Nie do wiary, jak nazwała Maję Chwalińską! Powiedziała to wprost
Maja Chwalińska stała się sensacją, docierając aż do finału turnieju Roland Garros. Zrobiła wrażenie nie tylko na widzach, ale i innych tenisistkach. W finale musiała uznać wyższość Mirry Andriejewy. Tak Rosjanka nazwała Chwalińską w wywiadzie po zwycięstwie. Aż trudno uwierzyć w to, jakiego słowa użyła.

Mirra Andriejewa o Mai Chwalińskiej nie owija w bawełnę po finale Roland Garros, w którym pokonała Polkę 3:6, 2:6. Rosjanka przyznała, że jeszcze przed wyjściem na kort towarzyszyły jej nerwy i realna obawa o to, jak ułoży się mecz. W przygotowaniach postawiła na konkretny plan: na treningu odtwarzała styl gry rywalki, a w pewnym momencie nazwała Chwalińską bardzo dosadnie.
Mirra Andriejewa pokonała Maję Chwalińską w finale Roland Garros. Przed meczem pojawiły się nerwy
Andriejewa podkreśliła, że finał nie był dla niej tylko kolejnym punktem w turniejowym grafiku. Z jej słów wynika, że im bliżej meczu, tym mocniej docierało do niej, jak wymagające zadanie stoi po drugiej stronie siatki. Pomogło jej wcześniejsze przyjrzenie się grze Chwalińskiej po spotkaniu Polki z Dianą Sznajder. To wtedy miała wyłapać charakterystyczne zagrania i rytm, który potrafi wybijać przeciwniczki z równowagi.
W tym kontekście mocno wybrzmiało jej nietypowe określenie rywalki. Andriejewa opisała, że na treningu poprosiła partnera o granie w sposób maksymalnie zbliżony do tego, co Chwalińska pokazuje w meczach: mieszane tempo, slajsy, skróty, loby i całą paletę zagrań, które potrafią rozbić klasyczny rytm wymian. Zamiast standardowej rozgrzewki miała być praca zadaniowa, nastawiona na konkretny typ piłek i konkretną reakcję na korcie.
Według relacji Rosjanki sesja miała potrwać godzinę i 20 minut i wypełnić ją miało odtwarzanie tego, co Polka realnie gra w spotkaniach. Taki detal pokazuje, że przygotowania nie kończyły się na ogólnym haśle: zagrać swoje. Tu chodziło o wejście w finał z gotową odpowiedzią na warianty, które Chwalińska potrafi podkręcać w kluczowych momentach.
Na treningu przygotowywałyśmy się do gry z Mają. Prosiłam partnera o mieszane tempa, slajsy, dropshoty, loby i wszystkie te rzeczy. Spędziłyśmy na korcie godzinę i 20 min, robiąc dokładnie to, co ona robi w meczach. Conchita przygotowała mnie w 100 proc
W pewnym momencie myślałam, że zamierzam grać przeciwko jakiemuś potworowi
Maja Chwalińska podziękowała po meczu. Przeprosiła kibiców
Andriejewa jasno wskazała też, jak dużą rolę odegrało wsparcie z boksu. Wprost zaznaczyła, że Conchita przygotowała ją w stu procentach, co sugeruje pełne zaufanie do założeń taktycznych i poczucie, że w finale nie zostawiły niczego przypadkowi.
Z kolei Chwalińska, już po zakończeniu meczu, zwróciła uwagę na wsparcie, które otrzymała, i podkreśliła, że rywalka była tego dnia po prostu za mocna. Zaznaczyła też, że dała z siebie wszystko i przeprosiła kibiców, że widowisko nie było lepsze. Dla Polki sam finał Roland Garros to i tak jeden z najważniejszych momentów w dotychczasowej karierze, a dla Andriejewej kolejny dowód, że w tenisowym świecie liczy się nie tylko talent, ale i chłodna głowa oraz praca wykonana jeszcze zanim zacznie się mecz.
Warto przypomnieć, że niedawno pisaliśmy o trudnej historii polskiej tenisistki. Maja Chwalińska przeszła drogę z piekła do nieba, walcząc nie tylko z brakiem pieniędzy, ale i depresją oraz kontuzjami, przez które musiała na jakiś czas zrezygnować z kariery.
Dziękuję za wsparcie. Naprawdę czułam waszą sympatię. Jestem bardzo wdzięczna. Chciałabym, żebyście mogli dziś zobaczyć lepszy mecz, ale Mirra była dla mnie po prostu zbyt dobra, więc to jej wina. Dałam z siebie wszystko, przepraszam
Zobacz także:
- Maja Chwalińska nie miała pieniędzy na hotel. Ujawnili, gdzie musiała spać
- Chwalińska usłyszała pytanie o Świątek. Przyznała to wprost
