Robert Lewandowski oficjalnie otworzył nowy rozdział w barwach Chicago Fire i tym samym rozpoczął etap kariery poza Europą. We wtorek 14 lipca, podczas konferencji prasowej w Chicago zaplanowanej na 20.30 czasu polskiego, 37-letni napastnik nie ukrywał, że decyzja o przeprowadzce była dla jego bliskich sporym wyzwaniem. Wprost nawiązał też do tego, co zostawił za sobą w Barcelonie.
WIDEO…
Robert Lewandowski oficjalnie zaprezentował się w Chicago. Powiedział o trudnej decyzji dla rodziny
Wieczór prezentacji miał w sobie coś więcej niż standardowe pokazanie nowej koszulki. Lewandowski mówił o transferze spokojnie, ale wyraźnie dało się wyczuć, że w tej historii nie chodzi wyłącznie o sport. Podkreślił, że opuszczenie Europy było trudną decyzją dla niego i rodziny. To właśnie ten wątek najmocniej wybrzmiał podczas spotkania z mediami: za wielką zmianą adresu stoi nie tylko plan na kolejne miesiące gry, ale też codzienność najbliższych.
Opuszczenie Europy to była trudna decyzja dla mnie i mojej rodziny. Z drugiej strony, wiedzieliśmy, że po tym, co było w Barcelonie, trudno było mi sobie wyobrazić się w innym klubie. Zdecydowaliśmy, że kolejny będzie poza Europą
- wyjaśnił Lewy.
Piłkarz jasno zaznaczył, że po czasie spędzonym w Barcelonie trudno było mu wyobrazić sobie występy w innym europejskim klubie. W efekcie zapadła decyzja, że kolejny krok będzie już poza Europą. To zdanie ucina spekulacje i pokazuje, że ruch do USA był wyborem wynikającym z konkretnych doświadczeń, a nie jedynie próbą zmiany otoczenia.
Warto przypomnieć, że Anna Lewandowska wywołała burzę gorzkim wpisem o przeprowadzce do USA.
Po Barcelonie nie było miejsca na półśrodki
Lewandowski nie rozwijał szeroko wątku Barcelony, ale sam fakt, że do niego wrócił, ustawił ton całej konferencji. Dał do zrozumienia, że tamten etap mocno zaważył na tym, jak wyobrażał sobie dalszą karierę. Nie szukał kompromisów w Europie, tylko postawił na wyraźny zwrot: nowe miasto, nowa liga i nowe realia.
W świecie sportu takie decyzje są często przedstawiane jak ruch na szachownicy. Tym razem wybrzmiało jednak coś bardziej ludzkiego: zmiana kontynentu to inna strefa czasowa, inny rytm dnia, nowe szkoły i nowe przyzwyczajenia. I choć Lewandowski mówił o tym bez nadmiaru emocji, jedno było jasne: w tle jest rodzina, która musi przestawić swoje życie tak samo jak on.
Pierwsze dni w klubie i sygnał dla kibiców: jest plan, jest projekt
Na starcie przygody w Chicago Fire napastnik zaznaczył, że cieszy się z dołączenia do zespołu. Wspomniał też o tym, jak został przyjęty w nowej szatni: podkreślił, że drużyna od początku przyjęła go ciepło. Dla kibiców to ważny sygnał, bo przy głośnych transferach atmosfera bywa równie istotna jak forma na boisku.
Bardzo się cieszę, że tu jestem i dołączam do Chicago Fire
- przekazał.
Lewandowski opowiedział także o pierwszych wrażeniach po poznaniu klubowego zaplecza. Został zapoznany z ośrodkiem treningowym, stadionem oraz pomysłem na jego rolę i całym projektem, który klub chce realizować. Z jego słów wynikało, że wiele elementów zrobiło na nim wrażenie, a w Chicago zobaczył konkret, nie tylko obietnice.
Przedstawiono mi ośrodek treningowy, stadion, pomysł na mnie i cały projekt. Wiele aspektów zrobiło na mnie wrażenie
- przyznał
Zobacz także:

















