Reklama

Henryk z ósmej edycji "Sanatorium miłości" opowiedział w rozmowie z "Faktem" o tym, jak zakończyło się jego małżeństwo. Jak podkreśla, ślub wziął, mając 23 lata, a wspólne życie trwało 40 lat. Wokół relacji długo nic nie zapowiadało przełomu, dlatego finał okazał się dla niego szczególnie bolesny. Dziś w tej historii najwięcej miejsca zajmują emocje: zaskoczenie, żal i poczucie, że coś ważnego rozpadło się zbyt szybko.

Henryk z "Sanatorium miłości" ma za sobą bolesny rozwód. Opowiedział o kryzysie

Z jego relacji wynika, że problem nie wybuchł nagle, tylko rósł w ciszy. Henryk zwraca uwagę na brak rozmów i na to, że z czasem partnerzy zaczęli się od siebie oddalać. W codzienności miało to przyjmować bardzo przyziemne formy: osobne rytmy dnia, inne przyzwyczajenia, a nawet wspólne sprawy, które wcześniej łączyły, przestały być "wspólne". To były pierwsze sygnały, że dzieje się coś niedobrego.

U nas nie było za wiele rozmów. Usłyszałem, że znudziliśmy się sobie, wypaliliśmy się, oddaliliśmy się od siebie
opowiedział na łamach „Faktu”.
Ona jadła coś innego, ja jadłem coś innego… już na sam koniec nie gotowaliśmy razem
dodał.

Henryk z "Sanatorium miłości" z żalem mówi o rozwodzie. Jego świat zawalił się w 15 minut

Henryk z "Sanatorium miłości" rozwód kojarzy z konkretną sceną: żona wniosła pozew, a sprawa rozwodowa trwała 15 minut. Senior podkreśla, że nie chciał przeciągać formalności i nie miał zasobów, by wchodzić w długie spory. W jego opowieści nie ma spektakularnych awantur - jest za to poczucie, że decyzja zapadła bez niego, a konsekwencje spadły na niego natychmiast. Przez długi czas jednak jego małżeństwo było postrzegane jako wzór.

Byliśmy postrzegani jako przykładna rodzina. Wszyscy myśleli, że jest wspaniale
zaznaczył.
Żona złożyła pozew o rozwód. Sprawa rozwodowa trwała 15 minut. Powiedziałem, że nie mam zdrowia i pieniędzy, żeby toczyć jakieś sprawy. Jeżeli żona tak chce, proszę bardzo
wspomniał z żalem.

Henryk z "Sanatorium miłości" zamknął się w sobie po rozwodzie. Czuł wstyd

Po rozwodzie Henryk bardzo się wycofał. Przez pierwszy rok był zamknięty w sobie i nie wychodził z domu. Towarzyszył mu wstyd i lęk przed spotkaniami z ludźmi, których znał od lat. Szczególnie mocno wybrzmiewa też wątek wiary: przyznaje, że nie potrafił pójść do kościoła, mimo że jest gorliwym katolikiem.

Byłem zamknięty, nie wychodziłem z domu, nie potrafiłem… myślałem: ''jak ja mogę się pokazać wśród swoich?''
przyznał.

Henryk wspomniał o dwóch córkach i podkreśla, że to one są dziś jego największym wsparciem. Jedna z nich mieszka z nim w rodzinnym domu, co - jak wynika z jego słów - pomaga utrzymać bliskość i ciągłość rodzinnych więzi. Choć minęło już trochę czasu, do dzisiaj kwestia rozwodu budzi w nim duży ból.

Nie mogę się do tej pory pogodzić z tym, co stało się z naszą rodziną
wyznał.

Nie tylko losy Henryka mocno zainteresowały widzów popularnego programu TVP. Warto przypomnieć, że także historia Bożeny z "Sanatorium miłości" poruszyła fanów produkcji. W tle trudne dzieciństwo, śmierć męża oraz walka z chorobą.

Udział w "Sanatorium miłości" to nowy rozdział w życiu Henryka

Henryk opowiada, że po roku przyszedł moment przełomu: uznał, że musi wyjść do ludzi. Właśnie wtedy pojawił się pomysł zgłoszenia do "Sanatorium miłości". Program miał być dla niego szansą na nowy etap - bez udawania, że nic się nie stało, ale też bez zamykania się na przyszłość. Dziś na szczęście jest już innym człowiekiem.

Ocknąłem się po roku i mówię: „trzeba wyjść do ludzi”
stwierdził.

Zobacz także:

Uczestnicy "Sanatorium miłości" mają już dość Basi
mat. prasowe Sanatorium miłości
Reklama
Reklama
Reklama