Rinke Rooyens
KAPIF

Robienie programów dla telewizji już mu nie wystarcza. Właśnie został menedżerem Edyty Górniak. Nikt tak jak Rinke Rooyens (39) nie zna show-biznesu „od podszewki”. Jest synem  reżysera i aktorki, był mężem piosenkarki. Dwanaście lat temu przyjechał do Polski, aby reżyserować program dla TVN „To było grane!”. Na planie poznał Kayah, z którą ma syna Rocha. To dla nich został w Polsce. Dziś zarządza dużą firmą Rochstar produkującą telewizyjne hity. Odniósł sukces, bo uważa, że nie ma pomysłu, którego nie da się zrealizować. Teraz, po przegranej Leo Beenhakkera, Rinke stał się jedynym Holendrem, który umie uszczęśliwić Polaków.

– Jest kilka mitów o Holendrach…
Rinke Rooyens:
Zaczynaj!

– Pierwszy, że są oszczędni, żeby nie powiedzieć skąpi.
Rinke Rooyens:
Nie jestem typowym Holendrem, bo nie urodziłem się jako syn mleczarza, ale wychowałem w świecie artystycznym, w którym wszystko było możliwe.

– Drugi: Holendrzy, którzy skolonizowali pół świata, są z natury aroganccy. Myślą, że mogą wszystko.
Rinke Rooyens:
To prawda. Tylko że ja nie traktuję Polski jak kolonii. Po prostu przyjechałem tutaj we właściwym momencie. Rynek mediów rozwijał się wtedy w tempie ekspresowym i ja do tego ekspresu wskoczyłem. No i zakochałem się w Kasi, a potem urodził się Roch.

– Trzeci: Holendrzy szukają żon w krajach katolickich, gdzie czeka się w domu na męża z zupą.
Rinke Rooyens:
Jaka Polka gotuje pomidorową z ryżem w ciągu dnia? Przecież w tym czasie pracuje! To są bajki. Jak chcesz żyć w bajce, to sam musisz sobie ją stworzyć.

– Holendrzy podobno nie mają nic do ukrycia, dlatego nie wieszają firanek w oknach.
Rinke Rooyens:
To prawda.

– A co mają Polacy w oknach?
Rinke Rooyens:
Kraty. I okna są za małe.

– Czy bardziej tęsknisz za Holandią, będąc w Polsce, czy za Polską, kiedy jesteś w Holandii?
Rinke Rooyens:
Kiedy ląduję na Okęciu, to czuję się jak w domu. Ja już jestem Polish. W Holandii nic mnie nie trzyma. Tutaj jest moja firma i mój Roch. Ostatnie pięć lat wynajmowałem dom na Ibizie, ale kończę z tym, bo odkryłem Narew. Wspaniałe miejsce, podobne do tego, w którym mieszkałem kiedyś z ojcem. Spokój i cisza.

– Co wiedziałeś o Polsce, kiedy jechałeś do niej 12 lat temu?
Rinke Rooyens:
Wałęsa. Ghandi tamtych czasów. I żelazna kurtyna, co nigdy opaść nie miała, a jednak opadła. W 1984 roku miałem 13 lat i zrobiłem gazetkę o Polsce. To była jedyna praca domowa, jaką w życiu odrobiłem. W szkole byłem leniwy i nauka mało mnie interesowała. Popatrz! (Rinke podaje mi kilka stron zapisanych koślawym pismem, z doklejonymi wycinkami zdjęć z gazet z tamtych czasów, a na nich Wałęsa, papież i znak Solidarność – przyp. red.). Widzisz, tutaj flaga polska jest odwrotnie, bo czerwono-biała, a tego tira pakowałem z kolegami. To były dary dla Polski: jedzenie i ubrania.

– Twoje pierwsze słowa wypowiedziane po polsku to...
Rinke Rooyens:
Gwóźdź i młotek. Polskiego nauczyłem się od górali, którzy budowali dom dla Kasi. Wcześniej próbowałem robić kurs językowy, ale nic z tego nie wychodziło. Ja jestem praktyk. Nauka z książki mi nie idzie.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>

Więcej na temat Rinke Rooyens