Świat polskiego teatru i filmu pożegnał w poniedziałek jednego ze swoich najważniejszych aktorów. 7 września 2026 roku na warszawskich Powązkach Wojskowych odbyło się ostatnie pożegnanie Jana Frycza, który odszedł 15 sierpnia w wieku 72 lat. W trakcie świeckiej ceremonii najbardziej poruszające słowa padły z ust Jana Englerta, aktora i wieloletniego dyrektora Teatru Narodowego, który odsłonił przed żałobnikami kulisy swojej wieloletniej, wyjątkowej więzi ze zmarłym.

WIDEO

player placeholder

Jan Englert żegna Jana Frycza na Powązkach

Uroczystość, która miała charakter państwowy i świecki, rozpoczęła się w sali pożegnań na Cmentarzu Wojskowym. Aby oddać hołd aktorowi, przyszły dziesiątki twarzy dobrze znanych ze sceny i ekranu - pojawili się między innymi Krystyna Janda, Janusz Gajos, Zbigniew Zamachowski, Gabriela Muskała, Mikołaj Grabowski oraz Iwona Bielska.

Kiedy głos zabrał Englert, od razu zaznaczył, jak trudno jest znaleźć słowa o kimś, z kim dzieliło się nie tylko scenę, ale i coś znacznie głębszego.

Zobacz także:

Przez wiele, wiele lat, a nawet do dziś, uważałem się za starszego brata Jana Frycza. Zawodowego starszego brata. Myślę, że to była świadomość jednostronna. Nigdy nie czuł się ode mnie młodszy. Bardzo trudno jest starszemu bratu stwierdzić, że młodszy jest zdolniejszy. Wielokrotnie tego doświadczyłem

Wrócił też pamięcią do momentu, w którym drogi obu aktorów po raz pierwszy się skrzyżowały. To Englert wypatrzył młodego Frycza w telewizyjnej transmisji próby "Przed sklepem jubilera" i, pomijając etap castingu, powierzył mu później rolę w "Irydionie". Od razu urzekły go swoboda i przekorna natura debiutanta.

Janek był jednocześnie rozentuzjazmowany pełnym entuzjazmu chłopcem i zgorzkniałym, sceptycznym starszym panem. Te dwie postacie mieszały się w nim bezustannie

Jak przyznał, ich współpraca częściej rozgrywała się w układzie reżyser i aktor niż na wspólnej scenie, a Frycz do końca pozostawał dla niego zagadką. W ostatnich słowach nie ukrywał, jak boleśnie odczuł stratę przyjaciela.

Mogę powiedzieć tylko jedno państwu - wiele osób żegnamy i żegnałem, ale śmierć Frycza, mimo że przewidywalna, zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. (...) On nas słucha i chcę tylko powiedzieć jedno. Te samoloty, te okręty po jego śmierci same fruwają i same pływają, a Janek tego nie wie, bo prawdopodobnie w tej chwili poucza chóry anielskie, że pora zmienić sposób śpiewania na jakiś ciekawszy i nowy

Śmierć Jana Frycza wstrząsnęła Polską

Frycz należał do grona najwybitniejszych polskich aktorów teatru, filmu i telewizji. Z Teatrem Narodowym współpracował w latach 1982–1983, a następnie ponownie od 2006 roku. Jego droga sceniczna wiodła również przez Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, Narodowy Stary Teatr oraz Teatr Polski w Warszawie. Na deskach Narodowego widzowie oglądali go między innymi w "Iwanowie", "Tangu", "Nosferatu" oraz "Królu Learze".

Równie mocno zapisał się na ekranie, tworząc pamiętne kreacje w "Wielkim Szu", "Pornografii", "Pręgach", "Nigdy w życiu!", "Pożegnaniu jesieni" czy "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy". Jego role drugoplanowe wielokrotnie doceniano Orłami, czyli Polskimi Nagrodami Filmowymi.

Zobacz także: 

Żałobnicy nie mogli przejść obok tego obojętnie, łzy same napływają do oczu. Nie do wiary, co pojawiło się na pogrzebie Jana Frycza

Bliscy zabrali głos ws. zbiórki dla Adriana Szymaniaka ze "ŚOPW". Przekazano co z pieniędzmi

Pogrzeb Jana Frycza
AKPA