Hubert Urbański
Piotr Porębski/METALUNA
Wywiady Piotra Najsztuba

Hubert Urbański - Mężczyzna utkany z kobiety

Hubert Urbański i Piotr Najsztub w zaciekłej bitwie na głosy. Kto wygrał?

– Jesteś mężczyzną spełnionym?
Hubert Urbański:
Na takie pytanie zero-jedynkowe muszę odpowiedzieć – tak. Ale to nie jest stan ostateczny i permanentny, i że tak jest na przykład od 1 czerwca któregoś tam roku. Powoli strzałka się w tę stronę przesuwa.

– Pamiętasz jeszcze smak niespełnienia?
Hubert Urbański:
Pamiętam ciągłe „bycie nie na miejscu”, niezadowolenie z siebie, że ciągle powinienem coś inaczej, ciągle pretensje do siebie. Że ja nie pasuję do świata, a świat nie pasuje do mnie. Teraz czuję się coraz bardziej pogodzony.

– Nie masz w sobie żalu, w tyle głowy, że nie zostałeś wielkim aktorem?
Hubert Urbański:
Absolutnie!

– W szkole aktorskiej nie poczułeś, że oto wkraczasz do jakiegoś magicznego świata?
Hubert Urbański:
Nie, trafiłem tam przez splot przypadków, nie było wizji wielkiego teatru i wielkiego aktorstwa. Naprawdę nie wiedziałem, co będę robić.

– A nie poczułeś tej swego rodzaju megalomanii, która pozwala ludziom być artystami?
Hubert Urbański:
Zobaczyłem, że to tak działa, ale w sobie tego nie miałem. Miałem raczej bardzo duże poczucie obciachu, kiedy wychodziłem na scenę. Cenzurowałem się po każdym zdaniu, które mówiłem, w głowie.

– W jakim sensie się cenzurowałeś?
Hubert Urbański:
Po scenie już w głowie miałem: o Jezu, jak zafałszowałem, ale spieprzyłem! Z takim ciągłym kontrolowaniem się i brakiem dystansu do siebie ciężko jest mieć jednocześnie „wiatr w żaglach”.

– Wychodziłeś i były oklaski?
Hubert Urbański:
Były.

– To powinno trochę ośmielić.
Hubert Urbański:
Nie, sukces, nawet pochwały wywoływały u mnie poczucie dobrze spełnionego obowiązku, ale nie euforii, a z kolei krytyka wywoływała u mnie potworny stan depresji. Nigdy sukces, oklaski albo pochwały nie powodowały, żebym rozkwitał i czuł nareszcie: Teraz wiem, dlaczego chcę występować na scenie! Już w trakcie studiów wiedziałem, że nie będę aktorem. Grałem jeszcze dyplomy w szkole, a już chodziłem na castingi do programów telewizyjnych, do radia, i akurat do Zetki mnie przyjęli.

– A jako mały chłopiec kim chciałeś być? Oprócz tego, że chciałeś być ukochanym i najlepszym synem swoich rodziców, bo czytałem, że bardzo o to zabiegałeś?
Hubert Urbański:
Zabiegałem, i to taki był ciekawy mechanizm. Chciałem im za każdym razem udowodnić, że ich nadzieje pokładane we mnie są słuszne. A te nadzieje właściwie się ograniczały do tego, żebym był porządny, nie rozrabiał, nie nachlał się, nie zdemolował mieszkania, żeby można było mnie zostawić na dwa, trzy, cztery tygodnie, bo mama wyjeżdżała do Bułgarii, a tata na wieś w czasie wakacji, do brata.

– Czyli nie oczekiwali, że podbijesz świat, że świat będzie na Ciebie patrzył z podziwem?
Hubert Urbański:
Nie. Żebym nie robił kłopotu, żeby nie było obciachu ze mną, żeby się nie musieli potem kajać w pokoju nauczycielskim. I ja to spełniałem, dziecka nie zrobiłem żadnej dziewczynie, nie narozrabiałem, w narkotyki nie wszedłem, nie zapijałem się. Oczekiwali „porządności”.

– To oni, a o czym dla siebie marzył mały Hubercik?
Hubert Urbański:
Nie miałem jakiegoś zawodu albo kierunku zdefiniowanego marzeniami.

– To mi pasuje do Ciebie. Czy nie uważasz, że jesteś trochę bezbarwny?
Hubert Urbański:
Innego słowa szukam... Bo bezbarwny to jest dobry kierunek, ale myślę, że... jestem taki medium. Nie jestem ani surowy, ani wysmażony.

– Czyli że łatwy do zjedzenia i bezpieczny, większość zamawia polędwicę średnio wysmażoną. Takim chciałbyś być kotletem?
Hubert Urbański:
W ogóle nie chciałbym być kotletem. A jaki bym chciał być? To się cały czas okazuje, w praniu...

– O ile masz odwagę.
Hubert Urbański:
Tak. A okresy odwagi też przychodzą, w zależności od tego co się robi. Na przykład miałem taki długi czas, że w ogóle nie było impulsu do jakichś zmian.

– Co to był za okres? 
Hubert Urbański:
Te ostatnie lata, pracowałem w TVN i właściwie niewiele się działo. Podejmowałem jakieś takie próby, na przykład zrobiłem w zeszłym roku „Stand-up Comedy Club” w HBO i myślałem, że jak w to wejdę, to się to gdzieś rozbuja, w jakąś nową, ciekawą stronę, a zrobiliśmy sześć odcinków i zanim się zaczęło, to przygasło.

– Wszedłem na Twoją stronę internetową i szczególnie powitanie mnie ubawiło. Ty z kieliszkiem koniaku, z palącym się cygarem, chilloutowa muzyka... Tak siebie widzisz?
Hubert Urbański:
Mam problem z tą stroną internetową. Nie wiem, czy głośno powinienem mówić, ale tak naprawdę nie rozumiem, po co ona. Wiem, że powinienem mieć, bo jestem tam, gdzie jestem, robię to, co robię, no i wszyscy ją mają, to i ja powinienem, ale nie czuję tego medium. Miałem przez chwilę profil na Facebooku, bo wszyscy mają, bo córki mnie namówiły... Z tydzień chyba tylko wytrzymałem.

– Wyglądasz mi na kogoś takiego, kto chciałby nas zajmować swoją osobą tylko o tyle, o ile jest to konieczne.
Hubert Urbański:
Chyba rzeczywiście tak jest. A to niedobrze?

– Sądząc po Twojej karierze, daje to rezultaty. Masz cały czas pracę, publiczność cię łyka, bo jesteś medium... Więc może to ma jakiś sens.
Hubert Urbański:
Może ma, chociaż ja zawsze jestem niezadowolony. Zawsze myślę, że mógłbym skuteczniej być, więcej ciekawych rzeczy robić.

– Jaki jeszcze masz niewykorzystany potencjał?
Hubert Urbański:
Myślę, że na przykład taki stand up to bym chętnie robił w telewizji. Mogę mówić stand up, sam sobie go pisać.

– Co jeszcze?
Hubert Urbański:
Wywiady. I z dziećmi mógłbym na pewno coś robić.

– Ale co, za przeproszeniem?
Hubert Urbański:
Nie za przeproszeniem, grzeczne rzeczy. Mógłbym rozmawiać, jakiś talk-show z dziećmi zrobić.

– Ale po co pytać o coś dzieci? Przecież one nic nie wiedzą.
Hubert Urbański:
To byś się zdziwił.

– Mam ograniczony kontakt z dziećmi. Ale dlaczego dzieci tak Cię fascynują?
Hubert Urbański:
Jak jestem z dziećmi, ale takimi, z którymi już można zamienić dwa słowa, to otwieram się na taki rodzaj głupawki, która mi dobrze robi. Nie czuję się wtedy skrępowany, a jak robię to samo ze starszymi, to mam uczucie, że zaraz ktoś tak mnie obetnie wzrokiem... A dziecko nigdy cię nie obetnie wzrokiem. Jesteśmy wtedy na tej samej fali.

– Czyli udaje Ci się na ten moment dziecinnieć, odrzucić przeszłość?
Hubert Urbański:
Trochę tak. Może to polega na tym, że wtedy podświadomie wiem, że nie muszę spełniać oczekiwań dorosłych, bo dzieci nie mają poważnych, merytorycznych oczekiwań wobec dorosłego. Chcą, żebym się z nimi wygłupiał.

– A Tobie osobiście po co są dzieci potrzebne? Masz ich trochę…
Hubert Urbański:
Jedne są, drugie w drodze, w sierpniu się urodzi.

– No to po co Ci dzieci?
Hubert Urbański:
Na tak postawione pytanie...

– Prostackie...
Hubert Urbański:
Właśnie, nie chciałem tego powiedzieć... Mam je, bo tak.

– Mężczyzna musi mieć dzieci?
Hubert Urbański:
Jakbym zaczął ci tłumaczyć merytorycznie, to zaraz byś mnie wypunktował, więc: bo tak!

– Instynkt?
Hubert Urbański:
Jakbyś kobietę spytał, toby ci odpowiedziała, że instynkt, i byś tego w ogóle nie mógł podważyć, bo rzeczywiście instynkt macierzyński jest siłą, której nie wytłumaczysz. Jak kobieta rodzi, ma taki power, to jest tak zwierzęce, czysty instynkt!

– W porodach uczestniczyłeś, z tego co przeczytałem.
Hubert Urbański:
Tak – i właśnie na tej podstawie to mówię.

– Byłeś zaskoczony tym, co zobaczyłeś?
Hubert Urbański:
Włącza się jakieś turbodoładowanie, porażony tym byłem! To jest tak, jakbyś nagle oglądał z bliska atak smoka, coś tak pierwotnego, nieokiełznanego! Podziwiasz to tylko i szczęka ci opada – nie umiem znaleźć lepszych słów na to.

– Te są naprawdę dobre.
Hubert Urbański:
I sam jesteś też w emocji, nie podziwiasz tego z boku, z założonymi rękami, ale jak to sobie później przypominasz, to za każdym razem myślisz: niewiarygodne!, jakbyś był świadkiem jakiegoś nadprzyrodzonego zjawiska. Ale to mówię o kobietach, bo to jest instynkt macierzyński, którego już nie trzeba rozbierać na czynniki pierwsze. A jak pytasz, dlaczego facet chce mieć dziecko, to odpowiadam – no bo tak, bo ja po prostu chcę. Bo chcę być świadkiem tego, czego już byłem świadkiem, że mam małe dziecko na rękach, a teraz moja córka ma 22 lata, i ja to wszystko widziałem, co się wydarzyło przez 22 lata! I będę oglądał dalej.

– A po co Ci kobieta?
Hubert Urbański:
Znowu: bo tak.

– Ale miałeś też okres, po rozwodzie, że sam, bez kobiety. Więc czym się różnią momenty, w którym jesteś sam, od tych, w których jesteś z kobietą?
Hubert Urbański:
Już po rozwodzie, będąc sam, na początku czułem się fatalnie, bezsensownie, nie wiedziałem, po co to wszystko… Myślałem: no tak, zarabiam, mam mieszkanie, samochód, ale... Po roku jakoś odbudowałem w sobie poczucie pewności siebie i takiego dobrego samopoczucia...

– Już Ci zaczęło być dobrze samemu i...
Hubert Urbański:
Tak, i wtedy nagle się zakochałem w mojej żonie. Jak się rozwiodłem, myślałem, że muszę sobie znaleźć fajną dziewczynę, żeby nie być sam. To było kretyńskie myślenie! I kompletnie się nie sprawdzało.

– Bo?
Hubert Urbański:
Po pierwsze, nie można sobie kogoś „znaleźć”. Znaleźć to można buty, a jak się chce kupić buty do chodzenia po górach, to można pójść do sklepu i je znaleźć, ale nie kobietę. Po jakimś czasie dotarło do mnie, że to tak nie działa. Potem był okres, że w sobie odbudowałem takie poczucie: no to widocznie nie muszę być z kobietą i jest mi coraz lepiej i nieźle mi jest. A potem spotkałem Julię i się w niej zakochałem po prostu. Proces zakochiwania się był stopniowy. Spotkałem ją, zakochałem się w niej i to się rozwijało. Potem znowu się z nią spotkałem, jeszcze bardziej się zakochałem, przez parę dni to we mnie znów narastało, i znowu chciałem się z nią widzieć, a potem chciałem gdzieś z nią pojechać, spędzić więcej czasu. Naturalną konsekwencją tego było, że coraz więcej, coraz więcej... I poprosiłem ją o rękę. I się pobraliśmy.

– Poprosiłeś o rękę? To jesteś takim przedwojennym typem.
Hubert Urbański:
Pierwszy raz w życiu poprosiłem kobietę o rękę.

– Ja nigdy. Jak to się robi?
Hubert Urbański:
Mogę tylko powiedzieć, jak ja to zrobiłem. Długo szukałem dla niej pierścionka zaręczynowego, potem go kupiłem, potem pojechaliśmy do Krakowa, wynająłem apartament w hotelu, a kiedy wracaliśmy do hotelu i szliśmy do swojego pokoju, w ostatniej chwili zaprowadziłem ją do innego pokoju. Zrobiliśmy to tak banalnie, że jak teraz sam tego słucham, to brzmi banalnie...

– Byłeś pewny, że powie „tak”? Nie ryzykowałbyś, gdybyś nie był pewny?
Hubert Urbański:
Pewny do końca nie byłem, ale miałem nadzieję, właściwie graniczącą z pewnością, że powie „tak”. Brzmi banalnie, ale pamiętam, że serce mi waliło, głos mi się łamał...

– Hubercie, jesteś mężczyzną utkanym z kobiecych marzeń...
Hubert Urbański:
Myślę, że jestem mężczyzną trochę utkanym z kobiety, ale tak powinno być. Facet nie może być tylko facetem, bo byłby płaski, dwuwymiarowy.

– A co masz w sobie kobiecego?
Hubert Urbański:
To, że się przejmuję, że jestem nadwrażliwy, że jak ktoś się źle czuje, to i ja się źle zaczynam czuć.

– Empatia. Właściwa bardziej kobietom.
Hubert Urbański:
Tak, jestem empatyczny. Jestem też wrażeniowcem... Remontujemy mieszkanie, oglądam projekty i tak mocno czuję, że to będzie fajne, zatapiam się w tym...

 – Myślisz: ooo!...
Hubert Urbański:
Tak, ooo, będzie super, super! A potem zaraz... ale skąd ja na to kasę wezmę, albo: kogo na tę robotę namówię?

– A coś Cię wkurza, tak porządnie?
Hubert Urbański:
Tak, ale krępuję się tego, a jednocześnie widzę, że to też część mnie. Odbierałem sobie prawo do takich emocji, bo uważałem, że to jest destrukcyjne.

– Jednocześnie to jest ekspresja, a ekspresja buduje osobowość.
Hubert Urbański:
Ale to nie jest konstruktywne. Mały przykład: jadę dzisiaj taxi, a nie cierpię jeździć z taksówkarzami, przeważnie fatalnie prowadzą, nienawidzę być pasażerem, bo mam chorobę lokomocyjną. Ale niedobrze mi się też robi, kiedy patrzę, jak jeżdżą – same inwektywy mi się cisną. A jednocześnie się hamuję, bo myślę: Pokłócę się z nim, zmieszam go z błotem, to będzie niegrzeczne...

– I przeczytasz o tym w „Fakcie”.
Hubert Urbański:
To też, ale on na to nie zasłużył, bo to nie jego wina, że jeździ jak dupa. Więc to nie jest konstruktywne, a mnie to tylko psuje, tylko mnie upadla.

– A masz polityczne emocje, ktoś Cię wkurza?
Hubert Urbański:
Od całej tej sfery odcinam się, staram się nie wchodzić w rozmowy na ten temat, bo tu mi się otwiera jakieś piekło gniewu... I to nie wynika z tego, że to jest polskie życie polityczne czy polscy politycy, tylko że w tę branżę wpisane jest draństwo, oszukiwanie, składanie obietnic bez pokrycia, granie na najwyższych instynktach dla najniższych celów. Wystarczy pomieszkać w Czechach, w Anglii, w Niemczech, w Stanach – polityka wszędzie jest draństwem.

– I rywalizacją. A Twoje życie zawodowe polega na moderowaniu rywalizacji. „Taniec z gwiazdami”, teraz „Bitwa na głosy”. Może mógłbyś spojrzeć na tę polityczną rywalizację z tej pozycji?
Hubert Urbański:
Jak na grę?

– Tak. Tu masz doświadczenie.
Hubert Urbański:
Tak, ale po pierwsze nie ma regulaminu.

– Ale widzowie głosują przy urnach.
Hubert Urbański:
Widzowie głosują, ale tylko raz na cztery lata, więc nie ma regulaminu i nie ma funkcji moderatorskich, mogę być tylko obserwatorem pędzącego pociągu. A jak robię „Bitwę na głosy”, czy kiedy robiłem „Milionerów”, to byłem gospodarzem i miałem decydujący wpływ na różne sytuacje.

– Gospodarzem. To są tak zwane formaty – musisz się chyba sztywno trzymać tego formatu?
Hubert Urbański:
I tak, i nie. Na przykład w „Bitwie na głosy” mogę się odzywać, puentować, kogoś prosić o więcej, kogoś, żeby już więcej nie mówił. Zwłaszcza w programie na żywo jest element nieprzewidywalności, że ktoś z czymś wyskoczy i po prostu musisz to ogarnąć. To trochę jest tak, że albo ktoś z ciebie zrobi głupka, albo nie, albo sprostasz, albo nie. Lubię to.

– W sobotę wieczorem na planie wyłączają światła, „Bitwa na głosy” się skończyła. A Ty masz dalej to napięcie, adrenalinę... Jak je rozładowujesz?
Hubert Urbański:
Tak jest. Wracam do domu i nie śpię do trzeciej, czwartej. Chodzę po mieszkaniu, oglądam telewizję, naleję sobie trochę whisky i wypiję, wejdę do Internetu, kładę się, pół godziny leżę, wstaję... Kiedy grałem w teatrze, na początku w szkole, to też był ten poziom adrenaliny. I aktor nie wraca po przedstawieniu do domu, tylko idzie jeszcze na kielicha, jeszcze coś obgadać.

– Myślimy, że jest alkoholikiem, a on musi zbić adrenalinę.
Hubert Urbański:
Tak, trzeba zbić adrenalinę. Moja koleżanka Agnieszka Wosińska, byłem z nią na roku, grała księżnę D’Amalfi w teatrze w Gdańsku i ona tam co wieczór morduje swoje dziecko, męża, potem ją mordują, a wszystko na najwyższych diapazonach. Kończy o 22. I co, ona ma wrócić do domu, wziąć prysznic i do łóżka się położyć? Nie zaśnie. I tak samo jest z programami na żywo.

– Kiedy gospodarze teleturniejów powinni odchodzić na emeryturę?
Hubert Urbański:
Nigdy.

– Nie strasz. Jak to nigdy?
Hubert Urbański:
Facet, który robił „Milionerów” w Stanach, był w „Księdze rekordów Guinnessa”, bo miał najwięcej roboczogodzin na świecie. Odszedł na emeryturę z „Milionerów” po osiemdziesiątce.

– Też byś tak chciał?
Hubert Urbański:
A co ja innego mogę robić?

– A wyobrażasz sobie, że robisz coś okropnego, jakąś taką skuchę publiczną, po której Twoja kariera się wali?
Hubert Urbański:
Coraz mniej wierzę w taką możliwość, jak patrzę, co się dzieje na rynku. Rynek przyjmie każdą, jak powiedziałeś, skuchę. Naprawdę nie wiem, co by trzeba zrobić...

– Nie sposób „umrzeć”?
Hubert Urbański:
Na to wygląda. Większe i mniejsze głupstwa, czasami większe, a czasami bardzo duże niegodziwości, draństwa, rzeczy żenujące, przytrafiają się u nas i ci ludzie nadal funkcjonują. Znikają może do przycichnięcia sprawy, na miesiąc, trzy, i wracają. I to nie o to chodzi, że wracają, tylko że rynek ich przyjmuje. Nie wiem, co bym musiał zrobić, żeby mnie rynek już nie przyjął. Ale wiesz, ja bym i tak nie narozrabiał. Bo co by rodzice powiedzieli?!!!

Rozmawiał Piotr Najsztub
Zdjęcia Piotr Porębski/METALUNA
Stylizacja Maciej Spadło
Makijaż Joasia Pettit/D’Vision Art
Fryzury Kacper Rączkowski/D’Vision Art
Scenografia Anna Tyślerowicz
Asystentka stylisty Karolina Szopińska
Produkcja Ela Czaja

Czesław Mozil
Adam Pluciński/MOVE
Newsy
Czesław Mozil: "Chciałbym się zakochać"
Piotr Najsztub punktuje Czesława Mozila okrutnie. „Nie ma w Tobie marzenia o szaleństwach?”, pyta kąśliwie. Czy ma rację?

- Masz 80 lat? Tak staro-mądrze brzmią Twoje piosenki. Czesław Mozil: Niektórym ludziom się wydaje, że mówię mądre rzeczy, a wystarczy mówić prawdę. Choć inni pewnie muszą mnie odbierać jak debila, który nie potrafi zdania sklecić po polsku. – Ale ta Twoja prawda jest przyziemna, normalna. Nie ma w Tobie marzenia o szaleństwach? Czesław Mozil: Ale ja marzę! Chciałbym być aktorem! Więc kiedy widzę w „Igrzyskach śmierci” Jennifer Lawrence, chciałbym grać w takim filmie! – Nie o takie marzenia pytam. Miłość w Twoich piosenkach jest przyziemna i elementarna. Żeby się tak złapać za rękę, trzymać i iść. A nie startować w kosmos! Czesław Mozil: Bo jakoś nigdy tego we mnie nie było. Miałem trzy poważne związki i dzięki Bogu wszystkie te dziewczyny są moimi przyjaciółkami. Ale już prawie pięć lat się nie zakochałem. Jak ja bym chciał się zakochać! – Może jesteś za bardzo zakochany w sobie, żeby się zakochać w kobiecie? Czesław Mozil: Może tak jest… Ale raczej strasznie się boję tego, co miłość ze sobą niesie. Albo tego, co ja sobie na jej temat wymyśliłem. Na przykład, że może odebrać mi wolność, choć wiem, że tak mówi gówniarz, mały chłopczyk. Ale przez takie myśli parę razy straciłem miłość. Na dodatek miałem poczucie, że jeżeli nie mogę „ogarnąć” siebie, to jak mogę „ogarnąć” inną osobę czy dać jej coś z siebie?! A to jest pierwszy poziom związku. Nigdy jednak tam nie dotarłem i nie zobaczyłem, że potem mogę mieć coś, co pokona te lęki – bliskość i wsparcie innej osoby. – Ale rzeczywiście miłość to jest utrata wolności, takiej, jaką znasz do tej pory. Czesław Mozil: Tak, i nie chodzi mi o wolność seksualną, ale też mentalną, co jest paradoksalne, bo ja jestem uzależniony od ludzi. Mam na...

Newsy
Niepokorny milioner
Dla telewizji jest jak żyła złota: wciąż przyciąga przed ekrany miliony widzów. W czym tkwi tajemnica sukcesu Huberta Urbańskiego?

Potrafi budować napięcie nie tylko podczas gry o milion, przy włączonych kamerach i owacjach publiczności. Za kulisami również wykorzystuje tę umiejętność, jak wtedy, gdy dwa dni przed premierą VI edycji „Tańca z gwiazdami” okazało się, że Hubert Urbański nie będzie prowadził show. Pod eleganckimi garniturami, szarmanckim uśmiechem i poczuciem humoru kryje się tajemniczy i zamknięty w sobie człowiek. „Dziwny... Nie wiem, jaki jest naprawdę” – tak najczęściej wypowiadają się o Hubercie znajomi. Zgodnym chórem mówią również, że jak kot zawsze chodzi własnymi drogami, zarówno w pracy, jak i w życiu. Od pomarańczowych spodni po cygara Infantylny słonik na szyi, kolorowe, szerokie spodnie, skarpetki w kaczuszki i krótka kurteczka... Tak ubierającego się Huberta pamiętają jego współpracownicy z radiowych korytarzy. Urbański, zanim trafił na mały ekran, przez pięć lat był radiowcem (pracował m.in. w Radiu Zet, Radiu Kolor i Radiu TOK FM). Wtedy nie nosił garniturów, krawatów, chusteczek w butonierce ani eleganckich butów. W radiu przecież jego wygląd nie miał najmniejszego znaczenia. Za to jego sposób bycia na antenie słuchacze pokochali od razu. „Był błyskotliwy, bystry, inteligentny” – tak Urbańskiego wspomina Aneta Wrona, była szefowa  programowa Radia Kolor, obecnie rzecznik prasowy TVP, która wtedy z nim pracowała. „Pamiętam również, że Hubert nie lubił Edyty Górniak i zawsze, kiedy musiał grać jej piosenki, miał opory i grymasił na antenie. Miło było słuchać pobudki w jego wykonaniu. Nie tylko z obowiązku” – dodaje Wrona. Inna koleżanka z pracy z tamtych czasów tak wspomina Huberta: „To typ kota. Zawsze trzymał się z boku. Nie integrował się z grupą. Wolał mieć jednego znajomego, z...

Newsy
Jack Nicholson otwarty na miłość
Największa pasja życia Jacka Nicholsona? Kobiety. Choć skończył 70 lat, jest niepoprawnym uwodzicielem i obiektem pożądania. Ostatnio jednak pokazuje się sam. Czyżby stracił ochotę na nowe związki?

Co naprawdę kręci Jacka Nicholsona, czy myśli o przemijaniu i dlaczego się przyznaje, że używa viagry,  sprawdzała w Londynie Anna Rączkowska.  Z bliska wydaje się dużo grubszy. Ale czy traci przez to na uroku? Głos ma seksownie zdarty, jakby wypił w życiu morze whisky, a uśmiech... Tego uśmiechu opisać się nie da. Robi mi się gorąco, kiedy na pytanie o triki, na jakie podrywa dziewczyny, kładzie mi rękę na plecach i patrząc głęboko w oczy, stwierdza, że nie ma żadnych. Już rozumiem, w jaki sposób udało mu się „zaciągnąć do łóżka” 2000 kobiet. Tak głosi legenda. Jack uwielbia plotki na swój temat. Uważa, że wszystko, co napiszą dziennikarze, działa na jego korzyść. I pewnie tak właśnie jest, bo od blisko 40 lat wciąż jest na topie, chociaż skończył już siedemdziesiątkę i dla takich „dziadków” w Hollywood nie ma miejsca. Ale nie każdy jest Jackiem Nicholsonem. – Siedemdziesięciolatek symbolem seksu. Jak Ty to robisz? Jack Nicholson: Nie mam pojęcia. Czasem sam się temu dziwię, ale nie powiem, żeby mi to nie sprawiało przyjemności. Muszę mieć w sobie zwierzęcy magnetyzm. – Przeraża Cię upływ czasu? Jack Nicholson: Czy ja wiem? Dobrze się ze sobą czuję, niczego w życiu nie żałuję, nikomu nic złego nie zrobiłem. Starzenie się nigdy mnie nie martwiło. Jestem pozytywnie nastawiony do życia i przyjmuję je z dobrodziejstwem inwentarza. Muszę przyznać, że 70. urodziny przyjąłem spokojniej niż 50. Wtedy wydawało mi się, że jestem stary, teraz poczułem zupełnie nową energię. Po prostu obudziłem się pewnego dnia i pomyślałem: Wow, czuję się świetnie! Poza tym z wiekiem poprawił mi się charakter. Może dlatego, że pewnych rzeczy nie mogę już robić... – Czegoś Ci więc jednak brakuje. Jack Nicholson: Moja mama była kosmetyczką....

Nasze akcje

Uwielbiasz taniec? Rozwijaj swoje umiejętności i dziel się nimi ze światem!

Partner
Newsy

Kosmetyki, które dbają o ciebie i planetę. Poznaj nową linię przeciwzmarszczkową Laboratorium Kosmetycznego Ava

Partner

Lubisz zieloną herbatę? Poznaj jej prozdrowotne właściwości

Partner

Słuchawki jak ekskluzywne kosmetyki? To możliwe z Huawei FreeBuds Lipstick

Partner
Newsy

Pierścionek zaręczynowy w codziennych stylizacjach. Sprawdź najmodniejsze zestawienia na jesień 2021

Partner
Kosmetyki Neboa
Newsy

Zadbaj o włosy w duchu eko. Jak duży wpływ na planetę ma zawartość naszych kosmetyczek? Będziesz zaskoczona!

Partner