Reklama

Karaś zapewnił jednak, że wróci do realizacji projektu, gdy napięcia na Bliskim Wschodzie się uspokoją. Zaznaczył, że konflikt zbrojny między Iranem a Stanami Zjednoczonymi i Izraelem pokrzyżował mu plany, jednak nie to jest jednak teraz najbardziej istotne. "Najważniejsze, żeby ten konflikt szybko się załagodził" - powiedział.

Robert Karaś i Agnieszka Włodarczyk przebywają w Dubaju

Agnieszka Włodarczyk i jej mąż, ultra-triathlonista Robert Karaś, wraz z kilkuletnim synem Milanem przebywają obecnie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich - głównie w Dubaju, gdzie jakiś czas temu zdecydowali się zamieszkać na stałe i budować codzienność z dala od Polski. W mediach społecznościowych aktorka chętnie relacjonuje życie rodziny w tej części świata, pokazując zarówno spokojne chwile, jak i luksusowe zakątki, które odkrywają wspólnie z mężem i dzieckiem. Wcześniej para nawet wzięła ślub w Dubaju i chętnie wraca do tego egzotycznego miejsca również podczas podróży i urlopów.

Ostatnio Włodarczyk zabrała głos w mediach społecznościowych, komentując rosnące napięcie w regionie po eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie i uspokajając fanów, że jej rodzina jest bezpieczna. Z relacji aktorki wynika, że życie w Dubaju toczy się w dużej mierze normalnie mimo medialnych doniesień - tramwaje i komunikacja działają, a ona wraz z mężem i synem starają się zachować spokój i rutynę.

Robert Karaś przekazał przykre wieści

Robert Karaś stanął przed kolejnym ekstremalnym wyzwaniem - planował pobić rekord Guinnessa, biegnąc przez Zjednoczone Emiraty Arabskie i pokonując ponad 6000 km. Po starcie wszystko szło zgodnie z planem, ale już po 82 km jego próba musiała zostać przerwana. Karaś wyjaśnił, że trwający konflikt między USA, Izraelem i Iranem zakłócał sygnały GPS, co uniemożliwiło wiarygodne mierzenie dystansu i kontynuowanie biegu w bezpiecznych warunkach.

Jesteśmy na 82 km. Większość z Was wie, że przez konflikt z Iranem i Stanami moja próba nie będzie uznana. Będziemy musieli zacząć próbę od początku. Wojsko blokuje sygnały GPS-u, moje sygnały zostały zerwane. Mamy po zawodach, ale to nie jest najważniejsze. Ważne, żeby konflikt się zakończył. No nic, takie życie. Jesteśmy cali i zdrowi
przekazał na Instagramie.

Choć rekord Guinnessa musiał poczekać, Karaś podkreślił, że najważniejsze są względy bezpieczeństwa jego i jego zespołu, a także zakończenie rozlewu krwi w regionie. Zapowiedział, że wróci do próby, gdy "napięcia na Bliskim Wschodzie się uspokoją", dając jasno do zrozumienia, że to nie kres jego sportowych ambicji, lecz jedynie chwilowa przerwa w realizacji planu.

Zobacz także:

Reklama
Reklama
Reklama