Agnieszka Hyży po konferencji ramówkowej Polsatu, która odbyła się 6 sierpnia 2026 w Warszawie, znalazła się w centrum internetowej burzy. W sieci zaczęły krążyć komentarze uderzające w jej wygląd, z sugestiami o liftingu i rzekomej "nowej twarzy". Prezenterka "Halo tu Polsat" przerwała milczenie, publikując na Instagramie stanowczy wpis. Chwilę później głos zabrał też Grzegorz Hyży, jasno stawiając granice.
WIDEO…
Agnieszka Hyży odpowiada na krytykę swojego wyglądu. "Skończyła mi się cierpliwość"
Po piątkowej jesiennej ramówce Polsatu, która przyciągnęła plejadę gwiazd, głośno było nie tylko o niezwykle udanych stylizacjach celebrytów, ich wypowiedziach, czy tanecznych popisach uczestników 19. edycji "Tańca z Gwiazdami". W sieci bowiem rozkręciła się dyskusja, która szybko przestała dotyczyć modowych wyborów czy makijażu, a zaczęła przypominać drobiazgową analizę rysów twarzy jednej z największych gwiazd stacji, Agnieszki Hyży.
Wielu internautów zaczęło sugerować, że prezenterka zdecydowała się na lifting. W końcu sama zainteresowana postanowiła zabrać głos w sprawie. Za pośrednictwem Instagrama Agnieszka Hyży dała do zrozumienia, że jej cierpliwość się wyczerpała, ale nie chce sprowadzać całej sprawy do tego, jak wygląda na konkretnym ujęciu.
Dobra. Skończyła mi się cierpliwość. Podobno mam nową twarz. Podobno "już siebie nie przypominam". Podobno zrobiłam lifting, pół twarzy wymieniłam, a druga połowa też budzi poważne podejrzenia internetowego konsylium - zaczęła.
W swoim komunikacie skierowała uwagę na mechanizm, który w show-biznesie działa bez przerwy: kobieta jest oceniana natychmiast i bez taryfy ulgowej, często na podstawie jednej klatki z nagrania, przypadkowego światła czy mocniejszego makijażu. Jej przekaz był prosty: taka "diagnoza" stawiana z kanapy, bez wiedzy i bez odpowiedzialności, nie jest niewinną rozrywką.
No to porozmawiajmy. Nie o mojej twarzy, bo z nią naprawdę wszystko jest w porządku. Porozmawiajmy o tej przedziwnej potrzebie publicznego rozbierania kobiet na części. O wydawaniu wyroków na podstawie jednej rolki, jednego zdjęcia, makijażu, światła czy niefortunnej klatki. O tym, że kobieta właściwie nie ma już prawa ani się starzeć, ani dobrze wyglądać, bo w obu przypadkach internet natychmiast stawia diagnozę.
Skandaliczne uwagi o twarzy Agnieszki Hyży. Gwiazda Polsatu wprost o poprawkach wyglądu
Prezenterka zaznaczyła też, że gdyby kiedykolwiek zdecydowała się na poważniejszą ingerencję w wygląd, nie budowałaby do tego historii o cudach w stylu sen, joga i woda. W ten sposób przecięła spekulacje, a jednocześnie przypomniała, jak łatwo internet wymusza na kobietach tłumaczenie się z własnej twarzy.
Pokażcie mi lekarza, który wskaże mi ten lifting, który tylu z Was już u mnie rozpoznało. Chętnie poznam szczegóły własnej operacji. A jeśli kiedyś naprawdę go zrobię? Spokojnie. Nie będę Wam wciskała, że to sen, joga i dwa litry wody.
Wpis Hyży uderzył w jeszcze jeden punkt, którego wiele osób nie chce widzieć: komentarze nie trafiają w próżnię. Czytają je bliscy, a czasem także dzieci. Prezenterka podkreśliła, że sama ma dość "grubą skórę", by przetrwać nawet wyjątkowo złośliwe uwagi, ale najbardziej złości ją świadomość, że takie treści mogą zobaczyć jej córka i inne dziewczynki.
Najbardziej jednak nie wkurza mnie to, że ktoś ocenia moją twarz. Mam 41 lat i wystarczająco grubą skórę, żeby to przeżyć. Wkurza mnie, że takie komentarze czytają nasze córki.
Jej zdaniem to prosta droga do wychowania kolejnego pokolenia w przekonaniu, że kobieca twarz nie ma prawa się zmieniać. Zawsze znajdzie się ktoś, kto dopisze etykietę: za stara, za młoda, zbyt naturalna albo "zrobiona". Pod postem z godziny na godzinę przybywało reakcji, a Hyży mogła liczyć na wsparcie także ze strony osób z branży. Wśród komentujących pojawiły się m.in. Anna Karwan, Joanna Jędrzejczyk czy Aneta Zając.
Przykro się czyta te komentarze Aga... Niektóre z tych osób zapewne również mają swoje dzieci, które wcześniej czy później trafią na taki "życzliwy" komentarz napisany przez swojego rodzica - skomentowała Aneta Zając.
Niestety żyjemy w czasach kiedy "jeśli wyglądasz dobrze" i nie daj Boże nie na swój wiek to według "ludu" musisz być porobiona - dodała Edyta Folwarska.
Grzegorz Hyży staje w obronie żony
Także Grzegorz Hyży odniósł się do sytuacji publicznie. Zaznaczył, że ocena programu, pracy, muzyki czy nawet stylizacji jest wpisana w zawód osób obecnych w mediach. Ale "rozkładanie twarzy jego żony na czynniki pierwsze" nazwał przekroczeniem granicy.
Rzadko zabieram głos w takich sprawach, ale dzisiaj zabiorę. Możecie oceniać program, muzykę, pracę, stylizację. To jest część naszego zawodu. Ale kiedy setki dorosłych ludzi urządzają sobie publiczną sekcję twarzy mojej żony, przekraczamy granicę, której naprawdę nie powinno się przekraczać. Nie dlatego, że Agnieszka sobie z tym nie poradzi. Poradzi sobie. Znam ją - zaczął
W jego reakcji mocno wybrzmiał wątek odpowiedzialności: po drugiej stronie ekranu zawsze jest człowiek, a czasem również jego dzieci.
Tylko że te komentarze czytają też nasze dzieci. I kiedy dorastająca dziewczyna pyta swoją mamę: "A jak kiedyś ktoś zobaczy moją twarz, to napisze, że jestem piękna czy że jestem brzydka?" — to przestaje być "niewinnym komentarzem w internecie". To staje się lekcją, którą dorośli dają dzieciom. Bardzo g******ą lekcją - dodał.
Muzyk zaapelował o empatię i przypomniał, że wolność słowa nie powinna być usprawiedliwieniem dla bezczelności.
Zanim kolejny raz zaczniecie rozbierać czyjąś twarz i ciało na części, pamiętajcie, że po drugiej stronie naprawdę jest człowiek. Czasami również jego dzieci. I może najwyższy czas przestać mylić wolność słowa ze zwykłym chamstwem.
Zobacz także:


















