"Rolnik szuka żony" ponownie przyciąga uwagę widzów. Jeden z najpopularniejszych programów Telewizji Polskiej wrócił z kolejnym sezonem, a wraz z nim pojawiły się nowe historie, emocje i uczestnicy, którzy liczą na to, że przed kamerami uda im się znaleźć miłość. Każdy kolejny odcinek wzbudza spore zainteresowanie, a widzowie chętnie komentują poczynania rolników i ich kandydatów. Za nami już drugi odcinek najnowszej edycji. I tym razem nie zabrakło emocji i momentów, które wywołały ożywione dyskusje w sieci. Tuż po emisji produkcja programu postanowiła podzielić się z widzami ważną informacją. 

WIDEO

player placeholder

"Rolnik szuka żony". Produkcja przekazała wieści ws. oglądalności 

Drugi odcinek przyniósł sporo zabawnych sytuacji. Jedna z nich wydarzyła się podczas spotkania Dominiki i Marty Manowskiej. Kiedy rolniczka otworzyła list, w środku zobaczyła... paragon. Tego w historii "Rolnik szuka żony" jeszcze nie było. Okazało się, że Damian, jeden z kandydatów, włożył go tam przez pomyłkę. Paragon był wystawiony za sesję fotograficzną, którą uczestnik wykonał specjalnie na potrzeby programu. Internauci byli pod wrażeniem jego zaangażowania.

Z odcinka na odcinek w "Rolniku" robi się coraz ciekawiej. Nic więc dziwnego, że widzowie chętnie zasiadają przed telewizorami. 14 września produkcja przekazała, że w tym tygodniu program obejrzało aż 1,5 mln widzów. 

Zobacz także:

Znów byliście z nami tak licznie! Dziękujemy! - czytamy w poście. 

"Rolnik szuka żony". Marta Paszkin i Paweł Bodzianny o początkach miłości. Gdyby nie program, nie byliby razem?

Paszkin i Bodzianny wystąpili w ostatnim odcinku nowego formatu "Rolnik szuka żony. Odwiedziny", który emitowany jest po każdym odcinku "Rolnik szuka żony". Bodzianny i jego ukochana pojawili się także ostatnio na ramówce TVP. W rozmowie z naszą reporterką opowiedzieli, jak wspominają udział w 7. edycji programu. 

Sytuacja nie jest naturalna, że się poznaje drugiego człowieka przed kamerami, że wszystko jest w pigułce, od razu się jedzie do niego do domu, od razu się poznaje rodzinę. Więc jest to stresujące, ale ja sobie myślę z perspektywy czasu, zresztą mąż na pewno się zgodzi, że gdybyśmy się spotkali tak normalnie, to mogłoby nam być trudno się, że tak powiem, zejść, bo wiecie, 500 kilometrów, ja zostawiłabym Warszawę, a tu była taka motywacja, to wszystko było na szybko, że się to jakby szybciej wszystko potoczyło - wspominała. 

Zobacz też: