Konflikt o opiekę nad 13-letnim synem Halle Berry i Oliviera Martineza wszedł w najbardziej dramatyczną fazę. Francuski aktor przekonuje w sądowych pismach, że chłopiec chce osobiście stanąć przed sędzią i opowiedzieć o tym, co wydarzyło się feralnej nocy. Zdobywczyni Oscara stanowczo zaprzecza oskarżeniom o przemoc i przekonuje, że pada ofiarą manipulacji byłego męża.
WIDEO…
Olivier Martinez chce, by syn w sprawie rzekomego ataku Halle Berry
Z dokumentów procesowych, do których dotarł magazyn "People", wynika, że 60-letni Olivier Martinez domaga się umożliwienia synowi bezpośredniej rozmowy z sędzią. Aktor twierdzi, że nastolatek sam wyraził chęć przedstawienia swojej wersji wydarzeń podczas nadchodzącej rozprawy dotyczącej opieki, zarówno w kwestii preferowanego modelu opieki, jak i rzekomego incydentu z 26 września.
Powinien mieć możliwość, by jego głos został wysłuchany w sprawie tego, co przeżył tamtej nocy. Jeśli uniemożliwi mu się zwrócenie do sądu w kwestii tych oskarżeń, obawiam się, że w przyszłości zniechęci go to do zgłaszania jakichkolwiek problemów czy potencjalnej przemocy - miał argumentować Martinez.
Francuz zasugerował przy tym, że Berry zrobi wszystko, by zablokować wystąpienie syna.
Jestem tym rodzicem, który chce, by prawda wyszła na jaw. Jestem tym rodzicem, który nie chce uciszać głosu Maceo. Jeśli wnioskodawczyni będzie próbowała powstrzymać naszego syna przed rozmową z sędzią, obawiam się, że będzie to jedynie próba ucieczki przed odpowiedzialnością za to, co się wydarzyło - dodał aktor.
Według jego relacji chłopiec już wcześniej żalił się terapeutom na zachowania matki, lecz czuł, że jego obawy są bagatelizowane. Co więcej, tuż po rzekomym ataku Helle Berry syn miał zrobić jej zdjęcie, aby mieć dowód jej zachowania.
Halle Berry odpiera oskarżenia i broni się przed zeznaniami syna
Batalia zaogniła się na początku października, gdy Martinez wystąpił o przyznanie mu wyłącznej opieki nad synem oraz o wydanie tymczasowego nakazu ochrony. Twierdził, że podczas kłótni o grę Halle Berry rzuciła się na 13-latka i zaczęła go dusić. Sąd w hrabstwie Los Angeles 1 października wydał tymczasowy nakaz ochrony obejmujący Martineza i Maceo. Nakaz nie zakazał aktorce kontaktu z synem, lecz czasowo ograniczył jej spotkania z chłopcem do dziennych wizyt w poniedziałki, wtorki, soboty i niedziele oraz zobowiązał ją do zachowania 100-jardowego dystansu od byłego męża.
Zdobywczyni Oscara stanowczo odrzuciła wszelkie zarzuty o znęcanie się nad dzieckiem.
Nigdy nie stosowałam wobec Maceo przemocy fizycznej, emocjonalnej ani żadnej innej. Sama jestem ofiarą przemocy domowej i pomagam innym ofiarom. Nie jestem sprawczynią przemocy. Nigdy nie skrzywdziłabym naszego dziecka - zadeklarowała w oświadczeniu procesowym.
Prawniczka gwiazdy, Marina Beck, nazwała zarzuty byłego męża "całkowicie bezpodstawnymi i celowo wprowadzającymi w błąd", a cały incydent aktorka określiła jedynie jako niewinną domową szamotaninę, którą Martinez miał zmanipulować, nastawiając syna przeciwko matce. Berry sprzeciwia się temu, by Maceo zeznawał, przekonując w pismach procesowych, że ojciec mógł wpływać na chłopca, i wnosząc, by sąd przywiązał większą wagę do relacji dorosłych świadków zdarzenia, w tym jej narzeczonego Van Hunta oraz córki Nahli. Warto przypomnieć, że wydany nakaz ochrony ma charakter tymczasowy i nie stanowi ostatecznego ustalenia, że do przemocy rzeczywiście doszło.
ZOBACZ TAKŻE: