Historia głośnej miłości

Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel chcą razem iść przez życie

To w górach po raz pierwszy Marcin powiedział Kasi, że ją kocha. W przeddzień jesieni, jak w dniu ich ślubu. Dlatego nie wyobrażali sobie innego miejsca na ślubną ceremonię.

I stało się! 20 września, w sobotę, w zakopiańskim kościele na Krzeptówkach, w obecności najbliższych, Kasia i Marcin powiedzieli sobie „tak”. Teraz nie rozdzieli ich już nic!

Kasia w pięknej długiej sukni z welonem, z błyszczącymi od łez oczami, przy nutach góralskiej muzyki stoi przy ołtarzu w kościele na Krzeptówkach. Uśmiecha się i z łezką w oku przypomina sobie, jak to kiedyś, gdy była jeszcze małą dziewczynką, biegała do Karoliny, swojej sąsiadki i najbliższej przyjaciółki, która dzisiaj pełni honory jej świadkowej. Znają się od siódmego roku życia. Razem bawiły się, dojrzewały i snuły marzenia o przyszłości. Czy rzeczywistość jest dziś tak piękna jak ten świat w marzeniach? „Piękniejsza”, mówi Kasia. „Dostałam od życia znacznie więcej, niż mogłam sobie wymarzyć”. W kościele obok Panny Młodej stoją teraz jej rodzice. Z trudem powstrzymują łzy wzruszenia. „Pamiętam, mama zawsze mówiła mi jedno: »Córeczko, zaakceptuję każdy twój wybór, bylebyś była szczęśliwa. Na tym zależy mi najbardziej«”, dodaje Kasia. Ucieszyła się bardzo, gdy okazało się, że jej rodzice od razu Marcina polubili.  Kiedy trzy lata temu przyprowadziła go do domu, mama zachowywała się tak, jakby znała go od zawsze. Tata, tak dotąd surowy wobec wyborów córki, także nie miał najmniejszych wątpliwości, że Marcin to właściwy chłopak. „A ja byłem zdziwiony, że z rodzicami właśnie poznanej dziewczyny można czuć się tak swobodnie.  Bardzo szybko wciągnęło mnie ciepło tego wyjątkowego domu. Mama, tata i brat Kasi Jacek pozwolili, bym poczuł się częścią ich rodziny”, wspomina Marcin.

Kiedy Marcin spotkał Kasię...
Dzisiaj, w czarnym eleganckim smokingu jest przejęty nie mniej niż Kasia. „Mam wielką tremę. Mam nadzieję, że Kasia nie ucieknie mi sprzed ołtarza. W tych lakierkach na pewno bym jej nie dogonił”, żartuje. Zazwyczaj oszczędny w słowach, teraz nie unika rozmów. „Wcześniej nie myślałem o ślubie. Mówiłem sobie, że mam na to dużo czasu. A potem poznałem Kasię… i choć nigdy nie należałem do specjalnych romantyków, okazało się, że spadło na mnie! Kiedy kocha się drugą osobę, staje się ona ważniejsza niż ty sam. Poczułem to przy Kasi”.Przez trzy lata wspólnego życia ani Kasia, ani Marcin nie zwątpili w swój związek, choć jak wszystkie pary mieli i trudne chwile. Szybko zrozumieli, że chcą iść przez życie razem. Już sto razy o tym opowiadali… nie sposób jednak w takim dniu nie przypomnieć, że to taniec ich połączył. Kiedy się poznali, Marcin miał za zadanie nauczyć Kasię tańczyć. Nic ponadto. „Byłem zadowolony, że trafiłem na partnerkę, z którą czułem, że mogę stworzyć niezły duet taneczny. Szybko ciężka praca stała się przyjemnością”. Któregoś razu ćwiczyli długo wieczorem. Kasia była zmęczona i głodna. Wiedziała, że w domu nikogo nie ma, bo rodzice wyjechali. Nie chciało jej się wracać do pustych czterech ścian. „Może wyskoczymy coś zjeść?”, zaproponowała Marcinowi. On mówi, że od tej wspólnej kolacji wszystko się zaczęło... a siłę tej magii mogli widzieć wszyscy, którzy oglądali wówczas „Taniec z gwiazdami”. Finałowy taniec – „Dirty Dancing”, był spełnieniem ich marzeń i do dzisiaj pozostał w ich sercach.

Wykupienie ukochanej
Dzisiaj, przed zakopiańskim kościołem, Kasia przypomina sobie, jak to było, gdy przyjechali tu po raz pierwszy. To ona namówiła wtedy Marcina na wyjazd. Któregoś dnia przyznał się jej, że nigdy jeszcze nie był w Zakopanem. Wychowany w Gdyni, zdecydowanie wolał morze. Nie znał gór. „Przyjeżdżałam tu z rodzicami, od kiedy pamiętam. Nauczyli mnie chodzić po górach i pokazali, jak je kochać. Monumentalne, surowe, tajemnicze, zawsze budziły mój szacunek. Dzięki nim zdobywałam dystans do wszystkiego, co działo się w Warszawie. Od zawsze były moim azylem”, opowiada. Marcin przyjechał tu z przekonaniem, że będą siedzieć przed kominkiem i spoglądać na Giewont. To była jego interpretacja słów Kasi: „Pokażę ci góry”. Rzeczywistość okazała się inna. Już o szóstej rano, z plecakiem na plecach, wyruszyli na ich pierwszą górską wycieczkę. Kasia pokazała mu Dolinę Pięciu Stawów Polskich – swoje ukochane miejsce w Tatrach. Złapał bakcyla. „Najbardziej lubię, kiedy wjeżdżamy do Zakopanego od strony Chochołowa. Uspokajam się od razu, kiedy widzę pierwsze góralskie domy”, uśmiecha się dziś.

To tutaj, w górach, po raz pierwszy powiedział Kasi, że ją kocha. Wtedy zbliżała się jesień, jak dziś, w dniu ich ślubu. Oboje najbardziej lubią góry jesienią. Wtedy jest najpiękniej. Ale Marcin ciągle pamięta zimę dwa i pół roku temu. Wtedy przyjechał do Zakopanego ze ściśniętym sercem. Był wieczór przed sylwestrem, a on nie mógł sobie znaleźć miejsca. Wcześniej, w Warszawie, odwiedził wiele sklepów z biżuterią. W jednym z nich znalazł to, na czym mu zależało: delikatny, drobny, ale piękny, jak dłoń, na której będzie noszony, pierścionek z brylantem. Kupił. Zapakowany w piękne pudełko, leżał spokojnie na dnie torby. W tamten zimowy wieczór bił się z myślami: A jeśli ona wcale tego nie chce? Jeśli to wszystko za wcześnie? Jeśli mi odmówi? „Jak każda zakochana kobieta marzyłam o tym, że my, że kiedyś… ale wtedy oświadczyn zupełnie się nie spodziewałam. Marcin wprowadził mnie w osłupienie”, opowiada Kasia. „Koledzy powiedzieli mi, że mam sobie przygotować dokładnie, co chcę powiedzieć i najlepiej od razu uklęknąć. Zapewniali, że to wcale nie jest takie trudne. Przeklinałem w duchu te ich rady. Mimo że byłem świetnie przygotowany, kiedy przyszło co do czego, byłem tak zdenerwowany, że ledwo zdążyłem powiedzieć to jedno krótkie zdanie: »Czy zostaniesz moją żoną?«. Naprawdę bałem się usłyszeć odpowiedź”, mówi Marcin.

Ale Kasia nie wahała się ani chwili… Po powrocie z Zakopanego poszli do jej rodziców. Pierścionek był już na palcu. Nie było przesadnie wielkich słów, podniosłej atmosfery. Tylko tata Kasi  wstał i powiedział Marcinowi: „Mój drogi, to teraz musisz wykupić moją córkę”. To wykupywanie trwało długo w nocy i obydwaj z uśmiechem wspominają je do dzisiaj.

Sposób na smutki
Rodzina Marcina była zaintrygowana poznaniem Kasi. „Dziewczyna, którą znamy tylko z telewizji, ciekawe, jak to będzie”, mówili Marcinowi. Wystarczyło, że przyjechała do Gdyni po raz pierwszy, a wszystkie lody pękły. Okazało się, że jest nie tylko serdeczna, ale w dodatku najnormalniejsza na świecie. Od razu z mamą znalazły wspólny język. Często plotkują o babskich sprawach, a tata podjął misję nauczenia Kasi gry w bilard. „Uczymy się już trzy lata”, żartuje Kasia. „Bardzo lubię, jak rodzice Marcina odwiedzają nas w Warszawie. Zawsze przywożą ze sobą dobrą energię”.

Małżeństwa rodziców są dla nich przykładem i dowodem na to, że można kochać się, szanować i być ze sobą przez całe życie. „Ślub jest scementowaniem związku i świadectwem na to, że kocha się bezgranicznie i dojrzale”, mówi Kasia. Teraz już nie będą myśleli o sobie „Ja”, ale „My”. To była chyba najważniejsza z prawd, jaką wynieśli z nauk przedmałżeńskich. I jeszcze to, że nad związkiem trzeba przez cały czas pracować, myśleć o drugiej osobie, a „ciche dni” zamieniać w rozmowę i humorem rozpędzać czarne chmury.

Ślub kościelny jest dla nich ważny, dlatego wybrali Sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej, kościół, który odwiedził Jan Paweł II. Słowa: „Totus Tuus”, czyli „Cały Twój”, utkwiły im głęboko w sercach.

„Zakopane zawsze będzie miejscem, do którego będziemy wracać”, mówią.

Tekst Iza Bartosz

Sesja ślubna zorganizowana została na wyłączność dwutygodnika VIVA! i dedykowana jest przez Kasię i Marcina Stowarzyszeniu na rzecz Dzieci z Chorobą Nowotworową KOLIBER (dla Domu Misi www.dom-misi.org). To początek współpracy Pary przy realizacji tego projektu. W najbliższym czasie będziemy informowali o kolejnych etapach działań.  

Zdjęcia Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO
Stylizacja Jola Czaja
Asystent stylistki Piotr Czaja
Projekt sukni ślubnej Maciej Zień
Makijaż i fryzury Margo Węgierek
Produkcja sesji Anna Wierzbicka

Newsy
Kasia Cichopek i Marcin Hakiel - Tylko ślubu brak
Zachód słońca we Włoszech. Pyszne wino i czas w końcu tylko we dwoje. O tym marzyli cały rok. Już nie pracują razem, ale za to dojrzeli, by założyć rodzinę. Jak teraz wygląda ich życie?

Kiedy powiedzą sobie „tak”? I jak to robią, że nie pogubili się w szalonym świecie show-biznesu? Tylko w „VIVIE!” Kasia i Marcin całkiem prywatnie. Swego życia nie zamieniłabym na żadne inne. Brakuje w nim tylko jednego – czasu”, mówi Kasia. Po raz pierwszy w ciągu ostatnich miesięcy może choć trochę pobyć z Marcinem. Wyjechali razem do Włoch, żeby odetchnąć od Warszawy. Po powrocie znowu czeka ich codzienna gonitwa: do Marcina szkoły, na plan serialu „M jak miłość”, do telewizji. Miniony rok był dla nich wyjątkowo stresujący. Nie wszystko, co zaplanowali, układało się tak, jak chcieli. „Było mnóstwo nerwów, spięć, ale kiedy teraz o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że to był rok doświadczeń. Nic tak nie uczy życia jak przeciwności, które hartują charakter”, mówi Marcin. Oboje z rozrzewnieniem wspominają ten czas, kiedy się poznali. Wtedy żyli jak w bajce. Nie mieli obowiązków i mogli cieszyć się tylko tym, co ich łączy. „Niczego nie planowaliśmy, szliśmy trochę na żywioł, czekaliśmy na to, jak się to wszystko rozwinie. No i się rozwinęło. I to bardziej niż myśleliśmy”, Marcin śmieje się do Kasi i przypomina jej: „Pamiętasz, jak po wygranej w „Tańcu z gwiazdami” nie wiedzieliśmy, co zrobić z twoim wiecznie dzwoniącym telefonem? Chciałaś go w ogóle wyrzucić”. Kasia pamięta tylko to, że była śmiertelnie przerażona, bo bała się, że presja otoczenia będzie zbyt wielka, a wtedy jeszcze nie wiedziała, jakie podjąć decyzje: „Nie wiedziałam, czy wybrać taniec, prowadzenie programów, czy aktorstwo. W końcu poprosiłam Marcina, żeby pomógł mi to wszystko jakoś uporządkować i efekt był taki, że ciągle byliśmy w pracy”,...

ONS
Newsy
Cichopki przechodzą kryzys!
Czy ich małżeństwo to przetrwa?

Normal 0 21 false false false PL X-NONE X-NONE MicrosoftInternetExplorer4 /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable { mso-style-parent:""; line-height:115%; font-size:11.0pt;"Calibri","sans-serif"; mso-fareast-"Times New Roman";} Od pewnego czasu w mediach pojawiają się informacje o problemach finansowych Kasi Cichopek i Marcina Hakiela . Aktorka nie ma już tylu propozycji zawodowych ile miała jeszcze kilka lat temu, dlatego wiązała duże nadzieje z przejściem do stacji TVN, gdzie miała zastąpić Katarzynę Skrzynecką w „TzG”. Marcinowi, który jest menedżerem swojej żony, nie udało się jednak wynegocjować pracy dla Kasi… Wszystko wskazuje na to, że problemy zawodowe odbiły się na małżeństwie Cichopków. Jak twierdzi źródło „Faktu” Kasia jest od pewnego czasu przygnębiona i smutna. - Ona nigdy taka nie była. Jakaś taka nieobecna… W gronie znajomych przyznała się, że zdarzają się jej ciche dni z mężem. To ją martwi, bo zawsze byli bardzo zgodni, a to się zmieniło…- powiedział informator. Miejmy nadzieję, że kilkudniowy urlop na który wybrali się Kasia i Marcin pozwoli im zapomnieć o problemach. 

Katarzyna Skrzynecka, Marcin Łopucki
Michał Dembiński
Newsy
Katarzyna Skrzynecka i Marcin Łopucki - Ich greckie wesele
Santorini. Wyspa wiecznej miłości. Wymarzone miejsce na podróż poślubną. Ale oni wybrali się tu, zanim 19 czerwca powiedzieli sobie „tak”.

Gorąca czerwcowa noc. Kasia wraca do domu z koncertu na drugim końcu Polski. Pada ze zmęczenia. Mocna kawa, by nie zasnąć za kierownicą. Właściwie po kilkunastu godzinach ciężkiej pracy powinna przenocować w hotelu. Ale zawsze powtarzała: „Trzeba Bogu dziękować za każdą szczęśliwą chwilę w domu, w którym czeka na ciebie spokój, miłość i ciepło najbliższej osoby”. Pomimo wielu zawirowań losu w ostatnich latach jej życia nie zmieniła zdania i nie straciła wiary w siłę tych wartości. Pasmo smutku i rozczarowań już za nią. Życie stało się znów pełne energii i marzeń. W domu czeka na nią on. Mężczyzna pełen miłości dla niej, o którym jeszcze niedawno nie odważyłaby się powiedzieć: „To ten, z którym chcę przeżyć życie”. W szczęściu i nieszczęściu, w zdrowiu i w chorobie, jak mówi przysięga małżeńska. Marcin już śpi, do niego przytulony pies, ale na stole czeka puchar deseru ze świeżych truskawek z karteczką: „Smacznego, Kochanie, kocham Cię”. *** Kiedy była małą dziewczynką, tak właśnie wyobrażała sobie szczęście. Mama, tata, dom, pies. Uśmiech i opiekuńczość. Jej rodzicom udało się przecież stworzyć wspaniałą rodzinę. „Od dzieciństwa uczyli mnie miłości i słonecznego patrzenia na świat. To rodzicom zawdzięczam, kim dziś jestem” , mówi Kasia. Państwo Skrzyneccy przeżyli jako szczęśliwe małżeństwo 40 lat. Ponad rok temu ciężka choroba, z którą nie udało się wygrać, zabrała mamę Kasi. „Zabrała mamę, ale nie zabrała miłości”, mówi jej tata. Mając takie wzorce w domu, jednym z najważniejszych marzeń Kasi było „stworzyć własną rodzinę i mieć jedno jedyne szczęśliwe małżeństwo na całe życie”. Niestety, nie było jej to dane… Jej małżeństwo z pierwszym mężem kończy się po trzech...

Nasze akcje

Uwielbiasz taniec? Rozwijaj swoje umiejętności i dziel się nimi ze światem!

Partner
Newsy

Kosmetyki, które dbają o ciebie i planetę. Poznaj nową linię przeciwzmarszczkową Laboratorium Kosmetycznego Ava

Partner

Lubisz zieloną herbatę? Poznaj jej prozdrowotne właściwości

Partner

Słuchawki jak ekskluzywne kosmetyki? To możliwe z Huawei FreeBuds Lipstick

Partner
Newsy

Pierścionek zaręczynowy w codziennych stylizacjach. Sprawdź najmodniejsze zestawienia na jesień 2021

Partner
Kosmetyki Neboa
Newsy

Zadbaj o włosy w duchu eko. Jak duży wpływ na planetę ma zawartość naszych kosmetyczek? Będziesz zaskoczona!

Partner