ONS

Odejście Małgorzaty Kożuchowskiej z "M jak miłość" było szokiem dla wszystkich fanów serialu. Po 12 latach pracy w produkcji aktorka postanowiła porzucić rolę słynnej już Hanki Mostowiak.  Niestety, wiadomość o odejściu nie spodobała się również Ilonie Łepkowskiej, która wciąż nie może wybaczyć aktorce tego w jaki sposób pożegnała się ze współpracownikami. Scenarzystka nie rozumie czemu Kożuchowska osobiście nie poinformowała jej o rezygnacji z roli, tylko wydała oficjalne oswiadczenie w mediach.

- ...ona załatwiła to nie tak jak trzeba. Miała negocjowane przedłużenie umowy. Warunki były ustalone. Producent Tadeusz Lampka czekał aż agent Małgosi przyjdzie z nową umową, a on przyszedł z tekstem wypowiedzenia. I kiedy Tadeusz chciał sięgnąć po telefon i zadzwponić do Małgosi, to Jurek Gudejko - jej agent, powiedział, że to nie ma sensu, bo poszło już oświadczenie do prasy, o jej odejściu. Kolejność była niewłaściwa po 12 latach pracy... Ale żeby zakończyć ten przykry dla mnie temat, powiem, że Małgosia wybrała kiespski moment na ogłoszenie decyzji, bo tego samego dnia  odeszła z tego świata Irena Kwiatkowska, a Małysz poinformował, że kończy karierę. Więc jej informacja była trzecia w kolejnosci - powiedziała w rozmowie z RMF Extra.

Łepkowska przyznaje jednak, że wciąż myśli o kartonach, w które "uderzyła" grana przez aktorkę, Hanka Mostowiak.  Scenarzystka dziwi się, czemu stały one tak równo poukładane przy ulicy. Widzowie wciąż żartują z tej sceny, czyżby więc producentom serialu zależało na tym, żeby zakpić z postaci Hanki?

                                 

kb