Choć od pożegnania Joanny Kołaczkowskiej minęło już ponad rok, jej obecność wciąż jest odczuwalna w środowisku kabaretowym. W wywiadzie dla magazynu „Twój Styl” Dariusz Kamys, przyjaciel i szwagier komiczki, opowiedział o niezwykłym porozumieniu, które łączyło członków Kabaretu Hrabi. Grupa umówiła się bowiem, co zrobi, gdyby zabrakło kogoś z zespołu, a wszystko postanowiono jeszcze wtedy, gdy Aśka była wśród nich.
WIDEO…
Dariusz Kamys ujawnia pakt Kabaretu Hrabi po śmierci Aśki
Joanna Kołaczkowska odeszła 17 lipca 2025 roku, mając 59 lat. Przegrała walkę z nowotworem mózgu, a wiadomość o jej śmierci przekazał Kabaret Hrabi, w którym była jedną z najważniejszych postaci nieprzerwanie od 2002 roku. Od tego czasu upłynęło już kilkanaście miesięcy, ale ani widzowie, ani koledzy po fachu nie pogodzili się do końca z tą stratą.
Jak wspomina Kamys, artystka lubiła zadawać trudne, wręcz filozoficzne pytania i zależało jej na tym, by zawczasu poukładać sprawy związane z tym, co nastąpi po jej odejściu. To właśnie podczas takich rozmów narodziło się porozumienie, które zespół potraktował z pełną powagą.
Często rozmawialiśmy na poważne tematy, ona je wywoływała. 'Co by było, gdyby któreś z nas odeszło?'. I dochodziliśmy do wniosku, że ci, którzy zostają, pracują dalej. Kabaret to nasze życie. Mieliśmy to wyjaśnione. I ustalone, że osobie, która odeszła, przez rok płacimy gażę, jakby dalej była z nami. Wspomagając rodzinę. Tak jest. Przyrzeczenia zawsze traktowaliśmy serio
Komik zaznaczył, że Kołaczkowska nawet w obliczu ciężkiej choroby troszczyła się głównie o bliskich i kolegów.
"Jestem przekonany, że to, co robimy, cieszy ją. (...) Martwiła się, co z nami będzie. Myślę, że już się nie martwi
Dariusz Kamys wspomina wyjątkową więź z Joanną Kołaczkowską
Ich relacja wykraczała daleko poza wspólne występy. Kamys jest szwagrem artystki, bo poślubił jej siostrę Agnieszkę, a lata przyjaźni sprawiły, że łączyła ich niezwykle silna więź. W rozmowie nie ukrywał, jak dotkliwie odczuwa brak koleżanki.
Po żonie była drugą kobietą, z którą spędzałem najwięcej czasu. Brakuje mi naszych rozmów w samochodach, garderobie… Jej śmiechu. Życzliwości. Aśka pierwsza kupiła ode mnie obraz. Wiadomo - szwagierka, koleżanka z pracy, ale szanowałem ją także jako artystkę. Fakt, że to, co robię, jej się podoba, był dla mnie nobilitujący i dawał wiatr w żagle
Obecnie ma poczucie, że artystka wciąż nad nim czuwa.
Mam wrażenie, że ułamek jej talentu scenicznego spłynął na mnie. Jakby obdarowała mnie cząstką swojej mocy. Bo wychodzę na scenę i czuję spokój, a na spokojnie robi się rzeczy dobre, nieprzypadkowe
Dziś Kabaret Hrabi gra z Wojciechem Kamińskim, kojarzonym z Kabaretu Jurki, choć w zespole panuje przekonanie, że luki po Aśce nie sposób zapełnić.
Zobacz także:
To u niej mieszkała żona Szymaniaka, gdy Adrian był w szpitalu. Pomagała jej, teraz przerwała ciszę
Robert żegna Adriana Szymaniaka ze „ŚOPW”. Opublikował mnóstwo zdjęć. „Dzięki za to, że...”


















