Tylko u nas

Anna Janocha i Jakub Tolak: "Ja go kocham, a on śpiewa"

Julia z „M jak miłość” i Daniel z „Klanu”. Studentka prawa i przyszły architekt. Panienka z zasadami i syn artystki. Anna Janocha i Jakub Tolak od kilku lat są nierozłączni. Nawet producentom „Jak oni śpiewają” nie udało się wystawić na próbę ich związku.

Aniu! Jeszcze żadna dziewczyna nie wspierała swojego ukochanego w „Jak oni śpiewają” tak mocno jak Ty! Bardzo się przejmujesz jego występami?
Ania: Jestem dzieckiem słońca, zodiakalnym Lwem. Wylewność jest w mojej naturze! A poza tym Kuba jest naprawdę zdolny i wart tego, by jurorzy go zauważyli. Przeżywam jego występy, jakbym sama śpiewała.

– Właśnie! Słyszałam, że też miałaś zaśpiewać w tym programie.
Ania:
Dostałam taką propozycję.  Pewnie dla organizatorów byłoby super mieć na scenie parę. Ale nie dałam się namówić. Nie umiem śpiewać, choć Kuba twierdzi, że to tylko kwestia ćwiczeń.

– Pytałaś go o zdanie?
Ania:
Tylko zadzwoniłam powiedzieć, że odmówiłam. Nie było pytań. Poza tym Kuba na estradzie jest fantastyczny. Sto razy lepszy ode mnie, mówię tak nie tylko dlatego, że jestem zakochana.

– Zakochałaś się w aktorze czy w normalnym facecie?
Ania:
Mówiąc szczerze, wcale go nie kojarzyłam, bo rzadko oglądam telewizję.
Kuba: Ania była wtedy jeszcze licealistką. Wpadliśmy na siebie na stacji benzynowej.
Ania: Byłam tam z koleżanką, która rozpoznała w przystojnym blondynie o niebieskich oczach młodego aktora z „Klanu”.

– Zaczęłaś wtedy oglądać „Klan”?
Ania:
Zawsze robię tak zwany research, żeby móc się swobodnie odnaleźć w nowej sytuacji. Mówiąc językiem uczniów, nie lubię być nieprzygotowana i w związku z tym przyjrzałam się produkcjom, w których brał udział Kuba. Ale nigdy nie oceniałam go pod kątem granej postaci.

– W „Klanie” Kuba jest ciamajdą.
Ania:
I gdybym uwierzyła, że taki też jest w życiu, nie mielibyśmy okazji naprawdę się poznać.
Kuba: Teraz zaczęła oglądać telewizję, ponieważ sama gra w serialu „M jak miłość” i patrzy, czy dobrze wypada (śmiech).
Ania: Cha, cha, cha – oglądam, bo chcę wiedzieć, nad czym muszę popracować. A wtedy, na stacji benzynowej, Kuba wpadł w oko nie mnie, ale mojej przyjaciółce. Poprosiła, żebym wzięła od niego autograf, bo sama się wstydziła. Zrobiłam to bez problemu. Ale autograf wzięłam razem z adresem e-mailowym.

– Adresu koleżanka już nie dostała?
Ania:
Tak. Zamieniliśmy kilka słów, to był króciutki, trzysekundowy flirt. Ale wystarczyło, żebym zechciała do Kuby napisać. I tak pisaliśmy do siebie przez kilka miesięcy.
Kuba: Strasznie pseudointelektualne były te maile. O jesieni pisaliśmy na przykład. O naszych odczuciach wobec otaczającej rzeczywistości. Te listy są dla nas ważną pamiątką, mamy je do tej pory.
Ania: Jak Jan III Sobieski i Marysieńka (śmiech).
Kuba: Ale już tak nie jest. Teraz gadamy jak ludzie. „Ej, mała, dawaj browar” (śmiech).
Ania: „Ale żeś tekstem pojechał, Tolaku!” (śmiech).

– Rzeczywistość okazała się równie romantyczna, jak Wasze listy? Wyglądacie na dwie całkiem różne osoby.
Kuba:
Bo jesteśmy różni, ale dopełniamy się. Nie zawsze się dogadujemy, ale dobrze nam razem.

– Na czym polega to wasze „dobrze”? Może po prostu podobacie się sobie?
Ania:
Kuba już od dawna mi się nie podoba… (śmiech) Żartuję. Ważne, że jesteśmy z innych światów i uczymy się siebie nawzajem. Ja pochodzę z poważnego, ułożonego domu, którego mama jest niezachwianym fundamentem. Politolog, bardzo silna, niezależna osobowość, choć również uczuciowa, subtelna i delikatna.
Kuba: Moja mama za to jest artystką. Osobą całe życie poszukującą. Może uchodzić za silną, ale prawda jest taka, że jest bardzo wrażliwa i delikatna. Nasze mamy pewnie życiowo by się nie dogadały, choć na neutralnym gruncie mogą się doskonale porozumieć. Poznały się już, ale spotkanie było dość oficjalne.
Ania: Mama ma zasady: są pewne rzeczy, o których się nie mówi na forum publicznym, nerwy należy powstrzymywać, trzeba zachowywać się taktownie. Dla mnie to naturalne – pewien sposób wychowania, bardziej staromodny.

– Ty też masz to we krwi?
Ania:
Myślę, że tak. Choć mama uważa, że jestem czarną owcą w rodzinie, bo mam odwagę być niepokorna. Jako dziecko byłam grzeczna i słuchałam dorosłych. Wiem, jak się zachować. Ale czasem się buntuję. Nie było łatwo mnie wychowywać. Mówiono mi: pokorne cielę dwie matki ssie. Jest w tym wiele prawdy. Tyle że zbyt pokorne cielę jest nieszczęśliwe i ja to już jako dziecko mówiłam.
Kuba: Tego typu powiedzenia powodują czasem w naszym związku konflikty, bo ja ich nie traktuję jak pewnika. Wolę mieć poczucie, że każdy buduje swoją wizję świata w oparciu o własne doświadczenia. Rodzice Ani są starsi niż moi, bo Ania pojawiła się na świecie, kiedy skończyli czterdziestkę. I są razem przez całe życie. A moi rozwiedli się, jak miałem cztery lata. Mnie mówiono raczej, że każdy człowiek jest inny i nie da się mierzyć wszystkich jedną miarą, dobrze jest kwestionować pewne uogólnienia. Ale okazuje się, że gdy wszystko staje się względne, nie ma się na czym oprzeć i człowiek czuje się zagubiony w wielkim świecie.
Ania: Mój dom był pełen zasad i moje życie też jest pełne zasad. Nie wstydzę się tego. To, że moi rodzice są ze sobą całe życie, sprawia, że wierzę w dozgonną miłość. Doświadczenia Kuby mogą sprawiać, że nie musi być tego pewien. Wie, że bywa różnie. Mówię mu, że nikt nie jest samotną wyspą, a on mi, że mam rację, ale się mylę.

– Wygląda na to, że jesteście sobie niezbędni. Kuba otwiera cię i wyzwala z więzów niektórych zasad, Ty dajesz mu oparcie, by się nie pogubił.
Kuba:
Trochę tak to działa.
Ania: Ja za niego wierzę, że możliwa jest miłość do grobowej deski. Ja w to wierzę, a on bardzo chce, żeby to było możliwe.
Kuba: Ania faktycznie czasem systematyzuje moje życie. Kiedy gubię się w gąszczu wątpliwości. Układa pewne sprawy.

– Zaraz tak je ułoży, że Ci się sama oświadczy!
Ania:
O nie! Ja się wychowałam na bajkach o królewnach i smokach, wierzę w szczęśliwy związek nie z Piotrusiem Panem, ale z rycerzem!

– I jako królewna oczekujesz oświadczyn na kolanach i miłosnych wyznań?
Ania:
Nie wiem, czy oczekuję. U mnie w domu nie mówiło się o emocjach. Rzadko słyszałam: kocham cię, córeczko, ale zawsze czułam się bardzo kochana.
Kuba: U mnie też nie mówiło się tego często, ale umiem mówić: kocham cię.

– Kłócicie się czasem?
Kuba:
Czasem jestem wybuchowy. Ale mam też zalety. Na przykład nie potrafię kłamać, co w dzisiejszych czasach może uchodzić za wadę. Ania od razu wie, kiedy coś kombinuję. Nawet nie mam co próbować. Nie umiem też mówić komuś, że jest fajny, kiedy tak nie myślę.

– Albo że dobrze zaśpiewał, jeśli tego nie zrobił?
Kuba:
Raczej wtedy przemilczę. Natomiast jeśli tylko mogę szczerze kogoś pochwalić, uwielbiam to robić. Bardzo lubię ludzi i lubię widzieć ich szczęście.
Ania: A ja uwielbiam jego komplementy, wiecznie mi mało.

– Jak łączycie te wszystkie rzeczy, które robicie? Aktorstwo, studia, program, dom?
Kuba:
Im więcej mamy do zrobienia, tym lepiej się organizujemy. Na razie staramy się tworzyć układ partnerski, a co za tym idzie, dzielić się obowiązkami po równo.
Ania: Jeśli gotujemy, to staramy się robić to razem i w zależności od potrawy dzielimy się obowiązkami. Kuba jest wirtuozem kurczaka i polędwiczek, ja natomiast szaleję z owocami morza, pastami i lasagne, które obydwoje uwielbiamy.
Kuba: Uwielbiamy też sushi, za co jako zodiakalna Ryba przepraszam moich morskich braci (śmiech).

– Romantyczne spacery do kina?
Kuba:
Z przyjemnością oglądamy dobre filmy. Takie, po których otaczający mnie świat nabiera nowych znaczeń, niekoniecznie pozytywnych. Czasem potrzebuję się trochę odciąć i spojrzeć na wszystko z boku. A takie filmy w tym pomagają.
Ania: Czasem są też takie mniej dobre – ale wtedy koniecznie kostiumowe! Uwielbiam klimat minionych epok, orientalizm oraz filmy stylizowane, na przykład lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte.
Kuba: Taaa, na przykład „Legalna blondynka” (śmiech).

– Chcesz zostać prawniczką jak legalna blondynka?
Ania:
Studiuję prawo, ale nie wiem, czy w przyszłości włożę togę. Interesuję się także modą i dziennikarstwem.
Kuba: Ja jestem na architekturze, lubię zabawy z przestrzenią, planowanie konstrukcji, ale dopóki gram i śpiewam, nie będę mógł się temu poświęcić. Może to zawody na później? Zobaczymy, jak potoczy się życie. Chciałbym zajmować się muzyką. Ale naprawdę za bardzo nie zastanawiam się dzisiaj, co będzie potem. Będzie, co ma być. Na razie chłonę to, co mnie spotyka.
Ania: To w nim lubię. Ma totalny luz… Przeważnie! (śmiech)

– Kuba, masz zespół z kolegami z architektury, gracie muzykę offową, progresywnego rocka. Całkiem nie popowo-estradową. Dlaczego się zgodziłeś na udział w „Jak oni śpiewają”?
Kuba:
Na początku miałem wątpliwości, czy nie stracę swojej wiarygodności w gronie muzyków. Ale uznałem, że to dobra zabawa. Chłopaki z zespołu stwierdzili, że to kolejne doświadczenie, bo zmierzyć się z takimi piosenkami nie jest prosto. Nie bez znaczenia są też lekcje wokalne z profesjonalistami. Przydadzą mi się.

– Jak jest naprawdę za kulisami „Jak oni śpiewają”? Uczestnicy zwykle opowiadają o miłej atmosferze, przyjaźniach. Jakoś w to nie wierzę.
Kuba:
Jasne, że jest konkurencja, choć w naszej edycji jest raczej spokojnie. Podobno w pierwszej walka była ostrzejsza. Oczywiście każdy chciałby wygrać. Ale szanse są różne, ze względu na różne doświadczenie muzyczno-estradowe uczestników. Ale to bez znaczenia, najważniejsze, że się dobrze bawię i jak mówiłem, wiele uczę.
Ania: Kuba kompletnie nie wchodzi w rywalizację, ma za dużo spraw na głowie. On przychodzi, śpiewa i wy chodzi. Widać, że nie dla wszystkich uczestników muzyka jest pasją, że czasem zależy im na czymś innym. Ale Kuba takich rzeczy nie zauważa. Czasem nie przejmuje się nawet zestawieniem punktacji uczestników, choć już wypowiedzi jury traktuje poważnie, jako cenne rady.

– Boicie się surowych ocen jurorów?
Ania:
Ja czekam na nie z zapartym tchem i z obawą. Wiem, że przed takimi osobami jak pani Górniak albo pani Zapendowska nic się nie ukryje.

– Nie zapominajmy o cudownym Rudim Schubercie!
Ania:
On chwali Kubę za wrażenie artystyczne. A Kuba próbuje śpiewać różne piosenki, w różnych tonacjach. On nie ułatwia sobie w życiu.
Kuba: W „Jak oni śpiewają” też mam świadomość, że nie walczę o Grammy, nie zostanę momentalnie gwiazdorem estrady. Oczywiście czasem w marzeniach jestem Freddiem Mercurym i porywam tłumy na Wembley. Ale summa summarum wiem, że jestem po prostu Kubą Tolakiem. Popełniam błędy. Uczę się. Dobrze się bawię.

Rozmawiała: Agnieszka Prokopowicz
Zdjęcia Mateusz Stankiewicz
Stylizacja Michał Kuś
Charakteryzacja Agnieszka Jańczyk
Fryzury Anna Orzechowska
Produkcja sesji Ewa Kwiatkowska

Maria Niklińska odchodzi z "Klanu". Kiedy popularność tej roli okazała się dla niej niebezpieczna?

Viva!
Newsy
Agnieszka Włodarczyk i Jakub Sićko - Cała prawda o ich związku
Leń, gangster, utrzymanek? O narzeczonym Agnieszki Włodarczyk napisano wszystko, co najgorsze. VIVA! miała przyjemność poznać go osobiście. Panie i panowie, oto Jakub Sićko. Zdolny biznesmen, filozof, mężczyzna o wielu talentach. Od pięciu lat są z Agnieszką szczęśliwi.

- Wyglądacie tak, jakbyście się nigdy nie kłócili. Jakub: Poważnie?! Zawsze się zastanawiałem, jak wyglądają tacy ludzie. Agnieszka: Niestety, to nieprawda. Ja jestem Strzelcem, a Kuba to Bliźniak. Oboje mamy temperament i trudno nam przekonać drugą stronę do swojej racji. Jakub: Kłótnie to urozmaicenie związku. Stagnacja rodzi nudę. Dobrze się czasem pokłócić. Agnieszka: Bo fajnie potem się godzić. – Przez tyle lat ukrywałaś Kubę, a teraz wspólny wywiad. Dlaczego? Agnieszka: Nie ukrywałam. Kuba zastrzegł, że nie chce brać udziału w tej części mojego życia. Nie jest mu to do niczego potrzebne, przeciwnie, przeszkadza. Jakub: Od lat zarządzam kilkoma spółkami. To mniejsze i większe projekty, od Internetu po medycynę. Nie sposób pracować, jeśli pół firmy debatuje o moim wyimaginowanym życiu prywatnym. To obniża efektywność wszystkich. – Jesteś bardzo ważną osobą? Jakub: Jasne. (śmiech) Agnieszka: Dla mnie i dla swojej rodziny jest bardzo ważną osobą. Jakub: Ojciec jest znakomitym lekarzem i rodzice zawsze chcieli, abym poszedł w jego ślady. Ja miałem jednak swój plan, zbuntowałem się i skończyłem ekonomię. Przed trzydziestką moje życie zatoczyło koło – od roku zajmuję się medycyną, tyle że od strony komercyjnej. Uruchamiam z przyjacielem prywatne kliniki. Genów się nie oszuka. – W razie czego Agnieszka ma jak znalazł, gdy zdrowie podupada? Agnieszka: Kuba bardzo często mówi mi, jak mam się leczyć. Jakub: Jako znachor. Od czterech lat Agnieszka wcale nie choruje. Agnieszka: Jak jest miłość, to się nie choruje. Podobno ludzie w małżeństwach żyją dłużej niż single. Wracając do powodów, dla których zdecydowaliśmy się na ten wywiad, to właściwie zostaliśmy do niego zmuszeni całą serią domysłów,...

Kuba Dąbrowski
Newsy
Maria Wiktoria Wałęsa: "Wszystko chcę mieć dziś, tu i teraz!"
Koniec asystentury u ojca, koniec siedmioletniego związku, mnóstwo nowych planów. Maria Wiktoria Wałęsa opowiada, jak smakuje wstyd i upokorzenie, gdy brukowiec brutalnie wchodzi w jej prywatne życie, co krzyczą do niej paparazzi i jak z tym wszystkim nie zwariować.

Koniec asystentury u ojca, koniec siedmioletniego związku, mnóstwo nowych planów. Maria Wiktoria Wałęsa opowiada, jak smakuje wstyd i upokorzenie, gdy brukowiec brutalnie wchodzi w jej prywatne życie, co krzyczą do niej paparazzi i jak z tym wszystkim nie zwariować.   - Brukowce płacą paparazzim tysiące złotych za Twoje zdjęcia. Jesteś jednym z najgorętszych nazwisk na „brukowej giełdzie”. Dowiedziałam się o tym kilka tygodni temu od mojego brata, Jarka. Zadzwonił do mnie i prosił, żebym uważała na siebie i żebym się nie podkładała. To było po pierwszych zdjęciach w „Fakcie”. To wtedy okazało się, że odbywa się na mnie „klasyczne polowanie”. – Pierwsze zdjęcia w „Fakcie”: leżysz na tylnym siedzeniu samochodu, masz zamknięte oczy. Wyglądasz na osobę, której zaszkodził alkohol. Co czułaś, jak zobaczyłaś się w brukowcu na pierwszej stronie? Pamiętam, że tamtej nocy z niedzieli na poniedziałek po imprezie położyłam się na sekundę  w samochodzie i od razu poczułam błysk flesza. Wiedziałam, że będzie skandal. We wtorek zdjęcia były już w gazecie. Czułam straszny wstyd i duże upokorzenie. – Czy ojciec do Ciebie zadzwonił? Rozmawialiśmy dopiero następnego dnia. Tata mnie wyśmiał. Pytał, jak mogłam się tak dać złapać, tak podłożyć. Pytał, jak po wszystkich doświadczeniach, które mam, mogłam do tego dopuścić. – Robił Ci wymówki? Nie, powiedział, że mam się trzymać! Że teraz dostałam prawdziwą lekcję życia i ma nadzieję, że wreszcie zacznę wyciągać wnioski. – A nie przemknęło Ci przez myśl: ojciec mi nie wybaczy? Nie. Pomyślałam, że nie chciałabym przysparzać mu ani bólu, ani smutku, ani wstydu. Było mi głupio. Byłam przekonana, że nie będzie zły, raczej zatroskany. Czułam, że przeze mnie tata...

Joanna Jabłczyńska
ONS
Newsy
Joanna Jabłczyńska - Słodka twardzielka
Boi się małżeństwa, odpoczywa na maratonie i cieszy się, że nie wygrała „Jak Oni śpiewają”? Oto Joanna Jabłczyńska, jakiej nie znacie. Wcale nie taka grzeczna...

Choć ma usposobienie i wygląd grzecznej dziewczynki, niech was nie zwiodą pozory. Joanna Jabłczyńska to dojrzała i rozsądna kobieta, która dobrze wie, czego chce od życia. I zwykle osiąga to, co sobie zamierzy. – Kiedy Twoja płyta zawojuje listy przebojów? Joanna Jabłczyńska: Wiem, że powinnam ją nagrać. Zajęłam co prawda drugie miejsce w „Jak Oni śpiewają” – niby to gorsze, ale wiele osób wysyłało na mnie SMS-y, a ja ich zawiodłam. Ta płyta byłaby z mojej strony formą podziękowania. Pojawiło się już nawet kilka propozycji, ale raczej z nich nie skorzystam. Boję się współpracy z wytwórniami, bo znajomi zawodowo zajmujący się muzyką ostrzegają, że nie będę miała nic do gadania. A ja mam wizję tego, co chcę zrobić. Przede wszystkim chcę pracować z ludźmi, których znam i lubię. Jedyną osobą, której w tych kwestiach ufam, jest Janusz Tylman. – Dlaczego właśnie on? Joanna Jabłczyńska: Pracowaliśmy razem od początku programu „Jak Oni śpiewają”. Znamy się jeszcze z wcześniejszych lat i rozumiemy bez słów. On wie, co lubię i jakie mam możliwości. No i przede wszystkim zna się na muzyce... w przeciwieństwie do mnie. – Podczas programu padło na Twój temat wiele miłych słów, ale pojawiły się też przykre opinie, na przykład że podlizujesz się jury i publiczności. Czytałaś w Internecie takie komentarze? Joanna Jabłczyńska: Nie dało się ich nie zauważyć. To było bardzo przykre. Wszystko było dobrze do momentu, gdy byłam nominowana z Olgą Bończyk. Wtedy ludzie zaczęli pisać, że jak ja przejdę dalej, to oni przestaną oglądać program. Bo wygra ta, która się tylko przebiera i pokazuje nogi, a nie Olga, która jest profesjonalną piosenkarką. Widzowie na mnie głosowali i przechodziłam dalej – co mogłam na to poradzić?...

Nasze akcje
Gwiazdy
Newsy
Chcesz dobrze czuć się we własnej skórze tak, jak największe gwiazdy? Działaj metodą małych kroków!
Współpraca reklamowa
Skuteczny trening bez wysiłku? Teraz to możliwe!
Newsy
Skuteczny trening to nie tylko siłownia!
Współpraca reklamowa
Weleda
Newsy
Kosmetyki, które łączą tradycję z nowoczesnością. Poznaj je!
Współpraca reklamowa
Nowości
PartyExtra
Małgorzata Rozenek-Majdan uśmiechnięta
Newsy
Małgorzata Rozenek-Majdan
BZ
Julia Wieniawa w neonowej sukience na lato
Newsy
Julia Wieniawa
BZ
Katarzyna Cichopek na 59 Festiwalu w Opolu
Newsy
Katarzyna Cichopek
BZ
Klaudia El Dursi na plaży
TV-Show
Hotel Paradise
BZ
Ślub od pierwszego wejrzenia x-news
TV-Show
Ślub od pierwszego wejrzenia
BZ
Versace wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Trendy w koloryzacji włosów na wiosnę i lato 2022. Te odcienie robią mocne wrażenie
Marcelina Zielnik
Gorący trend: Dopamine dressing
Fleszstyle
Dopamine dressing to najgorętszy trend sezonu. Obłędną koszulę w stylu Małgorzaty Rozenek-Majdan kupisz w Sinsay za 39,99
Anna Kusiak
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Niemal identyczne kupisz w Sinsay za 35 zł
Newsy
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Podobne kupisz w Sinsay za 35 zł
Urszula Jagłowska-Jędrejek
Anna Lewandowska w swetrze za ponad tysiąc złotych
Newsy
Anna Lewandowska w modnym swetrze ponad tysiąc złotych. W Sinsay kupisz podobny za 50 złotych!
Aleksandra Skwarczyńska-Bergiel
Moda uliczna wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Najmodniejsze buty na wiosenno-letni sezon. Te modele ma w szafie każda it-girl
Marcelina Zielnik