Filip Chajzer od lat jest znany widzom jako dziennikarz i prezenter telewizyjny, ale prowadzi również działalność biznesową. Teraz o jego firmie ponownie zrobiło się głośno za sprawą relacji byłych współpracowników, które opisał "Fakt". Rozmówcy gazety twierdzą, że mieli problemy z terminowymi wypłatami, a w niektórych przypadkach także z odprowadzaniem składek do ZUS. Sprawa budzi emocje, jednak przedstawione informacje opierają się na relacjach pracowników, a stanowisko drugiej strony również jest istotne.

WIDEO…

player placeholder

Byli współpracownicy Filipa Chajzera mówią o problemach z wypłatami

Jak opisał "Fakt", do redakcji zgłosiło się kilka osób, które w przeszłości współpracowały z Filipem Chajzerem przy prowadzeniu sieci Kreuzberg Kraft Kebap. Jedna z rozmówczyń, występująca pod zmienionym imieniem Kaja, miała początkowo nie mieć zastrzeżeń do pracy. Z czasem jednak, jak relacjonowała, zaczęły pojawiać się trudności z terminowym otrzymywaniem wynagrodzenia. Według jej opowieści wypłaty przestały przychodzić zgodnie z terminami zapisanymi w umowach, a osoby zarządzające lokalami musiały szukać sposobów na uregulowanie należności wobec pracowników.

Zaczęły się też problemy z wypłatami. Przez pierwsze dwa miesiące wynagrodzenia wpływały na czas, ale później już nigdy nie otrzymywaliśmy pensji zgodnie z terminem zapisanym w umowie. Bywały sytuacje, że pani dyrektor musiała prosić Filipa o wypłatę pieniędzy dla pracowników. Jeździła nocami do Krakowa po nasze wynagrodzenia. Naprawdę starała się zrobić wszystko, żeby lokal funkcjonował, firma działała, a pracownicy otrzymywali swoje pensje i mogli dalej pracować - opowiadała.

Rozmówcy gazety opisywali również problemy z płatnościami dla dostawców i regulowaniem rachunków. Według ich relacji zdarzały się sytuacje, w których trzeba było szukać nowych kontrahentów, a niektóre bieżące wydatki stawały się poważnym wyzwaniem. Kaja twierdziła także, że dyrektorka zarządzająca miała niekiedy wykładać własne pieniądze, by zapewnić pracownikom wypłaty. Są to relacje osób, które zdecydowały się opowiedzieć gazecie o swoich doświadczeniach.

Zobacz także:

Sprawa składek ZUS. Tak na zarzuty zareagowało otoczenie prezentera

Jedne z najpoważniejszych zarzutów dotyczą składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Byli współpracownicy, cytowani przez "Fakt", twierdzą, że dopiero po sprawdzeniu swoich danych w ZUS lub próbie skorzystania z opieki medycznej odkrywali nieprawidłowości. Kaja miała przekazać redakcji, że mimo potrąceń z wynagrodzenia składki nie były odprowadzane przez kilka miesięcy. Podobne zastrzeżenia zgłosiły także inne osoby. Według gazety rozmówcy przedstawili dokumenty, które miały potwierdzać opisywane przez nich problemy.

Redakcja "Faktu" zwróciła się do Filipa Chajzera z prośbą o komentarz. Jak wynika z publikacji, prezenter poprosił o szczegółowe pytania, a następnie z dziennikarzami skontaktowała się Elżbieta Liberda, przedstawiająca się jako jego radczyni prawna.

Miała ona przekazać, że według posiadanych przez nią informacji firmy Chajzera nie mają zaległości w ZUS. Zapowiedziała również dostarczenie zaświadczenia potwierdzającego tę sytuację, jednak - jak napisał "Fakt" - dokument nie dotarł do redakcji przed publikacją materiału. Gazeta wskazała ponadto na informacje o układzie ratalnym dotyczącym zobowiązań składkowych spółek. Sama ta okoliczność nie rozstrzyga jednak, czy zarzuty poszczególnych byłych pracowników są zasadne.

Niedawno pisaliśmy również, że Filip Chajzer przekazał radosną nowinę ws. Bianki.

Zobacz także:

Zarzuty pod adresem Filipa Chajzera
Aliaksandr Valodzin/East News