Maja Bohosiewicz zbudowała rozpoznawalne imperium modowe i przez lata uchodziła za jedną z najskuteczniejszych bizneswoman w polskim show-biznesie. Teraz aktorka i influencerka postanowiła odsłonić kulisy swojego sukcesu w szczerym wpisie, który zaczęła od zaskakującego wyznania.

WIDEO

player placeholder

Maja Bohosiewicz przyznaje się do "życia w kłamstwie"

Maja Bohosiewicz w emocjonalnym wpisie w mediach społecznościowych rozliczyła się z początkami swojej marki odzieżowej.

Opowiem wam historię. O życiu w kłamstwie - zaczęła.

Zobacz także:

Gwiazda, która lata temu porzuciła regularne aktorstwo na rzecz budowania własnego biznesu modowego oraz kariery w sieci, przyznała, że sukces na koncie bankowym nie zawsze szedł w parze z wewnętrzną harmonią.

Jak wyjaśniła Bohosiewicz, wszystko zaczęło się od jednej sukienki, która okazała się hitem sprzedażowym, jednak nie była tym, z czym sama się utożsamiała.

Maja Bohosiewicz tworzyła kolekcje wbrew własnemu gustowi

Maja Bohosiewicz przyznała, że przez lata serwowała klientkom estetykę, której sama prywatnie nie znosiła. Kwieciste projekty i romantyczny styl skradły serca Polek, ale właścicielka marki czuła coraz większy niesmak do własnego asortymentu. Le Collet, uruchomione przez Bohosiewicz w 2018 roku i budowane od początku jako biznes skierowany do kobiet, z czasem urosło do rangi rozpoznawalnej polskiej marki modowej z butikami w Warszawie i Gdańsku. Po latach Maja Bohosiewicz przyznaje:

Zaczęłam sprzedaż od dokładnie tej sukienki w kwiaty. Wyprzedała się w 4 minuty. Następną więc sukienkę uszyłam znowu w kwiaty. I kolejną. I następną. Czy lubiłam kwiaty? A w życiu! Miesiące mijały, kwiatki zostały, butik się otwierał, więc szłam za ciosem. Kolejne decyzje niezgodne z moim ja, ale w duchu "proklienckim". Ledy, kwiaty, róż, lustra, światełka, klatki dla ptaków, złoto, brakowało tylko na środku postawić kobietę z brodą i biletować to miejsce jako cyrk

Maja Bohosiewicz postawiła na autentyczność i zaczęła od nowa

Kiedy Bohosiewicz spróbowała wrócić do własnego stylu i zaproponowała klientkom prostą kolekcję typu basic, zderzyła się z bolesną rzeczywistością. Odbiorczynie nie były zainteresowane i oczekiwały wyłącznie tego, do czego przywykły. Maja Bohosiewicz jednak się nie poznała. Teraz po latach wyznaje:

"Warto tworzyć markę, której wartości i estetyka są zgodne z Twoim gustem. Inaczej prędzej czy później zaczniesz męczyć się, sprzedając coś, co nie jest o Tobie. Chciałam zakończyć Le Collet, bo nie chciałam już sprzedawać kwiatów. (...) Musiałam więc postawić grubą kreskę, zacząć od nowa i szukać nowych odbiorczyń lub przekonać obecne do zupełnie innego stylu" – tłumaczyła gwiazda.

Dziś Maja Bohosiewicz odczuwa satysfakcje z tego, jak obecnie wygląda jej biznes i nie żałuje, że w pewnym momencie postawiła wszystko na jedną kartę. Jeszcze niedawno Maja Bohosiewicz opowiadała o największej lekcji od życia.

Zobacz także: