W centrum Warszawy, pod jednym z popularnych lokali, kilka dni temu doszło do krótkiego, zaskakującego spotkania Moniki Olejnik i Jarosława Jakimowicza. Zdarzenie nabrało tempa, gdy do sieci trafiły zdjęcia, a dyskusja w komentarzach zaczęła żyć własnym życiem. Dziennikarka, prowadząca „Kropkę nad i”, odniosła się do całej sytuacji, wyjaśniając, że została zagadnięta znienacka i nie miała świadomości, że jest fotografowana.

WIDEO

player placeholder

Przyłapali Monikę Olejnik i Jarosława Jakimowicza. Tego internauci się nie spodziewali

Fotografie Moniki Olejnik i Jarosława Jakimowicza wywołały duże zmieszanie w sieci. Najwyraźniej to nie była zaplanowana rozmowa ani towarzyskie spotkanie. Monika Olejnik podkreśla, że Jarosława Jakimowicza nie zna, nie jest on częścią jej prywatnego kręgu i nie śledzi tego, czym obecnie się zajmuje. W jej ocenie to ważne doprecyzowanie, bo Internet bardzo szybko dopisuje do takich kadrów własne scenariusze.

Dziennikarka mówi wprost, że ma o nim bardzo negatywną opinię. Zaznacza przy tym, że to nie kwestia jednego incydentu, tylko szerszego spojrzenia na to, jak - jej zdaniem - część osób publicznych wpływała na jakość debaty i poziom agresji w politycznej rozmowie.

Zobacz także:

Nie znam pana Jakimowicza, nie jest moim kolegą, nie wiem, czym się aktualnie zajmuje. Mam o nim bardzo złe zdanie. Należy do grupy osób, które przyczyniły się do dewastowania kultury politycznej i siania nienawiści. Tabloidy, które opublikowały moje zdjęcie w przypadkowym przechodniem, nie skontaktowały się ze mną przed publikacją
- powiedziała Monika Olejnik na łamach serwisu Plejada.

Monika Olejnik komentuje przypadkowe spotkanie z Jarosławem Jakimowiczem

Wersja wydarzeń przedstawiana przez Olejnik jest prosta: w chwili spotkania była zajęta telefonem i czytaniem ważnych wiadomości. Nagle ktoś ją zaczepił, nie przedstawił się, przywitał się, więc odpowiedziała grzecznie. Chwilę później temat przestał być tylko przypadkowym epizodem, bo zdjęcia trafiły do Internetu i zaczęły krążyć szeroko.

W tle pojawia się też wątek fotografowania. Olejnik została zapytana o to, czy wiedziała, że ktoś robi zdjęcia. Podkreśla, że nie miała takiej świadomości. Zwraca też uwagę na praktykę, która zawsze podgrzewa emocje. fotografie zostały opublikowane bez wcześniejszego kontaktu z nią. Wskazano, że zdjęcia opublikował „Super Express”.

Czytałam ważne wiadomości w telefonie, nagle ktoś mnie zaczepił, nie przedstawił się, powiedział mi „dzień dobry”, odpowiedziałam. Rocznie podchodzi do mnie kilkanaście tysięcy ludzi, którzy mówią mi „dzień dobry”, staram się odpowiadać, ale to nie znaczy, że wszystkich znam. Polecam moje zdjęcia z wystaw malarstwa, rzeźby, z teatru, z opery, z koncertów, fotografie z książkami. Czytajcie, proszę, książki i badajcie się! To realnie ważne
- przekazała Olejnik.

Komentarze dziennikarki wciąż wywołują duże zamieszanie w mediach. Nie tak dawno Monika Olejnik zabrała głos w sprawie Marty Nawrockiej.

Jarosław Jakimowicz wielokrotnie atakował słownie Monikę Olejnik

To spotkanie nie byłoby aż tak nośne, gdyby nie przeszłość. Jakimowicz w poprzednich latach publicznie krytykował Olejnik, także w telewizji, sugerując m.in., że jej program ma inny charakter, niż oczekuje widz nastawiony na poważną debatę. W mediach społecznościowych publikował również obraźliwe treści wymierzone w dziennikarzy TVN, co zostało szeroko zapamiętane.

Jakimowicz dla wielu widzów wciąż jest twarzą filmu „Młode wilki”, ale w ostatnich latach częściej pojawia się w medialnych sporach i kontrowersjach. Był komentatorem TVP za rządów PiS, a jego nazwisko wracało w tabloidach w związku z kolejnymi głośnymi wątkami. Wskazano również, że w autobiografii przyznał się do okradania grobów w Niemczech oraz że został skazany za znieważenie i zniesławienie w mediach społecznościowych.

Zobacz także:

Monik Olejnik przyłapana na spotkaniu z Jakimowiczem. Tak się tłumaczy
Beata Zawrzel/REPORTER