Wokół nowej odsłony „Nigdy w życiu!" narosło w ostatnich tygodniach naprawdę sporo emocji, a Joanna Jabłczyńska znalazła się w samym środku medialnej burzy. Aktorka, która nie wcieli się w rolę dorosłej Tosi, przyznała w „Dzień dobry TVN", że skala całego zamieszania zwyczajnie ją przerosła i że tuż przed wejściem do studia myślała o odwołaniu wizyty.
WIDEO…
Joanna Jabłczyńska chciała odwołać wizytę w DDTVN
Joanna Jabłczyńska nie ukrywała, że afera wokół kontynuacji "Nigdy w życiu!" bardzo zmęczyła ją psychicznie..
Po pierwsze, mam nadzieję, że to rzeczywiście jest zamknięcie, bo tu było bardzo dużo zwrotów akcji - powiedziała na początku rozmowy.
Chwilę później zdradziła, jak bardzo cała sprawa odbiła się na jej samopoczuciu.
Jestem ostatnio bardzo szczera, więc powiem, że chciałam odwołać dzisiejszą wizytę tutaj, bo jestem tym wymęczona psychicznie, fizycznie i ze wszystkich stron. Kompletnie się nie nadaję na takie historie i zupełnie nie to miałam na celu, żeby coś takiego rozhulać - stwierdziła.
Jabłczyńska podkreśliła jednak, że skoro zdecydowała się zabrać głos, musiała też zmierzyć się z konsekwencjami.
Jak już w to weszłam, to musiałam jakoś z tego wybrnąć, więc mam nadzieję, że to już koniec i cieszę się, że coś dobrego z tego wyszło - dodała.
Spór dotyczył obsady dorosłej Tosi w kontynuacji zatytułowanej „Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później". Jabłczyńska publicznie mówiła, że liczyła na powrót do roli, którą zagrała ponad dwie dekady temu, a produkcja przekazała, że rolę obsadzono w drodze castingu i ostatecznie przypadła ona Agnieszce Żulewskiej. Wokół różnych wersji tej samej historii szybko rozgorzała dyskusja w mediach.
Joanna Jabłczyńska zebrała ponad 425 tysięcy złotych dla fundacji
Jednym z najbardziej pozytywnych efektów całego zamieszania okazała się zbiórka, którą aktorka uruchomiła na rzecz Fundacji Rak'n'Roll. Jabłczyńska zdradziła w programie, że była to jej pierwsza tego typu inicjatywa i że na początku bardzo stresowała się, czy wszystko zrobiła prawidłowo.
Pierwszy raz zakładałam zbiórkę, robiłam to szybko i przyznam szczerze, że następnego dnia dzwoniłam do organizacji, która organizuje tę zbiórkę, czy na pewno wszystko dobrze zrobiłam, bo się bardzo stresowałam. To poszło tak szybko i w ogóle przerosło moje najśmielsze oczekiwania - opowiadała.
Skala odzewu okazała się dla niej ogromnym zaskoczeniem. Aktorka początkowo wyznaczyła cel na 50 tysięcy złotych, a już po niecałej dobie licznik zbiórki przekroczył ćwierć miliona. W kolejnych dniach kwota wzrosła do ponad 425 tysięcy złotych. Jabłczyńska zaznaczyła, że właśnie to wsparcie było jednym z powodów jej wizyty w studiu.
Postanowiłam tutaj przyjść, żeby podziękować za taki ogrom wsparcia, który dostałam i który teraz widać na tej zbiórce. I bardzo zachęcam do wzięcia w niej udziału - zaapelowała.
Joanna Jabłczyńska mówi, że nie chodziło o nią
Marcin Prokop zapytał aktorkę, czy z perspektywy czasu ponownie zdecydowałaby się opublikować nagranie, od którego rozpoczęło się całe zamieszanie. Odpowiedź była bardzo osobista. Jabłczyńska zaznaczyła, że w całej sytuacji nie chodziło wyłącznie o nią.
Nie chodzi mi o mnie. Mogę być skreślona w tej branży i nic mi to nie zrobi, bo ja sobie mieszkam 100 km poza Warszawą, mam swoje kury, mam swój ogród, mi tam dobrze. Mi wiele już w życiu nie potrzeba, mam ustabilizowaną sytuację finansową, zawodową i tak dalej - przekazała.
Na koniec aktorka wyraziła nadzieję, że z całej sprawy wyniknie coś więcej niż tylko rekordowa zbiórka.
Zostałam wychowana w taki sposób, żeby siedzieć cicho, żeby dziękować za to, co się ma, nie wychylać się i tak dalej. Mam nadzieję, że to się zmieni i po prostu ludzie będą potrafili walczyć o siebie, mówić po prostu prawdę i to, co czują też - podsumowała Joanna Jabłczyńska.
Zobacz także:
- Producent "Ja wam pokażę!" uderza w Grocholę i Jabłczyńską. "Mam na to dokumenty"
- Joanna Brodzik wprost o "Nigdy w życiu!". Nie kryła tego


















