Party Stories
Martyna Wojciechowska o dramatycznej diagnozie
Doda w zielonej marynarce
Agnieszka Woźniak Starak w białym t-shircie na konferencji Big Brothera
beata-kozidrak
„Hotel Paradise” Ata Postek rozstała się z partnerem, ale już ma nowego! Zdradziła, jak się poznali
Michał Kostrzewski i pozostali jurorzy You Can Dance
Justyna Steczkowska z fanami
Ida Nowakowska prowadzącą "You Can Dance"
Doda
Stella McCartney
ONS
Królowa wegańskiej mody

Stella McCartney: królowa naturalności

Przekrój przed karierę królowej mody

Na co dzień wygląda jak szara mysz. Bardzo zadbana szara mysz. Długie rudawe włosy, często potargane, okalają twarz bez cienia makijażu. Najchętniej chodzi w powyciąganych dżinsach, luźnych bluzach i męskich koszulach. Stella McCartney nie wygląda na swoje 42 lata – gdyby nie delikatne zmarszczki przy oczach, mogłaby uchodzić za studentkę. Jest weganką. W swoich projektach nie używa skór, futer ani niczego, co wiązałoby się z cierpieniem zwierząt. „Skórzana kurtka? Czułabym się jak zbryzgana krwią!”, mówi. I dlatego ubiera się wyłącznie we własne „ekologiczne” ubrania: od bielizny, przez buty, po płaszcz. Wyjątek robi dla kaloszy Hunter. Ale tu też wszystko zostaje w rodzinie: jej mąż od 11 lat, Alasdhair Willis, jest dyrektorem kreatywnym kultowej marki Hunter.

Nie jestem superwoman


Gdyby w świecie mody przyznawano nagrody z normalności, Stella miałaby ich całą półkę. Jakimś cudem przekonała świat, że mimo sławnej rodziny, bogatego ojca i przyjaźni z Madonną, Kate Moss i Gwyneth Paltrow, jest po prostu jedną z nas. Zapracowaną matką czwórki dzieci, próbującą pogodzić życie rodzinne z pracą. Czy to tylko mistrzowski PR? Niekoniecznie. McCartney nigdy nie ukrywała swojego uprzywilejowanego pochodzenia, majątku ani sukcesu. Nie przepraszała za znajomości w branży, które otwierały przed nią każde drzwi, nie kryła, że w opiece nad dziećmi – dwoma synami i dwiema córkami pomaga jej sztab niań i gosposia. Ale często podkreśla, że inaczej nie dałaby sobie rady. „Nie jestem superwoman! Mam wygodne życie, wspaniałą rodzinę i wymarzony dom na wsi, gdzie ładuję baterie. Staram się być naraz w kilku miejscach: poświęcić czas dzieciom, mężowi, firmie, przyjaciołom. Czasem balansuję na krawędzi: byłam gospodynią dorocznej gali w nowojorskim Metropolitan Museum zaledwie cztery miesiące po tym, jak urodziłam najmłodszą córkę, Reiley. Kompletne szaleństwo, ale Annie Wintour się nie odmawia. Staliśmy z Colinem Firthem na szczycie schodów i witaliśmy gości. Byłam tak zmęczona i zdenerwowana, że co chwila wymykaliśmy się za kurtynę, żeby napić się wódki. Po kilku godzinach pognałam w sukni balowej na lotnisko i poleciałam do domu, do Londynu, zmieniać pieluchy”, opowiadała w wywiadzie dla „Financial Times”. „Czy przyszło mi do głowy, żeby się nad sobą rozczulać? To chyba żart? Wiem, że jestem szczęściarą, która zapracowała na swoje szczęście. Doceniam każdy dzień, każdą chwilę. Tego nauczyła mnie mama”.

W imię matki


Stella nigdy nie kryła, że na jej filozofię życiową i styl jej projektów największy wpływ miała matka, Linda. Amerykańska fotografka, propagatorka wegetarianizmu i aktywistka w walce o prawa zwierząt, starała się, aby sława Paula McCartneya jak najmniej wpływała na dorastanie ich czwórki dzieci. McCartneyowie po wyprowadzce z Londynu zamieszkali najpierw na kompletnym odludziu w Szkocji, aby przenieść się na farmę w hrabstwie Sussex. Stella i dwójka jej rodzeństwa chodzili do zwykłej gminnej szkoły. „Rozumiem jej decyzję: chciała, żebyśmy wiedzieli, jak wygląda prawdziwe życie. Z jednej strony nasze dzieciństwo było sielanką na cudownej farmie, z drugiej – jeździliśmy z tatą w trasy koncertowe po świecie, gdzie grał na stadionach dla 200 tysięcy ludzi. Niezły kontrast. A potem wracaliśmy do szkoły, gdzie dzieciaki z pobliskiego osiedla komunalnego bynajmniej nas nie oszczędzały. To była szkoła przetrwania: nauczyłam się walczyć o swoje. Po roku nie śmiały się już z kanapek z tofu, które przynosiłam na lunch, nikt nie dziwił się, że jesteśmy wegetarianami, choć na początku uznawano to za hippisowskie dziwactwo. Nauczyłam się być inna, ale nie było łatwo”.

Tym bardziej, że Linda, jak na tamte czasy, była niekonwencjonalną matką. Jej wizyty na szkolnych wywiadówkach były sensacją: nie z powodu jej słynnego męża, ale tego, jak się ubierała i jakie głosiła poglądy. „Mama pokazała mi, jak być kobietą. Podziwiałam ją za jej styl, odwagę, pewność siebie. To bywało trudne. Kiedy byłam mała, mnóstwo ludzi się z niej śmiało: ubierała się ekstrawagancko, sama obcinała sobie włosy i nigdy się nie malowała. A ja nigdy wcześniej i później nie widziałam kobiety o jej pozycji, żony międzynarodowego gwiazdora, która miałaby odwagę wystąpić publicznie bez makijażu. Sama bym się na to nie odważyła!”, opowiadała dziennikarce

„The Guardian”. „Matka była pionierką. W czasach, kiedy w Wielkiej Brytanii mało kto słyszał o diecie bezmięsnej, ona napisała kilka świetnych wegetariańskich książek kucharskich i założyła firmę produkującą jarskie posiłki. Jej swoboda, wewnętrzna wolność i przekonanie o własnej wartości – chcę wierzyć, że to cechy, które mają kobiety kupujące dziś moje ubrania. Mówię na nie »Stella women«”.

 

Linda zmarła na raka piersi, kiedy Stella miała 27 lat. Jej córka rok wcześniej objęła stanowisko dyrektor artystycznej paryskiego domu mody Chloé. To właśnie śmierć ukochanej matki sprawiła, że zaczęła poważnie zastanawiać się nad dalszą karierą. Czy naprawdę ma ochotę użyczać własnego nazwiska firmom, które działają wbrew wpojonym jej przez Lindę etycznym zasadom? Czy może powinna postawić wszystko na jedną kartę i, tak jak matka, zostać pionierką nowego trendu?

Na własny rachunek


Już jako 16-latka odbyła pierwszy staż w domu mody Christiana Lacroix, a przez lata nauki w college’u praktykowała u słynnego krawca męskiego z Savile Row, Edwarda Sextona. Ale McCartney jako nowa dyrektor artystyczna Chloé? To żart? Pomogły jej znajomości? – spekulowały media, gdy paryski dom mody zatrudnił ją na tym stanowisku. Odchodzący z niego Karl Lagerfeld nie krył rozczarowania wyborem swojej następczyni. „Chloé powinna zatrudnić duże nazwisko. Tak zrobili, ale to nazwisko ze świata muzyki, a nie mody. Miejmy nadzieję, że jest tak utalentowana, jak jej ojciec”. Zaledwie 26-letnia Stella przeprowadziła się do Paryża, a wkrótce Chloé zaczęła produkować najgorętsze ciuchy sezonu. Romantyczne, inspirowane modą ulicy, przyciągnęły młode pokolenie fanek. Ale Stella chciała tworzyć pod własną marką, w zgodzie ze swoją życiową filozofią. Rozpoczęła twarde negocjacje z modowym magnatem, grupą Gucci. „Musiałam mieć kontrolę nad nazwiskiem McCartney”, mówiła w „Financial Times”. Pierwsza kolekcja była klapą. Drugą przyjęto nieco lepiej. Kolejna zyskała przychylność krytyków. „Zrozumiałam, że mogę projektować tylko takie rzeczy, do których mam całkowitą pewność. Nie próbuję się nikomu przypodobać, być na siłę ekstrawagancka. Spokój, skupienie i przede wszystkim wierność moim przekonaniom – to działa najlepiej. Jak w szwalni na Savile Row. I jak zawsze robiła moja matka”.

Luksusowa rewolucja


Mogłaby zarabiać rocznie 20 milionów funtów, sprzedawać pięć razy więcej luksusowych ubrań, opleść cały świat siecią swoich sklepów. Nie chce. Woli pozostać wierna swoim przekonaniom: w biznesie luksusowej mody, opartym na torebkach i butach, ona nie używa skór, futer ani klejów pochodzenia zwierzęcego. Tkaniny do jej kolekcji pozyskiwane są z ekologicznych upraw i hodowli, produkowane w godnych warunkach, farbowane z użyciem barwników niezanieczyszczających środowiska. Dopiero z nich powstają kobiece, wygodne, oryginalne stroje najlepszej jakości.

„Wychowałam się na organicznej farmie, jako wegetarianka, więc nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby ubrania z moim nazwiskiem na metce miały coś wspólnego z cierpieniem zwierząt”, mówiła. „A jeśli kogoś nie interesuje ten aspekt, to dodam, że 50 milionów zwierząt zabija się rocznie na potrzeby przemysłu modowego. Woda i zboże zużyte do ich hodowli mogłyby wykarmić ludzi, ale my wolimy robić ze zwierząt akcesoria. Jasne, że prowadzenie biznesu opartego na wegańskich zasadach jest upiornie trudne. Na szczęście lubię wyzwania”.

Tych jej nie brakuje. Każde ogniwo procesu produkcji jej projektów jest dokładnie badane. Specjalne studio testuje nowe tkaniny, kleje i farby, współpracuje z naukowcami. „To kosztuje majątek, ale różnicę w cenie pokrywam ja, a nie moje klientki”.

Bez makijażu


To dzięki matce jedną z pasji Stelli jest jazda konna – na farmie w Sussex mieli całą menażerię, a wszystkie dzieci McCartneyów dorastały w siodle. „Mama wpoiła nam, że sport jest naturalną częścią życia. Od wielu lat projektuję kolekcje sportowe dla Adidasa”. Przed olimpiadą w Londynie zmierzyła się z największym do tej pory wyzwaniem: przez trzy lata projektowała i szyła stroje dla wszystkich brytyjskich zawodników – 541 osób, w tym paraolimpijczyków. „Na pierwszym spotkaniu zawsze pytałam: »Powiedz mi, jaki jest strój twoich marzeń?« A oni mówili najpierw: »Zrób tak, żebyśmy wyglądali cool«”.


Za swoją pracę dostała w zeszłym roku od królowej Elżbiety II Order Imperium Brytyjskiego (OBE). „Byłam nieprzytomna ze zdenerwowania. Królowa podeszła do mnie, podała mi rękę i powiedziała: »Wygląda na to, że jest pani bardzo zajęta«”. Ja, zaskoczona, wystękałam tylko: »Nie tak zapracowana, jak Wasza Wysokość…«”. Potem dowiedziałam się, że ona zawsze tak mówi do ludzi, kiedy nie wie, kim są. A mnie łatwo minąć na ulicy, jestem niepozorna, mam twarz jak tysiące innych…”.


Ale to właśnie ta zwyczajność i luz powodują, że tysiące kobiet na świecie chcą być takie jak ona. Wierne klientki, kupujące jej ubrania i perfumy, kupują wraz z nimi część roztaczanego przez Stellę czaru. Kobiecej siły, naturalności, wdzięku, pewności siebie. Bez makijażu.

Tekst: Zuzanna O’Brien

Newsy
Maciej Zakościelny jako czarny charakter
Najpiękniejszy VIVY! 2006 marzy, by zagrać człowieka o skomplikowanej, trudnej osobowości. „Bo nawet czarny charakter może być piękny, jeśli został przedstawiony prawdziwie”, mówi w rozmowie z VIVĄ! Spełniamy marzenie Maćka. Tylko u nas Zakościelny wciela się w bohaterów swoich ulubionych filmów.

Zakościelny od początku szkoły teatralnej zapowiadał się na gwiazdę – mówi jedna z jego koleżanek z roku. Przystojny, wysportowany, poukładany. Błyskawicznie zaczął grać w serialach: „Plebania”, „Na dobre i na złe”, „Samo życie” i dość szybko jego sprawami zaczął zajmować się profesjonalny agent. „My od rana do nocy przesiadywaliśmy w szkole, marzyliśmy o epizodach, a on tylko zmieniał taksówki, by zdążyć na kolejne spotkanie czy plan”, dodaje. „Zakościelny? Ambitny, zdeterminowany na sukces, pracowity”, mówi, nie ukrywając podziwu, inny kolega. „Pamiętam, jak przyszedł do nas na wykłady Krzysztof Kolberger. Opowiadał nam mnóstwo o aktorstwie, o tym, co jest najważniejsze. Na koniec dodał, żebyśmy dbali o ciało, żebyśmy się nie rozleniwili, bo nasze ciała to nasz warsztat. Po tym wykładzie Maciek jako jedyny natychmiast zapisał się na siłownię”. Do dwóch razy sztuka Do szkoły aktorskiej dostał się dopiero za drugim razem. Miał predyspozycje, ale jeden z profesorów poradził mu, że powinien kilka rzeczy poprawić – zlikwidować regionalny akcent, popracować nad dykcją. Sam aktor wspomina tamten czas z dystansem: „Mówiłem wtedy »wziąść« zamiast »wziąć«, »włanczać« zamiast »włączać«”. Przez rok miał ćwiczyć dykcję i zlikwidować regionalny akcent. Zgłosił się do Ewy Różbickiej, emerytowanej nauczycielki aktorstwa, która przygotowywała wcześniej do egzaminów Artura Żmijewskiego i Michała Żebrowskiego. Wyczuwała każdy fałsz, każde potknięcie. Przygotowała go perfekcyjnie. W komisji zasiadał Jan Englert. „Gdy podczas egzaminu dowiedział się, że trenowałem karate – wspomina Maciek – zaproponował mi, żebym powiedział przygotowany...

<a href="http://www.mediumphoto.com.pl/" target=_blank">Medium</a>
Newsy
Anorektyczne modelki - Kalorie i hipokryzja
W największych stolicach świata dobiegły końca pokazy mody prêt-à-porter. Ale zamiast o tendencjach na lato, wszyscy mówią o jednym: czy należy wydać zakaz chodzenia po wybiegach ekstremalnie chudym modelkom?

Nazywała się Luisel Ramos. Miała 22 lata i pochodziła z Urugwaju. Ponad metr siedemdziesiąt wzrostu, długie blond włosy i zielone oczy. Kiedy została modelką, agencja roztaczała przed nią wizję międzynarodowej kariery. Musiała tylko schudnąć kilka kilogramów. Luisel chciała zrealizować marzenie z dzieciństwa. Pojechać do Nowego Jorku, pozować największym fotografom, być jak Kate Moss. Przez ponad miesiąc przestrzegała drakońskiej diety – cola light, jabłko, kilka liści sałaty. Przez dwa następne prawie nie jadła. Schudła z 62 do 50 kilogramów, osiągnęła pożądany w świecie mody rozmiar zero. Dzięki temu dostała pracę podczas urugwajskiego tygodnia mody w Montevideo. W trakcie pokazu, wracając z wybiegu do garderoby, nagle upadła. Inne dziewczyny, przyzwyczajone do takich scen, wezwały pomoc dopiero po kilkunastu minutach. Kiedy przyjechał ambulans, już nie żyła. Jej serce nie wytrzymało wysiłku i niedożywienia. Zmarła na zawał. Za kulisami W dniu castingu w atelier kreatora Jeana-Charles’a de Castelbajaca przygotowaniom do pokazu asystuje kamera francuskiej telewizji M6. „Szukam bardzo smukłych dziewcząt o cienkich pęcinach i przegubach. Tego wymaga moja tegoroczna kolekcja”, nie kryje swoich wymagań Castelbajac. W korytarzu, w garderobie, na schodach – wszędzie siedzą modelki i wszystkie wyglądają podobnie. Są bardzo wysokie i bardzo chude. 16-letnia Francoise, zapytana przez dziennikarza, czy stosuje dietę, odpowiada: „Ależ skąd, po prostu taka jestem z natury”. Po chwili przyznaje, że na śniadanie wypiła tylko kawę. Projektantowi nie przeszkadza, że na jego pokazach defilują „szkielety”. „W latach 80. i 90. modelki miały bardziej kobiece kształty, piersi, pośladki, biodra. To się zmieniło, bo teraz obowiązuje model androgyniczny. W pokazach chodzą coraz młodsze dziewczyny, prawie dzieci,...

Newsy
Stefano Terrazzino: "Osiądę gdzieś na Sycylii z liczną rodziną"
Historia poczęcia Stefano Terrazzino jest tak romantyczna, że słowa same układają się w wiersze... Rodzina Terrazzino i rodzina Giglio sąsiadowały ze sobą od lat. On, Antonio, był przystojnym młodzieńcem o czarnych oczach, ona – Giovanna – śliczną dziewczyną. Antonio spacerował pod oknami Giovanny całymi godzinami, ona zakochana pąsowiała na jego widok.

Miłość ta mogłaby latami zostać niespełniona, bo dziewczyna miała zaledwie 16 lat, ale szczęśliwie ciotka Pippina dyskretnie zostawiła kochankom klucze do swego domu i wyszła na długi spacer. „Kiedyś rodzice pokazali mi ten dom, miejsce, w którym zostałem poczęty”, opowiada Stefano. „Oczywiście w tamtych latach ciąża u 16-letniej dziewczyny, bez ślubu, była czymś karygodnym. Dziadkowie uradzili, że młodzi muszą się pobrać, i to natychmiast”, opowiada. Kilka miesięcy później młodzi państwo Terrazzino wyemigrowali do Niemiec. Osiedli w Mannheim, gdzie już czekała część rodziny, i tam urodził się Stefano. Jednak tancerz zapewnia: „Chociaż wychowałem się w Niemczech, każdego roku jeździłem do rodziny na Sycylię, spędzałem tam długie miesiące, żyjąc wesołym, głośnym włoskim życiem”. Rodzice Stefano pochodzili z ubogich rodzin. Jego mama musiała zajmować się swoim młodszym rodzeństwem, ponieważ jej matka nigdy nie doszła do siebie po stracie trójki dzieci. Ojciec jako dziecko pracował w polu, zdarzało mu się spać w stajni ze zwierzętami. Może dlatego starali się swojemu ukochanemu synkowi zapewnić dobre życie. Lepsze niż to, które było ich udziałem. Stefano kontra Alessandro Terrazzino wciąż się uśmiecha. Opowiada z rozanieleniem o włoskiej kuchni, którą uwielbia, tym bardziej że jego tata jest kucharzem, a także o swojej licznej rodzinie. Stefano ma dwóch młodszych braci – Vincenza i Marco. Śmieje się, że wcale nie chciał mieć takiego „starodawnego” imienia. Niestety, jego włoska rodzina zmusiła rodziców, by – zgodnie z tradycją – pierwszemu wnukowi nadać imię po dziadku. „Mama wolała Alessandro. Ja też wolałbym Alessandro, ale rodzina taty uparła się, że wnuk będzie Stefano. Przyjechali do szpitala i urządzili awanturę we włoskim...

Nasze akcje
Delia My Cream
Styl życia

Krem idealnie dopasowany? Zrób go sama, z Delią to łatwe!

Partner
Macchia marki Tubądzin - wystrój we włoskim stylu
Styl życia

Mieszkanie inspirowane słoneczną Italią. Styl, który pokochały gwiazdy!

Partner
lenor-fresh-air-efect
Fleszstyle

Jak urządzić wnętrze, by zawsze zachwycało świeżością?

Partner
dax-cashmere-podklad-moon-blink
Fleszstyle

Klaudia El Dursi i Marcelina Zawadzka pokochały ten drogeryjny podkład i bazy pod makijaż!

Partner
Motorola moto g100
Styl życia

Uwielbiasz spędzać czas z przyjaciółmi? Wiemy, co zrobić, żeby te spotkania dawały ci jeszcze więcej radości!

Partner