Marcin Prokop
WOJCIECH RUDZKI, zwycięzca Grand Prix konkursu Viva! Photo Awards 2008
Szczere wyznania

Marcin Prokop - O dziesięć zdań za dużo...

Marcin Prokop po raz pierwszy szczerze o sobie. Jesteśmy w szoku. Takich rzeczy się nie spodziewaliśmy!

– Jesteś pełen sprzeczności. Mówisz, że życie należy przeżywać spontanicznie, a wszystko musisz mieć zaplanowane.
Marcin Prokop:
Lubię mieć poukładaną rzeczywistość w sprawach fundamentalnych. Reszta może się odbywać spontanicznie, aczkolwiek – jak mawia znajomy reżyser – najlepsza jest improwizacja, którą się dobrze przygotuje. Nie widzę w tym podejściu niczego wyjątkowego.

– Wyjątkowy jest za to Twój wzrost.
Marcin Prokop:
Dwa metry pięć centymetrów. Gdybym urodził się ze 200 lat wcześniej, pewnie zrobiłbym karierę w objazdowym cyrku. Dziś na mój wzrost zwracają uwagę przede wszystkim operatorzy i oświetleniowcy w telewizji, którzy muszą specjalnie dla mnie ustawiać sprzęt w studiu, przeklinając przy tym pod nosem.

– Według imienników jedną z cech przypisywanych mężczyznom o imieniu Marcin jest introwertyzm.
Marcin Prokop:
Chociaż w telewizji jestem wyluzowanym, publicznym kumplem, prywatnie jest chyba na odwrót. Szymon Hołownia twierdzi, że czuje we mnie mrok, jak w średniowiecznych chorałach, a on jest biegły w temacie (śmiech).

– Podobno „Pan Marcin” kieruje się w życiu emocjami.
Marcin Prokop:
Kieruję się przede wszystkim rozumem. Ci, którzy postępują w życiu metodą beztroskiego rzutu na taśmę, częściej płacą frycowe za własną głupotę.

– Planowanie ma taki wielki sens?
Marcin Prokop:
Patrzę na wielu znajomych, którzy kiedyś zapragnęli mieć wszystko natychmiast. Trwał akurat boom gospodarczy, więc zaciągnęli kredyty na domy, samochody, wysłali dzieci do dobrych szkół. W większości przypadków nie było ich na to stać. Ostrzegałem ich, że to się może kiepsko skończyć. W odpowiedzi słyszałem, że jestem nudziarzem i pesymistą. Teraz ci sami ludzie dzwonią do mnie i chcą pożyczać pieniądze.

– Pożyczasz?
Marcin Prokop:
Jeżeli ktoś potrzebuje kasy, bo nie dopina mu się rata leasingowa na porsche cayenne, to niech radzi sobie sam. Pomagam tym, którzy naprawdę tego potrzebują, wspieram różne fundacje, ale nie jest to temat na publiczne przechwałki.

– Krążą słuchy, że jesteś skąpy.
Marcin Prokop:
Widzę, że moje skąpstwo jest już legendarne (śmiech). Metodą kuli śnieżnej w mediach urosło do karykaturalnych rozmiarów. Może dlatego że wiele razy z przymrużeniem oka wypowiadałem się na ten temat, mówiąc na przykład, że kiedy miałem zostać ojcem, to nie mogłem spać po nocach, licząc w myślach koszty utrzymania dziecka. Byłbym idiotą, gdybym powiedział coś takiego serio. Nie wszyscy w naszym kraju mają jednak poczucie humoru. Otacza nas wielu życiowych frustratów, których wkurza to, że ktoś może bawić się tym, co robi, traktować rzeczywistość z dystansem, drwić z własnego wizerunku i tak dalej. Lubię drażnić te kołtuńskie emocje, wsadzać igłę pod paznokieć naszej dulszczyzny, choćby opowiadając o swoim skąpstwie, wygłaszając seksistowskie żarty czy kreując się na zakochanego w sobie bufona. Kiedy potem widzę zęby jadowe, odsłaniane na przykład na forach internetowych, czuję smutną satysfakcję, że medialna machina prania mózgów działa, a ja mam przed sobą jej ofiary. Mam wtedy ochotę zaśpiewać za Muńkiem Staszczykiem: „Jesteście nabrani, tak bardzo nabrani...”.

– Czy w Twojej poukładanej rzeczywistości pojawiają się czasem jakieś szalone pomysły, plany?
Marcin Prokop:
Kocham Polskę, mimo jej wad, ale czasem marzę o tym, by na kilka miesięcy zniknąć, zobaczyć, czy są dla mnie jakieś inne możliwości i czy jako „pan nikt” potrafiłbym ułożyć sobie życie w innym miejscu. Myślałem przez jakiś czas o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkają rodzice mojej narzeczonej. Miałbym jakąś bazę. Ale spietrałem.

– Czego się obawiałeś?
Marcin Prokop:
Że za dużo stracę. Mam wrażenie, że w sprawach zawodowych w Polsce jestem na kursie wznoszącym. Póki jeszcze ten samolot ma paliwo i siłę wzbijać się w powietrze, zostanę.

– I znowu z imiennika: „Marcin często obawia się, że zbyt wielkie uczucie sprowadzi go do stanu niewolniczego”.
Marcin Prokop:
Jak już ustaliliśmy, mam naturę księgowego, który bardziej analizuje na zimno, niż daje się porwać wichrom namiętności. To przydatna cecha, zwłaszcza kiedy ma się rodzinę. Nie widzę siebie w roli faceta, który kompletnie traci głowę oraz kontrolę nad swoim rozporkiem, bo zakręciła mu w głowie inna kobieta.

– Nigdy nie mów nigdy. Wolałbyś trwać w związku, w którym jesteś nieszczęśliwy?
Marcin Prokop:
Oczywiście łatwo jest wygłaszać różne deklaracje, które potem rzeczywistość boleśnie weryfikuje, jak ostatnio w przypadku Kazimierza Marcinkiewicza. Mam jednak przekonanie, że jeśli pewnych drzwi się nie uchyla, to nie ma takiej siły, która byłaby w stanie je wyważyć. Takim zamknięciem drzwi jest decyzja o byciu z jedną kobietą. Staram się nie oceniać postępowania innych, ale wydaje mi się dość obrzydliwe, że wiele osób, które aspirują do rangi stróżów moralności, żyje w hipokryzji. Nie jestem publicznym orędownikiem wartości rodzinnych, nie chodzę z logo PiS na koszulce i nie głosowałem na Ligę Polskich Rodzin, ale mam wrażenie, że jestem w życiu bardziej konsekwentny niż niejeden działacz tych organizacji. Tęsknię za konserwatyzmem, który trzymał w ryzach naszych dziadków i pradziadków, za takimi pojęciami jak kindersztuba, honor, odpowiedzialność. Rozluźnienie obyczajów, jakie mamy współcześnie, myślenie, że wszystko zależy od punktu siedzenia, do mnie nie trafia.

– Skąd ten konserwatyzm. Z domu?
Marcin Prokop:
Częściowo tak. Życie moich rodziców jest bardzo poukładane. Nigdy nie bałem się, że ich małżeństwo może się rozpaść, a ja będę musiał wybierać, z którym z nich chcę zostać. Poza tym miałem okresy, kiedy szukałem różnych podniet i emocji. Tylko że to nigdy do niczego pozytywnego nie prowadziło. Jestem monogamicznym długodystansowcem nie tylko w relacjach z kobietami, ale też z przyjaciółmi.

– Masz wielu przyjaciół?
Marcin Prokop:
Nie. Słowo przyjaźń jest ekstremalne. Nie nadużywam go.

– Przyjaźnisz się z Szymonem Hołownią?
Marcin Prokop:
Powiem ostrożnie, że jesteśmy na najlepszej drodze, by stać się przyjaciółmi. Znamy się od kilku lat, ale ostatnio wiele sytuacji nas zbliżyło.

– Wyglądacie na kompletnie różnych facetów.
Marcin Prokop:
Że niby ja – rozbrykany Dyzio, który swobodnie skacze przez życie i bezbożnie figluje w programach śniadaniowych, a on – poważny publicysta katolicki? Pozory mylą. Mamy ze sobą bardzo dużo wspólnego. Podobne doświadczenia, poglądy na wiele spraw, poczucie, że rzeczywistość aktualnie obowiązująca to nie jest teatr, w którym jako aktorzy dobrze się odnajdujemy.

– Czym jest dla Ciebie przyjaźń męsko--męska?
Marcin Prokop:
Zawsze czułem się lepiej w towarzystwie kobiet. Nie dlatego że koniecznie chciałem je uwodzić i wykonywać z nimi śmieszne ruchy pod kołdrą. Kobiety są mi bliższe mentalnie. Nie boją się okazywania emocji, mówienia o nich. Faceci mają z tym kłopot. Widzę przerażenie w oczach, gdy pytam kumpla o to, co czuje, a nie o to, kiedy pójdziemy razem na mecz i rozpracujemy wódeczkę. Szukam facetów, którzy mają w sobie ten „żeński” pierwiastek, z którymi można nawiązać realną więź, osiągnąć pewną gęstość wspólnego przeżywania, a nie tylko typowo męskiego kumpelstwa, spod znaku szatni na siłowni albo warsztatu samochodowego. Lubię przebywać z ludźmi, którzy – tak jak Szymon – są niejednoznaczni, trudni, neurotyczni, bo to jest świadectwo, że w ich wnętrzu dzieje się coś ciekawego, czym potrafią zainspirować. Dzięki niemu zweryfikowałem na przykład swój stosunek do Kościoła. Nie mówię, że nagle stałem się gorliwym katolikiem, który co niedziela siedzi przed ołtarzem, ale przynajmniej pozbyłem się niechęci, którą przez lata żywiłem wobec sutanny. Przy udziale Szymona w gronie moich znajomych pojawiło się paru fantastycznych księży.

– I wszystko to dzięki facetowi, który trzy razy zwiał z klasztoru?
Marcin Prokop:
To jest strywializowanie czyichś bardzo prywatnych, często dramatycznych wyborów. Rozmawialiśmy również na ten temat, ale nie czuję się uprawniony, by to publicznie komentować. A wracając do męsko-męskiej przyjaźni – w mężczyznach, z którymi się przyjaźnię, szukam również przywiązania do tych wartości, które sam wyznaję.

– Czyli do jakich?
Marcin Prokop:
Przede wszystkim lojalność. W związku z tym przyjaciół mam niewielu, bo nie wszyscy zdają ten test.

– A Ty zdałeś?
Marcin Prokop:
Bardzo się staram, ale ponieważ, jak już wspomniałem, jestem mentalną babą, mam skłonność do plotkowania. Czasami pod nieobecność jakiejś osoby potrafię straszliwie obrobić jej tyłek, po czym mam takiego moralnego kaca, że natychmiast muszę się jej przyznać i poprosić o rozgrzeszenie. Natomiast w sprawach „makro” bywam lojalny do bólu.

– A przyjaźń damsko-męska?
Marcin Prokop:
Trudno mi w nią uwierzyć, bo zakładam, że nasi przyjaciele są dla nas ludźmi bardzo atrakcyjnymi, a w relacji z atrakcyjną kobietą musi pojawić się erotyczne napięcie. Kiedy wkracza element uwodzenia, chińskich fajerwerków służących oczarowaniu drugiej osoby, trudno już mówić o przyjaźni, która z definicji ma być relacją szczerą i otwartą.

– Jest napięcie erotyczne między Tobą a Dorotą Wellman?
Marcin Prokop:
Olbrzymie, jak widać. Przez cały czas w programie gapię się na jej biust. A mówiąc serio, nasz związek ma charakter siostrzano-braterski. Nie jest komunią dusz ludzi, którzy jedzą sobie z dzióbków, ale wiem, że zawsze mogę na Dorotę liczyć. Gdy kiedyś zaprosiła mnie do siebie na Wigilię, nie czułem się obcą osobą, siedząc z jej najbliższymi przy stole. Jesteśmy ze sobą silnie związani, ale to jest inna relacja niż z Szymonem, również ze względu na różnicę płci, wieku, doświadczeń.

– Mówisz ładnie, ale nieco zawile.
Marcin Prokop:
To jedna z moich wad. Nawet jak w kiosku proszę o gazetę, wypowiadam o dziesięć zdań za dużo. Mam wrażenie, że nigdy nie mówię precyzyjnie, więc staram się z różnych stron naświetlić problem. I stwarza to pozory inteligencji.

– Czego się boisz? Oprócz tego, o czym już rozmawialiśmy.
Marcin Prokop:
Szelestu styropianu. Powrotu Michaela Jacksona. Przeraża mnie też myśl, że musiałbym kiedyś za karę gryźć wełniany sweterek.

– Pytam poważnie.
Marcin Prokop:
Boję się, że mojemu dziecku stanie się coś złego. Byłem ostatnio w szpitalu onkologicznym na oddziale dziecięcym. Napatrzyłem się na maluchy, które mają po kilka lat, którym amputowano na przykład nogę, bo miały nowotwór. Na umierające aniołki całe w kroplówkach, dla których często nie ma już żadnej nadziei, a mimo to starają się być dzielne. Kiedy pomyślałem o straszliwej bezsilności, którą muszą odczuwać rodzice tych dzieci, miałem ochotę się rozpłakać. Takich rzeczy się boję. A poza tym to już chyba niczego.

– Dlaczego „już”?
Marcin Prokop:
Kiedyś się bałem, że będę musiał chodzić do pracy, której nienawidzę, żeby spłacić kredyt. Że stojąc w poniedziałek rano pod prysznicem, będę ze złości gryzł kafelki, wiedząc, że przede mną tydzień robienia rzeczy, na które nie mam ochoty.  Na szczęście jestem szefem sam dla siebie, prowadzę własną firmę, mam kilka niezależnych źródeł dochodów. Oczywiście współpracując z TVN, mam zwierzchników, natomiast patrzę na nich bardziej jak na partnerów w biznesie niż jak na przełożonych kasjerki w supermarkecie, która nie może wyjść do toalety, jeśli nie otrzyma pozwolenia.

– Płaczesz czasami?
Marcin Prokop:
Jestem z tych, co uważają, że chłopaki nie płaczą. Wykluczając pewne ekstremalne sytuacje, w których nawet największy twardziel jest bezsilny, płacz jest najczęściej objawem poddania się, a rolą faceta jest działanie i szukanie rozwiazań, a nie mazgajstwo. Zdarza mi się natomiast płakać ze śmiechu. Ostatnio na filmie „Zack i Miri kręcą porno” Kevina Smitha, którego uwielbiam.

– A zdarza Ci się kłamać?
Marcin Prokop:
Czasami, kiedy kłamstwo jest mniejszym złem niż walnięcie komuś prawdą na odlew w twarz. Nie kłamię natomiast w domu. Zresztą od razu by się wydało, bo jestem fatalny w ściemnianiu. Staram się też odpowiadać zgodnie z prawdą na pytania swojej trzyletniej córki, nawet jeśli nie zawsze to, co mówię, jest dla niej zrozumiałe.

– Mogę mieć nadzieję, że nie oszukałeś mnie podczas tej rozmowy?
Marcin Prokop:
Spowiadanie się na łamach gazety przypomina mi trochę publiczną masturbację, ale skoro już zdecydowałem się to zrobić, staram się, aby wyglądało wiarygodnie (śmiech). Drażni mnie poziom zakłamania, hipokryzji i autokreacji w naszym show-biznesie. Irytuje mnie, kiedy pani dziennikarka operująca pięciocyfrowymi zarobkami kreuje się na zatroskaną rzeczniczkę gospodyń domowych, mówiąc, że my tutaj, w programie, gotujemy wołowinę argentyńską, a przecież tyle biednych osób ogląda nas przed telewizorami, czy nie moglibyśmy czegoś tańszego ugotować? W rzeczywistości ma to głęboko gdzieś, ale liczy na to, że kreując się na Matkę Teresę, będzie potem mogła kąpać się w spojrzeniach rozkochanego w niej ludu.

– To teraz powiedz mi prawdę. Podobno zawsze masz na koncie „luźne” trzysta tysięcy.
Marcin Prokop:
(śmiech) Nie mam gotówki na koncie do wyjęcia od ręki. Pieniądze, które zarabiam, inwestuję. Zresztą nie rozumiem, dlaczego zawsze w rozmowach ze mną pojawia się temat kasy. Uwierz mi, to nie jest dla mnie najważniejsza sprawa w życiu.

– Ale przecież chałturzysz. Dla kasy?
Marcin Prokop:
Chopin chałturzył, zabawiając towarzystwo grą jedną ręką, Mozart chałturzył, pisząc utwory na zamówienie dworu, to i ja mogę. To część mojego zawodu i do każdego z takich występów podchodzę bardzo profesjonalnie. Niezależnie od tego, czy jest to prestiżowa gala, czy firmowy bankiet – zawsze jestem punktualny i przygotowany. Przy okazji zdarza mi się czerpać z tego autentyczną satysfakcję, kiedy między mną a publicznością pojawia się energia, są fajne reakcje. Oczywiście zdarzają się beznadziejne imprezy, ale jeżeli na etapie propozycji coś budzi moje wątpliwości, staram się stawiać zaporową cenę, żeby sami ze mnie zrezygnowali.

– „Mam talent!” nie budzi Twoich wątpliwości.
Marcin Prokop:
Prowadzenie tego programu oznaczało dla mnie wejście na zupełnie inną orbitę telewizyjnej jakości. Na poziom, gdzie – jak mawia Edward Miszczak – oddycha się rozrzedzonym powietrzem. Nigdy wcześniej nie robiłem show o takim rozmachu, z tak gigantyczną widownią. Ten program to rollercoaster emocji, które udzielają się również prowadzącym.

– Na razie jesteś ulubionym dziennikarzem od telewizji śniadaniowej.
Marcin Prokop:
Ale czad. Dostanę medal?

– Napisano nawet w Internecie, że gdyby nie duet Prokop–Wellman, telewizja śniadaniowa byłaby mdła jak jajecznica na smalcu.
Marcin Prokop:
Miło mi, staram się jednak takimi opiniami, rankingami, komentarzami nadmiernie nie zajmować. Zbyt łatwo jest dać się ponieść fali poklepywania po plecach i uwierzyć we własną doskonałość. Tak samo łatwo jest dać się zdołować głosom różnych pryszczatych gnomów, którzy leczą własne kompleksy, wylewając wiadra pomyj. Ani jedna, ani druga strona nie wpływa istotnie na moje samopoczucie, dopóki sam mam przekonanie, że wykonuję dobrą robotę.

– Na Twoje samopoczucie mają za to wpływ goście, odwiedzający cię w domu. Nie lubisz tego?
Marcin Prokop:
To nieprawda. Lubię zapraszać do siebie ludzi, którzy są mi bliscy. Nie prowadzę domu otwartego, do którego każdy może wpaść o dowolnej porze bez zapowiedzi. Dom jest moim azylem, miejscem do ładowania akumulatorów i pogrążania się w czynnościach intymnych, czyli kanapa, książka, kapcie, klocki, bajeczki.

– Jak wyglądał Twój dom rodzinny?
Marcin Prokop:
Podobnie. Moi rodzice też mieli ze dwie czy trzy zaprzyjaźnione rodziny, z którymi się regularnie spotykali, a całą resztę trzymali na dystans. Widywali się z nimi poza domem. Wynikało to po części z faktu, że mieliśmy bardzo małe mieszkanie. Przez pewien czas ja, młodszy brat i rodzice żyliśmy w jednym pokoju. Ciężko w sytuacji, kiedy dom jest jednocześnie szafą, gdzie wszędzie leżą ubrania, zabawki, garnki, jakieś elektroniczne graty z pracy ojca, prowadzić salonowe życie.

– A propos ojca –  jakie masz relacje z rodzicami?
Marcin Prokop:
Najsilniej z dzieciństwa pamiętam obsesyjną potrzebę samodzielności. Nie mogłem znieść, że ktoś dyktuje mi, jak mam żyć, kontroluje i ogranicza. Chciałem jak najwcześniej się wyprowadzić. Również dlatego że było nam zwyczajnie ciasno, co powodowało liczne napięcia. Zacząłem mieszkać sam, kiedy skończyłem 16 lat. Od tamtej pory moje relacje z rodzicami znacznie się poprawiły, dziś są serdeczne, normalne.

– Są z Ciebie dumni?
Marcin Prokop:
Kiedyś podpatrzyłem, że mama prowadzi ukradkiem specjalny zeszyt, do którego wkleja artykuły o mnie, powycinane z gazet. To mówi więcej niż litanie komplementów. Oczywiście, czasami nadal się spieramy, ale zawsze na linii starzy–młodzi musi być napięcie, bo to jest motorem postępu. Mam nadzieję, że moja córka będzie się ze mną kłócić, zmuszać do myślenia, do szukania argumentów. Liczę na to, że nie będzie potulną amebą.

– Porozmawiamy o tym za parę lat.
Marcin Prokop:
Część z moich teorii pewnie będziemy musieli zweryfikować. Przecież podobno tylko krowy nie zmieniają poglądów, więc nie przywiązujmy się zanadto do tego, co ci nagadałem. Niebawem może się okazać, że hodowla kóz oraz posiadanie dwóch kochanek płci męskiej ze skośnymi oczami to jest to, co mnie najbardziej w życiu kręci.

Rozmawiała Katarzyna Zwolińska
Zdjęcia Wojciech Rudzki
Koncepcja sesji Jola Czaja
Stylizacja Iza Cisek
Asystentka stylisty Katarzyna Tykocka
Charakteryzacja Paweł Bik
Produkcja sesji Ewa Kwiatkowska

Dzień Dobry TVN. Marcin Prokop zdradził nam coś, co nie spodoba się władzom stacji!

Newsy
Maria Prażuch i Marcin Prokop - Dwa magnesy o tych samych biegunach
Związek Marii Prażuch i Marcina Prokopa oparty jest na sprzecznościach. Marysia chciałaby powiększenia rodziny, Marcin woli poczekać, aż ich córeczka Zosia dorośnie. Ją ciągnie do ludzi, on jest samotnikiem. Ona wierzy w porywy serca, on bywa cyniczny. Dzieli ich tak wiele! Co więc łączy?

Tylko nam opowiadają o miłości „z przeszkodami”, trudnej sztuce kompromisu i o tym, dlaczego mimo wszystko chcą ze sobą być. – Patrząc na Was, można pomyśleć: „Skrajności”. Pasujecie do siebie? Marcin Prokop : Nasz związek od samego początku przypomina dwa magnesy o tych samych biegunach. A osią jego symetrii jest konflikt buzujący gdzieś w tle. Różni nas widzenie świata, zjawisk, stosunek do ludzi. Właściwie wszystko, co nas łączy, dzieli jednocześnie. Uważam, jak Nick Cave śpiewający „People ain’t no good”, że ludzie są z natury źli. Marysia, że dobrzy. Jestem z natury nieufny, nie wierzę w bezinteresowną ludzką dobroć i empatię. Marysia przeciwnie. Ma dość liczne grono znajomych i przyjaciół, ja tylko kilka bliskich osób. I tego grona nie poszerzam. Marysia Prażuch: Otaczam się przyjaciółmi, ludźmi, których kocham. Marcin nie rozumie potrzeby przebywania z nimi. Różnimy się. Zawsze miałam dom otwarty. Przewijało się przez niego mnóstwo ludzi. Gotowało się razem, rozmawiało. Przy projektowaniu mieszkania zapytałam Marcina, gdzie zrobimy pokój gościnny. „Jacy goście, jaki pokój gościnny?”, usłyszałam. „Dom to jest moja cisza, mój spokój”. Marcin Prokop : Dla mnie to jest proste. Szukam samotności i ciszy po to, żeby wewnętrznie coś przeżyć. Na zewnątrz panuje chaos, a dom powinien być jaskinią, w której liże się rany i odzyskuje równowagę. Nie znoszę sytuacji, kiedy budzę się rano i ktoś obcy chodzi przede mną po moim domu. Marysia Prażuch: Muszę tak organizować życie, by pani, która pomaga sprzątać, opiekunka przychodziły wtedy, kiedy Marcin wyjdzie. Marcin Prokop : Taki jestem, nawet przyjaciół też mam w pewnym momencie dosyć. Po trzech dniach spędzonych z tą samą...

Marcin Prokop
Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek
Newsy
Marcin Prokop odsłania nieznaną, mroczną stronę swojej natury
W ogniu pytań Piotra Najsztuba zwycięzca 9. edycji Plebiscytu VIVA! Najpiękniejsi odsłania nieznaną, mroczną stronę swojej natury

- Pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy poczułeś, że jesteś najpiękniejszy? Marcin Prokop: Poczułem to, kiedy zadzwoniła do mnie naczelna Vivy!, żeby mi o tym powiedzieć. Wcześniej nic na to nie wskazywało. – Żadnego przeczucia, w wieku na przykład ośmiu lat: jestem najpiękniejszy… Marcin Prokop: …i tylko świat się na mnie nie poznał do 34. roku życia? Nie, a jedyną osobą, która mi to wcześniej mówiła, była moja mama, prawdopodobnie starając się być miła. Mam całkiem ładne cechy charakteru, natomiast fizys raczej dość przeciętną, przy całej swojej nieprzeciętności w wielkości. – Rośniesz jeszcze? Marcin Prokop: Już na szczęście nie. Kiedy miałem 16 lat i dwa metry wzrostu, przeczytałem gdzieś, że przeciętny mężczyzna rośnie do 19. roku życia. Potem przez parę dni z przerażeniem myślałem, co ze mną będzie za trzy lata. Na szczęście w porę przystopowałem. Myślę, że na mój wzrost może mieć wpływ historia mojej rodziny. – Czyli? Marcin Prokop: Nie wiem, czy to się nadaje do druku. To nie są wesołe opowieści. Mój dziadek był więźniem kilku obozów koncentracyjnych. A ponieważ był poddawany różnym eksperymentom, jak sądzę, również medycznym, być może jestem jakimś rodzajem ich reperkusji genetycznej. Mój brat jest nieco niższy, wszyscy są w miarę normalni, tylko ja wyrosłem tak dziwnie. – Coś Cię za tę dziwność w dzieciństwie spotykało? Marcin Prokop: Z perspektywy czasu mam wrażenie, że to była pewnego rodzaju szczepionka na to, co teraz się wokół mnie dzieje. Zawsze zwracałem na siebie uwagę w ten czy inny sposób. Teraz zwracam uwagę przez to, że jestem „najpiękniejszą” panem występującym w telewizji. – I najbardziej wygadaną. Marcin...

Aneta Zając pod studiem "Pytania na śniadanie"
Newsy
"Kobiety potrafią być szczęśliwe w pojedynkę" Aneta Zając szczerze o życiu singielki
"Kobiety potrafią być szczęśliwe w pojedynkę" Aneta Zając szczerze o życiu singielki

Aneta Zając jest jedną z nielicznych gwiazd, które mają pozytywny wizerunek i zero skandali na koncie. Podobnie jest z bohaterką, którą gra od lat w serialu „Pierwsza miłość”. Teraz jednak idą zmiany! Tylko nam Aneta Zając (37) opowiada, dlaczego postanowiła wreszcie zagrać czarny charakter i jak ułożyła sobie szczęśliwe życie jako singielka. Zaczynasz grywać czarne charaktery. To dla twoich wielbicieli spore zaskoczenie... – Postać Marysi gram w „Pierwszej miłości” już 14 lat. Więc kiedy pojawiła się możliwość wcielenia się w jej złego sobowtóra, Dominikę, nie mogłam odmówić. Co ciekawe, polubiłam tę postać i teraz staram się jej bronić, chociaż to nie jest łatwe zadanie. A tymczasem Marysia trafiła za kratki... Myślisz, że widzowie mieli już dość jej cukierkowego wizerunku? – Scenarzyści zamierzali wprowadzić do serialu trochę więcej urozmaicenia. Chcieli też, żebym zagrała wreszcie inaczej. Czuję się cudownie w takim wydaniu. Wiem, że może na to nie wyglądam, ale ja wprost uwielbiam grać czarne charaktery. Specjalizowałam się w nich już na studiach. Analiza takich postaci, dłubanie w ciemnych zakamarkach duszy – to dla mnie bardzo ciekawe. Zobacz także:  Aneta Zając w podwójnej roli w "Pierwszej miłości"! Kogo zagra w serialu? Oprócz dwóch postaci w „Pierwszej miłości” grasz także aż w trzech spektaklach. Nie cierpi na tym twoje życie osobiste? – Jestem bardzo dobrze zorganizowaną osobą. Oczywiście nie dawałabym sobie tak dobrze rady, gdyby nie pomoc dziadków. Jednych i drugich. A jak sobie poradziłaś w czasie strajku nauczycieli? – Tak jak w większości przypadków, szkoła moich synków też zdecydowała się wziąć w nim udział. Na szczęście jestem zaprawiona w bojach i...

Nasze akcje
Dua Lipa, Rihanna, Alessandra Ambrosio
Newsy
Te gwiazdy wiedzą jak stworzyć niezapomniane stylizacje!
Partner
Weleda
Newsy
Kosmetyki, które łączą tradycję z nowoczesnością. Poznaj je!
Partner
Zmysłowy i uwodzicielski czy delikatny i czarujący – jaki jest twój zapach?
Newsy
Ponadczasowy czy zaskakujący? Ten zapach ma jedno i drugie!
Partner
Sprawdź, jak skutecznie „cofnąć zegar” i odmłodzić spojrzenie!
Newsy
Spektakularny i jednocześnie naturalny wygląd? Sprawdź, jak odmłodzić spojrzenie!
Partner
Eva Longoria
Styl życia
Wymarzona sylwetka bez wyrzeczeń? To możliwe!
Partner
Newsy
Nowa kolekcja Lilou zachęca do świętowania wspólnych chwil
Partner
Pomysł na prezent: perfumy Tom Tailor
Newsy
Te perfumy symbolizują drogocenne chwile szczęścia i spokoju
Partner
Newsy
Niebanalna i ponadczasowa biżuteria Pandora zachwyca blaskiem
Partner
Nowości
PartyExtra
Małgorzata Rozenek-Majdan uśmiechnięta
Newsy
Małgorzata Rozenek-Majdan
BZ
Julia Wieniawa w neonowej sukience na lato
Newsy
Julia Wieniawa
BZ
Katarzyna Cichopek na 59 Festiwalu w Opolu
Newsy
Katarzyna Cichopek
BZ
Klaudia El Dursi na plaży
TV-Show
Hotel Paradise
BZ
Ślub od pierwszego wejrzenia x-news
TV-Show
Ślub od pierwszego wejrzenia
BZ
Versace wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Trendy w koloryzacji włosów na wiosnę i lato 2022. Te odcienie robią mocne wrażenie
Marcelina Zielnik
Gorący trend: Dopamine dressing
Fleszstyle
Dopamine dressing to najgorętszy trend sezonu. Obłędną koszulę w stylu Małgorzaty Rozenek-Majdan kupisz w Sinsay za 39,99
Anna Kusiak
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Niemal identyczne kupisz w Sinsay za 35 zł
Newsy
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Podobne kupisz w Sinsay za 35 zł
Urszula Jagłowska-Jędrejek
Anna Lewandowska w swetrze za ponad tysiąc złotych
Newsy
Anna Lewandowska w modnym swetrze ponad tysiąc złotych. W Sinsay kupisz podobny za 50 złotych!
Aleksandra Skwarczyńska-Bergiel
Moda uliczna wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Najmodniejsze buty na wiosenno-letni sezon. Te modele ma w szafie każda it-girl
Marcelina Zielnik