Reklama

Piąty odcinek "Must be the music. Tylko muzyka" w Polsacie, wyemitowany 3 kwietnia w Wielki Piątek, miał być przede wszystkim wieczorem z muzyką. Zamiast tego po emisji na pierwszy plan wyszło coś zupełnie innego: widzowie zaczęli wypominać produkcji sytuacje, w których uczestnicy nie byli dla jurorów osobami anonimowymi. Dyskusja szybko przerodziła się w spór o przejrzystość zasad i o to, czy w programie w ogóle jest miejsce na takie "przypadki".

Widzowie "Must be the music" zarzucają produkcji ustawkę

"Must be the music" to jedno z najbardziej lubianych show emitowanych przez Polsat, które bawi i wzrusza do łez miliony Polaków. Tuż obok muzycznej pasji uczestników i ich wokalnych popisów, niezwykle istotną rolę odgrywają bowiem ich osobiste historie, które niejednokrotnie wywoływały dreszcze oraz łzy współczucia. Niedawno 18-letni uczestnik "Must be the music" dostał pismo od prawnika rodziców po występie w programie i tym, co powiedział przed kamerami, co odbiło się w opinii publicznej głośnym echem.

Teraz kolejni bohaterowie show stanęli w centrum medialnej dyskusji. Po najnowszym, piątkowym odcinku "Must be the music", wyemitowanym 3 kwietnia, w sieci pojawiła się lawina komentarzy. Część widzów zarzuciło jurorom, wcześniejszą znajomość z niektórymi uczestnikami.

Ustawka, darujcie se!
Słabe, że takie występy po znajomości są promowane
- grzmią internauci.

To napięcie nie wzięło się jednak z plotek czy domysłów, lecz z informacji podanych wprost na antenie.

Znajomość jurorów z uczestnikami "Must be the music" pod lupą internautów

Jedną z historii, która najmocniej poruszyła widzów, był występ duetu Siostry Kafar, czyli Julii i Zuzy z Piotrkowa Trybunalskiego. Dziewczyny od lat łączą śpiew ze skrzypcami i publikują własne materiały w internecie. Na scenie zaprezentowały autorski utwór "Tak lub nie" i usłyszały cztery razy "tak".

Emocje wśród oglądających sięgnęły zenitu, gdy Dawid Kwiatkowski otwarcie przyznał, iż zna uczestniczki "Must be the music" jeszcze sprzed programu. Opisał, że trafił na nie w sieci, skontaktował się z nimi i odwiedził je osobiście.

Chciałem wam opowiedzieć, że kiedyś sobie tak przeglądam te internety i żem trafił na nie. I mówię, jak one fajnie śpiewają. I do nich napisałem, że chciałbym z nimi z zaśpiewać, a one napisały do mnie ''wbijaj do nas na chatę''. Więc ja w auto, a tam cała rodzinka, obiad, skrzypce, śpiewy, mama, tata…
- przyznał Dawid Kwiatkowski w ''Must be the music''.

Uczestniczka "Must be the music" współpracowała z Miuoshem. W sieci burza

Wątek powiązań jurorów z uczestnikami "Must be the music" wrócił w najnowszym odcinku aż dwa razy. Przypadkiem, który dolał oliwy do ognia, była historia Joanny (Asi) Smajdor z Jastrzębia-Zdroju. To wokalistka z muzycznym wykształceniem, absolwentka Akademii Muzycznej w Katowicach. W programie wykonała autorski utwór "Skybar" i również otrzymała komplet głosów na "tak".

Tu punkt zapalny okazał się jeszcze mocniejszy: na wizji padła informacja, że Asia od około dekady jest związana zawodowo z jednym z jurorów programu, Miuoshem, i występuje z nim jako chórzystka. Sam juror zaznaczył, że współpracują od dziesięciu lat, a on nie wiedział ani o jej autorskich utworach, ani o tym, że pojawi się w programie, w którym zasiada w jury.

Dziesięć lat ze mną gra i nie powiedział mi, że pisze swoje, i nie powiedziała mi, że będzie w programie, w którym jestem jurorem…
- przyznał Miuosh w ''Must be the music''.

Odcinek, który miał dać świąteczny reset, zostawił po sobie mocno nieświąteczną atmosferę. Z jednej strony mamy dwie historie uczestniczek, którym jurorzy dali komplet głosów "tak". Z drugiej strony widzów, którzy coraz głośniej domagają się prostych odpowiedzi: co z przejrzystością zasad, gdzie przebiega granica "znajomości" i jak program ma wyglądać, kiedy takie powiązania wychodzą na światło dzienne.

Zobacz także:

Reklama
Reklama
Reklama