Małgorzata Maier szczerze o Big Brotherze
ONS

Od Big Brothera minęło 13 lat. Finalistka dopiero teraz zdradza kulisy

Małgorzata Maier szczerze o Big Brotherze
ONS

W dzisiejszych czasach programy reality-show powstają jak grzyby po deszczu. Obecnie w Polsce prym wiedzie "Warsaw Shore", którego uczestnicy zyskali prawdziwą popularność i w mgnieniu oka trafili na czołówki nawet najbardziej opiniotwórczych mediów. Największą rozpoznawalnością cieszą się oczywiście Trybson i Eliza, którzy niedawno zostali rodzicami. Przypomnijmy: Trybson i Eliza w romantycznej sesji tuż przed porodem

Prekursorem w tego typu programach niewątpliwie był "Big Brother", który 13 lat temu gromadził przed telewizorami ponad 9 milionów widzów. Cała Polska żyła tym, co działo się w domu Wielkiego Brata. Chociaż po opuszczeniu show prawie każdy zrobił jakąś karierę, to z czasem o większości uczestników słuch zaginął. A z czym wiązał się występ w programie? Dopiero po latach możemy dowiedzieć się z czym wiązało się podpisanie umowy.

Małgorzata Meier, która znalazła się w finałowej trójce pierwszego "Big Brothera", w wywiadzie dla Onet.pl opowiedziała o tym jak manipulowano sytuacjami:

W serialu nie mogły grać same pozytywne postaci, bo byłoby nudne i nieciekawe dla widzów. Kreowano więc czarne charaktery. Mam w zwyczaju, że gdy coś mi się nie podoba, to mówię o tym głośno. Tym samym stałam się idealnym materiałem na bohaterkę na wskroś negatywną. Prawdziwa jędza. To straszne, jak mnie pokazano. Pokazano? Nie, pokazano dobrze, oceniono źle. Chciało mi się śmiać, gdy oglądałam później fragment, jak Martyna Wojciechowska, która była głosem lektora, mówiła: "Małgorzata znowu obgaduje Alicję". Pamiętam to jak dziś! 

 

Maier zdradza również, że wszyscy bardzo się lubili i że czuli się jak lalki na sznurkach:

"Big Brother" to był serial. Wszyscy się bardzo lubiliśmy i zżyliśmy się ze sobą. Baliśmy się wychodzić z programu, bo to, co czekało nas na zewnątrz, było jedną wielką niewiadomą. Mimo tego byliśmy niczym lalki na sznurkach, dyrygowano nami, a my pokornie tańczyliśmy, jak nam zagrano.
 

Jednak nie to było najgorsze. Najtrudniej było po wyjściu z programu: 

Nie mogliśmy wrócić do dotychczasowej pracy. Nie dlatego, że nam sodówka uderzyła do głowy, tylko dlatego, że gdziekolwiek się nie pokazaliśmy, zbierało się zbiegowisko i nie dało się normalnie pracować.
 

Małgorzata Maier próbowała swoich sił w telewizji, ale na dłuższą metę nic z tego nie wyszło. Teraz zajmuje się projektowaniem ubrań, stylizowaniem m.in. Iwony Węgrowskiej oraz PR-em.

Zobacz: Co słychać u bohaterów "Big Brothera"? Nie brakuje smutnych historii
 




 

Tak wyglądają finaliści "Big Brothera" po latach:

Przeładuj

Mikołaj z "Love Island" zdradził, że ma wiele propozycji od nieznajomych kobiet. Jak zareagowała Sylwia?

zobacz 01:27