Polski biznes stracił jedną z najbardziej charakterystycznych postaci ostatnich trzech dekad. Marek Mikuśkiewicz, który zbudował sieć supermarketów MarcPol i figurował kiedyś na liście najzamożniejszych Polaków, odszedł 20 lipca 2026 roku, mając 76 lat. O jego śmierci dowiedzieliśmy się jednak z dużym opóźnieniem, bo dopiero po dwóch miesiącach potwierdziła ją redakcja „Forbes Polska", która rozmawiała z wdową po biznesmenie.
WIDEO…
Marek Mikuśkiewicz zmarł w lipcu w wieku 76 lat
Według ustaleń „Forbes Polska" śmierć nastąpiła 20 lipca, a tydzień później, 27 lipca, odbył się pogrzeb. Fakt ten dziennikarzom potwierdziła wdowa. Bliscy nie ujawnili, co było przyczyną zgonu.
Właśnie ta dwumiesięczna zwłoka sprawiła, że odejście człowieka, którego nazwisko kojarzono z całą epoką rodzimej przedsiębiorczości, przez wiele tygodni umknęło opinii publicznej. Mikuśkiewicz latami nie schodził z pierwszych stron gazet, początkowo jako ikona biznesowego sukcesu lat 90., a z czasem jako bohater kolejnych procesów i prokuratorskich postępowań.
Marek Mikuśkiewicz zbudował imperium MarcPol od bazaru Różyckiego
Wszystko zaczęło się w latach 80. na warszawskim bazarze Różyckiego, gdzie młody wówczas handlowiec stawiał pierwsze kroki. Z tego skromnego początku wyrosła później rozciągnięta na cały kraj sieć supermarketów MarcPol, założona w 1988 roku, która na długo wpisała się w krajobraz polskiego handlu.
Apogeum przyszło w 2010 roku, gdy jego fortunę oszacowano na 3,9 miliarda złotych, co dało mu miejsce w czołówce zestawienia najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost". Rozrastające się imperium ciągnęło jednak za sobą coraz odważniejsze i coraz bardziej wątpliwe interesy.
Napór krajowej i zagranicznej konkurencji stopniowo spychał MarcPol na margines rynku. W 2016 roku doszło do ogłoszenia upadłości, a po firmie zostało ponad 215 milionów złotych niespłaconych długów i mniej więcej 700 wierzycieli.
Choć wcześniej otwierał rankingi majątkowe, w obliczu komorników i prokuratorów zapewniał, że nie ma nic. „Nic nie mam i nic mi nie udowodnicie" — te słowa miały padać z jego ust, gdy śledczy próbowali rozliczyć jego finanse.
Jego nazwisko regularnie przewijało się w kontekście procesów cywilnych, egzekucji komorniczych i dochodzeń dotyczących m.in. działania na szkodę wierzycieli, oszustw czy podejrzanych operacji na majątku. W 2021 roku trafił w ręce służb w sprawie strat sięgających 30 milionów złotych, związanych z budową galerii handlowej w podwarszawskiej Podkowie Leśnej. Zaledwie rok później znów go zatrzymano, tym razem stawiając zarzuty popełnienia aż 19 przestępstw.
Zobacz także:
Robert żegna Adriana Szymaniaka ze „ŚOPW”. Opublikował mnóstwo zdjęć. „Dzięki za to, że...”
To u niej mieszkała żona Szymaniaka, gdy Adrian był w szpitalu. Pomagała jej, teraz przerwała ciszę


















