Katarzyna Zielińska
Piotr Porębski/Metaluna
Wywiady Aleksandry Kwaśniewskiej

Katarzyna Zielińska: "Mam plan B"

Katarzyna Zielińska
Piotr Porębski/Metaluna

Kiedy zwrócono jej uwagę, że źle się ubiera, zabolało. Schudła, zmieniła styl. Z pulchnej dziewczyny Katarzyna Zielińska przeobraziła się w seksowną kobietę. W ubiegłym roku w komedii „Och, Karol 2” zagrała jedną z piękności u boku Piotra Adamczyka. Ale widzowie zauważyli ją i pokochali już wcześniej za role w serialach, między innymi w „Barwach szczęścia”. Wielokrotnie wygrywała plebiscyty popularności. Już niedługo stanie przed kolejnym wyzwaniem, jakim jest udział w „Tańcu z gwiazdami”.

– Wiedziałaś, że jeden z najsłynniejszych amerykańskich reżyserów, Billy Wilder, pochodził z Twoich terenów? Konkretnie z Suchej Beskidzkiej?
Katarzyna Zielińska:
Przeczytałam o tym niedawno. Totalne zaskoczenie!

– Myślałam, że jako fanka Audrey Hepburn wiedziałaś o tym od zawsze i traktowałaś jak zachętę. Skoro nie, to aktorstwo musiało być odważnym marzeniem dla dziewczyny ze Starego Sącza?
Katarzyna Zielińska:
Bardzo odważnym. U nas, żeby pójść do teatru, trzeba było zorganizować wycieczkę do Krakowa. To nie było na wyciągnięcie ręki. Będąc na studiach w PWST w Krakowie, odczuwałam pewne braki, chociaż w szkole miałam naprawdę wspaniałą panią profesor od języka polskiego, która rozkochała naszą klasę w literaturze i sztuce. Ale w mojej grupie na roku byli ludzie z większych miast, bardziej obyci. Pomyślałam, że przecież mogę to nadrobić – chodzić do teatru, kina, podpatrywać, jak żyje się w takim  wielkomiejskim stylu. Że to zależy tylko ode mnie.

– Mam wrażenie, że osoby z mniejszych miejscowości często oglądają się na innych. Jakby miały poczucie, że ciągle są testowane, oceniane.
Katarzyna Zielińska:
Ja czułam się tak na początku. W szkole teatralnej wydawało mi się, że wszyscy mnie obserwują, że jestem jakby w centrum całego wszechświata i że wszyscy widzą moje wady, potknięcia. Jestem z natury nieśmiała i muszę sobie różne rzeczy udowadniać. Idąc do szkoły teatralnej, wiedziałam, że będzie to dla mnie trudne przeżycie, ale ją skończyłam; że będzie mi ciężko dostać się do teatru, ale dałam radę. Ciągle stawiam przed sobą jakieś schody. Równocześnie miałam świadomość, że marzenia się spełniają. Moje się spełniały. Na przykład zawsze wiedziałam, że będę mieszkać w Warszawie. Marzyłam o tym. Bo lubię takie tempo życia, lubię być – jakkolwiek to teraz brzmi – bardziej anonimowa.

– Trochę paradoksalnie. Warszawa spełniła Twoje oczekiwania?
Katarzyna Zielińska:
Tak, od początku byłam zachwycona.

– Naprawdę? To tak niepopularny pogląd, że aż Ci nie wierzę.
Katarzyna Zielińska:
Mnie naprawdę Warszawa zafascynowała. Mam tu swoje magiczne miejsca, a nawet pewne rytuały. Uwielbiałam wyjść wieczorem na spacer po Żoliborzu, potem dojść do centrum, posnuć się po Starówce. Był taki etap mojej samotności, który kochałam nad życie. Zawsze planowałam sobie cały dzień – że tutaj wypiję z kimś kawę, pójdę na zdjęcia, zaniosę CV, potem pochodzę po mieście, będzie wieczór, przyjdę, ugotuję sobie coś. Chodziłam też do parku Skaryszewskiego i pływałam z przyjaciółkami łódkami… Kocham Warszawę i to nie jest przesadna egzaltacja, tylko stwierdzenie faktu.

– Przez tych parę lat tutaj skóra Ci nie zgrubiała?
Katarzyna Zielińska:
Właśnie nie. Z domu wyniosłam przekonanie, że wszyscy są wspaniali. Odkąd weszłam w show-biznes, zaczęłam się przekonywać, że można tak po prostu kogoś bezinteresownie krzywdzić czy upokarzać. I nie mówię tu tylko o sobie. Każdego dnia coraz szerzej otwierały mi się oczy.

– Co zobaczyłaś?
Katarzyna Zielińska:
Że ktoś nie certoli się, używam tego słowa z całą świadomością, żeby zrobić coś za twoimi plecami, zobaczyłam, co to znaczy „po trupach do celu”. Ja nigdy tego nie umiałam i nawet nie chcę się nauczyć. Rodzice zawsze mi mówili, żebym za takie zachowanie nie odpłacała tym samym. To jest trudne, ale dzielnie trzymam się tej zasady.

– Czyli zemsta jest niedozwolona?
Katarzyna Zielińska:
Traciłabym tylko energię nie na te rzeczy, które powinnam robić w życiu.

– Czujesz się góralką?
Katarzyna Zielińska:
Wszyscy przedstawiają mnie jako góralkę, ale jakbym przyjechała do domu i powiedziała, że jestem góralką, pewnie by mnie prześwięcili. Jestem góralka niskopienna, my się nazywamy Laszki.

– Niskopienna się nie liczy?
Katarzyna Zielińska:
Nie w tym rzecz. Wolę o sobie mówić Laszka, czyli po prostu dziewczyna z gór. Jesteśmy mocno charakterne.

– I szybciej zabijecie niż zdradzicie?
Katarzyna Zielińska:
Zdecydowanie. Mówimy prawdę prosto w oczy, nawet jeśli znamy konsekwencje, krzyczymy, jeśli wiemy, że mamy rację, ale też umiemy przeprosić, jeśli zawiniłyśmy.
A jak kochamy, to na zabój. Bliskiej osoby nie damy skrzywdzić. Czy to partner, czy rodzina.

– Czyli jak się złościsz, to raczej krzyczysz, niż płaczesz?
Katarzyna Zielińska:
I to, i to. Czasem sobie popłaczę, bo to oczyszcza z nadmiaru emocji. I to nie tylko tych negatywnych. Trudno mi czasem zapanować nad uczuciami.

– Jesteś choleryczką?
Katarzyna Zielińska:
Chyba tak...

– Potrafisz czymś rzucić?
Katarzyna Zielińska:
Nie, tu do perfekcji nie doszłam (śmiech). Choć chciałabym jak najszybciej się zresetować. Bo ja się za bardzo wszystkim przejmuję. Co jakiś czas postanawiam, że nie mogę tak z byle powodu się spalać, ale to nie jest takie łatwe.

– To jak przeszłaś przez cały okres zdobywania popularności?
Katarzyna Zielińska:
Ja się nawet boję słowa „popularność”. Profesorowie mówili w szkole, że całe życie trzeba się uczyć i nigdy człowiek nie jest wystarczająco dobry. Dlatego jak słyszę, że mam teraz swoje pięć minut, traktuję to jako wyzwanie. Nadal będę ciężko pracować, tak jak do tej pory. Nadal będę słuchać mądrych ludzi i z takimi pracować. Nadal będę z szacunkiem podchodziła do drugiego człowieka.

– Masz poczucie, że jesteś teraz w miejscu, w którym zawsze chciałaś być?
Katarzyna Zielińska:
Ja nie kokietuję, nie mówię, że nie. Oczywiście jest mi bardzo przykro, kiedy plotki na mój temat dotykają moją rodzinę, bo to jest małe środowisko i inaczej wszyscy to odbierają. Ale z drugiej strony jestem bardzo dumna, że ktoś pochodzący z małej miejscowości, niemający kontaktów, tak zwanych pleców, może spełnić swoje marzenia i coś osiągnąć. W moim przypadku duża w tym zasługa rodziców, którzy zawsze mnie wspierali, pomagali. Życzę wszystkim, żeby mieli taką rodzinę.

– Przy bardzo opiekuńczych rodzicach zawsze jest ryzyko, że się przyzwyczaisz i będziesz oczekiwać podobnego zaopiekowania od życia.
Katarzyna Zielińska:
Nigdy nie oczekiwałam, że zawsze ktoś będzie nade mną czuwał. Ale coraz bardziej to doceniam.

– Tata jest Twoim ideałem mężczyzny?
Katarzyna Zielińska:
Na pewno. Ale jest ideałem z wadami, tacy są bardziej ludzcy (śmiech).

– To ułatwia czy utrudnia życie młodej kobiety?
Katarzyna Zielińska:
Dobre pytanie. Na pewno obserwowanie taty pozwoliło mi ustalić priorytety w byciu z innym mężczyzną. Przekazał mi też otwartość na świat, co bardzo pomaga w życiu. Tata ma dużo takiej akceptacji świata i jest po prostu dobrym człowiekiem.

– Ale mówi się, że szukamy mężczyzn na podobieństwo ojców, a jak poprzeczka jest tak wysoko zawieszona...
Katarzyna Zielińska:
Trzeba cierpliwie czekać, obserwować, ale jest to możliwe.

– I można odtworzyć ten ogrom bezwarunkowej miłości?
Katarzyna Zielińska:
Co do bezwarunkowej miłości, to rodzice nie mówili: „O Jezu, jaka ty jesteś wspaniała i piękna!”. Byłyśmy doceniane i chwalone za wszystkie dobre rzeczy, ale też miałyśmy wyznaczone granice i zasady, których się miałyśmy trzymać. Z tatą obiecaliśmy sobie szczerość ponad wszystko. Pamiętam taką sytuację. Byliśmy z tatą w kościele i zapytałam go, jak wyglądam w sukience, którą założyłam. Byłam wtedy dosyć przy kości, a sukienkę miałam przed kolana. A on na to: „Wiesz co, Kasia, jesteś piękną kobietą, ale łydki masz nie za dobre”. Zatkało mnie, ale wzięłam się za siebie i teraz te łydki odsłaniam bez problemu. Pewnie niełatwo było mu powiedzieć coś takiego ukochanej córeczce, ale doceniam to.

– Ty też mu kiedyś coś wytknęłaś?
Katarzyna Zielińska:
Ależ oczywiście! Jesteśmy w końcu do siebie podobni.

– Metamorfoza, jaką przeszłaś, wyleczyła Cię z kompleksów?
Katarzyna Zielińska:
Mam świadomość, że popracowałam nad sobą, ale po kompleksach, z których się wyleczyłam, przyszły kolejne, bo nic w przyrodzie nie ginie (śmiech). Wiele osób uważa, że jestem taką mocną kobietą. I zazdroszczą mi tego. A ja jestem krucha w środku.

– To też widać. Przegrywając w programie „Kocham cię, Polsko!”, sprawiasz wrażenie, jakbyś była na granicy płaczu.
Katarzyna Zielińska:
Tak to widzisz? Staram się nad tym zapanować, ale czuję się odpowiedzialna za drużynę i naszych kibiców. Może to dlatego tak się przejmuję...?

– Może jesteś stworzona do wygrywania?
Katarzyna Zielińska:
Chyba nie, ale lubię walczyć. Czysto i z zasadami. Lubię taki dreszcz emocji. Na szczęście szybko zapominam o porażkach, nie rozpamiętuję przeszłości. Stawiam sobie kolejny cel i na nim koncentruję swoją energię.

– Bardziej pamiętasz krytykę czy pochlebstwa?
Katarzyna Zielińska:
Uczę się przyjmowania komplementów. Łatwiej mi słuchać krytyki. Ważna była szczera rozmowa z pewnym producentem, który kazał mi zwrócić uwagę na niektóre rzeczy.

– Jak to? Powiedział, że powinnaś schudnąć?
Katarzyna Zielińska:
Tak, oraz żebym zwróciła uwagę na to, jak się ubieram.

– Dość szczerze. Jak zareagowałaś?
Katarzyna Zielińska:
Najpierw szok. Pamiętam, że poszłam wtedy do jakiegoś sklepu i snułam się między tymi wieszakami, nie wiedząc, od czego zacząć. Następnego dnia zadzwoniłam do trenerki, pospotykałam się z ludźmi, którzy mieli większe ode mnie pojęcie o modzie, no i wzięłam się za siebie. Od razu. Tak już mam.

– Masz poczucie, że teraz wykorzystujesz pełnię swoich możliwości?
Katarzyna Zielińska:
Cały czas szukam w sobie nowych pasji, zainteresowań, bo świat jest kolorowy i pełen nieograniczonych możliwości. Lubię mieć plan B, który pozwoliłby mi się spełnić w zupełnie inny sposób.

– Na przykład?
Katarzyna Zielińska:
Na przykład kulinarnie.

– Dobrze gotujesz?
Katarzyna Zielińska:
Dobrze, ale mój chłopak lepiej. Oczywiście w związku z tym odpuściłam sobie, bo jak ktoś robi coś wspaniale, to oddaję mu pole do działania.

– Może chociaż wydawanie pieniędzy przychodzi Ci z łatwością?
Katarzyna Zielińska:
Nie, tego właśnie się nauczyłam, zarabiając na drobiazgi u rodziców w szklarni. Miałam skarbonkę, zamykaną na kluczyk, tam wsadzałam wszystkie „zarobki” i wiedziałam, na co wydam. Dziś też dziesięć razy się zastanowię, zanim coś kupię. Jedynie z łatwością mi przychodzi wydawanie na buty.

– Pozwalasz sobie na ekstrawagancję?
Katarzyna Zielińska:
Rzadko, bo nie jestem typem, który lubi zaszaleć. Mnie zawsze najpierw staną konsekwencje przed oczami, a potem dopiero zastanawiam się: To mogę zaszaleć czy nie?

– I nie zdarzyło Ci się nigdy zrobić czegoś, nie myśląc o konsekwencjach?
Katarzyna Zielińska:
Chyba nie.

– To jest kwestia charakteru czy wychowania?
Katarzyna Zielińska:
Myślę, że i tego, i tego. Ja nawet nie potrafiłam iść na wagary. Owszem, uciekłam raz z domu, ale tata domyślał się, że dojdę z tą walizką do przystanku autobusowego i wrócę, więc wszyscy już na mnie czekali… Do 18. roku życia, kiedy wszyscy wokół imprezowali na sylwestra, my z kuzynką wlewałyśmy w siebie szampana bezalkoholowego.

– Same z siebie? Czemu?
Katarzyna Zielińska:
No bo tak sobie założyłam – szampan bezalkoholowy, zero używek…

– Bo bałaś się kary czy po prostu uważałaś, że to jest karygodne?
Katarzyna Zielińska:
Bałam się, że niebo otworzy się nade mną i mnie pochłonie. Oczywiście żartuję. Ale byłam też chyba trochę wygodna, więc myślałam, że skoro po tych wagarach będę musiała odbyć karę, to mi się to nie opłaca. I odechciewało mi się. Teraz, po latach to moje dobre prowadzenie się odwdzięczyło mi się dobrym zdrowiem i kondycją, choć wtedy tak o tym nie myślałam.

– A myślałam, że to ja byłam grzecznym dzieckiem…

Rozmawiała: Aleksandra Kwaśniewska
Zdjęcia Piotr Porębski/Metaluna
Stylizacja Jola Czaja
Asystentka stylisty Magda Smus
Makijaż Eryka Sokólska
Fryzury Maryla Duda
Produkcja Ela Czaja

Przeładuj

Jak Paula Tumala zareagowała na wieść o ciąży bliźniaczej? Taka reakcja to zupełna normalność!

zobacz 01:36