiety nie może być nieudane tylko dlatego, że się rozstała, rozwiodła albo jest sama. Bo co to znaczy udane małżeństwo czy związek? Dla mnie to relacja, w której kobieta i mężczyzna są szczęśliwi, dobrze się czują, nie oszukują się nawzajem. Banał, ale prawdziwy. Utrzymywanie fikcji nie jest dla mnie. Wolałam się rozstać, niż trwać w czymś, co mi nie służy.

I gdy przestałaś szukać miłości…

Nigdy jej nie szukałam. To ona musi cię znaleźć.

Czy czujesz, że dopiero po czterdziestce zaczęłaś żyć pełnią życia?

Przez lata żyłam jak w wirówce. Telewizja, dzieci, dom, praca. Ciągle w kieracie, w jakim są zresztą tysiące kobiet, które próbują zdążyć na czas ze wszystkim, a z trudem wyrabiają na zakrętach. I na koniec zapominają o samej sobie. Dużo rzeczy po drodze traciłam, aż w pewnym momencie usłyszałam, że czas starych prezenterek się kończy. Prawdopodobnie gdybym kierowała się jedynie strachem przed tym, co mnie czeka za bramą Woronicza, nie zmieniłabym nic w swoim życiu. Ta sytuacja zmusiła mnie jednak do pracy nad sobą. Siedem lat temu, gdy odchodziłam z TVP, zadałam sobie pytanie: „Gdzie popełniam błąd?”.

Od czego zaczęłaś?

Od siebie. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam zmęczoną życiem 40-letnią kobietę. Pomyślałam, że nie mogę się poddać, że nie jestem jeszcze stara, że jeszcze wiele przede mną. I zdecydowałam się odejść z TVP. Nikt mnie nie wyrzucił. Pewnego dnia, jak to często bywa, zniknęłam z grafiku, nie było już dla mnie pracy, nikt ze mną nie chciał gadać. Zaczęłam odbijać się od ściany. W tej sytuacji miałam dwa wyjścia – degradacja albo ewakuacja. Wybrałam to drugie. Dzieci powiedziały mi wtedy, że na telewizji świat się nie kończy: „Mamo, nic się nie stało. I tak zrobiłaś mnóstwo wspaniałych rzeczy”. Uświadomiłam sobie, że aby zaistnieć na nowo, muszę coś światu od siebie zaproponować. Nie mogę cały czas powtarzać: „Jak oni mogli mi to zrobić?! Co za niewdzięczność za te wszystkie lata, które dla nich poświęciłam!”. Nie mogłam zamknąć się w domu i płakać. Napisałam pierwsze w życiu cv i zabrałam się do pracy nad sobą.

Jakiej?

Przede wszystkim poszłam na terapię. Miałam problem z wiarą w siebie, poczuciem własnej wartości, z tym, że coś dla siebie znaczę. Tysiąc osób mogło mi bić brawo, a ja schodziłam ze sceny i szukałam w oczach każdej napotkanej osoby potwierdzenia: „Czy dobrze wypadło? Fajna jestem?”. Jeden mówił: „Dobrze”, inny: „Nie”. I potem bardzo to odchorowywałam. Jako dziecko odczuwałam ogromną potrzebę podziwiania i uwagi, a w naszym domu bardzo dużo się działo. Bohaterami pierwszego planu byli tata i mama. To wytworzyło we mnie silną potrzebę bycia prymusem. Po wielu latach „piekielnych mąk” doszłam wreszcie do tego, co zresztą teraz powtarzam kobietom na spotkaniach: „Nie czekajcie, aż ktoś was doceni, doceniajcie się same, ile się da. Jeśli nie dostałyście w posagu poczucia własnej wartości, musicie je same zbudować. Nikt tego za was nie zrobi”. Dziś już wiem, ile jestem warta.

Ile?

Dużo (śmiech).

Obwinianie rodziców jest często łatwym wytłumaczeniem, nie uważasz?

Nie polecam, chociaż często tak robimy. Nasze dzieci też nas obwiniają. A nie ma przecież idealnych rodziców. Najważniejsze, aby zrozumieć, gdzie popełniono błąd. Jako wieczny prymus miałam problem z tym, by odpuścić. Ambicja mi nie pozwalała, a brak podziwu nauczycieli i rodziców bywał nieznośny. Bardzo mnie to blokowało i wiele czasu poświęciłam, żeby się z tym uporać. W trakcie terapii człowiek potrafi nagle odkryć jakiś drobiazg, z którego istnienia nie zdawał sobie sprawy, a on go blokował przez lata. Przez lata miałam poczucie, że nie jest mi dobrze samej ze sobą, że z jakichś powodów nie mogę osiągnąć maksimum swoich możliwości w miłości i pracy. Musiałam wreszcie zrozumieć, że to ja decyduję o swojej wartości, a nie inni.

Co było kamieniem milowym w Twojej terapii?

Moment, w którym zrozumiałam, że to, co ja uważam o sobie, jest ważniejsze od tego, co uważają o mnie inni. Nauczyłam się mówić: „nie”. To zbiegło się w czasie z tym, że moje dzieci dorosły i odeszły z domu. Wracałam z Polsatu do pustego mieszkania. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Chwytałam odruchowo za telefon, żeby zadzwonić do dzieci i zapytać: „Zjadłeś? Co robisz? Jak się czujesz?”. I zanim wykręciłam numer, odkładałam słuchawkę. Musiałam ułożyć sobie z dziećmi relacje od nowa. Stawali się przecież dorośli. Stąd wziął się pomysł na portal OnaOnaOna. Założyłam go z myślą o kobietach, które znalazły się w podobnej sytuacji. I nie ma znaczenia, czy stąpają po czerwonym dywanie, czy pracują w szkole, czy na poczcie. Wszystkie czujemy się podobnie, kiedy nasze dzieci wylatują z gniazda, a szef i mąż mówią: „Pani na dzisiaj dziękujemy”. Myślałam o kobietach, które mają odwagę przyznać się do tego i nie godzą się z tym, tak jak ja, aby świat zepchnął je na margines. Czytałam wpisy od nich na forum mojego portalu OnaOnaOna i czułam, że nie jestem z tym wszystkim sama. Dodawałyśmy sobie otuchy. Dzięki temu portalowi zyskałam szacunek dla samej siebie, wielką radość, że stworzyłam coś wartościowego, co pozwoliło mnie i innym kobietom zmieniać jakość życia. Wygrałam, zajmując się samą sobą i świat się po mnie zgłosił. Dzieci same zaczęły dzwonić, dostałam ciekawsze propozycje zawodowe. Na dodatek na horyzoncie zaczęli się pojawiać różni mężczyźni, którym nie bałam się już powiedzieć: „Przepraszam, ale nie”.

Cały wywiad z Agatą Młynarską znajdziecie w najnowszym numerze magazynu "Viva!" (22/2013)

Młynarska o depresji w "Vivie!"
Viva! (22/2013)
Newsy
Młynarska: Miałam problem z wiarą w siebie, poszłam na terapię
Ciężkie chwile w życiu dziennikarki

Agata Młynarska we wrześniu powróciła do telewizji. W TVP otrzymała codzienny program "Świat się kręci", który jest dla niej nie lada wyzwaniem i pochłania sporo energii. Zobacz: Agata Młynarska trafiła do szpitala! Zanim jednak dziennikarka wróciła do swojej znakomitej formy przed kamerą, przeszła w swoim życiu poważny kryzys. Pierwszy raz opowiedziała o nim w najnowszym numerze magazynu "Viva". Młynarska wyznała, że sama nie umiała poradzić sobie z problemami i musiała poprosić o pomoc specjalistów. - Przede wszystkim poszłam na terapię. Miałam problem z wiarą w siebie, poczuciem własnej wartości, z tym, że coś dla siebie znaczę. Tysiąc osób mogło mi bić brawo, a ja schodziłam ze sceny i szukałam w oczach każdej napotkanej osoby potwierdzenia: „Czy dobrze wypadło? Fajna jestem?”. Jeden mówił: „Dobrze”, inny: „Nie”. I potem bardzo to odchorowywałam. Jako dziecko odczuwałam ogromną potrzebę podziwiania i uwagi, a w naszym domu bardzo dużo się działo. Bohaterami pierwszego planu byli tata i mama. To wytworzyło we mnie silną potrzebę bycia prymusem. Po wielu latach „piekielnych mąk” doszłam wreszcie do tego, co zresztą teraz powtarzam kobietom na spotkaniach: „Nie czekajcie, aż ktoś was doceni, doceniajcie się same, ile się da. Jeśli nie dostałyście w posagu poczucia własnej wartości, musicie je same zbudować. Nikt tego za was nie zrobi”. Dziś już wiem, ile jestem warta. Młynarska w trakcie terapii doszła do wniosku, że nie ma co obwiniać ludzi dookoła siebie, a zwłaszcza rodziców za swoje niepowodzenia. - Nie polecam, chociaż często tak robimy. Nasze dzieci też nas obwiniają. A nie ma przecież idealnych rodziców. Najważniejsze, aby zrozumieć, gdzie popełniono błąd. Jako wieczny prymus miałam problem z tym, by odpuścić. Ambicja mi nie pozwalała, a brak podziwu nauczycieli i rodziców bywał...

Newsy
Ilona Felicjańska: "Jeśli popełniałam błędy, to dziś wiem, że były mi potrzebne"
Była jak bohaterka współczesnej baśni o Kopciuszku: piękna dziewczyna z małego miasteczka wyszła za bogatego księcia. Ale w prawdziwym życiu zdarza się, że firma księcia plajtuje, a księżniczka z dwójką dzieci sama musi zacząć zarabiać na dom.

- Myśląc o rozmowie z Tobą,  przygotowałam się na wywiad z kobietą spełnioną i szczęśliwą. Taka jesteś? Zdecydowanie. Ale, jak każdy człowiek, mam różne wzloty i upadki. Jeśli następuje ten gorszy czas, natychmiast sobie mówię, że on minie. Nie wpadam w jakieś straszne stany zwątpienia, co dawniej się zdarzało. – Miałaś załamania? Miewasz je?       Chyba każdy je ma, ale się do tego nie przyznaje, bo nie wypada przyznawać się do słabości. Ja nigdy nie udawałam, zawsze byłam sobą. I jeśli wstydziłam się, że mniej wiem, mniej umiem od kogoś, to po prostu siedziałam cicho i uczyłam się. – Wstydziłaś się siebie? Naprawdę? Wstydziłam się na przykład, że nie skończyłam studiów czy że nie znam angielskiego. Bardzo chciałabym studiować psychologię i pewnie dopnę swego. Ale miałam taki okres, kiedy zachłysnęłam się tym całym wielkim światem wybiegów. Teraz się tego wstydzę. Ale na szczęście miałam przy sobie Alicję, moją przyjaciółkę, która w pewnym momencie powiedziała: „Zaczynasz być nieznośna”. Bo myślałam, że jestem pępkiem świata. – Claudia Schiffer i Naomi Campbell jednocześnie?  Tak, tak. To się brało z niedowartościowania i kompleksów. Nagle pokazują mnie, robią mi zdjęcia, więc nie jestem taka beznadziejna. – Myślałaś, że jesteś beznadziejna? Miałam kompleksy. Po pierwsze mój wzrost. Po drugie sposób wychowania w domu. Jestem jedynaczką i mama chciała wychować mnie na samodzielną osobę, stosując zimny wychów. Nie próbowała mnie napełnić wiarą w siebie... Kocham moją mamę, pomaga mi, zjawia się w trudnych momentach. Ale to nie zmienia faktu, że wylewała mi kubeł zimnej wody na głowę, żebym za dobrze o sobie nie myślała. Chciała zostawić mnie przy sobie, żebym...

Newsy
Nie tłumaczę się z miłości
Wywołała skandal, mówiąc głośno, że miała romans z żonatym mężczyzną, na dodatek ojcem dwójki dzieci. I że zrobiłaby to jeszcze raz. Oczywiście, gdyby była zakochana.

Nam Ewa Szabatin opowiada o tej trudnej miłości, kulisach rozstania i o tym, że i w życiu, i w tańcu zawsze idzie na całość. – Chcesz przetańczyć życie? Po raz pierwszy od niemal 20 lat, właśnie dziś się nad tym zastanawiam. Czy idę dobrą drogą? Nigdy wcześniej nie miałam wątpliwości. Ale w moim życiu ostatnio zbyt wiele się zmieniło. – To był dla Ciebie czas rozstań. Z partnerem z parkietu Stefano Terrazzino, ale i z partnerem życiowym, choreografem Colinem Jamesem. Boisz się? Przyznaję, przez chwilę czułam się zagubiona. Naprawdę zostałam sama. Ale przecież od lat wiem, że i w życiu, i w tańcu nie ma sentymentów. Dajesz wszystko, co masz, i czasem zderzasz się ze ścianą. – Co czujesz dziś, kiedy oglądasz swoje zdjęcia w plotkarskich portalach internetowych i czytasz, z kim wyszłaś z imprezy? I śmieję się, i złoszczę. Czy ci ludzie myślą, co robią? Z rozmysłem chcą innych niszczyć? Czytam o sobie wiele. Uwierz, to hartuje. – Życie Cię zahartowało. Wystarczyły dwa lata, byś z zauroczonej tańcem dziewczynki, jakich wiele, została mistrzynią Polski. Bez pamięci zakochałam się w tańcu po filmie „Dirty Dancing”. Miałam 10 lat i chciałam być jak Frances. Chciałam tańczyć mambo. Jestem uparta. Znalazłam kurs, a kiedy po roku rozwiązano grupę, namówiłam przyjaciela ze szkoły, by zapisał się ze mną na taniec towarzyski. Z Romkiem po raz pierwszy wystąpiłam na turnieju. Ciężko pracowaliśmy. Po wakacyjnym obozie tanecznym trenerzy uznali, że mam talent i zaproponowali zmianę partnera. Miał nim zostać o trzy lata starszy ode mnie mistrz Polski. Strasznie się bałam. On miał wtedy wysoką klasę taneczną C, ja – żadnej. Zdecydowałam się skoczyć na głęboką wodę, miałam wtedy 12 lat. – I jak w „Dirty Dancing”, zakochałaś się w swoim partnerze bez...

Nasze akcje

Uwielbiasz taniec? Rozwijaj swoje umiejętności i dziel się nimi ze światem!

Partner
Newsy

Kosmetyki, które dbają o ciebie i planetę. Poznaj nową linię przeciwzmarszczkową Laboratorium Kosmetycznego Ava

Partner

Lubisz zieloną herbatę? Poznaj jej prozdrowotne właściwości

Partner

Słuchawki jak ekskluzywne kosmetyki? To możliwe z Huawei FreeBuds Lipstick

Partner
Newsy

Pierścionek zaręczynowy w codziennych stylizacjach. Sprawdź najmodniejsze zestawienia na jesień 2021

Partner
Kosmetyki Neboa
Newsy

Zadbaj o włosy w duchu eko. Jak duży wpływ na planetę ma zawartość naszych kosmetyczek? Będziesz zaskoczona!

Partner