Powrót księcia Harry'ego i Meghan Markle do Wielkiej Brytanii znów rozgrzał jeden z najbardziej zapalnych tematów wokół Sussexów, czyli kwestię ich bezpieczeństwa. Mimo obecności w kraju Harry i Meghan nie odzyskali stałej, finansowanej przez państwo ochrony policyjnej. Zamiast tego zaproponowano im znacznie skromniejsze rozwiązanie, czyli kontakt z oficerem łącznikowym, który miałby służyć pomocą w razie potrzeby. Taka oferta najwyraźniej nie spełniła oczekiwań księcia.

WIDEO

player placeholder

Książę Harry i Meghan Markle bez ochrony państwa

Książę Harry i Meghan Markle wrócili do Wielkiej Brytanii w środę. To pierwsza od lat wizyta całej rodziny na Wyspach. Bezpieczeństwo Sussexów zostało jednak ograniczone, odkąd w 2020 roku przestali być pracującymi członkami rodziny królewskiej, a decyzje o poziomie ochrony podejmuje teraz każdorazowo komitet RAVEC, oceniający zagrożenie indywidualnie dla każdej wizyty.

Według doniesień brytyjskich mediów zamiast pełnej ochrony biuro księcia otrzymało jedynie ofertę kontaktu z oficerem łącznikowym policji, ale, jak pisała ITV, "nic więcej". Brytyjski rząd konsekwentnie zachowuje w tej sprawie ostrożność. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych podkreśla, że system ochrony jest "rygorystyczny i proporcjonalny", lecz nie ujawnia szczegółów, tłumacząc, że mogłoby to zagrozić bezpieczeństwu.

Zobacz także:

Będzie o przywrócenie ochrony rodzinie księcia Harry'ego?

Głos w sprawie zabrał Neil Basu, były zastępca komisarza londyńskiej Metropolitan Police i wcześniej krajowy szef brytyjskich służb zwalczających terroryzm. Pełnił tę funkcję od marca 2018 roku do przejścia na emeryturę w listopadzie 2022 roku, zasiadał też w komitecie RAVEC. Jego zdaniem rząd powinien przywrócić księciu i jego rodzinie ochronę policyjną.

"W 2019 r. książę Harry był jedną z nielicznych osób, o których sądziliśmy, że potrzebują pełnego pakietu ochrony. W 2026 r. już go nie potrzebuje. Nigdy nie udało mi się zrozumieć, w jaki sposób poziom zagrożenia, z jakim się mierzy, miałby się zmniejszyć -  powiedział Basu.

Były policjant przypomniał, że to jego jednostki odpowiadały za ochronę Harry'ego oraz innych członków rodziny królewskiej, a także prowadziły śledztwa w sprawie gróźb śmierci kierowanych pod adresem księcia i Meghan zarówno ze strony skrajnej prawicy, jak i islamistycznych ekstremistów. Badano również groźby związane z małżeństwem Harry'ego z kobietą o mieszanym pochodzeniu etnicznym oraz określaniem go mianem "zdrajcy rasowego".

Basu sugerował też, że kluczem do rozwiązania sporu może być pojednanie z królem Karolem III. Jak zauważył, gdyby o ochronę poprosiła głowa państwa, Metropolitan Police by ją zapewniła.

Do sprawy odniósł się również Scott Hamer, były członek zespołu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo rodziny królewskiej. W rozmowie z ITV News nie krył wątpliwości co do podejścia władz i ostrzegał, że obecna sytuacja naraża Sussexów na niebezpieczeństwo.

Obecnie mamy ośmiu byłych premierów, którzy nie pełnią już żadnych funkcji, a mimo to korzystają z ochrony policyjnej finansowanej z pieniędzy podatników. Zagrożenia i ryzyko, na jakie narażony jest książę Harry, są znacznie większe. To naraża ich na niebezpieczeństwo. Opinia publiczna jest teraz świadoma całej tej sytuacji - tak samo jak osoby, które mogłyby chcieć wyrządzić mu - lub jego rodzinie - krzywdę. Oni teraz wiedzą teraz, jak wygląda jego ochrona, a jak nie. A to stwarza ryzyko -  powiedział.

Spór o bezpieczeństwo Sussexów ciągnie się od ich odejścia z grona pracujących członków rodziny królewskiej w 2020 roku. Harry przegrał kolejne batalie prawne o przywrócenie automatycznej lub prywatnie finansowanej ochrony, a sądy podtrzymały decyzję o indywidualnym rozpatrywaniu każdego przypadku. 

Zobacz także: 

Ujawniono, dlaczego książę Harry i Meghan Markle wracają do Wielkiej Brytanii. Pracownik pałacu mówi wprost o diagnozie
Doug Peters/Press Association/East News /

Ujawniono, dlaczego książę Harry i Meghan Markle wracają do Wielkiej Brytanii. Pracownik pałacu mówi wprost o diagnozie