Wieści z Sydney poruszyły fanów kina na całym świecie: Sam Neill nie żyje. Aktor, którego widzowie pokochali m.in. jako dr. Alana Granta z serii „Park Jurajski”, zmarł w wieku 78 lat, otoczony rodziną. Choć jeszcze niedawno sygnalizował, że po leczeniu chłoniaka nieziarniczego jego choroba jest w remisji, w ostatnich tygodniach stan zdrowia miał się wyraźnie pogorszyć.
WIDEO…
Sam Neill nie żyje. Przyczyny śmierci
Sam Neill w 2023 r. publicznie mówił o diagnozie chłoniaka nieziarniczego w trzecim stadium. Przeszedł leczenie, a na początku tego roku informował, że dzięki nowoczesnej terapii choroba jest pod kontrolą. Dla wielu osób był to sygnał ulgi i nadziei, że najtrudniejszy etap ma już za sobą. Jego odejście bliscy opisują jako nagłe i niespodziewane. Z ich relacji wynika, że ostatni czas nie był prostą drogą „od wygranej do spokoju”, tylko serią wahań formy, które w przypadku wieloletniego leczenia potrafią przyjść znienacka.
Wśród informacji o końcówce życia aktora pojawia się wątek zapalenia płuc. Rima Te Wiata, która pracowała z Neillem przy filmie „Dzikie łowy”, w rozmowie z "New Zealand Herald" przekazała:
Myślę, że powiedziałby: "Na litość boską, pokonałem raka. A teraz zapalenie płuc? Co jeszcze?"
Z kolei Laura Tingle, była partnerka aktora, zwracała uwagę na szerszy kontekst:
Sedno sprawy jest takie, że przez co najmniej ostatnie pięć lat intensywnie walczył z różnymi formami nowotworu - powiedziała w programie "Sydney Mornings". (...) To odbija się na organizmie każdego człowieka. Przeszedł wiele chemioterapii i wiele terapii immunologicznych (...) Na szczęście leczenie ostatecznie pozwoliło mu pozbyć się nowotworu krwi, z którym się zmagał. Jednak przez to jego układ odpornościowy był bardzo osłabiony. Myślę, że jego biedny organizm po prostu stał się trochę wyczerpany
Ostatnie chwile Sama Neilla
Sam Neill nie żyje. Bliscy aktora podkreślali, że do końca był wśród najważniejszych dla niego osób. W ostatnich tygodniach miał po prostu chorować, a otoczenie wierzyło, że jeszcze raz zbierze siły. Laura Tingle wyjawiła:
Wszyscy, którzy go kochali, wspierali go z bliska i daleka, ale myślę, że tym razem jego organizm był już zbyt wyczerpany, by ponownie dojść do siebie
Z kolei w oświadczeniu rodziny wybrzmiewa przede wszystkim to, gdzie i jak odszedł: w Sydney, w domowej atmosferze, otoczony bliskimi.
Zobacz także:
- Nie żyje 25-letni piłkarz. Dopiero co grał na mundialu
- Poruszający gest Bedoesa po śmierci Mai Gadowskiej. Niewiarygodne, co zrobił na scenie


















