Avenue Montaigne 57, przed zabytkową kamienicą na najbardziej snobistycznej ulicy Paryża kłębi się ekscentryczny tłumek. Moda wisi w powietrzu, płaszcz w kolorze jajecznicy, krata na garniturze, od razu widać, że to ludzie z metką „fashion”. Z limuzyny wysiada Anja Rubik i przeciska się w tłumie. Reszta cierpliwie czeka na pokaz Zienia. Po chwili wszyscy wchodzą do apartamentu, gdzie stiuki na ścianach przypominają, że jeszcze wczoraj był tu salon. Dzisiaj przeistoczył się w profesjonalny wybieg, na widowni w pierwszych rzędach siadają bogate klientki Zienia, francuscy i polscy dziennikarze. Błyski fleszów, cisza i zaczyna się przepisowo spóźniony pokaz.

W sekundę przenosimy się na plażę nad Bałtykiem, gdzie chmury płyną po niebie, fale roztrzaskują się o brzeg, a wydmy sięgają po horyzont. Kreacje w subtelnych odcieniach kawy z mlekiem, brązów i beżów przypominają zimną kolorystykę Bałtyku, a misterne drapowania i błyszczące tkaniny przywodzą na myśl podwodny świat Neptuna. „Lepiej jest podziwiać polskie morze, niż w nim pływać”, śmieje się Maciek. Ale on sam nie boi się skakać na głęboką wodę, jako pierwszy polski projektant pokazuje kolekcje na paryskim pret-a-porter.

Paryż, 13 lat wcześniej...
Maciek odłącza się od szkolnej wycieczki i w księgarni przegląda biografie Jeana Paula Gaultiera. Dostrzega datę swoich urodzin, 24 kwietnia to także dzień urodzin wielkiego projektanta. Młodziutki Maciek czuje, że to jest znak. Musi się spieszyć, Gaultier pokazał pierwszą kolekcję w wieku 17 lat i jeżeli chce być projektantem, to musi zacząć natychmiast. Debiutował więc rok później z kolekcją „Druga strona księżyca” i choć od czasu, gdy tworzył sukienki z lusterek znalezionej na śmietniku dyskotekowej kuli, minęło 12 lat, nadal jest pełnym zapału idealistą. Z pasją angażuje się w nowe przedsięwzięcia, projektuje biżuterię, telefony, wnętrza… Kiedy rozmawiam z nim dzień przed pokazem, odbiera telefon i skacze z radości jak dziecko. Właśnie dostał informację , że na pokazie będą Janie Samet (ikona francuskiego dziennikarstwa modowego) i Bernard Dannilion (główny PR-owiec Diora). To dla niego bardzo ważne.

 

To druga kolekcja w Paryżu, pierwsza to była próba generalna, nieco amatorska, jak mówi. „Teraz liczę na większe zainteresowanie prasy francuskiej”. Dlatego tym razem jest pełen profesjonalizm, wynajęta na miejscu agencja PR, francuska stylistka, najlepsze modelki. Ale gdy wchodzę na backstage, najpierw słyszę język polski. Pani Halina, mama Maćka, pomaga ustawiać krzesła, Marcin Bieńkowski robi próbny makijaż i głośno zastanawia się, jakich kosmetyków użyć do malowania czarnoskórej Samiry, Małgosia Walczak, biznesowa partnerka Maćka krząta się na zapleczu, obok jeszcze Ada, Ewelina i Ola. „To wszystko przyjaciele, wśród nich czuję się bezpieczny”.

Paryskie anioły
„Paryż też pokochałem dzięki przyjaciołom, tutaj mieszka dwóch moich największych aniołów stróżów – Kasia Różyc, która jest właścicielką apartamentu, w którym odbył się pokaz, i Tomek Kolarski, który pracował w Marie Luiza i świetnie zna rynek mody”. To oni pokazali mu stolicę mody.  Maciek na razie nie myśli o przenosinach, jego firma zostanie w Polsce. Tam ma najwierniejsze krawcowe, tam powstają jego najlepsze pomysły. W Paryżu spędza wolny czas i codziennie poznaje naprawdę zainteresowanych modą ludzi. Marzy o butiku na Avenue Montaigne, gdzieś obok Diora, Prady lub Gucciego, ale zapytany, gdzie chciałby mieszkać, odpowiada: „Marais, niedaleko kamienicy, gdzie mieszka Jean Paul Gaultier”. Na razie nie chce o tym mówić, ale istnieje możliwość, że jego ubrania będzie można kupić w Market Montaigne, jednym z najciekawszych paryskich concept store. Paryż ceni za elegancję i szyk. „Zwiedziłem cały świat, ale najbardziej lubię Europę z jej kulturą i historią”. Paryż to dla niego żywa inspiracja, Centrum Pompidou ze sztuką nowoczesną, konstrukcja wieży Eiffla i codzienna ulica pełna francuskiej mody. „Uwielbiam siedzieć w kafejce i obserwować ludzi. Francuzki są stylowe, noszą się klasycznie. Pytam, co będzie, jak Bernard Dannilion zachwyci się kolekcją i zaproponuje mu posadę u Diora. Z niedowierzaniem odpowiada: „Oczywiście, że się zgodzę!!!”.

 

Ambicją Maćka jest stworzenie polskiego domu mody, nie tylko linii pret-a-porter sygnowanej własnym nazwiskiem czy kolekcji wieczorowych. Chce, żeby przetrwało to, czemu podporządkował życie i oszczędności. Jak sam twierdzi, jest w nim dużo z biznesmena. To prawda, wszystko co osiągnął, zawdzięcza własnej pracy i szczęściu do ludzi. Niektórzy twierdzą, że się sprzedaje, ale on wie, że to wszystko jest długofalową inwestycją, której efekty już widać. Żaden polski projektant nie pokazywał się na paryskim pret-a-porter, a nazwisko „Zjen” (jak mówią Francuzi), odkąd przy okazji poprzedniego pokazu Marie Cristin Marek (znakomita telewizyjna dziennikarka mody) zrobiła z nim minirozmowę, kojarzone jest z „tym młodym, zdolnym projektantem z Polski”.

A co dalej...
Maciek wydaje się zrelaksowany i uśmiechnięty. „Denerwowałem się do wczoraj, teraz będzie, co będzie”. Chwilę przed pokazem na backstage’u panuje spokój. Po pokazie uśmiechy, gratulacje, uściski. „Moje paryskie marzenie jeszcze nie jest spełnione, będzie, jak wszystkie tutejsze butiki wykupią moją kolekcję. A potem… Potem pewnie się okaże, że świat nie kończy się na Paryżu…”

Anna Jurgaś

Więcej na temat Maciej Zień