Karol Strasburger od lat jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych prowadzących w polskiej telewizji, a jego charakterystyczny sposób bycia w "Familiadzie" doczekał się już własnej sceny w stand-upie. Tym razem jednak gospodarz teleturnieju postanowił jasno powiedzieć, gdzie przebiega granica dobrej zabawy.
WIDEO…
Karol Strasburger odpowiada na parodie Błażeja Krajewskiego. Komik zadrwił z jego żony i dziecka
Karol Strasburger po raz pierwszy szerzej odniósł się do twórczości Błażeja Krajewskiego, stand-upera z Bydgoszczy, który od kilku lat buduje sceniczny wizerunek na naśladowaniu głosu i sposobu bycia prowadzącego "Familiadę". Prezenter przyznał w rozmowie z Telemagazynem, że dostrzega w tych występach talent i poczucie humoru, a samą formę parodii uznaje za coś pozytywnego. Zaznaczył jednak, że nie wszystkie żarty przyjmuje z takim samym dystansem.
Strasburger podkreślił, że doceniania warsztat komika. W jego ocenie umiejętne naśladowanie konkretnej osoby wymaga spostrzegawczości, wyczucia i scenicznych umiejętności.
Wiem, że on to robi. Robi to dobrze, ale jest małe ale. Żartowanie jest rzeczą fajną i ta umiejętność naśladowcza jest też fajna, ale jest granica, która we mnie istnieje - powiedział w rozmowie z Telemagazynem.
Warto przypomnieć, że nie tak dawno Karol Strasburger potwierdził wieści ws. dziecka, które wywołały spore zamieszanie w mediach.
Karol Strasburger broni żony i dziecka przed żartami
Największe zastrzeżenia prowadzącego wywołały jednak dowcipy dotyczące jego życia poza telewizją. W parodiach pojawiają się bowiem odniesienia do żony prezentera, jego dziecka oraz łączącego ich związku, a to dla Strasburgera już zupełnie inna sprawa. Prezenter jest żonaty z Małgorzatą Weremczuk, z którą ma córkę Laurę, a różnica wieku między małżonkami od lat bywa przedmiotem medialnych komentarzy.
Nie jestem specjalnie zadowolony z faktu, że wyśmiewamy się i żartujemy z żony, dziecka, z naszego związku - przyznał.
Prowadzący zwrócił też uwagę na inny aspekt popularnych parodii. Jego zdaniem problem pojawia się wtedy, gdy żart przestaje być jednoznacznie rozpoznawalny jako satyra, a widzowie zaczynają się zastanawiać, czy to, co słyszą ze sceny, nie jest przypadkiem prawdą.
Są uszczypliwości, które wyglądają niby dowcipnie, ale mają w sobie coś takiego, że ludzie, którzy na to patrzą, zaczynają się zastanawiać, czy to nie jest aby na pewno prawda. Potem zaczynają pisać negatywne komentarze - stwierdził.
Na koniec Strasburger zwrócił się bezpośrednio do komika, apelując, by ten zostawił na boku najbardziej osobiste wątki.
Takie zbyt duże utożsamianie się i wnikanie w bardzo osobiste rzeczy, zostawiłbym z boku, drogi Błażeju, jak mogę tak w ten sposób - dodał.
Zobacz także:
- Telewizja Polska nagle przekazała wieści. Chodzi o uwielbiany program
- Produkcja przekazała wieści ws. „Familiady”: „Zbliża się koniec”