Paprocki i Brzozowski
Viva!
Newsy

Paprocki i Brzozowski: "Czasami musimy walczyć ze sobą"

Duet projektantów zdradza wszystkie kulisy swojej pracy

Każdą mijaną na ulicy kobietę mierzycie od razu wzrokiem?  

Mariusz Brzozowski: Dzisiaj na widok pewnej pani w przyciasnym sweterku odruchowo spojrzeliśmy na siebie i w tym samym momencie powiedzieliśmy: „A wystarczyłoby założyć to samo o rozmiar większe i byłoby idealnie!”.

Marcin: Czasami jest to silniejsze od nas. Nie myśl sobie jednak, że nic innego nie robimy, tylko ciągle oceniamy innych. Po wyjściu z pracy staramy się jak najmniej o niej rozmawiać. Gdyby w moim towarzystwie pojawił się prawnik i zaczął sypać paragrafami, mógłbym tego nie wytrzymać. Zdaję sobie też sprawę z tego, że nie wszyscy muszą żyć modą.

Jednak Polki żyją dzisiaj modą bardziej niż kiedykolwiek. Im więcej fashion victims wokół, tym większe macie powody do zadowolenia?

Marcin: Przyznam, że nie mamy faktycznie powodów do zmartwień. Modowy biznes się kręci. Ale cieszy mnie to jeszcze z innego powodu – kobiety mają wreszcie w czym wybierać. Ja dorastałem w innych czasach. W szarej, PRL-owskiej rzeczywistości. Pochodzę z małego miasta w Zagłębiu, z robotniczej rodziny. Pamiętam chude lata 80. Wtedy świat był mniej ciekawy, mniej kolorowy.

Dlaczego dzisiaj sukienka staje się ważniejsza od wszystkiego innego?

Mariusz: Nie przesadzajmy. Sukienka najważniejsza? Nie zgodzę się z tym. Ale to oczywiste, że wygląd jest bardzo ważny. Kto nie lubi być dobrze ubrany? Ubranie dodaje pewności siebie. Każdy chyba o tym wie. W dobie konsumpcji to nieuniknione. Ubranie jest na jeden sezon. Potem trzeba szybko je wymienić. Przeraża mnie coś innego – że dzisiaj każdy może być projektantem.

Marcin: Był taki moment, że każdy mógł zostać fryzjerem, makijażystą czy stylistą. Dzisiaj wielu osobom wydaje się, że jak kupią w lumpeksie trzy koszule i zszyją je razem, to już są projektantami.

Kiedy zorientowaliście się, że moda to jednak biznes?

Marcin: Pierwszym sygnałem, że na modzie można zarobić pieniądze, była współpraca z Reserved. Zrobiliśmy wzorem H&M kolekcję dla nich sygnowaną naszymi nazwiskami. Te ubrania kupiły, a potem nosiły setki kobiet. Wtedy zrozumieliśmy, że moda może być sztuką użytkową, a nie samą sztuką. Już wcześniej styliści nam radzili, żeby projektowane przez nas ubrania były raczej bliżej ziemi niż w chmurach. I właśnie Reserved ściągnęło nas na ziemię. Udowodniło, że po co pięć rękawów, skoro wystarczą dwa…

Czy ta lekcja biznesu trochę zabolała młodych gniewnych?

Mariusz: Żaden twórca nie lubi być namawiany do zmiany swojej wizji. Dzisiaj z perspektywy czasu widzę jednak, że wyszło nam to na dobre. W tym samym czasie przygotowywaliśmy też autorską kolekcję dla Ochnika i ona jeszcze bardziej nauczyła nas, jak być praktycznym w projektowaniu. Sami na sobie też lubimy praktyczną modę. 

Czy dzięki temu możecie dzisiaj spać spokojnie i obchodzić swoją szczęśliwą trzynastkę?

Marcin: Trzynaście lat pokazuje, że możemy utrzymać się z tego, co robimy. To dla nas prawdziwy sukces. Jednak prawdziwe pieniądze zaczęliśmy zarabiać dopiero trzy lata temu. Póki co, odpukać, ten rok należy do udanych. Nie mamy kredytów, więc śpimy spokojnie. Nie musimy heroicznie walczyć o przetrwanie. Postawiliśmy na rozwijanie sieci sprzedaży. Nie jesteśmy już tylko w samej Warszawie. Nasze ubrania są dostępne również w Sopocie, Rzeszowie, Katowicach, we Wrocławiu, w Bydgoszczy i w Bielsku-Białej. Byliśmy też pierwszymi polskimi projektantami, którzy otworzyli własny butik internetowy.

Mariusz: Ostatnio stworzyliśmy linię Plants dla młodych ludzi, z T-shirtami i bluzami. Bo takie było zapotrzebowanie rynku. Młodzież kocha modę i nie należy o niej zapominać. Linia Plants jest przystępniejsza cenowo. Ubrania z metką Paprocki & Brzozowski są droższe.

Marcin: Z kolei na pokazie w listopadzie zaprezentujemy „coś pomiędzy”, czyli markę Day. Ubrania dla kobiet, ale bardziej na co dzień. Taki basic, z charakterystycznymi dla nas detalami. Kiedyś nie musieliśmy się przejmować utrzymaniem firmy, pracowników i butiku w centrum miasta. Dzisiaj jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie. Rozwijamy firmę i nasze horyzonty. Moda to nie tylko sukienki na specjalne okazje. Zdajemy sobie sprawę z tego, że mało kobiet wyda kilka tysięcy za sukienkę, w której wyjdzie raz.

Zadajecie sobie czasem pytanie, jak to możliwe, że tyle lat wytrzymaliście ze sobą?

Mariusz: Nawet kiedy się pokłócimy, szybko przychodzi opamiętanie. Trzeba się przecież pogodzić, bo tworzymy firmę, w której oprócz nas funkcjonują też inni ludzie. Są chwile, kiedy mamy już siebie dość. Jednak nie ma wątpliwości co do tego, że nie potrafilibyśmy pracować oddzielnie.

Marcin: Od lat słyszymy, że nasze nazwiska brzmią lepiej razem niż osobno. Niektórzy myślą, że Paprocki & Brzozowski to pseudonimy, które świetnie wymyśliliśmy. Pytają: „To jak wy naprawdę się nazywacie?” (śmiech).

Mariusz: Kayah nazwała nas kiedyś „braćmi botanicznymi”. Przyjęło się. Inni też tak mówią. Bo ja w skrócie to Brzoza, a Marcin to Paproć. Pracujemy razem, spędzamy wolny czas razem, jeździmy na wakacje, tylko osobno mieszkamy. Nigdy nie miałem rodzeństwa i traktuję Marcina jak brata, niemal bliźniaka.

Kiedy sięgniecie pamięcią do początków, widzicie, jak długa to była i wyboista droga, aby dojść do punktu, w którym jesteście dzisiaj?

Mariusz: Wszystko, co osiągnęliśmy, zawdzięczamy samym sobie. Nie urodziliśmy się w pałacach ze złotymi klamkami.  

Marcin: Nie wstydzę się dziś tego, że w czasach liceum plastycznego w wakacje pracowałem z Ochotniczym Hufcem Pracy. Miesiąc w tartaku albo na poczcie roznosiłem telegramy. A z Mariuszem na studiach robiliśmy witrażowe ramki. Mariusz, zdając na Wydział Ubioru i Tkaniny na łódzkiej ASP, spełniał swoje marzenia z dzieciństwa. Od dziecka rysował projekty sukienek. Miał mnóstwo zeszytów z tymi szkicami, które jego tata zbierał do archiwum. Inaczej niż ja. Kiedy się poznaliśmy, studiowałem grafikę w tej samej akademii. Zacząłem mu pomagać w przygotowaniach do pierwszego pokazu i spodobało mi się to. Nasze koleżanki były modelkami. Trzeba było dobrać muzykę. Wymyślić makijaż. Zaciekawiło mnie, że to jest rodzaj machiny, w której tyle szczególików trzeba po swojemu dopracować. Atmosfera, ta cała otoczka i ciekawi ludzie pociągnęli mnie za sobą. Kiedy zaczęliśmy już wspólnie pracować, najważniejsze były dla nas konkursy.

Mariusz: Marcin zaprojektował na jeden z konkursów gorset ze szkła, bo interesował go witraż. Oczywiście to nie nadawało się do noszenia. Byliśmy jednak ambitni i lubiliśmy eksperymentować. To miały być rzeczy robiące wrażenie. Tak stworzyliśmy własne okulary, buty i torebki ze szkła.

Marcin: Nie traktowaliśmy tego wówczas w kategoriach zarobkowych. Apetyt jednak rósł w miarę jedzenia. Zwłaszcza gdy zaczęliśmy zdobywać kolejne nagrody na konkursach dla projektantów. Mieszkaliśmy i pracowaliśmy wtedy w Łodzi, kiedy zaczęto do nas dzwonić z redakcji gazet z prośbą o przygotowanie ubrań na sesje. Mediom dużo zawdzięczamy, bo wtedy nakręcało nas to, że pojawimy się w gazetach. To też pozwoliło nam tak się rozwinąć. Wtedy praktycznie od rana do wieczora siedzieliśmy przy maszynach. Na przemian piliśmy napoje energetyczne, żeby nie zasnąć w nocy, a potem braliśmy tabletki na uspokojenie, żeby w końcu zasnąć.

Marcin: Pamiętam, że dostawaliśmy wytyczne do sesji faksem, a trzeba je było odbierać na poczcie. To były czasy! Internet dopiero raczkował.

Pamiętacie, jak ubierały się Wasze mamy? Czy to one były dla Was pierwszymi ikonami stylu?

Mariusz: Moja mama nosiła czerwone szpilki i malowała usta na czerwono. Jako mały chłopiec byłem tym zachwycony. Nie lubiła spódnic, wybierała spodnie. Pamiętam, że oszalałem na punkcie Julii Roberts w filmie „Pretty woman”, bo w każdej kolejnej scenie pojawiała się w nowej stylizacji. To było inspirujące.

Marcin: Pod koniec podstawówki zafascynowała mnie Kora. Po latach po jednym z koncertów w Łodzi dobiliśmy się do niej i daliśmy w prezencie naszą bluzkę z Mona Lizą.

Mariusz: Byliśmy oszołomieni, kiedy zobaczyliśmy ją potem w tej bluzce na wystawie malarstwa Kamila Sipowicza. Z czasem Kora zaczęła coraz częściej sięgać po nasze ubrania.

Karl Lagerfeld jest znany z ekstrawagancji, z tego, że tworzy wokół siebie teatr. A Wy?

Marcin: Wiemy, w jakim kraju żyjemy. Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy tu i teraz. Nie jeździmy czarnymi limuzynami, nie mamy kaprysów. Cały czas pamiętam o tym, skąd pochodzę, i nie chciałbym przekroczyć kiedyś granicy śmieszności w udawaniu kogoś, kim nie jestem. Naśladowanie Karla Lagerfelda w Polsce zostawiamy innym projektantom. Nie nadużywamy słów „sukces”, „kariera” i tak dalej. Krąży wiele mitów o projektantach i  gdy ktoś nas poznaje, to dziwi się, że jesteśmy tacy normalni.

Mariusz: Robienie zamieszania wokół siebie bardziej mnie peszy niż „puszy”. Na pytanie, czy chcemy zrobić karierę za granicą, odpowiadamy, że nie. Przynajmniej dzisiaj. Pokusa spróbowania swojego szczęścia jest pewnie we wszystkich. Ale nie mamy kompleksów. Nie musimy gonić króliczka. Czujemy, że współtworzymy polską modę od kilkunastu lat, ale tutaj jest jeszcze dużo do zrobienia.

Dlaczego nie chcecie projektować dla mężczyzn?

Marcin: Podejmowaliśmy takie próby, ale mężczyźni nie są dla nas ciekawi. Sami nie przywiązujemy do naszych stylizacji większej wagi.

Spotkałam się z opiniami, że nie jesteście projektantami, którzy ciągle powielają jeden wzór, tylko w innych wariacjach. Wasze kolekcje bardzo różnią się od siebie. Na jednej gali pojawiają się gwiazdy w sukienkach od Was, tak skrajnie różnych. Czy to jest zamierzone?

Mariusz: Jesteśmy we dwójkę i jeśli jeden chce coś powtórzyć, to drugi powstrzymuje go, mówiąc: „Nie róbmy tego, bo to staje się nudne”. Lubimy skrajności. Marcin jest bardziej romantyczny, a ja minimalistyczny, więc staramy się spotkać gdzieś pośrodku. Mamy ulubione patenty, ale lubimy wciąż odkrywać coś nowego.

Jesteście jednak dwiema osobami, dwiema wyobraźniami? Czy nie jest trudno czasem pójść na kompromis?

Marcin: Czasami musimy walczyć ze sobą, ale na zderzeniu dwóch różnych pomysłów rodzi się trzeci i on zawsze jest najlepszy. Nie chodzi o to, że każdy z nas musi z czegoś zrezygnować. Tylko że ja coś wkładam, potem coś dokłada Mariusz. Czasem realizujemy projekty, tylko jednego, ale wspólnie musimy zmieścić się z nimi w wizji całej kolekcji. Nasz styl jest tak różnorodny również dlatego, że mając butik i bezpośredni kontakt z klientkami, widzimy, czego one potrzebują. To byłoby nie do przyjęcia, gdybyśmy proponowali im przez kilka sezonów z rzędu wyłącznie falbanki, długie suknie albo tylko koronkę.

Co Was inspiruje?

Marcin: Wszystko. Przede wszystkim kobiety. Malarstwo, architektura, książki, filmy, życiorysy innych. Bardzo często muzyka. Jedziemy na przykład samochodem i kolekcja zaczyna się rysować w naszych głowach pod wpływem jednej zasłyszanej piosenki. Trudno to teraz opowiedzieć słowami. Piosenka stwarza pewien klimat, który chcemy potem oddać w kolekcji.

Mariusz: Tak było z piosenką z filmu „Emmanuelle”. Zafascynowani nią zaczęliśmy szukać zdjęć z tamtego okresu, obejrzeliśmy film i tak powstała kolekcja pod tym samym tytułem.

Czy są chwile, kiedy czujecie na plecach oddech pokolenia następnych młodych gniewnych?

Mariusz: Tak, i potrafimy docenić ich kreatywność. Cały czas ich obserwujemy, aby nie zostać w tyle. Uważamy, że warto im pomagać i ich wspierać. Nie zapominamy, że przed chwilą, wbrew pozorom nie taką długą, sami byliśmy na ich miejscu.

 

Rozmawiała Sylwia Borowska

Po latach projektanci kreacji ślubnej Joanny Koroniewskiej zdradzają, jak powstawała jej suknia! To była tajemnica!

Piotr Cugowski, Wojciech Cugowski
ONS
Newsy
Bracia – Piotr i Wojtek Cugowscy: Zasłużony sukces
Przeczytajcie, bo będzie o nich coraz głośniej. Na tegorocznych festiwalach – TOPtrendy w Sopocie i Polskiej Piosenki w Opolu zgarnęli prawie wszystkie możliwe nagrody.

Piotr i Wojtek Cugowscy w VIVIE! opowiadają o tym, co ich boli, a na co już dawno machnęli ręką. Z braćmi spotykamy się w jednej z warszawskich restauracji. Na powitanie obaj szarmancko całują mnie w rękę. „Tysiące fanek chciałoby być na moim miejscu”, mówię. „Nie żartuj!”, śmieją się. Ja nie żartuję. Grono fanek („i fanów też”, wtrąca Wojtek) jest coraz liczniejsze. Ale zdarzają się też tacy, którzy uważają, że Bracia wszystko, co osiągnęli, zawdzięczają ojcu i nazwisku, które noszą. – Często spotykacie się z zawiścią? Piotr Cugowski: Zdarza się. Zawiść to taka nasza narodowa cecha. Jak tylko ktoś się wychyli ponad przeciętność, od razu się zaczyna. Gdy z Wojtkiem nie odnosiliśmy sukcesów, to ludzie mówili, że tata blokuje naszą karierę. Jak sukces stał się naszym udziałem, to mówią, że to też przez niego. Mimo wszystko myślę, że nadchodzi dla nas dobry czas. – Mówisz o tym tak spokojnie. Nie jesteś czasami wściekły? Piotr: Do zawiści zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Obaj doświadczyliśmy jej już w szkole. Wojtek ma tu coś więcej do powiedzenia, bo jego przygoda ze szkołą trwała dłużej niż moja. Wojtek Cugowski: Żeby być sprawiedliwym, muszę powiedzieć, że nie byliśmy aniołkami. Nie przykładaliśmy się zbytnio do nauki. Zdarzali się jednak nauczyciele, którzy byli nam przychylni... Piotr: ...i którzy byli usuwani ze szkoły zbyt szybko. – Dlatego, że byli Wam przychylni? Wojtek: Nie tylko nam. Wszystkim uczniom. Piotr: Uczyli rok bądź dwa, a potem znikali ze szkoły. A to dzięki nim okazywało się nagle, że uczeń, który ma same tróje, może dostać i piątkę. Widocznie to się nie podobało. Wojtek: Jak się ma 10 czy 11 lat, to takie sytuacje bardzo się...

Kasia Cichopek i Marcin Hakiel o swoim małżeństwie
EastNews
Newsy
Kasia Cichopek i Marcin Hakiel rozstali się. Ostatni wspólny wywiad pary
Kasia Cichopek i Marcin Hakiel kilka miesięcy temu świętowali 13. rocznicę ślubu. Dziś ich związek to już przeszłość! Czy wcześniej mieli kryzysy?

Kasia Cichopek i Marcin Hakiel właśnie ogłosili rozstanie. Para nie zdradza powodów rozpadu ich małżeństwa, a w swoich oświadczeniach zaznaczyła, że nie będzie tego tematu poruszać w mediach... W związku z 13. rocznicą ślubu, która przypadała na wrzesień 2021 roku, Kasia i Marcin udzielili nam wyjątkowego wywiadu o swojej miłości. Trudno uwierzyć, że to już koniec.... Zobacz także:  Katarzyna Cichopek rozwodzi się z Marcinem Hakielem. Jakie są powody rozstania? Wywiad z Kasią Cichopek i Marcinem Hakielem Ten związek rodził się na oczach kamer. Hakiel i Cichopek zakochali się w sobie w „Tańcu z Gwiazdami”, pobrali w Zakopanem, a ich ślub oglądali turyści i kilkunastu paparazzich. We wrześniu 2021 roku Katarzyna Cichopek-Hakiel i Marcin Hakiel świętowali 13. rocznicę ślubu. Z tej okazji opowiedzieli nam o swoim małżeństwie, które dziś dobiegło końca. Przypominamy archiwalny wywiad z parą sprzed kilku miesięcy. Zobacz także:  Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel rozstali się po 17 latach! Aktorka wydała oświadczenie Pamiętacie moment, kiedy pierwszy raz się zobaczyliście? Katarzyna Cichopek-Hakiel: To było na jesieni dokładnie 16 lat temu. Marcin Hakiel: Dowiedziałem się, że w drugiej edycji „Tańca…” będę występował w parze z aktorką z bardzo popularnego serialu TVP „M jak miłość”. Nie miałem wtedy telewizora, a komórki były na guziczki i bez dostępu do internetu, dlatego zadzwoniłem do mojej świętej pamięci babci i spytałem, kim jest ta dziewczyna. Pamiętam, że babcia bardzo się ucieszyła, że będę tańczył z jej ulubienicą Kingą Zduńską. Katarzyna: On kompletnie nie miał pojęcia, kim jestem. Jak weszłam na salę treningową, to powiedziałam: „Cześć, mam na imię Kasia. Dobrze, że Kasia, bo się nie pomylisz”. Rzuciłam taki...

Newsy
Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel: "Gdybyśmy się nie spotkali..."
Kiedy wezmą ślub, ile kosztował ich nowy dom, czy Kasia zagra w polskim „Dirty Dancing”? Tabloidy nie dają im spokoju. Mają dość. Mówią: „Ludzie myślą, że pstryk i wszystko mamy. A to nieprawda”.

Tylko w VIVIE! Kasia i Marcin komentują rewelacje prasy i opowiadają o swoim życiu. Z pasją, bez osłonek i koloryzowania. Oto prawdziwe oblicze najbardziej medialnej pary show-biznesu. - Wiecie, że powodzenie w życiu w 99 procentach zależy od bycia z właściwym partnerem? Katarzyna Cichopek: I tak o nas można powiedzieć, bo gdy jedno nie daje rady, drugie go wspiera i jakoś wspólnymi siłami idziemy do przodu. Marcin Hakiel: Dużo jednak zależy od nas i naszego podejścia do świata. Przede wszystkim każdy człowiek powinien ulepszać siebie i nad sobą pracować. Gdy jednak któreś z nas ma chwile słabości, wzajemnie pomagamy je przezwyciężyć. – Więc co by było, gdybyście się nie spotkali? Marcin: Nie wiem! Nasze życie wyglądałoby inaczej. Kto wie, czy lepiej? Czy gorzej? Ale wiesz, my nie oglądamy się za siebie, staramy się iść do przodu. Kasia: Jedno jest pewne: nie osiągnęlibyśmy tego, co mamy. Choć może zdobylibyśmy coś całkiem innego? Myślę, że ja rozwijałabym się aktorsko, a Marcin dalej trenowałby taniec turniejowy. – Miłość, sława, pieniądze. Wszystko u Was potoczyło się błyskawicznie? Kasia: Tylko się tak wydaje. Przecież to już ponad dwa lata. Marcin: Media przedstawiają nasze życie jako pasmo sukcesów: tu szkoła tańca, tu wygrany los i tak dalej. Pstryk i mają. A to wcale nie jest tak, że nam wszystko łatwo przychodzi. Dzień zaczynamy o godzinie siódmej rano, a kończymy prawie o północy. Ciężko pracujemy na to, co mamy. Kasia: Mamy wiele. To prawda. Nie możemy narzekać na los. Jesteśmy szczęśliwi, że dostaliśmy takie możliwości, ale bez pracy nic by się nam nie udało. – Siódma rano to dla mnie straszna pora... Kasia: Kiedyś zaczynałam dzień zdjęciowy o 5.30. W charakteryzatorni musiałam być godzinę wcześniej. A jestem śpiochem. Jak nie mam planu...

Nasze akcje
Gwiazdy
Newsy
Chcesz dobrze czuć się we własnej skórze tak, jak największe gwiazdy? Działaj metodą małych kroków!
Współpraca reklamowa
Skuteczny trening bez wysiłku? Teraz to możliwe!
Newsy
Skuteczny trening to nie tylko siłownia!
Współpraca reklamowa
Weleda
Newsy
Kosmetyki, które łączą tradycję z nowoczesnością. Poznaj je!
Współpraca reklamowa
Nowości
PartyExtra
Małgorzata Rozenek-Majdan uśmiechnięta
Newsy
Małgorzata Rozenek-Majdan
BZ
Julia Wieniawa w neonowej sukience na lato
Newsy
Julia Wieniawa
BZ
Katarzyna Cichopek na 59 Festiwalu w Opolu
Newsy
Katarzyna Cichopek
BZ
Klaudia El Dursi na plaży
TV-Show
Hotel Paradise
BZ
Ślub od pierwszego wejrzenia x-news
TV-Show
Ślub od pierwszego wejrzenia
BZ
Versace wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Trendy w koloryzacji włosów na wiosnę i lato 2022. Te odcienie robią mocne wrażenie
Marcelina Zielnik
Gorący trend: Dopamine dressing
Fleszstyle
Dopamine dressing to najgorętszy trend sezonu. Obłędną koszulę w stylu Małgorzaty Rozenek-Majdan kupisz w Sinsay za 39,99
Anna Kusiak
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Niemal identyczne kupisz w Sinsay za 35 zł
Newsy
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Podobne kupisz w Sinsay za 35 zł
Urszula Jagłowska-Jędrejek
Anna Lewandowska w swetrze za ponad tysiąc złotych
Newsy
Anna Lewandowska w modnym swetrze ponad tysiąc złotych. W Sinsay kupisz podobny za 50 złotych!
Aleksandra Skwarczyńska-Bergiel
Moda uliczna wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Najmodniejsze buty na wiosenno-letni sezon. Te modele ma w szafie każda it-girl
Marcelina Zielnik