Kamil Stoch
Viva 2013

Kamil Stoch na okładce "Vivy!". Jak wyglądała jego droga na szczyt?

Kamil Stoch
Viva 2013

Złamana stopa to nie wszystko. Dwa tygodnie wcześniej na zgrupowaniu przed igrzyskami odmroziła sobie palce nóg. Musiała ściągać paznokcie. Stawy też coraz bardziej bolą. Po przyjeździe do Soczi, idąc po schodach, obtarła jeszcze ścięgno Achillesa. Jednak im trudniej, tym lepiej dla Justyny. Tak już ma. W czwartek, 13 lutego, staje na starcie. Zrób swoje – myśli w duchu. Albo od razu pójdziesz na maksa, albo już się z tego nie wygrzebiesz. Bez kompromisów. Po pierwszych pięciu kilometrach biegu ma już dość. Śnieg jest ciężki. Słońce ostre. A zostało jeszcze drugie tyle. Na ostatnich fragmentach trasy maszeruje. Nie może wprowadzić nart w ślizg. Przekłada tylko nogami. Wbija kijki w śnieg niczym dwa topory. Korpus pracuje bez przerwy: góra, dół, góra, dół. Dwadzieścia siedem minut i kolejno doliczane sekundy. Meta już blisko. Na stadionie w Soczi wzmaga się wrzawa. Ostatnie metry, milimetry.

Za to dwa tysiące kilometrów stąd, w Kasinie Wielkiej, rodzina Justyny śledzi w napięciu każdy jej ruch. Oglądają relację w domu na trzech telewizorach. Kilkaset metrów od nich, w miejscowym domu strażaka, wójt gminy i mieszkańcy Kasiny Wielkiej skandują: „Ju-sty-na, Ju-sty-na, Ju-sty-na…”. W oddalonym o niecałe trzy kilometry od nich barze U Rafała fanklub Kowalczyk zwiera szyki: „Ale za to dziesiątka, ale za to dziesiątka będzie dla nas!”. Zgiełk. Gwizdki. Trąbki. Biało-czerwone flagi łopoczą. Nagrywa ich TVN24. Wszystko idzie na żywo. Jest! Jest! Jest złoto! 28 minut 17,8 sekundy! Duma. Wzruszenie. Komentator sportowy Polskiego Radia Tomasz Zimoch wychodzi z siebie: „Jesteś zagadką, jesteś szaradą (…) rozbujajmy wszystkie dzwony w kraju, niech proboszczowie także oprócz na Anioł Pański dzwonią o dwunastej, że Justyna zdobyła złoty medal (…) jest cudowna, jest tulipanem, pobiegła dzisiaj w czerwonym kombinezonie, a tulipan bez słońca no to tak, jakby makowiec bez maku, a dzisiaj Justyna Kowalczyk pokazała, że makowiec był z makiem, a i ten tulipan miał dużo żaru i promieni słonecznych, miał dużo ognia w sercu naszej królowej śniegu”. Ona tego nie słyszy. Leży na śniegu. Płacze. Gdyby nie była pewna, że wygra, nie wystartowałaby. Tak mówi jej rodzina.

Krok za kroczkiem
Życie na wsi hartuje. Kasina Wielka leży przy drodze krajowej numer 28, prowadzącej z Rabki-Zdroju do Nowego Sącza. Tutaj po lekcjach nie chodziło się do koleżanek. Nie było na to czasu. Trzeba było pomagać rodzicom w polu. „Myśmy nieraz podziwiali Justynkę, że choć taka mała, to już snopki ze zbożem przerzuca, jak niejedna dorosła”, mówi Bolesław Żaba, jej sąsiad, sołtys Kasiny i wójt gminy Mszana Dolna. Miała krzepę. Tylko skąd? Urodziła się przecież wątła i bardzo chorowita. Pierwsze godziny jej życia w styczniu 1983 były decydujące. To była zagrożona, czwarta już ciąża matki. „Z tego to chyba nic nie będzie”, mówili lekarze. Justyna została dłużej w szpitalu niż inne noworodki. Po powrocie do domu nad maleńką ciągle ktoś czuwał. Co minutę jedno z rodziców wkładało palec do wody z solą i karmiło ją kropelka po kropelce, żeby się nie odwodniła. W nowo wybudowanym, murowanym już domu nad rzeczką Kasinką szybko wyremontowano parter do zamieszkania. Było ich już w sumie sześcioro: mama, tata i starsze rodzeństwo: brat Tomek, siostry – Wioletta i Ilona. Kiedy Justyna skończyła cztery latka, była już silna. Drogę z domu do schroniska na Śnieżnicy, gdzie pracował tata, pokonywali razem w 40 minut. „Gdzie jesteś, Justysiu?”, pytał tata, oglądając się za siebie. „Idę, idę”, mówiła i stąpała kroczek za kroczkiem. Mieli do przebycia około czterech kilometrów. Najpierw półtora na piechotę pod wyciąg, potem kilometr w górę wyciągiem i znowu półtora kilometra na nogach do samego schroniska. Justyna wolała to chodzenie od chodzenia do przedszkola.
„Musieli trzymać ją pod kluczem, bo uciekała”, wspominała jej mama, która pracowała w tym samym budynku co przedszkole, ale w podstawówce, jako nauczycielka języka polskiego. Z domu rodzinnego w przysiółku Brzegi do budynku przedszkola i szkoły trzeba było przejść tylko przez mostek i drogę, która dzieli wieś na dwie części. Blisko. Jakieś 160, może 170 dziecięcych kroków.

Więcej na temat Kamil Stoch
Przeładuj

Jak Paula Tumala zareagowała na wieść o ciąży bliźniaczej? Taka reakcja to zupełna normalność!

zobacz 01:36